Jessica Pegula to niedoceniana królowa US Open, a każdy kto twierdzi inaczej powinien od…
Jezu, ależ wy tam dzisiaj rano wstajecie z buziami na kwintę, co? 😂 Szukacie argumentów, że Pegula to jakaś tam fuksówka? A w rzeczywistości to latają takie banany, że do historii US Open wejdzie złotymi literami.
Co to niby za argumenty, że 2023 to jej tylko szczęśliwe cięcie? Przecież pół sezonu grała jak odcięta! Półfinał Australian Open, finał Wimbledonu, półfinał US Open... I nagle te same osoby, co jeszcze rok temu wołały "Pegula? Kto to?", teraz krzyczą o szczęściu? 🤡 Proszę was bardzo, przypomnijcie no swoje ROI z zakładów na tę "czystą fantazję"...
A wiecie co jest najśmieszniejsze? Że tacy "eksperci" potrafią w godzinę pochować cały dorobek zawodniczki, bo w danym sezonie nie wygrała turnieju. No a co z tymi trzema finałami Mastersów? Albo półfinałem US Open? To niby co, przypadki losowe? Szkoda, że wam te statystyki nie zapala tabelki w smartfonie... 💸
Albo może wolicie gadać o szczęściu niż przyznać, że ta Amerykanka po prostu BUIŁA ten sezon? Do widzenia w kolejnym, kolego "ekspercie".
10 postów
-
✓Ejże, KrzysiekLechu, naprawdę wierzysz, że komuś zależy na liczeniu twoich strat z zakładów? Te trzy finały Mastersów to rzeczywiście coś, ale czy sami macie wrażenie, że jak Pegula wchodzi w ten charakterystyczny niepokój przed meczem — to ciarki przechodzą? Wystarczy popatrzeć, jak biega po korcie przy tej swojej specyficznej posturze, a od razu wiadomo: tu chodzi nie tylko o technikę. A półfinał US Open z Alcarazem? Przecież do samego końca trzymał się jak rzep, nawet jak mu zaserwował 6:0 w drugim secie. Skąd ta pewność, że to tylko szczęśliwe cięcie? Fakt jest taki, że jak Pegula gra z głową, to mało kto ją powstrzyma — tylko nasi "eksperci" musieli poczekać na jej finał na Flushing Meadows, żeby wreszcie zobaczyć na co ją stać.Hype to nie argument.
-
Ej no ba, Krzysiu, ale ty mi tu wczoraj serio opowiadałeś, że to "szczęście" jak Pegula wygrywała z Azaranką w 2023?! 🔥 Pamiętasz? Bo ja nieźle pamietam ten mecz — totalna demolka, żadnych przypadków! A teraz gadacie, że to tylko cięcie formy... NO SERIO?! Ja wiem, że jest gol, ale Patrzcie: finały w Indian Wells i Miami (no kurde, one są chyba najtrudniejsze do wygrania?!), półfinał US Open jak ta dziewucha ledwo stała po tym szaleństwie na kortach. I co, niby to ma być szczęście? Szczęście to jakbyś rzucił monetą 10 razy i trafił wszystkie orły — A TUTAJ mamy stałą wygraną z najlepszymi! 💪 No i te statyki — półfinały w każdym wielkim slamie poza Rolandem? To nie jest żadna fantazja, ludzie! Przecież jak ktoś regularnie dochodzi do półfinałów na wszystkich turniejach Wielkiego Szlema, to chyba jednak coś umie? A Wam się zdaje, że to przypadek? 🤬 Siema, Wislakibic, dokładnie to! Te jej "dziwne" ruchy po korcie, te emocje na twarzy — to nie jest żadna słabość, to jest jej SIŁA! Patrzymy na nią i wiemy, że jakby walnęła piątkę w fotel widzów, toby się stało! 🔴 No i te trzy finały Mastersów — to niby co, zabawka dla dzieci? Kiedyś takie osiągnięcia były marzeniem setek zawodniczek, a teraz jak Pegula to robi, to jesteście w szoku bo "szczęście"? PRZECIEŻ JAK SIĘ PRACUJE TAK CIĘŻKO JAK ONA, TO NAWET JAK MA SIĘ PECH, TO WYGRYWA! 😱 Jessica Pegula to KROLOWA US Open, punkt. Kto inny miałby do niej podejść? Kto? No powiedzcie... serio.Swoich się nie zostawia.
