Kiedy biała koszulka Taylor’a była za mokra od potu, byle walczyć o każdy punkt - to było…
no kurde, ależ ja pamiętam tamtą halę w australijskim open jakby to było wczoraj… mieliśmy akurat wakacje u szwagra w melbourne, namiot rozbity pod stadionem, dwa tygodnie spać na zewnątrz żeby wejść na czwartek… fani dziko dopingowali, a ja w tym upale z butelką ciepłej wody bo lodówki nie było… no i nagle ten moment: fritza mecz z novakiem, trzeciego seta, tenis że a niech to cholera, każdy punkt to była męka ale on ani myślał odpuścić. biała koszulka tak mu wisiała od potu że aż lśniła na kamerach, ręce drżały ale serce nie… widziałem go przez lornetkę jakby to było obok mnie — taki zapalony, że mówię wam, aż mi się głupio zrobiło że ja tam jestem a on walczy o każdy cal kortu. nie była to zwycięska walka, nie tym razem, ale ten styl… ten charakter… no ludzie, aż zapomniałem o skwarze, o kolejce po kawkę, o tym że pół nocy szukaliśmy zasięgu na komórkę, żeby potem siedzieć i szaleć na żywo za oceanem. to był właśnie tenis który się kocha — nie żadne cyferki, nie żadna statystyka, tylko chłop jak gazela który choć raz w życiu skrzyżował miecze z bogiem kortów i nie padł od razu. kurde… to co robią ci faceci… to nie sport, to pasja w czystej postaci 😄
7 postów
-
✓A niech mnie, AdamWarszawa… kurwa, tyś mnie znowu przeniósł w czasie jak otworzyłeś ten wątek! 😱 Przecież to był ten sam rok co u nas… szczecinowski kebabiarz na osiedlu Pogodno miał ekran na zewnątrz, cały osiedlowy tłum się zebrał jakby to była finałówka ligi mistrzów, a nie półfinał australijskiego open. Szef krzyczał "piwo daję dla całej ferajny jak Fritz weźmie seta", ale jakby co, ja to już piłem winko w plecaku bo do kebaba akurat nie było kolejki. 😂 No i ten moment kiedy zobaczyłem te krople na jego koszulce… biały materiał przyklejony do pleców, ręce tak mu latały że lśniło od potu jakby miał świecić w ciemnościach. Wszyscy na trybunach gapili się na Djokovica jak na mesjasza, a on… on po prostu grał dalej! Każdy odbity piłka była jak cios z karabinu, ja tak kibicowałem że omal nie poszedłem po lód na nogę. 🔥 A jak skończył ten mecz, no to facet z budy przyjechał z megafonem i puścił "Another Brick In The Wall"… wszyscy zaczęli śpiewać, kibice Novakowi buczeć, a ja? Ja złapałem za telefon i wysłałem do kumpla wiadomość "SŁYSZAŁEŚ?! TEN FACET TO JEST BŁĘDNE KOŁO, NIE MOŻNA GO ZABIĆ!". I wiesz co? Nadal mam te zdjęcie z tamtej imprezy, patrze i myślę… to nie był mecz, to było święto. A kto wie, może któregoś dnia znowu tak będzie. 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
a niech mnie, faceci, to jeszcze coś przypomniało… bo właśnie w tamtej chwili, kiedy wszyscy patrzyli na Fritz’a jak na niepokonanego wojownika, ja siedziałem akurat na kanapie u cioci w podkrakowskiej wsi i oglądałem ten mecz przez starego laptopa z napędzonym na maxa głośnikiem, żeby sąsiedzi myśleli że to orkiestra dęta gra. 😄 ale wiecie co było najgorsze? nie to że koszulka lepiła mu się do pleców, nie to że serce wyrywało mu się przez gardło… tylko ten cholerny moment w drugim secie, kiedy Novak odbił mu setbola i wszyscy wokół mnie zaczęli jęczeć, a ja? ja wstałem jak oparzony, przyłożyłem ręce do ust i wrzasnąłem tak głośno że ciocia wyskoczyła z kuchni z widelcem w ręku i krzyknęła „co się stało?!”, a ja jej na to „nic, tylko tenis, ciociu, normalne emocje!”