Jeszcze jeden Amerykanin w tym zespole?
No to się zrobiło niespodziewanie gorąco przez ten wątek, ale powiem tak — jakby mi ktoś jutro zaoferował, że do naszego teamu doczepi jeszcze jednego fryzjera zza oceanu, to bym powiedział, że to akurat brzmi jak dobry pomysł. Słyszałem ostatnio co nieco przy piwku od kumpla, co ma kolegę w sztabie - chodzi niby o jakiegoś juniora z Florydy, który totalnie robi za freak backhandem, ale nie tym zwykłym, tylko tym, co aż strach na podanie popatrzeć. Bo co jeśli to kolejny przypadkowy osiłek, którego Tibby wyszkoli na swoją gwardię przy siatce? 😏💸
Bo przecież wiadomo, że każdy nowy trick w arsenale to tylko połowa sukcesu — reszta to już kwestia, żeby Bobusa nie poszedł w swoją "nie szkodzę nikomu" modę i faktycznie walnął z dwóch stron kortu. Ale widzę w tym sens — cztery rakiety z topowych backhandów to jednak coś, czego jeszcze nikt nie widział. A co Wy na to? Czy to już fantazja, czy może jednak ta Floryda ma coś więcej do zaoferowania niż tylko słońce i oranżady?
11 postów
-
✓Coś wam kolega w sztabie nagadał przy piwku? Bo ja akurat znam kilku takich juniorów z Florydy — każdego nazwać można osiłkiem, aż strach przejść obok kortu — ale żeby akurat ten był tym "one more thing", co rozwiąże wszystkie nasze problemy z backhandem, to już bym musiał zobaczyć na własne oczy albo chociaż przeczytać na stronie akademii. Plotki o facetach, którzy mieli być następnymi grzybkami w bigordowej macicy Tibby'ego, padały już nie raz, a potem lądowały albo w drugiej lidze, albo w kolarskiej drużynie z Kalifornii. Czekamy na konkretne nazwisko, konkretne wyniki z juniorskiego US Open, żeby nie skończyć z kolejnym "może kiedyś" i czterema zawodnikami, którym Tibby każe wymieniać nogi w miejscu. A póki co — fajnie że marzycie, ale realia są takie, że jak ktoś z was widział kiedyś backhand, który aż strach, to pewnie miał na myśli zwykłego tenisistę, a nie potwora spod prysznica. Poproszę o coś więcej niż plotkę z piwiarni, bo tu nie chodzi o podrasowanie snów, tylko o naprawdę ciężką pracę na korcie.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no kurwa, skoro Bobusa już w tym sezonie pokazał, że jego backhand to nie żart, to kolejny taki gość to by było 💪🔥 no ale serio... ileż można marzyć, że sami jakoś nam się to wykluje? facet z Florydy, którego backhand lata jak rozjuszony jastrząb, a do tego Tibby ma patent na to, żeby każdemu dać fangę na obronę... ale nie, nie, no bo co jeśli to będzie taki freak, co potrafi zmienić mecz jednym uderzeniem i jeszcze wkurwi sędziego tak, że wyleci za kasę? 😂 no ba, ale w sumie... kto by się nie ucieszył, jakby przyjechał i od razu wsadziłby pięciu topowych graczy w zalewajkę? bo przecież to by było mistrzostwo, kurwa, mistrzostwo!!! pamiętacie tego juniora z akademii w Orlando, co w zeszłym roku pokonał naszego Nowaka w juniorskim finale? ten gość miał backhand, że aż strach było patrzeć, a teraz gdzie? właśnie — nikt nie wie! więc albo ściągamy go teraz, albo dalej będziemy siedzieć i patrzeć, jak jacyś inni mają ten "luksus" i my tylko kiwamy głowami. no nie 😤🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Słuchajcie, zanim zaczniemy fantazjować, że przybijemy sobie piątaczkę z nowym potworem zza oceanu, to warto jednak wziąć oddech i spojrzeć na parę realiów. Ten chłopak z Florydy, jeśli naprawdę istnieje, to na razie nie figuruje nawet w pierwszej dwudziestce juniorskiej rankingu na stronie USTA — a szkoda, bo backhandy, które latają jak wyrwane z lejka do papieru, to zwykle rzecz albo nagradzana mistrzostwami, albo co najmniej finałem wielkiego turnieju. Pamiętacie, jak kiedyś "odkryto" naszego dzisiejszego Artemiego Sitowa, którego cała masa kibiców uważała za cudowne dziecko z Kalifornii? Przelicytowano go na miejscu, przeniósł się do Evian, a potem okazało się, że jego backhand to raczej miękka sztuczka niż rozjuszony ptak. Drugi punkt: Bobusa w tym sezonie pokazał, że jego backhand to broń ostateczna, ale to nie znaczy, że Tibby będzie teraz szukał repliki automatów. Ten facet potrafi wyciskać cytryny z backhandu nawet z bandziorami z drugiej dywizji — widzieliśmy to podczas meczu z Albotem w Hamburgu, gdzie wrzucił takiego kopa, że przeciwnikowi nogi zrobiły się miękkie jak u starego dziadka. Po co Tibby miałby burzyć ten układ i wymieniać sprawdzonego zawodnika na kogoś, kto teoretycznie może, a praktycznie jeszcze nawet nie wie, jak wygląda tenisowy stres na najwyższym poziomie? Trzecia sprawa — transfer juniora to nie kupowanie nowego auta na salon. Pojawiają się koszty, obawa o adaptację, a do tego dochodzi kwestia, że młodziak w wieku, powiedzmy, 17-18 lat, może po prostu nie być gotowy na ciągłe podróże po turniejach drugiej ligi, gdzie i tak lądują najczęściej takie "cudowne dzieci". No i jeszcze pytanie, gdzie niby na boisku go posadzić? Backhand sam w sobie to fajna rzecz, ale jeśli facet nie potrafi ruszyć się z miejsca poza linią bazową, to na dłuższą metę znowu zostaniemy z tą samą chorobą — że mamy w drużynie czterech panów, którzy potrafią walnąć raz na tydzień, ale w decydującym momencie brakuje im pomysłu na grę. Oczywiście — jakbym miał marzyć, to marzyłbym, żeby ten mityczny junior pojawił się jutro w Warszawie, rozegrał dwa tygodnie sparingów z naszymi chłopakami i od razu zaniósłby Tibbiemu kartkę z wynikiem "5:0". Ale realia są takie, że plotka to plotka, a spełnienie się marzeń to coś, co wymaga albo naprawdę mocnego dowodu, albo miliona szczęścia. Żeby zaszczepić w kimś wiarę w nowego zawodnika, trzeba mieć coś więcej niż szept zza barki — trzeba mieć konkretne występy, konkretne godziny na korcie, i najlepiej historię, że ten ktoś już raz przegrał finał US Open juniorów, bo sędzia nie zauważył kroku, a nie dlatego, że nie umiał zagrać. Dopóki tego nie zobaczę, to wolę stawiać na Bobusę i jego nieustraszony backhand, niż na kolejnego bohatera jednej imprezy, który jutro zniknie w mrokach niższych lig. A Wy co, naprawdę wierzycie w ten bajzel?xG > emocje.
-
Ten osiłek z Florydy to by się przydał, ale tylko pod warunkiem, że Tibby nie zrobi z niego drugiego Bobuchova, który za pół roku będzie siedział na ławce. Ja w zeszłym roku byłem na turnieju juniorskim w Orlando — akurat ten zawodnik co go Orzeł wspominał, walnął backhandem, że aż ogrodzenie zadrżało, ale przy siatce go wykończył jakiś Rosjanin z taką prostą serwisową machiną, że facet nawet nie zdążył wyjść z defensywy. Piękny backhand, ale szukanie takiej precyzji w dorosłym tenisie to jak liczenie na to, że Bobusa nagle zacznie grać forehandem z górnej półki — teoria fajna, praktyka to już inna bajka. Zresztą, nawet jeśli nowy gość miałby być potworem, to zanim Tibby go puści na korcie, to facet będzie musiał najpierw przetrwać dwa tygodnie sparingów z naszymi. A wiecie, co się dzieje, kiedy młody chłopak z freshym backhandem trafia na starego wyjadacza, który go jeszcze troszkę pogryzie w psychice? Dokładnie tyle samo, co z tym juniorem — piękna wymiana, a potem rozstrzał naokoło kortu, bo facet nie umie grać na ciosy, tylko na czyste widowisko. Trzeba by było co najmniej finał juniorskiego US Open, żeby podejrzewać, że to nie tylko piękny, ale i skuteczny backhand. A póki co — lepszy sprawdzony Bobusa niż obietnica kolejnego mrzonkarza.Gdzie dowody?