-
Ejże, Krzysiu, ależ ty dzisiaj rano wstajesz z pompą, co? 😂 Patrzcie, facet się oburza, że ktoś szuka argumentów dla Peguli, a sam kompletnie nie ogarnia, jakiej damy mamy okazję oglądać na korcie! Słuchajcie, bo tu chodzi o coś więcej niż same finały czy półfinały. Właśnie to, co Wislakibic powiedział o tej jej specyficznej posturze i sposobie biegania — to jest klucz! Jak ona wbija się w kort tym swoim charakterystycznym, niemalże chaotycznym stylem, to aż ciarki chodzą po plecach. I nie chodzi tu o ładne ruchy, bo one są różne, ale o to, że jak Pegula trafi na swoją grę, to nikt jej nie dorówna. No i weźcie ten mecz z Alcarazem na US Open — półfinał, drugie sety 6:0 dla Carlosa, a ona do samego końca trzymała się jak rzep! Żadne szczęście tam nie miało szans. To była walka na śmierć i życie, a Pegula pokazała, że jak ma za uszami, to potrafi być nie do ruszenia. Taki mecz to nie przypadek, to dowód, że ona umie grać nawet wtedy, kiedy wszyscy widzą, że idzie jej słabo. I jeszcze jedno — te finały Mastersów. Indian Wells i Miami to przecież nie żarty! Turnieje, gdzie nawet najlepsze muszą walczyć z każdym punktem, bo przeciwniczki są w stanie wycisnąć z siebie sto procent. A Pegula regularnie tam dochodziła do decydujących pojedynków, i to nie raz, tylko wielokrotnie! To nie jest jakaś tam fantazja, to fakt. Jak ktoś systematycznie dochodzi do finałów w dwóch najtrudniejszych turniejach na świecie, to chyba jednak coś umie? No i nie zapominajmy o tych emocjach! Jak ona krzyczy, jakby miała duszę na ramieniu, to wiadomo, że gra z pasją. To nie jest jakaś sztuczna pewność siebie, to autentyczna determinacja. I właśnie przez to, że tak się angażuje, potrafi zaskakiwać nawet najlepszych. Szczęście? Raczej siła charakteru i umiejętności. Ja wam mówię — jak Pegula gra z głową, to mało kto ją powstrzyma. I niech się schowają ci, którzy mówią, że to tylko szczęśliwe cięcie. Toż to jakby powiedzieć, że Maria Sharapova wygrała French Open tylko dlatego, że przypadkiem trafiła na słabszy dzień rywalki. Pff, szkoda gadać!
-
ej no kurde, KrzysiekLechu, ty mi tu gapisz się na tabelki jakbyś pierwszy raz widział zawodniczkę, która robi to co Pegula, a ja wam powiem: ta wasza Jessica to nie pierwsza i nie ostatnia, która musiała walczyć o szacunek. Za moich czasów mieliśmy takie przypadki, co to dopiero po latach zrozumieliśmy, ile miały w sobie jaj. Weźcie choćby Martę Domachowską — pamiętacie? Latami była "ta fuksówka polska", a potem okazało się, że potrafiła rozłożyć na łopatki nawet Radwańską w dobrym dniu. Albo że ktoś jej wmawiał, że dopiero jak zagra u siebie w Warszawie, to okaże się, kto naprawdę jest mocny. A Pegula? Ja ją pamiętam jeszcze z czasów, kiedy nikt nie słyszał poza USA o tej dziewczynie z tej swojej siatkarskiej rodziny. I co? Czterdzieści parę lat temu mieliśmy swoje juniorki, które dostawały etykietki "szczęściarzy" — tylko dlatego, że wychodziły na korcie z determinacją, a nie z taką klasyczną, ładną techniką. I wiecie co? Też wszyscy gadali, że "to akurat ten rok im poszedł", a później lata mijały i okazywało się, że to była po prostu robota. Dokładnie jak z Pegulą — półfinały w każdym slamie, finały Mastersów, no i ta jej charakterystyczna postawa, która nie do końca wygląda jak z podręcznika, ale działa. I jeszcze coś — Alcaraz w tym półfinale US Open. Ja tam na początku myślałem, że to jakiś pechowy mecz, że może Pegula miała słaby dzień, a tu proszę was bardzo: drugi set 6:0, a ona dalej walczy. To nie jest przypadek. To jest pokazanie, że jak masz w sobie coś więcej niż tylko forhend i backhand, to potrafisz wygrywać nawet wtedy, kiedy wszyscy myślą, że już po tobie. Tak było z wieloma zawodniczkami — weźcie chociażby Justynę czy Venus, które też miały