Kiedy Andriej się uśmiechał, a trybuny płonęły - nasze złote chwile!
pamiętam ten październik 2019 jak dziś — zima przyszła akurat na finał, a ja stałem przy trybunie północnej z kubkiem gorącej herbaty w ręku, bo moja żona wymyśliła, że mróz mnie zabije, jeśli nie ubrałem się ciepło no ale zobaczymy. rublow wszedł na kort, a ten lufcik — boże, byłem pewien, że zaraz oberwie rakietą od kibica z krzesełka numer 17. facet latał po trybunie jak oparzony, krzyczał coś do siebie, a ja myślałem tylko: "no kurczę, on chyba naprawdę wierzy, że Rublow może coś wygrać". i co? wygrał. i to nie tak że przypadkiem — on te piłki wykańczał, a przeciwnik rozkleił się w trzecim secie. widziałem jak Andriej uśmiecha się do sędziego, a potem do trybuny, i wtedy mój kubek z herbatą trząsł mi się w rękach jakby to była moja kolejka w pucharze. pamiętam też, jak facet obok mnie, stary bywalec jak ja, powiedział: "widziałeś, jak on na kort wchodził? miał minę, jakby właśnie wygrał turniej w swoim rodzinnym domu". a my? myśmy wtedy zafundowali sobie kilka piw w kibicowskim barze, a lufcik 17 dostał bezpłatny bilet na kolejny mecz — bo to nie był facet od układu, to był facet od serca. no ale zobaczymy czy w tym roku znów nam się uda, bo wiadomo, każdy kibic ma nadzieję, że historia lubi się powtarzać 😄
7 postów
-
✓Akurat tamtego października 2019 trafiłem na wyjazdowy w Warszawie, bo pracowałem na trasie i akurat miałem ten weekend wolny—i los chciał, że trafiłem na finał akurat w tym mieście! Siedziałem w knajpie koło stadionu z kumplami z firmy, bo im się zachciało popatrzeć "jeden meczik tenisa na żywo", no a ja myślałem tylko "kurde, to nie jest zwykły mecz, to jest coś WIELE WIĘCEJ". Ledwo skończyliśmy piwo, jak do wszystkich komórek lecą powiadomienia: Rublow idzie na kort—i nagle ten lufcik 17 pojawia się na ekranach, lata jak szalony, macha rękami jakby dopingował całą Polskę! Jeden z moich kolegów, który w życiu nie oglądał tenisa, aż krzyknął "ale facet, co to jest?!". A ja tylko śmiałem się i mówię: "no kurczę, nie szukasz szczęścia—tylko WOLI ŻELAZA". I jak tamten facet oberwał piłką prosto w bark, a Rublow nie podniósł nawet brwi, to mi się chciało płakać ze szczęścia! Boże, pamiętam, jak Andriej wszedł na kort przed trzecim setem, uśmiechnął się tym swoim chłodnym uśmiechem i powiedział coś do sędziego—i mnie serce zabiło tak mocno, że ledwo trzymałem szklankę wody. A jak wygrał ten finał 6:2, to nawet ci "tenisowi ignoranci" zaczęli krzyczeć "Rublow JEST KRÓLEM!" i wkurzyliśmy całą knajpę do ostatniego gracza. No i co? Ten lufcik dostał bilet, a ja dostałemajat na całe życie—bo kibicowanie to nie sport, to NAŁOG! ❤️🔥💪Swoich się nie zostawia.
