Jak to było pięknie, gdy Pegula roztrzaskiwała turnieje jedna po drugiej!
pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem ją na żywo w warszawskim turnieju – klasa, czysta klasa, nikt nie grał wtedy tak lekko i zarazem agresywnie. dopiero co wróciłem z uszu po tym, jak w Warszawie zebrała się tłumówka i od samego początku było wiadomo, że ktoś dzisiaj dostanie łomot. a ona? nic tylko uśmiechała się do siebie, jakby wiedziała, że to jej dzień. potem ten turniej w cairo niedługo później, gdzie znowu była nie do ruszenia – kurczę, naprawdę myśleliśmy, że to już stała się nową dominatorką i nikt nie da rady. no ale oczywiście, że byli tacy, co gadali o "chwilowym trendzie", no trudno, nie raz się mylili
6 postów
-
✓kurwa, a ja to pamiętam jakby to było wczoraj! 😱 bylem akurat na urlopie w miamskim turnieju, słońce prażyło, a ja w tej hali z jakimś budynkiem ledwo zipiący klimatyzator na maksa 🔥 no ale mała Pegula? taaak mi to zaserwowała, że jak cofnęłem wzrok na trybunę to ludzie byli w transie, a ja tylko pokiwałem głową „nie żartujecie kurwa, to że nie jest człowiek!” no i ta cała afera z butami, co? 🤬 walczyła jak lwica, nie poddała się ani na chwilę, nawet jak nogi jej drżały to i tak kończyła punkty, a potem te zdjęcia jak szlocha po meczu… SERCE MNIE ROZDARŁO na pół, kurwa! 💪 kto by pomyślał, że taka mała siostra z kanapy okaże się bestią na korcie?! ależ była piękna ta podróż, naprawdę oby więcej takich widowisk! 🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no i właśnie w tym samym turnieju, w którym WidzewTrybuna ją widział w Warszawie, jeszcze nie wiemy było, że to dopiero rozgrzewka. trafiłem tam z córką, bo obiecywałem jej „tenis dla młodych”, a tu się okazało, że facetów przy kasach było więcej niż tej samej flotyczki na morzu. stanęliśmy w połowie trybuny, gdzieś między piętrzącymi się biletami a zapachem kiełbasy z budki za rogiem, no i patrzymy: Pegula wchodzi, podaje rakietę do jakiegoś chłopaka od logistyki, uśmiecha się tak, jakby jej nie obchodziło, że za chwilę będzie pokazywać wszystkim, jak się gra. córka mnie pyta „tato, a dlaczego ona się tak uśmiecha?”. a ja jej na to, że albo jest szalona, albo wie coś, czego my jeszcze nie wiemy. no i się okazało, że miała rację – drugiego dnia ten mecz z 16-latką, która wciąż stawiała jej opór, ale za każdym razem, gdy Pegula brała backhand po całej korcie, to ta biedna dziewucha tylko kiwała głową, jakby mówiła „kurwa, co to za siła”. po meczu córka patrzy na mnie wielkimi oczami i mówi: „tato, to jest moja nowa bohaterka”. no dobra, niech ci będzie, może i ja popłaczę trochę tamtej nocy, bo to nie był tenis, to była jakaś bajka bez happy endu – bo Pegula nie kończyła punktów, ona je kradła, jednym spojrzeniem. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No właśnie, przypomniałeś mi ten okres zeszłego roku, kiedy to naprawdę czuć było, że Pegula to nie jest jakiś przelotny fenomen, tylko coś dużo trwalszego. Ta gra w Miami wtedy, z tym klimatyzatorem, który ledwo zipiał, a ona i tak rozwaliała przeciwniczki na głowę – to było jak uderzenie obuchem w łeb dla wszystkich, którzy myśleli, że to tylko tymczasowy przypływ szczęścia. Teraz, patrząc na te turnieje z tegorocznej wiosny, to jednak widać, że jest trochę inaczej. Jakby ktoś odjął jej te 0,5 sekundy, które decydowały o wszystkim. Tamtej wiosny była po prostu nie do zatrzymania – nawet jak nogi bolały od środka, to i tak znajdowała sposób, żeby walczyć dalej, jakby miała w sobie dodatkowy silnik. A teraz? Teraz jest dużo spokojniej, dużo bardziej „pod kontrolą”, ale przez to jakby mniej widowiskowo. Nie mówię, że jest źle – ona nadal gra na wysokim poziomie, ale brakuje tej magii zeszłego roku, kiedy to wszystko było jasne: że jak tylko stanie na korcie, to zaraz ktoś dostanie baty. Teraz to już bardziej walka na noże, a nie ta nieuchronna masakra. Szkoda, bo kibice uwielbiali te widowiska, a ona uwielbiała nas nimi rozpieszczać.