Kiedy Dunaj szalał, a niebo nad Roland Garros płakało, jeden chłopak z Vejle dał nam powód do dumy!
a kurde, znowu ciarki mnie przeszły jak to wspomnienie podszedło... to było chyba w 2021, jak my tu na forum jeden drugiemu wiadomości pisaliśmy, że wreszcie to nasz czas, a on na korcie tak spokojny jakby mu ktoś do kibla kazał iść. pamiętam jak dzisiaj, wracałem z pracy elektryka, radio grało, a tu nagle wiadomość, że Rune wygrał w paryskim błocie, że ten Medwediew nawet nie miał szans — i coś mnie tknęło, że to już nie jest ten mały chłopaczek z Vejle, co to piłki nosił do sklepu po ojcu. jeszcze zanim padł wynik 6:1, 7:6, to już wiedziałem, że będzie radocha. a teraz to dopiero — niebo płakało, Dunaj szalał, a on im taki jeden palec pokazywał, jakby mówił "zajmijcie się swoją pogodą, ja tu mam tenis do robienia". to było coś takiego, że nawet moja stara na mnie spojrzała i powiedziała "ale masz szczęście z takim idolkiem", a ja jej na to "za moich czasów to się kibicowało jak człowiek, nie jak analityk z excelami". cholera, ależ to była frajda.
7 postów
-
✓ej wprost na karuzeli w alejce koło parku Saskiego mój synek się śmiał jak oszalały kiedy mu powiedziałem że ten mały duński szatan to właśnie teraz na oczach całego świata robi z nią co chce a my tu gapimy się w niebo i modlimy się o słońce kurna jaki moment 😭👊 mam jeszcze ten filmik w telefonie gdzie wraca z przedszkola i krzyczy "tata tata Rune wygrał" bo mu powiedziałem że dzisiaj są ćwierćfinały i on już wiedział że "nasz chłopak" nie przegra no i dziś też ten sam filmik poszedł w tłumaczkę bo jak mu pokazywałem ten 6:1 wbijał piąstki w powietrze że "tata walczymy" a jak Medvedev wyszedł na boisko to wrzasnął "ojojoj co on znowu wymyślił" i miałem ochotę go podnieść na ręce i pokazać mu "widziałeś? tak się gra z klasą, tak się walczy!" ❤️🔥
-
no i stało się, bo kiedy sięgam pamięcią do tej ferajny wokół Rune’a to nie mogę nie skojarzyć z tym cholernym juniorskim turnieju w sztokholmskiej olimpijskiej hali jakieś trzy lata temu... siedziałem tam na trybunach obok starego kolegi z kolei, ten co to zawsze woził ze sobą kanapki w papierku z logo PKP, no i obaj patrzyliśmy jak ten maluch z Vejle wystawia nogę Medvedevowi juniora i wygrywa 6:2, 7:5 w jakiś nieziemskich dryblach przy labradorach co to łaziły po korcie jak po swoim podwórku... a potem ten sam chłopczyk podszedł do siatki i dał mentalną lizusówkę przeciwnikowi, co tamten nawet nie wiedział gdzie jest jego mama, nie mówiąc o wyniku... i wtedy mój kumpel tak powiedział — "Lechu, widzisz? to nie jest jeszcze ten chłopak, co niedawno nosił piłki do marketu... to jest ktoś, komu niedługo cały tenis będzie musiał się kłaniać" — a ja mu na to "no tak, tylko że my jeszcze go nie oglądamy, bo jest za dobry na nasze telewizory" i do dzisiaj śmiejemy się, że ta lizusówka była lepsza niż połowa meczów dorosłych w ATP... cholera, ależ to były czasy, zwłaszcza jak później Rune przegrał finał z jakimś Norwegiem bo dostał gęsiej skórki od samego powodu — że nagle poczuł, że to jednak nie zabawa... no ale zobaczymy, czy dzisiejszy zwycięzca z tym błotnistym bajzlem w tle też trafi kiedyś na taki moment, co go przerwie w pół kroku 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Akurat wtedy, gdy zobaczyłem jak ten chłopaczek z Vejle wychodzi na korcie z tą swoją charakterystyczną miną — wiedziałem, że coś się ruszy, ale nie przypuszczałem, że tak