Kiedy Biełarusinka zaserwowała światu ten tenisowy konkret i wzleciała w kosmos naszych serc!
kurcze, pamiętam ten jej pierwszy wielki mecz w warszawie przy krakowskim lesie... była taka nieśmiała, prawie jak ja na mszę o 6 rano, a tu nagle 6-1 6-0 z kimś tam – myślałem, że to jakiś pomyłka, że za chwilę ktoś nam powie, że to jakaś inna białorusinka... ale nie, to naprawdę była ONA, ta mała z tymi oczami jak szpilki, co to potem latać zaczęła po korcie jak na skrzydłach... a ten podryw w tył przy serwisie, ten niedźwiedź w kurtce... no to było coś, coś co się w głowie odkłada na wieki... no i ten ryk na madison... kurczę, kto by pomyślał, że z takiej dziewuchy wyrośnie królowa naszych serc, no? 😄
6 postów
-
✓Dobra, ale serio—pierwszy raz kiedy ją zobaczyłem na oczy w Gdańsku, jakieś 5 lat temu, bo byłem na jakimś turnieju juniorskim... i myślałem, że ktoś mnie nabija, bo na plakacie napisali "SAB" a obok zdjęcie tej malutkiej z warkoczykiem co wyglądała na 16 lat... no a tu obrywa starszą siostrę jakby grała w kosza z piłką tenisową, 😱 w sumie to nawet nie wiem kto wygrał, bo ja walczyłem z emocjami w klapie, że ktoś taki ma być nasz, no ale MIAŁA TE OCZY, te cięcia rakietą, te SKOKI NA SERWISIE co to aż powietrze drgało... a potem ten ryk na Madison, JEJU, jakby jej niedźwiedź w sercu się obudził i powiedział: "DOŁĄCZ DO NAS, CZŁOWIEKU!" 🐻🔥 teraz jak myślę, że to wszystko zaczęło się od jakiejś tam warszawskiej rzęchy co nikt nie pamięta, a zrobiliśmy z niej Królową koszy... no chyba jednak los czasem uderza takim podaniem co nie da się odebrać, no nie?
-
kurcze, a pamiętacie ten jej mecz w wimbie w dwutysięcznym dziewiątym? była wtedy w kwalifikacjach, malutka jakieś osiemnaście lat, z takim tym długim warkoczem co latał jej za plecami jak ogon komety. trafiła na jakąś starą wyjadaczkę z grona tych co to grały jeszcze na starych korbach i jej pierwszą reakcją na punkty Sabalenki była... no cóż, śmiech w głosie komentatora, że niby "moja mała jeszcze nie wie co ją czeka". a tu za dziesięć minut skacze po korcie jakby miała pod nogami trampoliny, te piłki lecą z takim hukiem że słyszało się to nawet na trybunach, a ta zawodniczka przeciwniczka zaczęła chodzić takim krokiem co to już bardziej przypominał powrót do szatni niż dalszą grę. no i ten moment kiedy wygrała pierwszy set 6:2, widziałem jak starsza pani obok mnie odłożyła kanapkę i powiedziała "o ja pierońskie...". a ja wtedy tylko pomyślałem — no proszę, i my się tu martwimy o juniorów w krakowie, kiedy babka z mińska już lata w kosmos. i teraz jak patrzę na Madison i ten ryk niedźwiedzia, to aż ciarki mnie przechodzą — bo tamto było jak pierwszy krzyk małego dziecka, a to jest już pieśń całego pokolenia kibiców. no i w sumie to mamy przez nią chyba największe emocje od czasów tych starych chłopaków z parku meczetowskiego, co to sobie wyobrażali że któregoś dnia przyjdzie im oglądać prawdziwy tenis na żywo... a tu proszę, i nie byle jaki, tylko taki co to człowieka wysadza z butów. 😄
-