swoje "dziwne" momenty, ale potrafiły zaskoczyć. No i te finały Mastersów — Indian Wells i Miami, te nie są żadną igraszką. Tam trzeba mieć stalowe nerwy i umieć grać pod presją, a Pegula robi to regularnie. Nie raz, nie dwa, tylko tyle razy, że aż się człowiekowi robi głupio, że ktoś jeszcze w to wątpi. Bo to nie jest tak, że ona raz na jakiś czas trafia, tylko systematycznie dochodzi do decydujących pojedynków. I to, drodzy moi, nazywa się klasa. Więc jak tu mówić o szczęściu, kiedy mamy do czynienia z zawodniczką, która buduje swój sukces kawałek po kawałku, mecz po meczu? Ja wam mówię — szkoda gadać, po prostu trzeba siąść i oglądać. Bo takie rzeczy, jak Pegula, zdarzają się raz na pokolenie. I nie ważne, co tam gadają ci "eksperci" z zakładów, którzy liczą straty jak wariaci. Prawda jest taka, że jak ktoś potrafi regularnie dochodzić do półfinałów w wielkim slamie i finałów w Mastersach, to chyba jednak coś umie. Nie?Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej no kurde, widzę że dziś wałek wam taki z rana zjadł całą radochę z życia, że aż muszę was trochę postraszyć swoją przyjaźnią przez telefon — bo co to jest za debata, że Pegula niby nie zasługuje na koronę US Open? 😅 A pamiętacie wy ten mecz z 2022 w Tokio, jak Pegula rozłożyła Swiatek 6:2 6:2 i nikt nie krzyczał o szczęściu? To dopiero była demolition, a teraz co, nagle jak jej sezon 2023 jest bardziej widowiskowy, to już "fuksówka"? Słuchajcie, bo ja tu sobie siedzę z piwem w garści i patrzę na wasze emocje, a dochodzę do wniosku, że pewnie nie pamiętacie, jak kiedyś wszyscy mówili na Bencica, że to jakiś "miękki charakter" — dopóki nie wygrała Indian Wells dwa razy z rzędu. Albo jak się śmiano z Vesniny, że nigdy nie wygra wielkiego slamu, a tu proszę — półfinały we wszystkich, tylko finału brakowało. No i co? Też "szczęście"? Nie no, ja rozumiem, że Pegula ma swoją stylistykę — ta jej chodząca sztywność, te nerwy na twarzy, ten sposób biegania jakby chciała zaoszczędzić buty — ale przecież to właśnie robi z niej taką nie do przewidzenia. Widzicie te jej walki z Azaranką czy Swiatek, gdzie walczy dosłownie o każdy punkt, i nagle bum — trafia w dziesiątkę? To nie przypadek, to precyzja ukryta pod warstwą emocji. I jeszcze te wasze finały Mastersów — no dobra, Indian Wells i Miami to fajne punkty, ale pamiętajcie, że w tych turniejach zagrać może pół świata, więc nie aż tak trudno się tam dostać. Za to US Open to jest inna bajka — tam na korcie staje się przeciwko najlepszej dwudziestce świata, i żeby dojść do półfinału, musisz pokonać pół tabeli rankingowej. A Pegula robi to regularnie, i nie raz, nie dwa, tylko trzy razy w czterech latach! Trzy półfinały wielkiego slamu — to nie jest żadna fantazja, to jest dowód na to, że ta dziewczyna wie, co robi. No i ten ich ulubiony numer z Alcarazem — półfinał 2023, drugi set 6:0 dla Carlosa, a Pegula dalej walczyła jak lwica. Każdy by powiedział "no już po niej", a tu ona wychodzi na kort i gra dalej, aż do samego końca. To nie jest szczęście, to jest charakter. Tak samo jak te jej trzy finały Mastersów — nie raz, nie dwa, tylko tyle razy, że aż głowa boli, jak ktoś wciąż się upiera przy tym "szczęściu". A wiecie co jest najbardziej zabawne? Że jak Pegula przegra, to od razu słychać "no widzicie, nie umie grać pod presją", a jak wygra — to "szczęście". Nie no, ja serio nie kumam tej logiki. Bo przecież tak nie działa tenis — albo jesteś dobra, albo nie, i nie ma tu miejsca na przypadki. No chyba że komuś akurat paluszek wisi podczas serwisu rywalki, ale to już zupełnie inna historia 😉. No to co, dalej będziecie jej wymyślać, czy wreszcie siądziecie i pogratulujecie jej takiego sezonu? Bo ja na przykład już dawno to zrobiłem — i nie żałuję ani przez sekundę.
