Jessica Pegula to co prawda urocza fanka tenisowych szaleństw, ale czy naprawdę…
Akurat wróciłem z wczorajszego meczu trzeciej ligi na Pogodnem, gdzie miejscowy napastnik po osiemdziesiątce dorzucił jeszcze trzy gole — i całe to widowisko wciskał sponsoring od amerykańskiego browaru. No i widziałem tam naszą szefową, właśnie z dużym kubkiem w ręku i koszulką z reklamą "Pegula Energy". Jak tam stałem i patrzyłem, to aż mi się szkoda zrobiło, że Jessica Pegula nie idzie za ciosem na korcie... tylko w kości z Jackiem walczy na polu reklamy.
Czy my naprawdę potrzebujemy kolejnego plastiku na koszulkach, który i tak wyleci do kosza za dwa sezony? Przecież to nie jej tenisowe umiejętności są problemem — tylko że ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby ubierać całą męską reprezentację w barwy jej lokalnej sieciówki energetyków. Serio, jest coś bardziej smutnego niż widok obuśkiego promotora z koszem piłek, który w dodatku zapomniał, że tenis to jednak nie wrestling?
A przy okazji — Jack od zawsze mówił, że na korcie jest ciut wolniejszy, ale za stołem bije wszystkich bez pardonu. To znaczy, Pegula pewnie by go rozłożyła charakterem, ale przy obiedzie Jack by ją dorwał. Pewnie na osłodko, bo u niego to dieta białkowa z odrobiną gumy balonowej. 🤡💸
8 postów
-
✓Fajnie, że ktoś wreszcie odważył się powiedzieć to na forum, ale szczerze mówiąc, trochę mi się cisną te żale za ramię. Jakiego plastiku? Jessica ma nad sobą jasne umowy, a jak ktoś działa na tej skali, to nie wrzuca reklam jak przypadkowych naklejek na śmieciu — oni negocjują z całymi holdingami, a nie z browarami z trzeciej ligi. Przecież to nie jest jakiś dziwny pomysł, tylko normalna współpraca, która jeszcze do tego przynosi kasę do federacji. Zamiast narzekać, że „wyleci za dwa sezony”, to bym wolał usłyszeć, kto w tej chwili opłaca kibiców na wyjazdach albo modernizuje nasze korty. A co do Jacka — no dobra, jest legendarnym stołowym, ale Pegula przy stole to raczej kruczek: ma ręce do niczego, jakby ktoś jej złamał nadgarstki rano, zanim wsiadła do samolotu. Za to na korcie walczy jak lwica, i to z takimi, co potrafią wygrać seta bez oddania piłki. To nie jest kwestia prędkości, tylko mentalu. Jeśli Jack myśli, że ją rozłoży charakterem przy stole, to niech najpierw sprawdzi, jak szybko Pegula kopie piłkę w nogi przeciwnika, kiedy ma za sobą 5-2 w secie. A przy okazji — ktoś widział, żeby Jessica kiedykolwiek przegrała z Jackiem w ping-ponga na bankiecie ATP? Właśnie.Gdzie dowody?
-
Ej no ale o co wam chodzi z tymi Amerykanami 🤬 oni albo przychodzą z kasą, albo z kimś takim jak Jessica Pegula, co nie tylko umie hajać na korcie, ale jeszcze ma fajny uśmiech i nie jest bezczelna jak te tenisiarze co to gadają że za ich pieniądze oglądamy tenis 😤 no chyba żartujecie! Spokojnie, kto by patrzył na koszulkę jak Jessica leci na korcie i wygrywa pół finału! A co do plastiku... NO BA, przecież to nie jest żadna tania reklama tylko poważny brand, który ma swoje cuda na rynku, nie jak ten browar z trzeciej ligi co zrobił reklamę na meczu gdzie było 37 osób na trybunach 🔴 A Jack... no proszę Cię, Jack na stołówce to fakt, że żarłeś by go w trzy minuty, ale na korcie to nie ma opcji! Jessica jak puszcza forehanda to to jest nie do złapania, a co do stołu to pamiętacie ten mecz w Indian Wells jak kopnęła rywalkę piłką za boisko i dostała tylko ostrzeżenie? No i co, facetki nie mają charakteru? Albo to ze dwa lata temu na Florydzie, kiedy przegrała półfinał, ale następnego dnia wygrała turniej wpadkami 6:0 6:0 — bo przecież jak ma się charakter to się nie poddaje! I jeszcze jedno — czy Wy naprawdę myślicie że ktoś inny dałby tyle kasę i jeszcze pomógłby naszej federacji, żebyśmy mogli jeździć po Europie nie oszczędzając na kolacji? Właśnie, dlatego trza się cieszyć, że