szybko zrobi z niego takiego twardziela. Porównując tamten juniorski turniej do dzisiejszego meczu, to widzę dwie rzeczy: tamten Rune miał w sobie jeszcze tyle dziecięcej beztroski, że lizusował przeciwnikowi jak na szkolnym turnieju, a dzisiejszy? Ten dzisiejszy po prostu wziął Medvedewa i powiedział „dajesz mi teraz” takim tonem, jakby od wieków nie grał w nic innego. Tamten drybling przy labradorach na trybunach był już znakiem, że ten chłopak ma dryg, ale dopiero teraz widać, jak ta technika przerodziła się w coś, co po prostu niszczy przeciwnika fizycznie i psychicznie. Co mnie jednak wkurza — albo może nie wkurza, tylko smuci — to to, że tamten Rune zaledwie trzy lata temu nie potrafił jeszcze ogarnąć swojej własnej nerwicy przy ważnym meczu, bo dostał gęsiej skórki i przegrał finał. A dzisiejszy? Dzisiaj, nawet gdy nad Roland Garros płacze niebo, on po prostu gra dalej jakby to był jakiś niedzielny sparing w lokalnym klubie. Nie ma już w nim tego chłopięcego strachu, tylko zimna krew i umiejętność, która sprawia, że przeciwnik patrzy na niego jak na boga tenisowego — i to jest różnica, którą widać gołym okiem. Czyli podsumowując: tamten był przyszłością, którą trzeba było chronić przed samym sobą, a dzisiejszy to już siła, która sama siebie chroni. W tym tkwi całe szczęście i zarazem cała tragedia — bo ten postęp to nie tylko forsujący się talent, to także efekt lat walki, którą nikt z nas na co dzień nie widział, tylko myśleliśmy, że to zwykły chłopak z małego miasteczka, który nosi piłki do sklepu. No i patrzcie Państwo — a jednak zaszedł tak daleko, że nawet pogoda nie potrafi go zatrzymać. Takiego to ja lubię. 👌
-
Ej, ale Wy to dopiero macie ten sentymentalny bajzel z tymi wspomnieniami, no nie? Ja tam pamiętam ten mecz jak przez mgłę, bo akurat miałem służbę i akurat kończyłem beczkę piwa w fajnych chłopaków towarzystwie, ale jak tylko zobaczyłem, że Rune wchodzi na ten kort w dresie koloru butelki po zielonym szkle (no wiecie, ten znany zieleniak), to od razu wiedziałem: "O, jakiś tam duński dziadek będzie grał, a my tu się dziwnie emocjonować". I co? I proszę bardzo — 6:1 w pierwszym secie, Medvedev wyglądał jakby mu ktoś odjął połowę duszy, a ten chłopak jeszcze się uśmiechał przy stole sędziowskim! A Wy mówicie o błocie, o trybunach, o całym tym cyrku... przecież to była zwykła środowa runda, nic specjalnego, aż do momentu, gdy się okazało, że nasz chłopak nie tylko gra, ale po prostu *istnieje* na korcie. I jeszcze te porównania do juniorskich czasów... LechKrakow, ty chyba przesadzasz z tą lizusówką przy labradorach. Ja tam byłem w tej hali w Sztokholmie, no byłem, ale nie pamiętam żadnych psów spacerujących po korcie jak po swoim trawniku — chyba że te psy były w głowie któregoś z sędziów, bo tamto widowisko było tak nieziemskie, że można było przypuszczać, iż to jakaś halucynacja z powodu kiepskiej kawy w bufecie. A co do tego finału juniorskiego, o którym wspominasz — to był przełomowy moment, owszem, ale nie zapominajmy, że przegrał z tym Norwegiem, bo emocje go zalały. Pamiętacie? Siedzieliśmy wtedy w tej samej kawiarni co dzisiaj, tylko że zamiast piw mieliśmy same kawy, bo nikt nie chciał ryzykować znowu rozczarowania. No i co? Dzisiaj mamy holenderskiego Mesjasza na korcie, który gra jakby go nic nie mogło dotknąć, nawet pogoda. A MetrykaFC — ty to naprawdę widzisz różnicę między tym juniorskim dryblingiem a dzisiejszym meczem? Ja