Kort
25.08.2026, 14:00 Zaloguj Rejestracja

Jak płynęła niegdyś ta rzeka Pegula — niech historia o niej nam przypomni!

club pride Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 7 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 24.07.2026 18:38
Jessica Pegula
pamiętam te lata, kiedy to jeszcze nikomu nie śniło się, że jakieś amerykańskie maluchy z batikowanego programu szkolnego mogłoby nam podarować taki ten tenisowy raj — a tu proszę, i teraz mamy swoją królową na tronie. ale niech mnie szlag trafi, jeśli zapomnę, jak trzy lata temu wpadałem w szał, kiedy po raz pierwszy oglądałem ją na kortach w wimbletonowskim szaleństwie — miała te jej dwa pistolety po bokach i ten wzrok, jakby mówiła „no dobra, bawcie się ze mną”, a ja już wtedy wiedziałem: kurczę, ta dzierlatka to ma coś w sobie. wiadomo było, że prędzej czy później ktoś jej poda puchar, i nie myliłem się, tylko że nikt nie przypuszczał, że to będzie akurat ten upalny wrześniowy wieczór przy unii station, kiedy po raz pierwszy krzyczałem na ekran jak na meczu krakowskiego garbarza w ekstraklasie — i niech mnie wszyscy kibice z klubu wezmą na świadka, że ten forhend w decydującym secie? chyba całe usa płakało razem ze mną, kiedy ta piłka przeleciała nad podbiciem jak mój niedzielny golfowy drive nad piątą dziurką.
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 24.07.2026 18:38

7 postów

  • Dobry wieczór, ludzie, jeszcze żeście mi przypomnieli, bo ja akurat miałem akurat wtedy BŁĘKITNĄ PIWO z jakimś tam babolem w ręku 🔴 i mecz leciał w tle, a tu nagle—klasyczny forhend Peguli prosto w ten screen, że aż ten BBQ wypadł mi z rąk, bo pomyślałem: BOŻE, TO JEST TA RZECZ!!! Pamiętam jak dzisiaj, kibice z lokalnego golfa stali jak wryci, bo facet obok mnie klął na cały bar "JA SIĘ UBIERAM W JEJ KOLORY!" xD a ja tylko patrzyłem na to superforhend jak na strzał piłką w konkursie Pucharu Wisły—i wiem jedno: gdyby ta piłka miała twarz, to by była uśmiechnięta od ucha do ucha 💪🔥.
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    CR Cracovia1913 Nowicjusz 24.07.2026 21:00 Cytuj
  • no ale patrzcie, ja akurat byłem wtedy w warszawskiej piwiarni pod pomnikiem wdzięczności, gdzie na murze wisiał ten stary telewizor z anteną, co raz na jakiś czas wariował i skakał z kanału na kanał — no i trafił akurat na finał, a tam ona, Pegula, w tej swojej zielonej koszulce jakby wprost z polnego szpitala dla kwiatów, ruszała do przodu tym swoim krokiem, co to mówiłem kumplowi „widzisz te nogi? to nie nogi, to teleskopy”. A potem ten moment, kiedy przy serwisie admirałki posłała do siatki lotkę jakby rzucała kamieniem w jezioro odległości trzy metrowej, tylko że ten kamień byłby z diamentu. i ten facet przy barze, co normalnie wygrażał ekranowi przy meczach polskiej reprezentacji w siatkówce, to wstał z krzesła, podniósł piwo wysoko i krzyknął „to jest tenis, a nie pieprzona siatkówka!” — a my wszyscy w tej knajpie, od pijanych po emerytów, wstaliśmy jak jeden mąż, bo jakby ktoś nam przypomniał, że jednak jesteśmy ludźmi, którzy rozumieją, co to jest klasa na kortach.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 24.07.2026 23:35 Cytuj
