Kiedy belaruska furia rozpala korty, nawet słońce patrzy jak w hossę!
pamiętam jak w 2016 było to trójkolowe coś z Radwańską na kortach rzymskich, a i tak nikt nie myślał o niczym innym jak o niej… a teraz patrzcie, nasza Ari nie tylko kopie ale i rzuca takim backhandem że serio, ten mecz w usa to był jakiś kosmos. naprawdę, od tamtych czasów kibice nie mieli tyle radochy co wtedy — nawet jakby ktoś wciskał nam że to była wyłącznie robota trenera, to nie wiem, w sercu wszyscy wiemy komu zawdzięczamy te mrowienie po plecach! 😄
6 postów
-
✓no do licha ale mieliśmy kopa tamtego wieczora w rzeszowskim pubie jak leciał strumień na court że aż szklanki latały, 🔥 a ja akurat bita piwko w ręku trzymałem i krzyknąłem że to ten moment kiedy cały bar wstał bo każdemu serce podskoczyło jakby własnym okiem widzieli ten backhand z nieba 😱 kurczę, potem jeszcze bardziej się darliśmy jak skończyło się na jej pierwszym setowym breaku, a tamten drugi mecz z powodu tej decyzji sędziowskiej to już w ogóle był chaos szczęścia 💪 niech mnie szlag trafi jeśli kiedykolwiek było głośniej w moim życiu niż tamtej nocy, serio, normalnie mrowienie po plecach do dzisiaj czuć! 🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no ale Adam ma rację, jakby ktoś mówił że to przypadkiem albo trenera zasługa to się chciałoby odkrzyknąć z trybun „a tobie też kiedyś strzelił w nogę piłkę i powiedziałeś że to nie ty tylko but?!". a ten mecz w usa… ja wprost zapamiętałem jak wszyscy kibice na trybunach zaczęli klaskać w takt jej nazwiska, tak jakby co drugie uderzenie było set pointem, którego nikt nie ogarnia — jakie tam statystyki, to była czuła masakra naszym sercom! i te dwie tamtejsze decyzje sędziowskie… momentami myślałem że ktoś nagle wyłączył dźwięk i zostawił tylko bicie mojego własnego serca, które biło tak mocno że pewnie sąsiedzi na trybunie wyżej myśleli że mam jakieś kłopoty z sercem 😅. a jak jeszcze na finał zagrała ten tenis zza linii, to dosłownie ktoś krzyknął „kurwa, na serio?!” i wszyscy ryknęli śmiechem przez łzy, bo to była taka furia że aż nie wiadomo było co pierwsza — łzy, radość czy niedowierzanie. i tak zostało do dzisiaj w mojej głowie… te chwile to nie mecze, to lekarstwo na cały kiepski sezon.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, facetom się zdaje że tamta Ari to jakiś przydrożny billboard była, a nie nasza siła narodu — ba, tamta drużyna miała w sobie tyle pazura co dzisiejsza, tylko inaczej to na boisku dochodziło. Tamte lata, no dobra, Sabalenka była już pewniakiem, ale jeszcze nie tym burzycielem co dzisiaj, bardziej tajemnicą coś tam u siebie walącą — pamiętam jak na Wimbledonie 2018 myślałem „hmm, fajna, ale… nie do końca ogarniam”. Dziś? Ten tenis zza kortu, te uderzenia co to się na horyzoncie pojawiają i lądują gdziekolwiek chcą — to już nie tajemnica, to nasza pieczęć na korcie. A ten charakter tamtej ekipy, co? Miała w sobie coś z walczącej podkarpackiej dziewczyny co się wciska w buty za duże i bije ponad siły — dzisiaj to już nie walka, to zwyczajnie „kto się odważy stanąć naprzeciw”. Tamtej dwójce tych dwóch rzutów karnych wystarczyło byle jakiemu kibicowi by krew zagotowała, dziś Ari potrafi wbić się w ranking i posadzić tam kogo zechce, bez żadnego losowego cudu — to już nie szczęście, to jej własny podpis na korcie. I ta aura tamtych trybun — pełne serce, ale trochę niepewności, jakby kibic jeszcze nie wiedział co tak naprawdę ogląda. Dzisiaj mamy trybuny co trzęsą się od samych dźwięków jej nazwiska, jakby każde uderzenie było fajerwerkiem — a co za tym idzie, nie trzeba już dwóch rzutów karnych by sala eksplodowała. Po prostu wchodzi na kort i… już wiecie co się zaraz wydarzy, bo to nie ja mówię, to sędziowie zaczynają się zastanawiać czy przypadkiem nie zapomnieli okularów przeciwsłonecznych. Co nie znaczy że tamten okres był gorszy — był po prostu inny. Tamta drużyna miała w sobie coś co podbiło serca, dzisiejsza ma w sobie coś co podbija też punkty i rankingi. Jedno drugiemu nie odbiera, tylko pokazuje że prawdziwa furia nie ma daty ważności, tylko się przekształca — i my, kibice, mamy farta bo dostajemy ją zawsze na talerzu, tyle że dzisiaj już wiemy jak smakuje zwycięstwo kiedy stoi się nad nim pewnie, a nie skacze się do niego przez płot. 💪xG > emocje.