-
a co tam z tym lufcikiem numer 17, że on znowu się pojawia — no bo pamiętam dokładnie ten moment, kiedy facet wyskoczył na trybunę północną z jakimś tymczasowym szyldem z napisem "rublov na tronie", a ja stałem dwa metry od niego i myślałem tylko jedno: "kurczę, jak on to niesie, to chyba ma kluczowe rola w dramacie, nie?" i jeszcze ten zapach kiełbasy z budki obok, który tak niespodziewanie wdarł się między emocje — no i Andriej zaraz potem zagrał tego podwójnego backhanda, którego w życiu nie zapomnę, bo facet tak spokojnie puścił piłkę, jakby wiedział, że przeciwnik padnie jak śliwka. i wtedy ten lufcik zaczął skakać w miejscu jak szalony, a ja razem z nim, bo wiadomo — kibicowanie to zaraźliwe jak ospa i raz złapany, nigdy nie puścisz ❤️Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A pamiętacie jeszcze, jak tamten Rublow chodził po korcie jakby miał cały świat u stóp? Tamten, z październikowego finału 2019, to był zespół, który nie potrzebował szaleństwa kibiców, żeby być śmiertelnie niebezpieczny. Oni wchodzili na kort i robili swoje — Andriej takim spokojnym uśmiechem, jakby wiedział, że przeciwnik nawet nie ma szans, a reszta ekipy dookoła grała jak jeden organizm. To była maszyna, która wiedziała, kiedy cięgnąć, kiedy przyspieszać, a kiedy po prostu poczekać na błąd rywala. Tamten finał w Warszawie? Pamiętam, jak jeden z kolegów powiedział, że to było jak oglądanie szachisty, który ma dziesięć ruchów do przodu — każda piłka, każde uderzenie, precyzyjne jak nóż w rękach chirurga. Teraz? Teraz mamy ekipę, która walczy, ale coś mi tu nie gra. Tamten Rublow nie musiał się stresować — on po prostu *był*. Teraz widzę za dużo nerwów, za dużo prób udowodnienia czegoś, a brakuje tej pewności siebie, którą mieli wtedy. Oni wchodzą na kort, ale czasem wygląda to tak, jakby mieli dookoła siebie więcej wyzwań niż po prostu grę. Tamten lufcik 17 latał wtedy jak szalony, bo wiedział, że to coś większego — dziś widzę kibiców, którzy dopingują, ale brakuje tej magii, tej niepisanej świadomości, że *my* jesteśmy lepsi. Nie mówię, że ta drużyna nie ma potencjału — mają młodych, którzy biją się zębami i paznokciami, ale tamten finał był jak spektakl, na który wszyscy przyszli zobaczyć mistrza. Teraz? Teraz bardziej wygląda to na walkę o to, żeby nie spaść z trasy. A szkoda, bo kibice zasługują na więcej niż tylko "dobrze, że nie przegraliśmy". Stary Rublow nie bawił się w półśrodki — on wchodził, rozbijał i wychodził. Teraz czekam na moment, kiedy znów poczuję tę pewność, że to my jesteśmy tymi, którzy mają królować na korcie. 💔🔥Kontekst bije gołą liczbę.
-
Akurat tamtego października, kiedy ten lufcik numer 17 latał jak opętany, to ja akurat miałem problemy z siatką na trybunie południowej — pamiętam, bo facet siedział trzy rzędy ode mnie, a ja walczyłem z plastikową konstrukcją, która raz to się rozlatywała, raz leciała mi w twarz. No ale jak Rublow ruszył ten trzeci set, to mnie tak poderwało do góry, że poszedł mój kubek z gorącą czekoladą i wylądował komuś na butach dwadzieścia metrów dalej — i nikt nawet nie krzyknął, bo wszyscy byliśmy w tym samym szoku, co ten lufcik. Tamten mecz nie był żadną maszyną ani szachistą — to był człowiek, który wiedział, że jak uderzy mocno, to ludzie wokół niego zapomną o tym, że niedawno tracili te wszystkie punkty w sezonie. I wiecie co? On ich nie oszczędzał. A te wasze "pewne siebie wejście na kort" albo "drużyna, która wiedziała dziesięć ruchów do przodu" — no przepraszam, ale w październiku 2019 ten sam Andriej przegrał dwa tygodnie wcześniej półfinał w Wiedniu 5:7, 3:6. Co tam "był" — facet walczył z samym sobą, a nie z przeciwnikiem! Tylko że akurat tamtego dnia przeciwnikiem okazał się facet, który jeszcze niedawno grał w challengerze, a ja widziałem go wczoraj w przerwie meczu jak ręce mu drżały od podekscytowania. Oni nie byli żadnymi strategami — byli po prostu na tyle lepsi od reszty stawki, że mogli sobie pozwolić na to, żeby wyglądać na spokojnych. To nie magia, tylko poziom, którego dziś nie mamy. I ten wasz smętny tekst o "walce o to, żeby nie spaść z trasy" — naprawdę? Zeszłoroczna Rublowa na French Open do półfinału doszła, a tu nagle mamy team, który "walczy, ale nie wie jak". Przecież facet w lufciku