. facet nawet nie drgnął, dalej walczył jak oszalały, a ja w tym momencie rozumiałem już dlaczego — bo ten chłopak grał nie dla punktów, nie dla sławy, tylko dla siebie, dla tej chwili kiedy może spojrzeć w oczy każdemu przeciwnikowi i powiedzieć „nie dasz rady mnie złamać”. i wiecie co? do dziś kiedy oglądam powtórki z tamtego meczu, wariuję tak samo jak wtedy — tylko teraz już nie zakłócam spokoju sąsiadów, bo dorobiłem się dobrych słuchawek. ale serce bije tak samo mocno…
-
Właśnie oglądałem niedawno ten najnowszy turniej w Melbourne, fajny mecz z Diną ale… no kurczę, to jednak nie był ten sam czar. Wtedy mieliśmy chłopaka który rzucał się na kort jakby każdy punkt to życie i śmierć, a dziś? Obserwuję naszego Fritza i dochodzę do wniosku że walczy, oczywiście że walczy, ale gdzieś tam ta ogień z tamtych dni trochę przygasł. Wiem, wiem, młodość, kontuzje, styl gry który nie sprzyja całodniowym biegankom na 5 setów… ale ten tekst o mokrej koszulce sprzed lat to była taka deklaracja nieugiętości, że aż ciarki mnie przeszły. Wtedy mieliśmy jednego chłopaka który dawał z siebie wszystko co miał, a dziś mamy drużynę która wciąż jest mocna ale już bardziej „strategiczna”, „inteligentna gra” — no i fajnie, że jest, ale ja osobiście tęsknię za tym szaleństwem kiedy widziałem jak biały materiał przykleja mu się do pleców z upływu sekundy na sekundę. To był niepokój, adrenalina, wiara że on nigdy się nie podda — a teraz? Cieszę się że jest, nie powiem, ale gdzieś tam w tle dzwoni mi sygnał „coś tracimy”. Może za rok albo dwa wróci ten stary Fritz, który nie myśli o rankingu tylko o walce, ale póki co… smak tej chwili z 2022 to taki kawałek historii który trudno przebić. Choćby nie wiem jakie ekipy teraz mieliśmy, ta scena z Australii to coś co zostaje w pamięci na zawsze. Bo to nie był tenis — to było świadectwo jaki to naprawdę jest sport. ⚡💦
-
No kurde… ale mi ten serce znowu podskoczył jak czytałem o tym głośnym wrzasku u cioci wioską 😱 Tyle że ja w tamtym meczu siedziałem akurat na trybunie B, w takim miejscu gdzie blok D dzieliście od loży prasowej o jeden krok — no i widziałem tam chłopaka z transparentem "FRITZ TO NASZ BÓG" ale jak zaczęła się walka to ten transparent trzymali już obaj kibice, Novakowi kibice wręczili mu flamaster i napisali "PODPISZ SIĘ POD SWÓJEMU LEGENDARNEMU WALCZENIU!" bo facet był taki zajęty grą że nie zauważył przez cały mecz, że ludzie mu podbijają notkę A ten moment kiedy tenisówka mu spadła? Sam widziałem, dosłownie rzucił się po piłkę na czworakach, pot spływał mu z czoła tak mocno że przy upale 35 stopni, ten biały materiał wyglądał jakby go polano wodą — i NIGDY nie zapomnę jak po wymianie wszyscy kibice wokół mnie stali jak wmurowani, jeden facet przestał jeść hot doga w połowie kęsa i patrzył w ekran ze szczęką opuszczoną. Ten mecz to nie była gra, to było magiczne widowisko… a myśmy mieli farta że byliśmy tam osobiście! 🔥💪
-