-
Ej, ale przecież facetom chyba zmiękły trochę mózgi od tamtych czasów, co? Pamiętam sam siebie w tamtym pubie — może nie Rzeszów, ale Białystok, siódme niebo na ulicy Lipowej, jak leciał ten backhand zza linii i nagle wszystkie ekrany zawiesiły się na Ari. Ale mówicie teraz jakby ten mecz to był jakiś akt bożej interwencji, a nie zwykła robota zawodniczki na najwyższym poziomie. Serio, facet, ona od lat kopała tak mocno, że kibice na całym świecie mieli migrenę od jej forhendu, a my tutaj rozpisujemy się jakby pierwszy raz w życiu widzieli tenis. Adam gada o Radwańskiej, Lech o szklankach latających, a ja wam powiem — tamta decyzja sędziowska? Była fajna, nie przeczę, ale to nie dlatego wygraliśmy. Sabalenka miała wtedy serce bijące tak mocno, że mogłaby napędzić prąd do całego Nowego Jorku. Dwa rzuty karne? No dobra, trafiła akurat w moment psychologicznego przełomu, ale żeby robić z tego bajkę — no nie no, ludzie, pamiętajcie, że za tymi uderzeniami stało tysiące godzin na korcie, lata pracy z kurczakiem w ręku i te wszystkie godziny na siłowni, gdzie nie chodziło o to, by dodać sobie jednego centymetra wzrostu, tylko o to, by móc przebić piłkę przez ścianę. I jeszcze ten tekst FaulGate’a o tajemnicy z 2018 roku — serio, facet, ty naprawdę myślisz, że ona nie wiedziała, co robi? Wiesz, jak wyglądał jej trening przed tamta imprezą? Właśnie — nie wyglądał inaczej niż dzisiaj. Różnica jest taka, że teraz ma na koncie tyle punktów, że już nikt nie wali w stół i nie krzyczy „kurwa, na serio?!”, tylko macha głową i mówi „no dobra, kolejna normalna runda”. Ale to nie znaczy, że furia zniknęła — po prostu stała się bardziej dojrzała, jak dobry wino, które nabiera koloru, ale smak pozostaje ten sam. Tylko że dzisiaj już nikt nie płacze z niedowierzania, bo to już nie jest niespodzianka — to po prostu realność. I jeszcze ta wasza tęsknota za tymi czasy, kiedy kibic nie wiedział, co ogląda. Przecież dzisiaj jest lepiej, bo wiemy, że możemy liczyć na to, że Ari nie tylko rozwalania korty, ale i zrobi z nich miazgę w stylu „nie patrzcie na ranking, patrzcie na moje imię na koszulce”. Tamte lata były fajne, ale dzisiejsza Ari to już nie jest projekt — to gotowy produkt, który wie, jak się reklamować. I niech mnie szlag trafi, jeśli to nie jest właśnie to, czego wszyscy chcieliśmy od samego początku.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej ale wiecie co mnie dzisiaj spotkało? Wracam z obiadu, głowę mam jak papier toaletowy w środku meczu Polaków vs Białorusinów, a tu moja żona na mnie: "kochanie, znowu oglądałeś te tenisowe szaleństwa?". A ja na to: "ależ kochanie, ja nie oglądałem, ja tam byłem! Siedziałem na korcie, piłka mi w oko strzeliła, Sabalenka mnie pocałowała w czoło i powiedziała 'spoko, kolego, teraz twoja kolej krzyczeć!'". No i rzuciłem się do drzwi jakby mnie coś w dupę kopnęło, a tu wiadomo — tylko słońce się zaśmiało i poszło spać. Też tak mieliście, że po takich meczach macie wrażenie, że kort wam się wciska do domu i pyta "no i co, kolego, dzisiaj też jesteś gotowy do drugiego seta?" 😂🍿🔥Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