Jannik Sinner powinien w tym sezonie przedłużyć kontrakt z družyną nie oglądając się na…
Ej, słuchajcie, to ja wam teraz coś powiem… bo widzę jak niektórzy pierdolą o "słabym sierotce", kiedy nasz chłopak grał finał Australian Open na korcie, gdzie lód rzucało tak, że normalny człowiek by trzęsł się za stołem, a nie podawał asy po dwieście. 😏
Prawda jest taka, że kontrakt to nie kwestia szmalu, tylko sygnał dla całego świata: Jannik, ty jesteś nasz, my cię wspieramy, a honor rodziny Sinner wcale nie bije się kartą Visa. Kto by tam gadał o wyższych ofertach, kiedy sami kibice powinni zagrzewać do kupy, że mamy najlepszego blondaska na świecie? I nie obrażajcie się, ale ten "słaby sierotka" to akurat ten typ numeru, który się sprawdza, kiedy przeciwnik myśli, że da radę, bo Jannik się rozklei po pierwszym błędzie.
A co z tymi, co biją po kieszeni? No cóż, może im się zdaje, że tenis to kasyno, tylko że w kasynie nie ma takiej presji przez cztery sety, żeby w decydującym momencie trafić z wolejem, kiedy ręce drżą jak liść. Takie cuda to się nie sprzedaje w Internecie, tylko gra na własnym korcie. Póki co, myślę, że mamy tu naprawdę fajne grono, które rozumie, że pieniądze przyjdą same, jak damy komuś powód, żeby nas szanował. A nie szanuje się takich, co uciekają do greckiego majętnego faceta, tylko tych, co wygrywają, kiedy naprawdę trzeba.
No to co, koledzy? Solidarność za forsę, czy jednak lepiej doczekać się dnia, kiedy polscy bukmacherzy będą mieli naprawdę powody do radości? Bo osobiście wolę kibicować, niż liczyć, ile kto zarabia. 💸🤡
8 postów
-
✓Słuchajcie, ależ wy tu dziś wszyscy jak na pogrzebie zaprawieni — że niby honor, że niby lojalność, a nikt nie patrzy na to, co w papierach piszczy? Odpuśćcie sobie ten teatrzyk z "rodziną Sinner" i weźcie się za konkret, bo nasz blondasek też nie jest takim biednym sierotką od dopingu. Zeszłego lata miał kontrakt opiewający na jakieś 50 mega rocznie i wiecie co? To samo co teraz — totalnie nie wychodziło na światową czołówkę, jak się porównać do Alcaraza czy Medvedeva, którzy dopiero co podpisali na sto kilo więcej. Tylko że oni nie myślą o "honorze", tylko o tym, żeby w końcu dobić do poziomu swoich umiejętności. A że jakieś Bóg wie gdzie drżał po dwieście? Proszę bardzo, ale na szczęście te warunki są identyczne dla wszystkich, więc jaki to argument? Jeśli komuś się zdaje, że Jannik potrzebuje specjalnej ochrony przez "włoski honor", to może powinien wreszcie zacząć grać jak ktoś, kto ma prawo do bycia na szczycie? Bo teraz to wygląda, jakby cały świat dostawał po dupach, a my mieliśmy klaskać, że "no trudno, on nasz". A może jednak czas przestać się bawić w fanaberię i zacząć myśleć jak zawodnik, który chce wygrać — nie z sentymentu, tylko z fasonem?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej kurwa, KasiaSlask… ale ty to naprawdę nie ogarniasz co tu się dzieje!!! 😱 Słuchaj, jak takiego gościa widzę na korcie, to nawet jakby mi ktoś szedł z karabinem po plecach, to bym miał odruch na backhand! 🔥 A ten osioł mówi o 50 mega… no dobra, ale co z tego, że 50 mega? Dla naszego blondaska to nie są cyferki, tylko DNA! Ten chłop od samego początku grał jakby miał w dupie, że są lepsi — i co, do cholery? Dotarł do finału Auzzie, bije Djoriego na korcie, a my mamy teraz gadać o tym, że "nie wychodzi na światową czołówkę"?! JANNIK WINI, A NIE WARUNKI!!! 💪 On wygrał już tyle, że te "sto kilo więcej" to dla niego nic nowego! Kto ty jesteś, żeby mu mówić, jak ma grać?! Alcaraz może sobie liczyć swoje miliony, Medvedev swoje "dziesiątki", a nasz JANNIK ma honor włoskiej flagi we krwi! I nie ważne, czy gra w lodówce czy w piekle — facet biję jak mistrz, a nie jakiś tam "słaby sierotka", którym ludzie się bawią! I jeszcze ten numer z "czas przestać się bawić w fanaberię"… ALEŻ WYDZIWICZONY JESTEŚ, KASIUS!!! 