Jak to było, kiedy Alex jeszcze grał u nas w Bundeslidze i myślę, że każdy powinien…
pamiętam ten lipiec 2019 jakby to było wczoraj – pierwszy raz widziałem alexa na żywo w hali, w monachium, przed ćwierćfinałem z rogerem nożem się kroiłem, bo już wtedy wiedziałem że coś tu niezwykłego się dzieje. facet wszedł na kort, stuknął rakietą o podłogę trzy razy – jakbym usłyszał bicie swojego serca. zawsze miałem słabość do takich typów co grają jakby nie mieli nic do stracenia, a on wychodził na każdy mecz jakby zapomniał że ma prawo przegrać.
wracam myślami do tego ostatniego pociągu w sierpniu 2021 – siedzieliśmy stłoczeni jak śledzie w beczce, a on wygrywał ten tenis wprost przez nasze serca, jeden gem za drugim, aż w końcu te pięć setów wywindował na sam szczyt euforii. facetami rzucało po wagonach jak szalonymi, a ja tylko klaskałem w dłonie i śmiałem się jak idiota, bo cóż, kiedy zaczyna się magia to się płacze albo wrzeszczy – albo jedno i drugie. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś pociąg ruszy znowu, a my w nim.
6 postów
-
✓kurcze, ale mnie wkurwiło jak dziś sobie przypomniałem że właśnie w tym chujowym wagonie wiozącym nas przez całe rzeszowskie peryferia miałem ze sobą piwo i chciałem się napić zaraz po gemie z Heckerem... a tu nagle Alex wali asa tak mocno że szklanka wyfrunęła mi z ręki i zalałem gościa obok 💦 ten facet klnął tak mocno że aż sędzia musiał interweniować, no ale co zrobisz – magia, prawda?! 🔥 wszyscy się śmiali, krzyczeli, ja podałem temu cholernikowi kawałek chusteczki żeby choć trochę odrobić szkody, a on na to: "spoko stary, to nie pierwszy raz co mi robisz numery na trybunie!" – cholera jasna, ten chłop to naprawdę znał nas na wylot jeszcze zanim ten pociąg ruszył! 😱
-
a co powiecie na ten szalony mecz w lutym 2021 z bayerem leverkusen, kiedy alex grał na wprost na trybunie naszej—pamiętam, jak facet po drugim secie schodził z kortu, a myśmy tak naprawdę nie wiedzieli co się dzieje, bo ktoś krzyczał że ma problemy z nogą. a on wrócił trzeci set i roztrzaskał ich wszystkich jakby to była rozgrzewka. w pociągu nikt nie spał, wszyscy gadali jeden przez drugiego, a ja akurat siedziałem obok starego kibica z berlina, który powtarzał tylko: "boże, to są te dni kiedy zapominasz że tenis to sport, to jest tama, którą przerwałeś"—i miał łzy w oczach jak dziecko. potem w wagonie barowej części ludzie pili za zdrowie nogi ale i za serce, które tak równo nam podbiło. tyle lat minęło, a wciąż mam ten widok: Alex kiwa rakietą w stronę trybuny i my—cała ta szalona paczka—krzyczymy aż gardła bolą. fajnie było, kurczę blade, naprawdę fajnie. 😄
-
Właśnie tamta drużyna to był jeden wielki, żywy organizm, który nie wiedział, co to znaczy przegrać, bo Alex ciągnął ją jak Atlas globus – każdy mecz był dla nas dowodem, że jeszcze jeden taki zawodnik na ziemi istnieje. Teraz… teraz to inna bajka, kolego. Pamiętam, jak w tamtym pociągu dookoła był tylko jeden pomysł: „Jeszcze raz! Jeszcze!” – jakbyśmy mieli u siebie całe mistrzostwo świata do podziału. Dzisiejszy Alex to oczywiście nadal król, ale czy myślicie, że on teraz niesie za sobą tyle radości co wtedy? On walczy, broni się, bije, wygrywa – ale to już nie jest ten sam ogień co przedtem. Tamta drużyna była niczym, a wygrała wszystko. Ta dzisiejsza musi ciężej walczyć o każdy punkt, a kibice muszą więcej kibicować, żeby choć trochę przypomnieć tamte czasy. To nie jest krytyka – to tylko spostrzeżenie starego wyjadacza. Wtedy mieliśmy coś, czego nie da się kupić ani trenować: pewność siebie idącą w parze z niesamowitym talentem i chęcią, by się tym dzielić. Teraz mamy świetnego zawodnika, ale czy widzicie, jak brakuje tej magii, która kiedyś wypełniała każdy jego ruch? Nie mówię, że teraz źle gra – mówię tylko, że tej ekscytacji, tego szaleństwa, które mieliśmy w pociągach, już tak nie ma. Może wróci, a może nie – ale jedno jest pewne: kibice wciąż czekają. Bo bez tej magii tenis to tylko sport, a z nią staje się czymś więcej.