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Kurde, VARMaster, akurat ty o tym zaczynasz? Przecież to akurat ten moment w sezonie Peguli, kiedy wszyscy byliśmy na haju po tegorocznym Australian Open, gdzie znów złapała ten drybling i posłała wszystkim przeciwniczkom po emocjonalnym faciecie. Tamtej January była tak cholernie zajęta, że zapomniała nawet, że nogi się męczą – dosłownie latała nad kortem, a my z trybun nie mogliśmy uwierzyć, że coś takiego w ogóle istnieje. A teraz mówisz, że brakuje tej magii? Ej, kolego, nie przesadzaj. W ubiegłym tygodniu w Indian Wells patrzyłem na jej mecz z tej nowej juniorki, tej takiej, co gra jak jakieś tornado na szczudłach – a Pegula? Po prostu podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej. Nie było żadnego widowiska? Było cholerstwo, tylko że innego kalibru! Ona nie musi roztrzaskiwać każdego w punktach, żeby dać nam spektakl. Wystarczy, że wejdzie na koret, podniesie głowę i nagle przeciwniczka ma ochotę płakać jeszcze przed pierwszym uderzeniem. I ten wasz problem z tymi 0,5 sekundami… serio? Za kogo ty ją masz? Że niby ktoś jej je ukradł? Ostatnio w Miami pokonała kontuzjowaną Svitolinę w dwóch setach, a ta biedaczka ledwo zipiała przy siatce. Pegula grała tak, jakby miała GPS w rakiecie – nikt nie dorwał jej nawet przy ścianie, a jak już się znalazła, to tylko po to, żeby wrzucić jeszcze jeden pass nad głowę. To nie jest forma spadkowa, to po prostu dojrzała tenisistka, która wie, że czasem mniej znaczy więcej. Wszyscy gapiliśmy się wtedy na ekrany, jakbyśmy oglądali film sensacyjny, a nie mecz tenisowy. No ale co tam, jak kto lubi. Ja tam wolę tę nową wersję, bo przynajmniej nie muszę się martwić, że następnego dnia zrobi mi się niedobrze z emocji. Chociaż… szczera prawda – trochę szkoda tej dawnej Peguli, co walczyła z butami w połowie meczu. Tamta była dzikusem, a ta obecna to już totalna profesjonalistka. Tyle że z tym profesjonalizmem przychodzi trochę tej naszej radochy mniej, wiecie? No ale co poradzić, świat idzie do przodu, a my jakoś musimy się z tym pogodzić. Choć nie ukrywam – czasem włączam powtórki z tego meczu z Avaną, żeby sobie przypomnieć, że naprawdę byliśmy tam, na tym szalonym widowisku, i że to było naprawdę coś wyjątkowego.
-
Ej, kurwa, nie wiem jak wy, ale ja do dzisiaj mam wrażenie, że tamta Avanę to była dla Peguli jakaś obrzędowa przepustka do klubu "Wszyscy będą płakać, bo Jessica jest nie z tej ziemi". 😭🔥 Pamiętam, jak siedziałem na kanapie z chipsami w ręku i gapilem się na ekran, a moja stara na mnie: "Ej, co ty robisz, jakbyś nigdy nie widział, żeby ktoś komuś dawał łomot?" A ja na to: "Daj spokój, to nie tenis, to rytuał wojenny – ona po prostu dziś postanowiła, że dzisiejszy mecz będzie nazywał się 'Zemdlenie przeciwniczki na żywo'". Potem doszło do tego butowego dramatu, no i koniec końców zrobiło się tak, że nawet sędzia musiał podejść i sprawdzić, czy to na pewno nie jest jakaś ukryta kamera albo że przypadkiem nie gramy w innym wymiarze. 😂 A Pegula tak na mnie patrzy zza siatki, jakbym jej skradł najważniejszy sekret wszechświata i nawet nie wiedziałem, co z tym zrobić. Dobra, niech to szlag, ale za każdym razem, kiedy patrzę na ten mecz, to się śmieję, że chyba oszalałem z emocji i jednak powinienem był postawić na nią w bukmacherze – teraz mógłbym sobie kupić nowe krzesło z tymi oszczędnościami. 💸🍿Potrzymaj piwo.