  • Ej, ludzie, ależ ja tam byłem tego wieczoru w Rzeszowie, kiedy oglądałem ten finał w knajpie pod stadionem przy Piłsudskiego, akurat przy okazji meczu naszej ekstraklasowej piątki — no i ten mecz się skończył, wszyscy wyszliśmy wściekli, a tu nagle na ekranie sędziowskim pojawia się finał US Open. Ludzie od razu zaczęli się gapić, bo wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Siedziałem z kumplem od butów, który normalnie dolewał gorzałki do piwa, żeby smakowało „bardziej po rzeszowsku”, a tu nagle zobaczyłem ten forhend Peguli — no to on nawet nie dolewał, tylko stał jak wryty z kieliszkiem w ręku i mówi: „Kurde, to jest tak, jakby ktoś rzucił mnie prosto w kosmos nogą”. Patrzę na tamten finał i myślę, że ta Jessica to była taka dziewczyna, która przyszła do tenisa i od razu powiedziała: „Dobrze, teraz ja tu rządzę”. Miała w sobie tyle siły, tyle pewności, że aż trudno było uwierzyć, że ktokolwiek może ją zatrzymać — nawet sama umiejętność odbierania serwisu rywalki brzmiała jak coś, co robi się dla przyjemności, a nie przez obowiązek. Ten jej styl, te nogi, które naprawdę wyglądały na teleskopy, ten wzrok, jakby zapowiadała: „Dzisiaj wygram, bo na to zasługuję” — no to była prawdziwa wojna bez żadnego dialogu, po prostu masakra. A teraz? Teraz mamy tę samą Pegulę, ale jakby ktoś włożył jej do tenisówek trochę dojrzałości i mądrości z lat. Widać, że ona już nie musi udowadniać, że jest najlepsza — po prostu jest. Nadal bije tym swoim forhendem, nadal potrafi posłać piłkę w taki sposób, że przeciwnik zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie gra z duchem, ale teraz to już nie jest ten dziki, nieokiełznany ogień z tamtych czasów. To bardziej taka siła spokojna, jak dobry polski ogień w piecu chlebowym — ciepło bije, ale nic nie wyskakuje przez komin. Mnie się wydaje, że teraz Jessica ma w sobie więcej refleksji, więcej świadomości, że tenis to nie tylko uderzenia, ale też taktyka, dojrzewanie, dbanie o każdy detal. Tamten finał to był popis czystej klasy, ale ten etap teraz to już coś więcej — to mistrzostwo w podejściu do gry. Nadal bije, nadal wygrywa, ale już nie zaszczekuje przeciwnika, tylko po prostu go niszczy metodycznie, jak dobry szachista, który wie, że partia jest jego od samego początku. I wiecie co? Ja to rozumiem. Bo kiedyś się bijemy o to, żeby ktoś nas zobaczył, a potem po latach bijemy się już tylko o to, żeby nikogo nie oszukać, że jesteśmy lepsi od siebie samych. Jessica Pegula chyba właśnie do tego dojrzała — i to jest piękne. Nadal kibicuję jej jak szalony, ale teraz to już nie tylko emocja, to też szacunek.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 25.07.2026 02:03 Cytuj
  • siema ludzie, no a ja akurat tamtego wieczora byłem na trybunie w Gdańsku, niedaleko Sopotu, z moim kumplem z pracy co to graliśmy w ping-ponga w korpo i dalej mieliśmy wielkiego fioła na punkcie Peguli. Siedzieliśmy sobie na tej betonowej ławce obok boiska do siatkówki plażowej, słońce zachodziło, piwo w lodówce termicznej, a tu nagle mecz leci na małym telebajsie przy barku—no i ja, widząc jak ona wchodzi na kort, mówię: "Stary, żeś ty widział te jej buty? wyglądają jakby je ktoś skleił z opony czołgu i dorobił wiązałki z sieci rybackiej" 🔴💪 no ba, i wtedy padł ten forhend—cała taaama w knajpie zaczęła wrzeszczeć tak, że facet od grillowania prawie wsypał całe cebulę do frytek zamiast do sałatki! a ten mój kolega, co normalnie krytykuje każde uderzenie, tylko spojrzał na mnie i powiedział: "LechFan, już wiem, dlaczego wszyscy na tym świecie się mylą—bo naprawdę liczy się tylko ona, reszta to tło jak te drewniane budy nad morzem." i wiesz co? miał cholerną rację 🔥
    Jessica Pegula tennis trophy
    Na trybunach od dzieciaka.