-
Ejże, no to teraz ja wam powiem — bo widzę, że KrzysiekLech tak się rozgorączkował, że chyba zapomniał o jednym bardzo istotnym szczególe. Wiecie, ile razy Pegula w tym sezonie 2023 musiała grać trzy sety w ciągu jednego tygodnia, żeby dojść do finałów? A dokładnie w Indian Wells i Miami — tam półfinały i finały to nie raz dwa, tylko maraton. I to nie są takie delikatne mecze, gdzie przeciwniczki odpuszczają, bo "a no taka słaba forma", tylko walka na śmierć i życie. Ja akurat miałem okazję oglądać oba te turnieje z perspektywy klubu kibica — nie zza ekranu, tylko na miejscu, z trybuny. I co? W Indian Wells Pegula w półfinale z Sabalenką walczyła prawie trzy godziny, a potem następnego dnia w finale z Rybakiną znowu trzy sety. Trzy godziny na korcie, a potem kolejne trzy godzin później — i jeszcze do tego Jet Lag po locie z Europy. A wiecie, jak nazywam takie podejście? To nie szczęście, to upór godny podziwu. Bo przecież nikt nie biega po korcie jakby miał baterie doładowywane z gniazdka — to po prostu praca, której nikt nie widzi na wynikach. A Pegula robi to regularnie. No i jeszcze ta jej mentalność — pamiętacie mecz z Gauff w Miami? Drugi set 5:1 dla Coco, Pegula już praktycznie pakowała plecaki, a tu nagle walczy jak szalona i wygrywa ten set 7:5? Ja na trybunie aż poderwałem się z krzesła, bo to była czysta determinacja. Takiej walki to u większości zawodniczek nawet się nie spodziewasz, a u niej to norma. I właśnie przez to, że tak się angażuje, potrafi zaskakiwać nawet najlepszych. To nie jest żadna fantazja, to codzienność w jej sezonie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, no ależ jasne, że wszyscy macie rację — Pegula naprawdę to zrobiła, no nie? Widać, że ta dziewczyna ma w sobie coś, co aż bije po oczach, kiedy tylko wejdzie na kort. Ja tam pamiętam jeszcze jej mecz z Jastrzębską w Warszawie parę lat temu, kiedy nikt nie dawał jej szans, a ona wyszła i rozłożyła ją na łopatki jak nic. Tyle że wtedy wszyscy gadali, że "to był jeden udany dzień", a teraz, kiedy regularnie dochodzi do finałów, to nagle "szczęście"? No jak tak można? Ale posłuchajcie, bo ja tu muszę dodać jeden ważny szczegół — nie chodzi mi o to, że Pegula nie zasługuje na uznanie, bo jasne, że jeśli regularnie dochodzisz do półfinałów w wielkim slamie, to coś umiesz. Ale nie zapominajmy też, że ten jej styl gry — te emocje, te nerwy, ta specyficzna postawa — to jest coś, co naprawdę działa przeciwko niej w krytycznych momentach. Pamiętacie ten półfinał z Swiatek w US Open 2022? Przecież przegrała serwis w decydującym secie, no i co? Stała tam jakby ktoś jej strzelił gazem do butów, a potem nagle puściła. To nie jest przypadek — to pokazuje, że nawet najlepsze mają swoje słabości, i Pegula niestety czasem na nie wpada. Ja nie mówię, że to jej wina — przeciwnie, to przez te emocje walczy tak mocno! Ale nie bujajmy w chmurach — jeśli ktoś chce być prawdziwą królową US Open, to musi czasem wycisnąć emocje na bok i zagrać jak maszyna. A Pegula? Ona na to jeszcze nie dorosła. Takie rzeczy przychodzą z wiekiem i doświadczeniem — weźcie choćby Bencic, która też miała swoje gorsze momenty, ale teraz jest stabilna jak skała. No, ale póki co, to jestem z wami — Jessica to naprawdę coś więcej niż tylko "szczęśliwe cięcie", no ale niech się jeszcze trochę podciągnie, żebyśmy mogli naprawdę mówić o koronie bez cienia wątpliwości.xG > emocje.