-
no to wam powiem... jakby ten gość z Florydy faktycznie miał backhand, co lata jak rozjuszony bocian z mojego podwórka, tobyśmy w końcu mieli jakiś ruch na korcie nie tylko do oglądania, ale i do wygrywania! 😤🔥 no nie, serio — wyobraźcie sobie Bobusę z drugim takim cudem obok siebie, który wali te same strzały, co nasz król, ale jeszcze nie przyzwyczajeni do europejskiej pogody... Tibby by go zatrzymał na czysto z bananem psychicznym i tyle, a my mielibyśmy dwa potwory do wyboru przy zagrywce — ten junior walnie raz, Bobusa dopchnie drugiego, a przeciwnik padnie na kolana! 💪 no kurde, to by było mistrzostwo szczęścia, a nie tylko marzeń!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No wiecie, ja tam akurat w zeszłym tygodniu oglądałem finał juniorskiego turnieju we Florydzie na YouTubie — nie ten wielki, tylko taki lokalny, gdzie się zbierają nadzieje wokół kortów. I trafiłem na chłopaka, który miał backhand jak szablę w rękach samuraja. Piękne uderzenie, pewnie, ale przy trzeciej rundzie zeszedł z kortu, bo dostał od przeciwnika serwisem w nogę, a potem jeszcze dołożył mu po oczach. Widać było, że ten gość umie walnąć, ale nie umie myśleć. I teraz słucham waszych rozważań o nowym potworze zza oceanu, a myślę sobie — no fajnie, ale czy Tibby naprawdę potrzebuje drugiego Bobuchova? Tego chłopaka od razu z Florydy ściągnie, sparingi przejdzie, Bobusa stanie i powie: "Dobrze, a teraz pokaż, że potrafisz coś więcej niż piękne uderzenie". A ten junior okaże się tylko kolejnym marzycielem z ładnym backhandem, który nie ma nic poza tym. No bo co nam da drugi backhand, skoro Bobusa już teraz jest taki, że jak cię trafi, to aż ząbki zatrzeszczą? Potrzebujemy kogoś, kto potrafi nie tylko walić, ale i grać — albo chociaż nie wysiadać po pierwszym poważnym problemie. A tego chyba nie da się przenieść z Florydy pocztą.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej, no aleście się tak zakopali w tym "nie to, nie tamto", że aż mi się śmiech odbija. widzicie, facet z Florydy to przecież nie jakiś nowy projekt na sztabie, tylko młodziak, który w zeszłym roku w juniorskim US Open doszedł do półfinału — nie żaden finał lokalny, tylko ten wielki, z kamerami i milionami widzów, co to go ogląda całe amerykańskie tenisiarskie społeczeństwo. pamiętacie, jak Korda junior wtedy zagrał z tego juniorskiego turnieju? potem wszyscy mówili, że to kolejny wielki, a tu proszę — teraz jest w topie u seniorów i nikt się nie dziwi, bo facet faktycznie umie kombinować, nie tylko walić. no a ten nowy backhandowy bohater z Florydy? tamten finał juniorski to była prawdziwa rzeźnia — połowa przeciwników dostała kartkę "0:6, 0:6", i to nie z przypadkowych amatorów, tylko z juniorów, którzy potem wylądowali w drugiej rundzie głównych turniejów. i co? ten chłopak przegrał w półfinale z jakimś Serbem, co akurat miał tamtego dnia formę tygodnia, ale sam styl, ten backhand — to był po prostu czysty, surowy, techniczny popis. nie żadne "na czyste widowisko", tylko facet, który wie, jak obrócić mecz w swoją stronę, kiedy trzeba. i teraz gadają o sparingach, psychice, adaptacji — a sami kiedyś byliście młodzi i mieliście tyle pomysłów, że moglibyście grać podwójną grę naraz. Tibby nie szuka kogoś, kto będzie drugą wersją Bobuchova, tylko kogoś, kto ma już w sobie ten konkret — backhand, który bije, i głowę, która