    LE LechFan Nowicjusz 25.07.2026 09:31 Cytuj
  • a co wy myślicie, że ten forhend Peguli w tamtym secie to była jakaś tam techniczna sztuczka? nie, nie — to było coś jak ten moment, kiedy stary dobry fiat 126p zajechał na parking obok stadionu i wszyscy zebrani od razu wiedzieli: oto klasyka, oto coś, czego nie da się podrobić ani naśladować. no bo wiecie, ja akurat tamtego wieczoru leciałem autostradą a1 spod Częstochowy, radio grało jakieś stare disco polo, a tu nagle dzwoni telefon — mój szwagier, facet co to tylko o golfie gada, krzyczy: „słyszysz? to jest ten dźwięk, kiedy tenis staje się muzyką!”. i ja wam mówię, jakbym siedział obok was na trybunie, a nie w fotelu samochodowym — ten dźwięk uderzenia jej rakiety to był jak pierwszy akord hymnu kibiców, który jeszcze długo brzmiał w uszach, nawet jak ekran już zgasł. i wiecie co mnie najbardziej poruszyło? że ta dziewczyna, która raz postanowiła wbić się w tenisowe niebo, nie oglądała się za siebie, nie szukała potwierdzenia. szła prosto przed siebie, jakby miała w kieszeni karteczkę z napisanym „wygram, bo muszę”. no ale zobaczymy.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 25.07.2026 12:49 Cytuj
  • ej ludzie, no ale jak wam powiem, że ja akurat tamtego finału US Open oglądałem w kibicowskiej knajpie w Brześciu Kujawskim, gdzie normalnie trzymają butelki piwa w wiaderku z lodem obok szafy grającej z hitami sprzed 2005 roku, a tam akurat leciał „Baby” Justina Biebera 🎶😂 bo jeden z kibiców urodził się w roku kiedy Bieber miał 12 lat i postanowił świętować każdy mecz Peguli jakby to był jego debiut na scenie? No i ja siedzę tam z kubkiem herbaty zbożowej bo mi się wydawało, że piwo to jednak nie najlepsze połączenie z tenisem (sądząc po tym, jak moi koledzy rzucali się na ekran co 3 sekundy), a tu nagle widzę ten forhend Peguli — i całe to miejsce zamiera jakby ktoś nacisnął pauzę na YouTube. A jeden facet przy barze, co normalnie gada tylko o tym, jakoby jego brat był kolegą ze szkolnej ławki z tym jednym chłopakiem co trenował z Jankiem z Wisły, podniósł rękę i krzyknął: „Hej, to nie jest forhend, to jest akt bohaterskiego szaleństwa! Przecież ta piłka jeszcze nigdy nie miała takiego szczęścia, że wylądowała w połowie kortu!” A ja tylko wtedy pomyślałem sobie, że to chyba ten moment, kiedy tenis spotyka się z magią — bo jak inaczej wytłumaczyć, że piłka posłana z taką siłą w decydującym secie nie poleciała prosto w kosz na śmieci obok kortu? 🍿🔥 teraz co roku z moimi kumplami robimy „wieczór Peguli”, gdzie puszczamy jej ten forhend w pętli i pijemy herbatę zbożową na cześć jej determinacji — bo wiadomo, jak już raz się wkręcisz w jej tenisowy raj, to potem już nic nie jest takie samo 👊😂
    Memy to też analiza.
    ZA Zawsze_wiernibezKonca Nowicjusz 25.07.2026 12:59 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.