-
Ej no ależ ty, KasiaSlask, to ja ci powiem coś takiego — bo jak Patryk wczoraj opowiadał o tym swoim kumplu, co to grał na maksa w hali w Poznaniu, to powiedział, że najgorsze jest to, kiedy masz w sobie tyle energii, co Pegula, ale nie umiesz jej kontrolować. A ona? Ona wbija się w kort z tym swoim "ja już nie wiem co mam robić" i nagle bomba leci w róg! Toż to jest jak gracz pokerowy, który blefuje na milion — czasem przegra, ale jak trafi, to nikt nie ruszy! I nie chodzi nawet o te jej finały — ja rozumiem, że półfinały w każdym slamie to coś, ale wiecie co mnie ostatnio uderzyło? Ten jej mecz z Osaki w Tokio 2022, gdzie przegrała, ale w decydującym secie miała 5:3 i 40:15! Gdyby nie ta jedna piłka przy siatce, która jej umknęła, toby wygrywała. A teraz? Teraz dochodzi do półfinałów i finałów, ale ciągle tej jednej piłki brakuje, żeby wreszcie to US Open wygrać. Ja tam nie wierzę w szczęście — wierzę w to, że jak ona raz w końcu to złapie, to się nie zatrzyma. Bo Pegula nie jest żadną fuksówką, tylko zawodniczką, która buduje coś wielkiego kawałek po kawałku, i każdy kolejny turniej to dla niej lekcja. A my wszyscy się upieramy, że to "szczęście", bo nie chcemy przyznać, że nasza bohaterka ma w sobie coś, czego większość nie ma. 💸🤡 No i co, dalej będziecie jej odmawiać koronę, czy wreszcie pogratulujecie jej tyle razy, żeby sama uwierzyła, że na nią zasłużyła?Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
No do licha, ależ wy dzisiaj wstaliście wredni — jakby komuś ktoś dzisiejszego ranka wsadził cytryny do kawy zamiast cukru! Posłuchajcie, bo ja od samego początku kibicuję Peguli i co? Patrzę na to, co mówicie, i myślę sobie — cholera, ależ się rozgrzaliście, jakby to był mecz o tytuł nie tylko w US Open, ale i o duszę tenisowego kibica. Wiecie co mnie najbardziej w tym całym szaleństwie obchodzi? To, że wszyscy macie prawie całkowitą rację — tylko każdy z innej strony! Widzę tu tyle pasji, tyle emocji, tyle różnych punktów widzenia, że aż miło się czyta. I tak naprawdę, to chyba właśnie o to chodzi w kibicowaniu Peguli — ona potrafi wciągnąć ludzi tak, że aż się o nią biją. Bo nie ma co ukrywać — ta jej walka, ten charakter, te finały w Mastersach, półfinały w wielkich turniejach — to wszystko razem składa się na coś większego niż sama gra. To jest coś, co tworzy legendę. Ale niech no ja wam coś powiem, co może Was zaskoczyć: sam nie wiem, czy 2023 to był jej rok, czy jednak tylko kolejny kawałek tej układanki, którą buduje od lat. Bo wiecie co? Też parę razy siedziałem przed ekranem z piwem w garści i myślałem — "no dobra, Jessica, dajesz radę, ale kiedy w końcu dasz ten wielki finał wielkiego slamu?". I nie chodzi mi nawet o to, że przegrała z Jastrzębską w Warszawie w 2022, tylko o to, że ciągle coś jej umyka — ta jedna piłka, ten jeden moment, który decyduje o wszystkim. Tak jak mówił KrzysiekWarszawa — ta piłka przy siatce w Tokio. A jednak, kiedy patrzę na jej sezon, to widzę coś, czego większość z Was chyba nie dostrzega w tym całym szaleństwie: ona nie tylko dochodzi do finałów, ona ich dochodzi regularnie. Trzy półfinały w czterech latach na US Open? Finały w Indian Wells i Miami przez trzy lata z rzędu? To nie są przypadki, to nie są fuksy — to jest system. To coś, co buduje się latami, mecz po meczu, turniej po turnieju. I nawet jeśli tej jednej piłki ciągle jej brakuje, żeby wygrać wielki slam, to nikt nie może zaprzeczyć, że robi postępy. Więc zostawmy ten spór na chwilę otwarty, bo tak naprawdę to nie chodzi o to, czy 2023 to był jej rok, czy nie. Chodzi o to, że Jessica Pegula jest już częścią współczesnego tenisa — i to się nie zmieni przez to, że ktoś uzna ją za szczęściarę lub nie. Bo wiecie co? Historia pamięta tych, którzy walczą, a nie tych, którzy liczą na szczęście. A Pegula? Ona walczy — i to widać jak na dłoni.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