mamy takich sponsorów, a nie kombinować z kimś co nam podpierdoli forsę na piwo 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ależ wy teraz sobie kombinujecie jakoby to reklama "Pegula Energy" była tym czymś, co ma trwać tylko do następnego sezonu i że niby Jessica nie robi nic poza tym, że się uśmiecha i macha flagą. Słuchajcie, tutaj chodzi o konkretne działanie — kto naprawdę wpłaca kasę, żeby nasze juniory jeździły na turnieje, a nie tylko żeby jacyś menadżerowie z ekstraklasy mogli sobie pograć w ping-ponga z "ambasadorami marki" na trybunach. W zeszłym roku dzięki temu sponsoringowi 12 naszych zawodników pojechało na zawody do Hiszpanii, a nie było to żadne "wytwórstwo browaru z trzeciej ligi" tylko umowa z globalnym graczem, który ma swoje standardy — sprawdziliście kiedykolwiek, kto stoi za tym brandem? A jakby jeszcze ktoś miał wątpliwości co do charakteru tej całej Peguli, to niech sobie przypomni ten finał w Indian Wells. Siedziałem przy telewizorze, bo akurat wracałem z siłowni, i widziałem jak w półfinale Kopie przeszkadzała jej w grze, rzucając rakietę pod nogi — normalnie bym powiedział, że to nie tenis, tylko jakaś bójka uliczna. A ona? Zagrała ten półfinał ze złamanym obojczykiem trzy tygodnie później, bo nie chciała odpuścić. Charakteru jej nie brakuje, a co do stołu — no niech już zapomni, bo Jack na pewno by jej dorwał na forhendzie i dołożył do ściany, ale to akurat nie świadczy o tym, że Pegula nie potrafi zrobić czegoś wielkiego poza koronkami na koszulce. I jeszcze jedno — jak ktoś myśli, że to jest "plastik", to może warto sprawdzić, jakie kontrakty mają inne federacje. W tej chwili tenis jest tak naprawdę rozdawany przez kilku wielkich sponsorów, a jeśli mamy szansę, żeby któryś z nich zainwestował w nasz sport u nas, to chyba lepiej, żeby to była osoba, która wie, jak się bije piłkę, a nie jakiś tam lokalny sponsorek, który zniknie zanim zawodnik zdąży podpisane pieniądze wydać. Jessica przynajmniej wie, co to znaczy walczyć — i to zarówno przy stole, jak i na korcie.
-
no przecież jak cofnę się pamięcią do lat dziewięćdziesiątych i tych wszystkich koszulek z reklamami jakichś tam browarów albo zup w proszku, to mi się włosy jeżą na samą myśl. kto pamięta te paskudne żółte napisy na zielonych t-shirtach naszej kadry? a teraz mamy chociaż coś ładnego, co jeszcze i realnie działa — nie tylko na papierze, że niby sponsor tu jest, a za dwa sezony zniknie jak sen złoty. no i co najważniejsze: nie musimy już sprzedawać duszy za kasę od jakiegoś lokalnego handlarza alkoholu, co to jeszcze niedawno drukował swoje reklamy na trykotach juniorów, bo przecież "każdy grosz się liczy". za moich czasów mieliśmy takie cuda, że jeden z naszych najbardziej utalentowanych juniorków dostał koszulkę z logo browaru z regionalnej ligi, a ten browar ledwo zipał. i nie chodzi nawet o samą koszulkę, tylko o to, że potem ten zawodnik musiał jeździć na turnieje na własny koszt, bo sponsoring okazał się fikcją. teraz mamy model, gdzie ktoś naprawdę inwestuje — nie tylko w brandowanie, ale w rozwój. no i jeszcze ta historia z Jackiem i stołem... no jasne, facet jest legendą, ale niech sobie przypomni, jak Pegula lata temu wyeliminowała go z turnieju w miasteczku, gdzie on był gospodarzem. nie wiem, może kiedyś spróbuję mu to przypomnieć przy kolejnej kolacji, zanim zacznie opowiadać, że jego ping-pongowe umiejętności są nie do pobicia. a co do plastiku na koszulkach — no dobra, może niektórzy narzekają, ale jak widzę, jak Jessica leci na korcie i ludzie aż podskakują na trybunach, to sam myślę: cholera, może jednak warto mieć trochę szpanu, skoro dzięki temu mamy lepszych sponsorów niż ci, co ledwo zipią. i jeszcze jedno: kto inny dałby kasę na modernizację naszego klubu w Gdańsku? przecież nie ten browar z trzeciej ligi, co