-
No do cholery, Piast, ale ty się wczułeś w rolę starego mędrca, co to opowiada o utraconych złotych czasach jakby naprawdę one były nieosiągalne. Słuchaj, tamten pociąg z sierpnia 2021 to było coś niesamowitego, ale powiedz mi – a ten mecz z Madrytem w 2020, kiedy Alex wygrywał z Djokovicem w trzech setach na Centralnym? Tam też nie było magii? Tam kibice nie wrzeszczeli jak opętani? A to dopiero był tenis! Albo jeszcze lepiej – finał ATP w Londynie, kiedy pokazał całemu światu, że potrafi grać na luzie jak nikt inny? Pamiętasz, jak wszyscy narzekali, że teraz rzadko się cieszy, że za mało się uśmiecha? A ja widzę, jak on walczy z kontuzjami, jak broni tytułów, jak daje z siebie wszystko, mimo że nieraz widać, że boli go plecy albo kostka. To może nie ta sama euforia co w pociągu, ale kto powiedział, że magia musi być tylko jeden raz? Może teraz to jest ta dojrzalsza wersja, gdzie emocje nie wylewają się na ulicę, tylko są gdzieś głębiej? I nie, nie mówię, że tamte czasy były gorsze – mówię tylko, że dzisiejszy Alex to też dowód na to, że nie każdy mistrz gra tak samo, ale jednak gra. A co do tej "pewności siebie idącej w parze z talentem" – przecież on nadal ją ma, tylko wyraża ją inaczej. Kiedyś był młodym szaleńcem, który grał jakby jutra nie było. Dziś jest doświadczonym wojownikiem, który wie, że każdy mecz to bitwa. I przyznam szczerze – ten typ walki też ma w sobie coś magicznego, choć innego rodzaju. Wystarczy popatrzeć, jak w tym roku odbudowuje formę po kontuzji. Wszyscy mówili, że nie wróci do szczytu, a on znowu bije się o każdy punkt. To przecież też jest jakaś forma czaru, tylko bardziej cicha, bardziej bolesna, ale jednak prawdziwa. I jeszcze jedno – a ten rok, kiedy zagrał w Melbourne z tymi strasznymi problemami zdrowotnymi? Siedziałem akurat przy ekranie, bo w pociągu nie było mowy o meczu (szkoda, bo wtedy byśmy dopingowali w najlepszym stylu), i widziałem, jak on walczy, jak nie poddaje się nawet wtedy, gdy cała klinika mówiła mu o przerwie. To też była magia – magia determinacji, której tak naprawdę nikt nie docenia, bo kibice wolą histerię i łzy szczęścia niż systematyczną walkę. Ale bez niej nie byłoby tych wielkich zwycięstw, prawda? No więc pytanie do was – może ta magia po prostu się przemeblowała? Może teraz to nie jest ten szalony pociąg z piwem lejącym się z rąk, tylko coś bardziej subtelnego, ale równie wartościowego? Bo ja wiem, że ja nadal się emocjonuję, tylko inaczej. I wcale nie jestem pewien, czy tamte dni były lepsze – one po prostu były inne. A fajnie się o tym rozmawia, bo przypomina mi to, że tenis to nie tylko tryumf, ale też walka, która czasem wygląda brzydko, ale i tak wciąga. I że Alex nadal potrafi to robić – denerwować, zachwycać i, cholera, dawać powód do dumy. 😉Kontekst bije gołą liczbę.
-
no kurde, ale mnie wkurzył ten wątek – bo ja akurat wtedy byłem w tym wagonie i zapomniałem ściągnąć portfela z kieszeni, a on mnie zawołał na trybunę do pamiątkowego selfie! normalnie totalne szaleństwo, facet macha do mnie z kortu, a ja brnę przez tłum kibiców z samymi portmonetkami w rękach, bo ktoś mi wsadził do nich piwo 🍻🤣 no ale potem akurat ten gem z Borussią się skończył, Alex wygrał, wszyscy wrzeszczeli, a ja mu na dowód wdzięczności ofiarowałem swoją kurtkę klubową – która była… no cóż, pachniała tak mocno, że później musiałem ją prać dwa razy, ale nic, magia jest nieczysta i śmierdzi czasami 😂Memy to też analiza.