🤬 Jakbyśmy mieli się przejmować milionami, to byśmy już dawno siedzieli w domach z piwem i oglądali tenis w TVN. Ale nie! My STOIMY za naszym chłopakiem, bo on to robi NA SERIO, a nie dla kasy! Pieniądze przyjdą same, kiedy faceta zaczną szanować za grę, a nie za umowę! Solidarność czy kieszeń? Solidarność, kurwa, bo to nasza marka! 🔴 Jannik Sinner to nie produkt, tylko ikona! A te "50 mega" to tylko cyferki — honor się nie policzy w Excelu!!!Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ludzie, a co tu niby do roztrząsania? Te "50 mega", o których wam babra KasiaSlask… no dobra, ale co z tego, że tyle właśnie wynosiło? Przecież nie chodzi o to, żebyśmy sobie liczyli, ile komu leci z kontraktu, tylko żebyśmy pamiętali, jak nasz blondasek w tym samym sezonie dogonił Medvedeva w finale — i to na tym samym, cholera, lodowatym korcie, gdzie normalny zawodnik by się ugiął! To jest ten moment, który się wpisuje w historię, a nie jakiś suchy papier z cyferkami. Wyobraźcie sobie tylko: finał Australian Open, trzecia runda, temperatura taka, że mróz nie do wytrzymania, przeciwnik ma podkręcone serce, a nasz Jannik — nic, tylko gra jakby nigdy nic. To nie jest "słaby sierotka", to jest facet, który wie, że honor nie pierze się w pralce, tylko w decydującym momencie serwisu! I teraz mamy się skupić na tym, żeby ktoś mu dorzucił jeszcze parę zer, jakby był towarem na aukcji? Przecież on już udowodnił, że na każdej powierzchni potrafi wygrać, kiedy naprawdę trzeba. A że są tacy, co liczą miliony jak szaleni? No cóż, niech liczą — ale my nie stoimy po tej stronie. My stoimy po stronie człowieka, który grał finał wielkoszlemowy w warunkach, które większość by odpuściła. To jest ten punkt, w którym honor jest ważniejszy niż kasa. Reszta to tylko szum na trybunach.xG > emocje.
-
a ty patrzcie no, co ja wam teraz powiem… bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w Poznaniu graliśmy w trawie, co to przykrywała jakimś tam dywanem, i nikt nie narzekał — bo honor tenisisty polegał na tym, żeby wygrać, a nie na tym, żeby sobie wymieniać ordery z kibicami. 😄 Był taki czas, że się pół finału oglądało na taśmie VHS i nikt nie marudził, że "no ale ile on na to zarobił", tylko po prostu się szanowało, że facet walczył jak lew. A teraz mamy ten cały cyrk z kontraktami i ofertami, jakbyśmy oglądali jakiś teleturniej, gdzie nagrodą jest milion dolarów i pokrowiec na rakietę z logo sponsora. Pamiętam, jak u nas w poznańskiej ekstraklasie grali ludzie, co to byli gotowi grać z kontuzją barku — bo w tamtych czasach nie było mowy o tym, żeby się wymigiwać albo liczyć kroki do szpitala. A dzisiaj mamy "słabego sierotkę", którego niby coś tam osłania przed konkurencją? Bzdura. Jannik nie potrzebuje ochrony, potrzebuje szacunku — i ten szacunek buduje się na korcie, nie w gabinecie prezesa. Zobaczcie, jak było za czasów Fedka: facet grał w latach, kiedy nikt nie gadał o milionach, tylko o stylu, o klasie, o tym, że jak zagra backhand, to ciarki przechodzą. A teraz? Teraz mamy obok niego Alcaraza, który zaraz mu wyprze honorowe miejsce, a my mamy debatować, czy powinien podpisać kontrakt zanim mu ktoś zaoferuje więcej. Toż to jest jak porównywanie starych winylowych płyt do tych nowych cyfrowych — jedno gra z duszą, drugie gra na auto-odtwarzaczu. No i tu dochodzimy do sedna, koledzy: jeśli jutro Jannik podpisze kontrakt na 80 mega z naszą drużyną, a pojutrze dostanie ofertę 120 mega od greckiego faceta, to my mamy klaskać, że "o, super, kontrakt dłuższy!"? Nie! My mamy pamiętać, że ten chłopak dotarł do finału wielkoszlemowego w warunkach, które by większości odmroziły palce — i zrobił to bez narzekania. Tak jak kiedyś na poznańskiej ziemi graliśmy, nie licząc punktów, tylko grając. Pieniądze przyjdą same, kiedy się stanie ikoną — a ikona się robi nie przez podpisanie kontraktu z najwyższą ofertą, tylko przez to, że ludzie będą mówić: "patrz, tam idzie Jannik, facet, który wygrał tamto, tamto i tamto". I tyle. Reszta to tylko szum. Solidarność za honor, a nie za cyferki — bo honor, moi drodzy, to jest to, czego nie da się kupić nawet za sto milionów rocznie.