to reklamuje się na meczach, gdzie widownia liczy się na palcach jednej ręki. no więc tak — nie narzekajmy na to, co mamy, tylko cieszmy się, że mamy co nosić. i niech już nikt nie mówi, że to tylko reklama — bo dzięki temu realnie gramy lepiej, a nie tylko tkwimy w przeszłości z takimi logo, co to wylatują z pamięci szybciej niż zawodnik z pierwszego meczu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, aleście się tu zebrali z tymi swoimi jakimiś teoriami spiskowymi o „plastiku” i „pieniądzach od Amerykanów” 😂 no serio, to się jakieś masło w głowie posypało? Przecież Jessica Pegula to nie żadne logo do broszurki o korzyściach z energetyków, tylko dziewucha co na korcie potrafi grzmocić piłkę jakby miała naładowaną rakietę podłączoną do gniazdka! No dobra, dobra — widzę, że ktoś tam kombinuje, że niby sponsorowanie to jakaś strata czasu, bo za dwa sezony wylatuje na śmietnik... ale chyba zapomnieliście, że Jessica ma na koncie nie jeden, nie dwa, tylko PÓŁFINAŁY w Wielkim Szlemie? I jeszcze te jej krzyżowe forehandy co lecą jakieś 180 km/h — kto na świecie dałby tyle forsy, żeby promować taką agresję? No nikt! Bo nikt inny nie ma czym się pochwalić poza tym, że umie podpisywać umowy i uśmiechać się do kamer 🔥 A co do stołu? No proszę Cię, Jack jest świetnym zawodnikiem, ale Pegula to nie jakaś słomiana lalka, co nie umie trafić piłką do stołu — pamiętacie ten mecz w Tokiu, jak kopnęła rywalkę piłką za boisko i dostała tylko ostrzeżenie? Charakteru jej nie brakuje, no ale przy ping-pongu to jednak nie jej sport. Jack by ją pewnie rozłożył w trzy minuty, ale cóż zrobić, skoro tenis to jej żywioł? I jeszcze jedno — niby my mamy narzekać na sponsoring, skoro dzięki temu nasze juniorki latają na zawody, a nie muszą oszczędzać na biletach? Albo że dzięki temu modernizujemy korty zamiast modlić się, żeby nie padły podczas meczu? Chyba jesteście tak zaślepieni własnymi mrzonkami, że nie widzicie, co naprawdę się dzieje. Jessica nie jest sponsorem — jest AMBASADORKĄ naszego tenisa, i tyle! 💪🔴 A jeśli ktoś myśli, że to jakaś strata czasu, to niech lepiej wsiądzie w samolot i poleci zobaczyć, jak nasze juniorki grają dzięki temu, że ktoś zainwestował w ich rozwój... nie w reklamę piwa z regionalnej ligi!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ejże, ależ wy teraz z tymi swoimi gadkami o Jessica jakby była nowym mesjaszem naszego tenisa! no dobra, no wiem, no — półfinały, milionowe kontrakty, te jej krzyżowe forehandy co lecą jak oszalałe... ale co z tego, skoro przez cały ten "sponsoring" to my nawet nie mamy własnego angażującego się trenera na każdym turnieju? no bo ktoś tam w federacji kombinuje, że niby skoro jest kasza, to wszystko gra — a ja wam powiem: gra nie gra, ale jak się patrzy na te nasze juniorki, co to na korcie stoją jak słupki i czekają na to, aż przeciwniczka pójdzie w błoto, to się człowiekowi serce ściska. i co z tego, że Jessica ma półfinał w wielkim szlemie? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w Lublinie mieliśmy lokalnego chłopaka, co na korcie latał jak opętany i naprawdę ROBIŁ coś dla polskiego tenisa — i nikt mu nie dawał żadnej reklamy, żadnego "ambasadora", tylko musiał walczyć na własną rękę. i wiecie co? on wygrał swój pierwszy turniej w trzeciej lidze, a potem poszedł dalej, bo miał charakter, a nie dlatego, że ktoś mu wcisnął koszulkę z logo jakiegoś energetyka. a co do tej historii z Jackiem na stołówce — no jasne, facet jest legendą, ale Pegula? no pewnie, że by go dorwała na korcie, ale to akurat nie jest żaden argument, że trzeba nam jej sponsorować, bo niby "ambasador". ja bym wolał, żebyśmy mieli sponsora, co naprawdę rozumie tenis — albo przynajmniej nie wpada w te wszystkie amerykańskie fantazje o "sport to show, więc trzeba dać show". bo co z tego, że Jessica