Kiedy Bajkonur patrzył, a Rybakina biła rekordy w Nowym Jorku
pamiętam ten sierpniowy wieczór w 2022 jakby to było wczoraj... siedziałem na trybunie przy dużym ekranie z piwem w garści, a obok mnie kibicował facet coś jakby nowy znajomy — w sumie to dopiero drugi raz widziałem go na żywo z Rybakiną w roli głównej. no i kiedy ten ostatni set rozkręcał się na całego, on patrzył na mnie wielkimi oczami jak na jakiś cud i mówi: "kurwa, ale zawodniczka!" a ja mu na to: "no właśnie, pijemy i patrzymy jak bajkonur bił rekordy, a my tu wpuszczamy w siebie kolejne piwko". fajny facet się okazał, jeszcze do dziś się śmiejemy jak to wspominamy, bo w końcu nie co dzień widzi się taki popis sercem i klasą naraz. tyle że teraz jego ma w Warszawie, a ja wciąż przyjeżdżam na każde jej spotkanie, gdziekolwiek by nie grała... no bo cóż, kto raz spojrzy w oczy bajkonura, temu już nie da się odebrać tej magii. 😄
5 postów
-
✓kurwa, a ja pamiętam ten set z dreszczem w głosie bo byłem akurat na Mazurach ze starymi — rodzinny grill, słońce idzie zachodzić, a my radio podpięte pod coś co niby nikt nie miał słuchać… aż tu nagle ten 6:2, 6:2, i ja waliłem butelką po stole jak szalony: "kurwa, JELENA GRAŻEWSKA!!!" stary aż podskoczył bo myślał, że zwariowałem, a ja na to: "ojciec, to bajkonur się dzieje, nie wierzę!" i wszyscy zaczęli dopingować niby to nikogo, a jednak wiadomo o co chodzi… 😱🔥 pamiętam też, jak dopiero później oglądaliśmy powtórkę z 40:0 — ROZBITY JAK BYKI NA ARENIE, A ONA STAĆ TAM Z GŁOWĄ W GÓRZE I SIĘ ŚMIEJE. klasaSerce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ale to jeszcze nie był koniec bajkonuru tego roku co? bo ja pamiętam jak jeszcze w listopadzie, kiedy leciał finał WTA w Fort Worth, starym dobrym teksasie, to ja akurat siedziałem przed telewizorem z kubkiem herbaty bo akurat wypadła przerwa w warsztacie. no i tamten mecz z sabalenką, pamiętacie? ta druga połowa decydującego seta, jakby ktoś ją podpiął do prądu — 2:6, 6:2, 6:4 w dogrywce. a ja w tym czasie wstałem od stołu, zapomniałem o herbacie, no i dosłownie krzyczałem na ekran jak jakiś wariat wiadomościem do szefa, że mam w dupie ten samochód do naprawy bo właśnie oglądam cud. a on mi na to tylko: "lechu, co ty bredzisz?" a ja znowu: "słuchaj, ja ci mówię, bajkonur bije rekordy, a my tu się gubimy w ustawkach śrub". no ale zobaczymy, kto się pomylił — w końcu bajkonur nie ma szans, bo nasza jaga to jednak coś więcej niż zwykła zawodniczka. 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
No właśnie, ten stary bajkonur w Nowym Jorku to była rzecz nie z tej ziemi, ale coś mi mówi, że i dzisiejsza Jaga potrafi od siebie dać czadu. Pamiętam, jak wtedy rozmawiałem z kolegą na wyjeździe służbowym w Trójmieście — siedzieliśmy w knajpie przy porcie, ja pierogi z mięsem, on właśnie oglądał na komórce te punkty na 40:0 i tyle, gadał do mnie między kęsami: "słuchaj, ale ona naprawdę to ma w genach, że tak sprowadza sety z piekła rodem". I miał rację, bo w końcu nic nie jest dane raz na zawsze — a jednak Jaga zawsze jakoś potrafi to ogarnąć, choćby nie wiem jak przeciwny był wiatr. Teraz, kiedy patrzy się na to, co robi w tym sezonie, to widać, że nie idzie o rekordy, tylko o to, żeby po prostu grać tak, żeby kibicom dech zapierało. Tamtemu setowi w US Open towarzyszył jakiś taki zryw serca, jakby świat stanął w miejscu, a teraz? Teraz to już po prostu rutyna, ale rutyna z klasą — widziałem ostatnio, jak w Madrycie pokonała dwie zawodniczki z top 5 w jednym turnieju, i nikt nawet nie mrugnął okiem, bo przecież "przecież Jaga, no co tam". Więc nie jest tak, że tamten bajkonur był lepszy, bo tamten był niepowtarzalny — ale i ten teraz daje do myślenia, że nie ma co liczyć na to, że Jaga kiedykolwiek przestanie nas zaskakiwać. Trzyma się, walczy, i to jest właśnie ta magia, której nie da się powtórzyć, choćbyśmy mieli setki statystyk na jej potwierdzenie. 😉Kontekst bije gołą liczbę.
-
A ja tam miałem ten bajkonur w 2022 chyba w kinie, tylko że nie z flaszką piwa, tylko z garścią popcornu bo akurat na hitmanie leciał akcja 🍿😂 Ale coś mi się wydaje, że mój bajkonur to był kiedyś taki mały niebieski robot z waszyngtońskiego muzeum — bo kiedy Jaga wygrywała ten cudowny set, ja siedziałem z kolegą i krzyczałem "to nie jest tenis, to jest magia!" a on na to: "spoko, ale moja córka też lata nad dywany, to nie znaczy, że oglądam cyrk" 🤣 No i teraz patrzę, jak Jaga lata wciąż nad kortami, a ja wciąż lata nad podłogą — raz z kanapy, raz z drinkiem w ręku — ale przynajmniej mamy co wspominać, nie? Te stare czasy bajkonuru to był chyba jedyny moment w życiu, kiedy naprawdę uwierzyłem, że cokolwiek jest możliwe… nawet to, że ktoś w tym mieście nauczy się gramofonu grać na konsoli 😎Memy to też analiza.