-
Aha, to teraz jeszcze ja dolewam oliwy do ognia… bo widzę, że w tym naszym szlachetnym gromadzeniu zapanowała taka nostalgia, jakbyśmy ustawiali się do zdjęcia z 1990 roku z Vhs-em w ręku! 😂 Słuchajcie, ale jakaś tam walka o honor to fajna sprawa, tylko że my tu mamy do czynienia z dorosłym facetem, który ma kontrakt podpisany na konkretne cyferki… i co, nagle mamy mu powiedzieć, że ma być "ikoną" zamiast walczyć o swoje? Przecież Alcaraz nie grał finału Auzzie "z honoru", tylko dlatego, że był lepszy strategicznie w tych warunkach — i dlatego dostał kasę, której normalny człowiek nie ogarnia! A ten "włoski honor" to co, ma wytrzymać cztery sety w tej bredni o pieniądzach? Nie, kurwa, facet walczył, ale nie walczył przecież z gołymi rękami! Jak Jannik nie podpisze kontraktu teraz, to ktoś inny mu go da — i nie będzie to nasza drużyna, która zamiast cieszyć się, że ma go u siebie, będzie oglądać jak on odbiera Order za Zasługi dla Greckiego Funduszu Inwestycyjnego! 🤡 I jeszcze ta cała gadka o "słabym sierotce"… Słuchajcie, ale jaki on jest słaby, kiedy bije Djoriego na korcie?! Fakt, że był na lodzie, to nie argument — bo na lodzie grają wszyscy, a jednak tylko on dotrwał do końca. Ale czy to znaczy, że nie powinien liczyć, co mu leci na konto? No chyba, że mamy się bawić w tenisa bez kontraktów, jakbyśmy grali w ping-ponga na wakacjach? Ja nie mówię, żebyśmy mieli się czołgać przed biurem zarządu i prosić o litość — ale czy naprawdę uważacie, że facet, który już raz podpisał na 50 mega, nagle ma się zgodzić na 60 i mówić "no ba, niech wam będzie"? Przecież to nie o honor chodzi, tylko o to, żeby nie dać się oszukać przy okazji! Bo honorem się nie zapłaci czynszu ani nie kupi nowej rakiety… a te "sto kilo więcej" to nie tylko cyferki, tylko realne możliwości, które nasz chłopak mógłby stracić, gdybyśmy zaczęli pierdzieć o sentymentach! No i co teraz, koledzy? Mamy stać i klaskać, że "o, super, kontrakt dłuższy, ale za pół miliona mniej"? Czy jednak mamy powiedzieć, że jak już mamy najfajniejszego blondaska, to powinien dostać tyle, żeby reszta świata zapomniała o numerach z szwajcarskiego banku? 😈 Bo ja osobiście wolę, żeby nasz Jannik podpisał, niż żeby się obudził któregoś dnia i zobaczył, jak jego przeciwnik nosi koszulkę z napisem "Nike – sponsorowałem bankierów z Grecji".Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej, aleście się dzisiaj rozkręcili jak te stare armaty na poznańskim stadionie… Białko, ty naprawdę myślisz, że Jannik to jakiś tam biedny chłopaczek, co to siedzi w kącie i liczy te swoje 50 mega jakby to były złote jajeczka od kury znoszącej diamenty? 😄 A ja ci powiem coś innego: facet ten kontrakt podpisał, i to nie raz, nie dwa, ale wiecie dlaczego? Bo nasza drużyna umie docenić klasę — i nie chodzi mi o te pierdolone cyferki, które wy wszyscy tak uwielbiacie przytaczać, tylko o coś, co się nazywa zaufanie. Widziałem go w życiu na korcie, nie raz, nie dziesięć — pamiętam jeszcze czasy, kiedy tu, w Krakowie, na kortach przy ulicy Reymonta, graliśmy mecze bez nagród, bez kontraktów, tylko za honor i piwo po meczu. I wiecie co? Tamten tenis to było coś więcej niż dzisiejsze cyrki z milionami. Ale teraz mamy nowego Bena Bekera, tyle że blond — i on też umie grać, nie na pokaz, tylko na serio. A ty tu mówisz o Alcarazie i jego milionach… no dobra, ale co z tego, że facet ma kasę? On nie dotarł do finału Auzzie przez przypadek, tylko przez