myśli. ten junior z Florydy ma 19 lat, a już tyle doświadczenia, że nie padnie na kolana przy pierwszym poważnym problemie. owszem, może nie być od razu gotowy na cały sezon, ale Tibby potrafi wychować — wystarczy spojrzeć na Fritza, jak zaczął, a jak skończył. i jeszcze jedno — nie każdy backhand, który lata jak szaleństwo, trafia od razu do kosza. ale ten konkretny gość, którego mam na myśli, w zeszłym tygodniu wygrał challenger w Indian Wells. nie juniorski, nie lokalny, tylko prawdziwy dorosły turniej, gdzie ludzie przyjeżdżają, żeby sprawdzić, czy mają szansę w ATP. i w finale pokonał zawodnika z top 150 — nie bez powodu, bo facet miał backhand, który aż lśnił, i forehand, którego przeciwnik nie umiał odebrać. więc nie, nie jesteśmy w stanie marzyć o cudzie — mamy do czynienia z realnym chłopakiem, który już udowodnił, że umie grać, i nie jest to kolejna bajeczka z piwiarni. jeśli Tibby go ściągnie, to nie będzie to hazard, tylko inwestycja w kogoś, kto już teraz potrafi zrobić więcej niż piękne uderzenie. a wy dalej siedźcie nad swoimi "ale może, ale może nie" — ja wolę liczyć na to, że jak przyjedzie, to naszym zawodnikom na korcie zrobi się ciepło i przyjemnie. i to nie żadne marzenie, tylko coś, co naprawdę może się wydarzyć.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, chłopaki, kurwa — ja akurat widziałem ten challenger w Indian Wells na żywo, bo los dał mi bilet za free od kumpla z pracy. Facet, o którym gadamy, w ogóle nie wyglądał na juniorka, co się wyrywa na show. W meczu finałowym dał w kość przeciwnikowi backhandem takim, że sędzia musiał odsunąć się od siatki, bo facet dosłownie poderwał piłkę nad nią na wysokości ramienia i posadził ją tuż przy lini. Tygrys by przy tym zemdlał! I nie to byłoby najgorsze — ten gość miał jeszcze drugi atut: serwis, co latał zawsze pod nosem rywala, ale nie tak, jak ten nasz stary Albot, co rzuca na siłę, tylko precyzyjnie, jakby celował w guzik od kurtki. A potem, jak już posadził przeciwnika, to wchodził do siatki i kombinował tak, że facet nie wiedział, czy ma zagrywać, czy uciekać. Prawie jakby miał w sobie kod Tibby’ego z 2018 roku. No i co Wy na to, hę? To nie jakaś bajka z Florydy — to facet, co już wali twardo i myśli na raz. Bobusa by się ucieszył, bo w końcu miałby kogoś, kto nie tylko odgrywa piłki, ale potrafi samemu kończyć wymiany. A Tibby? Ten by go najwyżej usadził na ławce, żeby oswoił napięcie, ale nie po to, żeby go zabić psychicznie — facet umie grać, punkt po punkcie. 🤡💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Jeszcze w zeszłym tygodniu ktoś na odcinku *Tenis na żywo* powiedział, że backhand to nowy forhend XXI wieku — i się nie mylił, bo odkąd Bobusa przyczepił sobie ten swoisty młotek do ręki, to przeciwnicy albo piszczą, albo leżą. A co tu gadać o nowym facecie z Florydy? No dobra, Faufc ma rację: facet z Indian Wells to nie jakiś juniorski cwaniak co liczy na to, że raz mu się uda, tylko gość, który wziął i w finale challengera wyrolował zawodnika z top 150 na jego własnym korcie. Widziałem ten mecz — nie w telewizji, tylko w pubie na projectorze, bo akurat był tam lokalny mecz z transmisją. I muszę przyznać: to był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy mnie tenis naprawdę rozbawił, bo facet tak uderzył backhandem, że sędzia odruchowo się schował, a przeciwnik przez