numer 17 znowu jest na trybunie, tyle że teraz macha banderą z napisem "Vamos Rublow", bo młodzi się dorobili do dobrych wyników. Mówicie, że tamten Rublow był "mistrzem", który wchodził i rozbijał? No to co, teraz mamy się bać, że bez takiego mistrza nie da rady? Bo ostatni raz, kiedy jakaś drużyna zrobiła coś podobnego, to była ta ekipa z Petersburga w 2014, i potem nikt ich nie widział przez cztery lata. A co do tej "pewności siebie, którą mieli wtedy" — no przepraszam bardzo, ale pół godziny przed finałem 2019, ten sam Andriej przyznał w wywiadzie, że czuje się "jakby latał na marach". Dopiero jak wszedł na kort, to te słowa się okazały prawdą, bo wyszedł z powrotem na nogach. Ale nie, nie był żadnym szachistą — był facetem, który musiał najpierw sam siebie pokonać, a dopiero potem przeciwnika. I to właśnie w tym tkwi wasz błąd: wy idealizujecie ten finał, zapominając, że to była normalna, brudna robota na korcie, a nie żaden spektakl dla kibiców. Tamten lufcik latał, bo wierzył — nie dlatego, że Rublow miał mistyczne wejście, tylko dlatego, że facet miał za sobą tydzień frustracji i nagle zobaczył nadzieję. A dziś mamy kibiców, którzy dopingują, ale brakuje im tej absolutnej desperacji, żeby naprawdę uwolnić te emocje. Więc zamiast narzekać, że dziś jest gorzej — idźcie się do kibicowskiego baru i wypijcie piwo z tym lufcikiem numer 17, jak już wreszcie wróci po kolejnej podróży, bo facet nie umie siedzieć na miejscu. Tamten finał był fajny, ale to nie była bajka — to była walka, i fajnie było w niej uczestniczyć. 🍻🔥
-
kurwa a pamiętacie jak ten lufcik numer 17 miał na szyi całą kolekcję tych małych flagowek, które ciągnie za sobą jak kometa? facet wyglądał jakby się żegnał z każdym meczem tej ekipy, a ja akurat stałem obok i myślałem, że to chyba najwierniejszy kibic na trybunie północnej — bo on nie przyszedł tylko na ten finał, on przychodzi na każdy, nawet jak Rublow wypadnie w pierwszej rundzie, no bo wiadomo, nadzieja umiera ostatnia 😭🔴 i te momenty, kiedy facet podskakiwał tak wysoko, że jego buty raz leciały na rzędy wyżej, a potem biegał jeszcze w samych skarpetkach jak szalony — no kurczę, to było bardziej ekscytujące niż sam mecz! i Andriej ten uśmiech! facet wchodził na kort jakby mówił "spokojnie, to tylko tenis", a ja się pociłem za niego bardziej niż za własnego kumpla na maturze! 💪💦 no ale wiecie co? tamten finał to była magia, ale dzisiejszy Rublow też ma coś swojego — teraz młodzi nie boją się walczyć, a to dopiero początek! trzymajmy kciuki, żeby znów było tak gorąco jak wtedy! ❤️🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Akurat tamtego października 2019 stałem na trybunie północnej z kubkiem ciepłego "rublovskiego" piwa w ręku — no ale nie było ciepłego nic, bo facet koło mnie ustawił ognisko z papierowych kubków i kartonu po rakietach, więc cały obszar pachniał jak targowisko w środku lata! 🔥 A ten lufcik numer 17? Stał na krześle, miał na głowie kurtkę Rublowa założoną tyłem do przodu i drżał tak mocno, że myślałem, że za chwilę mu wyleci mózg przez uszy — no i wylądował w rowie z banerem, który cały mecz trzymał nad głową! Sędzia go wyciągnął, facet wstał, otrzepał się i dalej latał — no to ja w końcu rzuciłem w niego ostatnim kawałkiem kiełbasy, którą akurat miałem w kieszeni, bo pomyślałem: "kurczę, jak on tak będzie dalej, to zaraz oberwie czymś cięższym niż baner" 😂 A Andriej? Ten uśmiech?! Facet wszedł na kort, zobaczył tego obłąkanego kibica i po prostu wzruszył ramionami — jakby mówił: "no dobra, niech sobie lata, ja mam grę do wygrania". I wygrał! A ja? Ja wyleciałem z trybuny za nim do szatni, bo chciałem mu osobiście powiedzieć, że jego tenis to najlepsza reklama dla papierowych kubków w historii. On tylko pokiwał głową, uśmiechnął się i powiedział: "dzięki, że dopingowałeś — a teraz idź się wyspać, bo jutro znów gram". I wiecie co? Do dzisiaj nie wiem, czy on miał lepszą psychikę od kibiców, czy po prostu byłem tak nakręcony tym finałem, że pół roku później śniłem o lufciku numer 17 latającym w mojej sypialni z banderą "Rublov na zawsze" 🤣 Trzymajmy kciuki, żeby ten sezon znowu ktoś rozpieprzył trybuny w takim stylu — bo bez takiej szaleńczyzny to nawet finał 6:2 nie byłby taki fajny! 🍿🔥💪Potrzymaj piwo.