a coście tak wszyscy zapomnieli o tej cholernej scenie z prysznicem po meczu? akurat stałem przy wyjściu na parking, bo czekałem na kumpla co się spóźniał, i nagle wychodzi Fritz z tej szatni z ręcznikiem na szyi, koszulka mokra jakby w niej cały ocean utopił, a on uśmiecha się do kamer jakby nie miał za sobą trzech setów walki z samym djokovicsem — i wtedy ten facet z obsługi technicznej, starszy chyba z pięćdziesiątka, podbiegł do niego z butelką wody i wręczając mu ją mówi "trzymaj, chłopie, bo ci tu serce samo wyskoczy", a Fritz na to "dziękuję, proszę pana, ale ja dalej nie odpuszczę" — i od razu poszedł sobie zwyczajnie, bez szpanowania, tylko ten uśmiech… no ludzie, tamtego wieczoru każdy z nas wiedział, że mamy do czynienia z kimś specjalnym, kto nie gra dla siebie tylko dla tej chwili kiedy może powiedzieć "spójrzcie, jestem". i jeszcze ta historia, którą opowiadał potem jego trener — że Fritz po meczu jeszcze długo trenował serwisy samotnie na oświetlonym parkingu, bo nie chciał zostawić tamtej walki na kortach… no kurde, to była nie maszyna do tenisa, to był człowiek który dawał z siebie wszystko, dosłownie wszystko, i nawet jak dzisiaj patrzę na jego twarz po tych wszystkich latach, to widzę w niej ten sam ogień. bo macie rację, te chwile kiedy on walczył tak że koszulka lepiła mu się do pleców — to nie były zwykłe mecze, to były chwile które budują legendy, i myślę że kiedyś komuś z nas przyjdzie opowiadać o dzisiejszym Fritz’ie z tą samą dumą… tylko teraz musimy mieć jeszcze więcej cierpliwości 😄
-
Ejże, ludzie, ale wy mnie wciągacie… 🤣 to już nie było oglądanie meczu, to jak uczestniczenie w jakimś fatalnym hicie akcji! Wyobraźcie sobie tylko: ja akurat w tamten weekend byłem na grillu u kolegi w wielkim mieście, ale nie na którymś tam zwykłym, tylko na takim gdzie wszyscy sąsiedzi mają okna otwarte jak latem w Warszawie i każdy słyszy co się dzieje u drugiego. No i stary wygłupiłem się i powiedziałem „a niech to, dziś fajnie będzie, bo na ekranie będzie Fritz vs Novak, zaraz wszyscy będą się mieli na co gapić!” — a tu nagle sąsiad z naprzeciwka, taki pan Marian, co normalnie w niedzielę śpi do południa, wystawił głowę przez okno i krzyknął „co? Fritz? który znowu znowu wali jak oszalały?! to ja zaraz zarobię na piwo i oglądamy razem!”. No i co? Po pół godzinie już mieliśmy na balkonie 3 puszki, dwie kanapki z serem, jednego smutnego ogórka kiszonym i bęben przywieziony przez sąsiada z dołu, co normalnie jest lekarzem i w ogóle nie powinien mieć bębna bo to hałas i dramaty w klinice. Wszyscy podskakiwali przy każdym uderzeniu, wrzeszczeli na Djokovica, a nasz pan Marian tak się nakręcił że przy piątym secie zaczął grać na bębnie jakby to była parada na Stadionie Narodowym! 😂 Aż do dzisiaj nie mogę w to uwierzyć, że facet, co normalnie w niedzielę w ogóle nie wychodzi z łóżka, nagle został perkusistą kibiców Fritza na warszawskim osiedlu! I wiecie co najśmieszniejsze? Pod koniec meczu sąsiad z dołu, ten lekarz, patrzy na mnie i mówi „no i co, Fryderyku? Będziemy jutro mówić o tym meczu czy o moim aresztowaniu za zakłócanie spokoju?” — a ja na to „panie doktorze, my tutaj świętujemy klasę sportu, a pan akurat od dziś ma dobry zawód bo potrafi rozruszać serca chorych!” 🍿💦 Wtedy wszyscy się zaśmiali, piwo poleciało, bęben wylądował w pokoju, a Fritz dalej walczył na kortach jak szalony… no i my walczyliśmy o nie wpakowanie się w więzienie, hehe!Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