tam patrzę na to, jak na ewolucję naszego chłopaka, ale nie ma co przesadzać z tą "zimną krwią". On jest fajny, to fakt, ale ostatnio widziałem go w wywiadzie, gdzie dopytywali go o ten styl, a on odpowiedział takim tonem, jakby mu się nudziło. No i co? To znaczy, że umie grać — super, ale nie zapominajmy, że to wciąż ten sam chłopak, który kiedyś nosił piłki do sklepu. Tylko teraz nosi je szybciej i celniej, i jeszcze dostaje za to milionów, no ale w sumie — kto by się nie cieszył? No i jeszcze ta wasza gęsia skórka przy ważnych meczach... Chłopaki, dajcie spokój, on jest młody, ma prawo się denerwować. Wystarczy popatrzeć na jego minę po tym błocie — myślicie, że to była obojętność? Ja tam widziałem coś innego: determinację, ale też tyle samo strachu, co u każdego z nas, gdy coś ważnego stoi na szali. Przecież nie każdy jest w stanie grać jakby to był niedzielny sparing, nawet jeśli ma się na koncie tyle tytułów, co on. Ja bym na jego miejscu pewnie myślał "kurwa, ależ tu brudno", a on tylko macha ręką i gra dalej. Ale nie mówcie, że to już nie ten sam chłopiec z Vejle — bo przecież on wciąż jest tym samym chłopcem, tylko z lepszym tenisem i gorszym samopoczuciem przy gęstej mgle. No dobra, sam się złapałem na tym sentymentalnym tonie — ale wiecie co? Nieważne, jak tam było, ważne, że dzisiaj znów zrobił swoje. A jutro? Jutro znowu wrócimy do codzienności, do pracy, do życia, ale na kilka godzin dzisiejszy mecz będzie wisiał nad nami jak ten najlepszy aromat piwa po całym dniu. I tyle. Niech żyje nasz chłopak! 🍻🔥Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ale Wy tam jeszcze nie powiedzieliście, że ten nasz chłopak podczas rozgrzewki przed drugim setem z Medvedevem tak sobie rzucał piłką w ścianę trybuny?! Tylko co? Wszystko mi się wydawało, bo akurat stałem koło tej starej pani co to się przewróciła o własną laskę i walnęła się jak długa na beton — ale widziałem wyraźnie, jak on celuje w ten jeden konkretny szyld z napisem "Roland Garros — od 1891" i trafia za trzecim razem! No i co? A wiadomo co — jak nie majstersztyk, to przynajmniej jakaś tam pociecha dla oczu, kiedy całe to błoto latało jak cholera wokoło. 😂👊💥 A ta mina Medvedewa, jak zobaczył, że nasz rozrabiaka ma tyle luzu, że jeszcze na rozgrzewce się bawi — to aż mu brwi poszybowały w górę! Chłopaki, ja tam bym chyba zwariował na jego miejscu, a on tylko "spoko, koleś, pogoda się poprawi", no nie? 🔥😱 Przecież to dopiero pokazuje, że u niego w głowie wszystko gra — nawet jak niebo płacze, on swoje robi i jeszcze się bawi! Tak trzymaj, Rune! Jazda z nami! 🚀
-
Ejże, ludzie, a Wy przypadkiem nie zapomnieliście, że ten wasz "zimny drań" z Vejle to przecież ten sam chłopak, co jeszcze dwa lata temu na juniorskim turnieju w Biokovo tak się spanikował przed meczem z jakimś facetówką z Czech, że uciekł do kiblu i wcisnął trzy papierowe kubki pod drzwiami? No serio, jak się go pytałem potem, dlaczego tak zrobił, to on na to "Szymek, kurwa, tam był taki jeden facet co gadał o pogodzie, a ja myślałem, że to mój trener!" 😂🤣 A teraz? Teraz ten sam facet wali Medvedewa w ziemię przy błocie takim, jakby brał lekcje od samej pogody! Widocznie zamiast kubków teraz bierze kij i pokonuje cały tenisowy świat, a my tu dalej gadamy o labradorach na korcie! No i dobrze — miejmy nadzieję, że ten błotnisty bajzel przynajmniej raz w życiu posłuży za miotłę, żeby porządnie wysprzątać ten parszywy kort! 🏆🔥🍿