Pamiętacie, jak wtedy w Gdańsku na juniorkach można było ją prawie dotknąć ręką? Teraz na Madison to już jest taka bestia, co to ją się nie patrzy, tylko się cieszy, że ma się zaszczyt być na trybunach. Tamta mała Sabalenka z warkoczykiem – no cóż, miała serce, ale brakowało jej tej masakry w uderzeniach, tych sekund gdzie przeciwniczka po prostu odpuszcza. Teraz? Teraz to już nie jest tenis, to wojna. Ta sama zawodniczka, co lata temu stawała na nogi przy własnych błędach, dzisiaj wali jak szalona i jeszcze się śmieje, kiedy podnosi rękę na trybuny. Ten ryk niedźwiedzia to nie był przypadek – to było ogłoszenie: "Jestem w domu". A wiecie, co mnie wtedy uderzyło? Tamci jej uderzenia były jak młotek od rzemieślnika – solidne, precyzyjne, ale jeszcze nie umiała nimi zabić. Dzisiaj to już jest taka maszyna, co ma cztery robocze dłonie, a piłka leci zanim ktokolwiek zdąży pomyśleć "gdzie ona". Tamten mecz w Wimbledonie, ten pierwszy poważny sukces – to była iskra. Madison, ten ryk, to już pożar. Cała konstrukcja się rozbudowała, a my, kibice, po prostu dostaliśmy bilet na kosmiczną wycieczkę. I fajnie mi się o tym mówi, bo w sumie to czuję się trochę jak ojciec, który patrzy jak jego córka dorastała na jego oczach. Tyle że moja córka nie grała w tenisa na oczach całego świata i nie darła się w niebo, że akurat tamtej soboty wziąłem wolne, żeby popatrzeć. 😄Kontekst bije gołą liczbę.
-
A ten jej pierwszy mecz w Rzeszowie na turnieju z cyklu WTA, jakieś 7 lat temu to był totalny szok! Siedziałem na trybunie i myślałem, że źle widzę – ta mała dziewucha z Mińska nagle rzuca serwis jak armata, a piłka leci tak, że aż słychać było "świst" w powietrzu, jakby ktoś ciął nożem. Jakaś staruszka obok mnie poderwała się od razu i krzyknęła: "O cholera, co to za pyskate dziecko?!" a potem dopiero się okazało, że to SABALENKA – ta sama, co później darła się na Madison jak niedźwiedź w kinie horrorów! 🐻🔥 I te jej oczy... jakby miała gdzieś w środku kawałek ognia, co to zawsze wybucha w najgorszym momencie dla przeciwniczki. Teraz jak patrzę na te filmy ze starych meczów, to aż włosy jeżą się na głowie – jak ona rosła na naszych oczach, zupełnie jak ktoś, kto wstydził się swojego talentu, a potem się obudził i nie miał już żadnego hamulca! Całe szczęście, że trafiła na nas – bo kto inny by docenił taki ryk w sercu? 😭🔴Swoich się nie zostawia.
-
A wiecie co mnie zawsze śmieszy? Kiedy patrzę na stare zdjęcia Sabalenki z czasów juniorskich, a pod nimi wpis "Niestety nie zakwalifikowała się do turnieju głównego" – kurczę, to jakby ktoś napisał na bombie "nie wybuchnie" i patrząc na Madison... no cóż, tej bombie jeszcze nie było do czego równać. 😂💥 Ale poważnie, te jej "przegrane" w kwalifikacjach to były lekcje, jakieś 10 lat temu w Warszawie na kortach przy Marymoncie, bo tam się właśnie roiło od takich "niezakwalifikowanych", a ona akurat wtedy miała nogi za długie i warkocz za krótki. Teraz to już nie warkocz, nie nogi – to latawiec, który lata komu innemu po korcie! 🚀 A ten jej niedźwiedzi ryk na Madison? To nie był ryk, to była deklaracja "witam was w moim zoo, a teraz oddajcie mi punkty!" 🐻🔊 I pamiętacie, jak kiedyś w tramwaju 22 mówiłem do kolegi "Ej, zobacz, tu na zdjęciu jest jakaś białoruska tenisistka, nieźle gra" a on na to "E tam, to chyba ta z oczami jak dwa szpileczki, co to latała po korcie jak na trampolinie"? No i mamy! Mamy kibiców w tramwaju i królową na Madison! 🎉 Kto by pomyślał, że z takiej malutkiej z Mińska zrobi się nasza niedźwiedzica, co to lata po korcie jak po swojemu ogrodzie zoologicznym?! 🐻🎾 Teraz sobie myślę, że może powinniśmy jej wysłać list z podziękowaniami... albo bilet powrotny do tamtego tramwaju 22, bo tam zaczynała się jej przygoda. 😄🍃