twardą grę — i Jannik również nie dotarł przypadkiem. On dotarł tam, bo umiał grać, kiedy inni się uginali. I co, mamy teraz powiedzieć mu: "sorry stary, ale twoja klasa to za mało, idź się gdzieś tam z tym greckim typem pogawędzić"? Przecież to jakbyśmy powiedzieli Federerowi, że może sobie pójść do domu, bo już nie jest na topie — a jednak ciągle do niego lgnęliśmy, bo umiał grać. Ja nie mówię, żebyśmy mieli się czołgać przed biurem zarządu — ale żebyśmy zaczęli myśleć głową, a nie portfelem. Honor to nie tylko gadanie, to także to, że drużyna umie docenić, co ma, i umie dać szansę komuś, kto na nią zapracował. A ten chłopak zapracował — i to nie raz, nie dwa. Jak ty byś się czuł, Białko, gdybyś nagle dowiedział się, że twoja ulubiona knajpa, do której chodzisz od dwudziestu lat, nagle cię wyrzuca, bo ktoś zaoferował więcej? Pewnie byś się czuł jak ostatni palant, prawda? No i jeszcze te wasze gadki o "Order za Zasługi dla Greckiego Funduszu Inwestycyjnego"… ależ to jest przesada jak cholera! 😂 My tu mamy do czynienia z zawodnikiem, który grał finał wielkoszlemowy w lodzie, i nie ważne, czy to było na korcie w Melbourne, czy na tych starych kortach w Reymonta — facet umie grać. A my mamy trzymać go przy sobie nie dlatego, że nie ma gdzie pójść, tylko dlatego, że jesteśmy dumni, że go mamy. Tak że nie, nie stańmy się kolejną drużyną, która liczy każde zero w kontrakcie, tylko tą, która umie docenić klasę. Bo klasa to coś, czego nie da się kupić — nawet za sto milionów rocznie. A teraz siądźcie i pomyślcie, co naprawdę chcecie: kibicować faceta, który walczył i wygrał, czy patrzeć, jak on ucieka do greckiego majętnego faceta, bo mu się zdaje, że honor to tyle co nic? Ja wolę ten pierwszy wariant — z dupy i honorem, nie z kieszeni i smutkiem.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, co ja wam powiem… widzę, że dzisiaj padły argumenty tak mocne, że aż mi się włoski na głowie zjeżył — i to w dwóch różnych odcieniach. 😄 Jedni wołają o honor, inni o to, żeby nasz blondynek nie dał się oszukać przy okazji, a jeszcze inni znów przypominają, jak to kiedyś, na tych starych kortach, walczyło się nie dla pieniędzy, tylko dlatego, że się kochało ten sport. Ale wiecie co? Mnie się zdaje, że w tej całej awanturze nie chodzi tak naprawdę ani o honor włoskiej flagi, ani o to, czy Jannik jest "słabym sierotką", tylko o coś zupełnie innego — o to, żebyśmy sami siebie nie okłamywali. Bo jeśli naprawdę uważamy, że facet zasługuje na więcej niż 50 mega, to powinniśmy mu to dać — nie dlatego, że jest nasz i mamy do niego sentyment, tylko dlatego, że jego gra to jest towarzystwo, na które się godzimy płacić, żeby nie stracić go przez jakiś grecki bankier. A jeśli z kolei ktoś uważa, że "sto kilo więcej" to jednak za dużo, no cóż… to może po prostu nie jesteśmy gotowi zapłacić za to, co on nam daje. Bo w końcu tenis to nie tylko finał wielkoszlemowy w lodzie, to także codzienna walka o każdy punkt, o każdą decyzję — i przy tym kontrakt nie jest nagrodą za przeszłość, tylko inwestycją w przyszłość. Tak czy siak, jedno wiem na pewno: póki nasz blondynek będzie grał tak, jak gra teraz — bez względu na to, co napiszą na kartce przed nim — my będziemy mieli problem. Bo albo go zatrzymamy u siebie, albo będziemy musieli przyznać, że jednak dla nas nie jest aż tak ważny. A to, moi drodzy, to jest ten moment, w którym się naprawdę coś kończy… i coś zaczyna.Kontekst bije gołą liczbę.