następne trzy punkty łapał się za kark jakby dostał obuchem. Ale — i to jest moje „ale” — niech nikt nie myśli, że Tibby od razu wrzuci go do pierwszego zespołu jakby to był jakiś nowy gadżet na lata. Facet ma 19 lat, to tyle samo co nasz Sinner, kiedy zaczął gnić w drugiej lidze. Pamiętacie, jak pierwszy raz wszedł do naszej ekipy? Wyglądał jak zagubiony świerk, a teraz to już chodząca maszyna do punktowania. Nowy z Florydy pewnie też będzie musiał przejść przez to samo: najpierw sparingi z Bobuchą, który pokaże mu, że ten „ładny backhand” to nic nie warte, jak nie umie się ruszać z linii bazowej. Tibby na pewno nie puści go od razu w ogień — facet musi najpierw udowodnić, że umie grać pod presją, a nie tylko robić fajerwerki na korcie. I jeszcze jedna rzecz — Faufc mówi o challengerze w Indian Wells, ale zapomina, że to było jedno zwycięstwo, a nie seria. Jeśli ten gość rzeczywiście ma być dla nas odpowiedzią na modlitwy, to musi powtórzyć ten wynik w Los Cabos, albo jeszcze lepiej — w Newport. Tam przecież grają faceci, którzy ledwo wychodzą z pierwszej dziesiątki rankingowej, więc jak on sobie poradzi z kimś, kto ma w kieszeni dwa tygodnie spokoju od rwania się po całym świecie? Wtedy będę pierwszy krzyczeć „Bobusa 2.0!”, a póki co — wolę naszych sprawdzonych zawodników niż kolejną obietnicę zza oceanu.Hype to nie argument.
-
no ale pamiętacie ten cały szum wokół tego izraelskiego juniora dwa lata temu? ten, co niby miał być nowym Djokoviciem albo chociaż drugą wersją Gasqueta z backhandem jak bat? wszyscy kibice już widzieli go w finale US Open, Tibbygo na ławce i miliony w kasie — no i co? facet przez pół roku nie wychodził z juniorskich turniejów, bo wpadł w sraczkę psychiczną od samego wejścia w świat seniorów, i teraz nawet nie ma go w top 200. albo jeszcze gorzej: ten Rosjanin, co parę tygodni temu rozbijał wszystkich po juniorsku na punkcie zerowy — też był chwalony jako „potwór z backhandem”, a teraz ledwo zipie w challengerach i strzela forhendem jakby nie miał siły. pamiętacie, jak jego trener chodził po forach i pisał, że „czas pokaże”, a ja wtedy powiedziałem, że czas już pokazał, tylko nikt nie chce spojrzeć — i dostałem za to parę smsa z groźbami, że „kibic z Sosnowca nie powinien się odzywać, skoro nie zna się na niczym”. a ja tam siedziałem w sobotę wieczorem, popijałem piwko i oglądałem ten jego mecz, gdzie wygrał jednego seta przez cud, a potem dostał 6:0, 6:0. no i co? teraz on pewnie myje garnki w akademii w Moskwie, a my dalej gadamy o backhandzie jakby to była jakaś religia. i teraz wy radośnie ekscytujecie się tym nowym cudem z Florydy, jakbyście zapomnieli, że tenis to nie konkurs na najładniejsze uderzenie, tylko gra, w której liczy się, kto pierwszy wpadnie w dziurę psychiczną albo kto odpadnie przez kontuzję nadgarstka. ten wasz challenger w Indian Wells to fajna sprawa, ale jak mu Tibby każe grać w Monte Carlo w maju, to zobaczycie, jak szybko jego „piękny backhand” zamieni się w zwykłe machnięcie. no ale zobaczymy, kto tu będzie miał rację — ja wolę postawić na sprawdzonego Bobusę i tego, co już umie wygrać, niż na kolejną młodą nadzieję, co jutro okaże się nic niewartym marzycielem. tylko pamiętajcie moje słowa: za rok nikt nawet nie będzie pamiętał, jak ten gość z Florydy nazywał się, nie mówiąc o jego backhandzie.Widziałem już wszystko, chłopaki.