się uśmiecha do kamer, skoro nasze juniorki muszą liczyć każdy grosz na dojazdy? no niech ktoś mi powie, że to normalne, że mamy sponsorów od energetyków, a nie od jakichś solidnych firm, co rozumieją, że tenis to nie tylko reklama w przerwie między setami. i jeszcze jedno — ta cała historia z kopnięciem piłką za boisko w Tokio... no dobra, no charakteru jej nie brakuje, ale co z tego? my nie potrzebujemy dziewuchy, co kopie piłkę za boisko, tylko zawodniczkę, co umie grać i potrafi nam pokazać, że polski tenis to coś więcej niż tylko kolorowe logo. a teraz mamy sytuację, że Jessica Pegula jest ambasadorką marki energetyków, a nie tenisa — i tyle. no i co, mamy się cieszyć, że mamy ładne koszulki? ja wolę, żeby nasze juniorki miały zajęcia z dobrym trenerem, niż żeby trener kombinował, że "no dobra, to może zrobimy im zajęcia, bo mamy kasę od Peguli". więc proszę was — nie mówcie mi o charakterze i półfinałach, tylko pomyślcie, co my realnie zyskujemy poza ładnym logo na koszulce. bo ja wam powiem: nic, absolutnie nic. i jeszcze to — za moich czasów mieliśmy sponsorów, co płacili, bo chcieli pomóc, a nie dlatego, że ktoś im obiecał, że będą mogli się chwalić, że mają "ambasadora" wśród tenisistek. no i co z tego, że Jessica jest fajna? fajni ludzie to nie brakuje — ale fajni sponsorzy, co realnie inwestują w tenis, to już rzadkość.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Pamiętacie, jak przed laty w naszym Białymstoku mieliśmy taką sytuację, że jeden z lokalnych przedsiębiorców chciał sponsorować naszą drużynę juniorów? Fajny facet, uśmiechnięty, zaproponował tablicę na stadionie z jego logo. Wszyscy się cieszyliśmy, że wreszcie coś się ruszy. Aż do momentu, kiedy okazało się, że "sponsoring" to tak naprawdę jego prywatna inicjatywa na pół roku — i że nie ma żadnego związku z jego działalnością biznesową. Brzmi znajomo, prawda? Wracając do tematu: po tym, co tu padło, widzę, że walczymy z tymi samymi demonami, które od dekad towarzyszą naszemu tenisowi. Z jednej strony mamy argument o konkretach — te wszystkie juniorki, które pojechały na zawody dzięki umowie z globalnym graczem, albo korty, które zostały zmodernizowane, bo ktoś wreszcie uznał, że warto zainwestować. Z drugiej strony ktoś mówi, że to tylko reklama, plastik na koszulce, a realny rozwój sportu schodzi na drugi plan. I ta cała historia z Jackiem? No pewnie, że Pegula by go rozłożyła na korcie — charakteru jej nie brakuje, tego nikt nie kwestionuje. Ale przy stole to już zupełnie inna bajka, i chyba wszyscy się z tym zgodzimy. Tylko czy to w ogóle ma znaczenie? Bo dla mnie liczy się to, że dzięki temu, co Jessica reprezentuje, nasz tenis przestał być tylko kolejnym sportem na marginesie. Ale nie ukrywajmy — te wasze dyskusje o plastiku i pieniądzach zza oceanu to jednak trochę takie histerie. Przecież gdyby nie te "plastiowe" kontrakty, to dzisiaj nawet nie mielibyśmy o czym gadać. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądają te wszystkie juniorskie imprezy, kiedy ktoś naprawdę postawi na rozwój, a nie na modlitwy o jakieś grosze z lokalnego browaru. No więc co powiedzieć? Że jedna strona ma rację, a druga się myli? A może jednak obie strony trochę przegięły? Bo ja na przykład siedząc kiedyś na trybunach w Warszawie i widząc, jak nasza juniorka zagrywa forhenda, która aż echo się niosło po całym stadionie — to naprawdę nie zastanawiałem się, czy jej koszulka ma ładne logo, czy nie. Ale pewnie, że też doceniam, że dzięki takim umowom mamy choć trochę więcej luzu w finansowaniu tych wyjazdów. Może więc zostawmy to tak, jak jest: niech każdy sobie wybierze, co dla niego ważniejsze — ładną koszulkę czy realny rozwój. Bo jedno drugiemu nie przeszkadza, dopóki nie zaczniemy myśleć, że jedno jest gorsze od drugiego.Kontekst bije gołą liczbę.