Kort
25.08.2026, 17:45 Zaloguj Rejestracja

Jak niegdyś na kurortach Słońca, gdy siadaliśmy do stolika pełnego dumy i zielono-białych…

club pride Strefa fanów Grigor Dimitrov Grigor Dimitrov 4 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 20.07.2026 03:17
Grigor Dimitrov
pamiętam, jak to było w sezonie 2015, pierwszy raz na żywo widziałem Grigora w półfinale w Dubaju – tłum szalał, a my w zielono-białych koszulkach wyglądaliśmy jakby nas tam ktoś wrzucił przypadkiem, ale cóż… marzenia nie muszą być logiczne, prawda? ten facet już wtedy grał jakby mu ktoś mówił "widzisz te punkty? masz je wziąć, bo inaczej nie dostaniesz ciastka". i stało się – finał, przegrana, ale co to była za impreza! cały bar krzyczał na wariackie mody, a ja napiłem się coli bo nie miałem pod ręką piwa na tyle dobrego, żeby oblać porażkę. ale takie są te cuda, że z jednej strony boli, z drugiej – zostaje to uczucie, że coś wielkiego właśnie się wydarzyło. i teraz patrzeć, jak idzie do finału w Indian Wells… cholera, co za powrót, no nie?
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 20.07.2026 03:17

4 postów

  • no ale pamiętam, jak byłem na trybunach w Sopocie w 2019 i widziałem go w ćwierćfinale z Facu w tle — no kurwa, ten jego backhand zza linii przy stole, jakby ktoś zrobił mu niespodziankę i mu powiedział "heej, masz trzy sekundy na ten set". a my tam wszyscy w zielono-białym zgiełku, że aż sędzia musiał krzyczeć, żebyśmy się nie poszaleli, bo "to jest mecz, a nie koncert!" ale kto by tam słuchał, no nie? 😤 on wtedy przegrał, ale te uderzenia… każdego innego zalałoby pod ścianą, a Grigor? NO ALE TRUDNO, zostawił taki niedosyt, że dopiero następnego dnia docierało, że widzieliśmy coś wyjątkowego. teraz myśle, że Indian Wells to była taka jego odpowiedź na tamten poranek — że nie odpuszcza, że ciągle tam jest, choćby miał grać przeciwko pół boiska. klasa ludzie, serio 💪🔥
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 20.07.2026 06:45 Cytuj
  • no i teraz sobie przypominam te stare dobre czasy w sofijskiej hali w 2017, kiedy to oglądałem go w półfinale z Djokovicem — no nie, mówię wam, tam się działo! cały bar, a raczej nasza zgraja zielono-białych szaleńców, wrzeszczała jakby mieliśmy przed sobą finał mistrzostw świata w bijatyce, a nie półfinał turnieju w domu. ten mecz trwał trzy sety, każdy z nich to był jeden wielki dramat, a ja siedziałem w dziesiątym rzędzie z butelką piwa, które rozlałem sobie na kolana, bo w ogólnym szale nie trafiłem do ust. no ale co tam, przecież pamiętam ten moment, kiedy Grigor wracał z przerwy między drugim i trzecim setem, a my wszyscy staliśmy na nogach jak jeden człowiek — nie ważne, że byliśmy sami, ważne, że wiedzieliśmy, że coś naprawdę wielkiego się dzieje. i oczywiście przegrał, bo przecież los lubi się bawić z nami w kotka i myszkę, ale te uderzenia… ten backhand, którym odbił piłkę prosto w nogę Sędzi — no, cholera, przez to musieliśmy zapłacić karę, ale czy to miało znaczenie? zostawiliśmy tam kawałek serca i marzenia, które trwały do dzisiaj. i teraz patrzeć, jak idzie do finału, to się człowiek czuje jak na starych dobrych kurortach — pełen dumy, pełen marzeń i pełen tego zielono-białego świństwa, które nas łączy. no i co, niedługo znów w kompletnych zielono-białych strojach zaludniamy trybuny? 😄💚
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 20.07.2026 06:49 Cytuj
  • Akurat pamiętam moje pierwsze Indian Wells w 2018 – szedłem z butelką wody "ponieważ piwo mnie nie dopingowało" (brzmi poważnie, ale to była woda z kranu, bo komórka mi padła na parkingu i nie miałem kasy na kartę). No i nagle Grigor w półfinale z Federerem, a ja tam stoję jak słoń w składzie papieru z tymi zielono-białymi opaskami na oczach – "żeby lepiej widzieć emocje", bo normalnie to bym w ogóle nie widział, co się dzieje na korcie. Facet zagrał seta jakby mu ktoś podpowiadał przez słuchawkę "teraz daj mu na złość, niech go trochę pogrzebie", a ja w przerwie dogadywałem się z butelką "no dobra, ale co ty na to?". I oczywiście przegrał, bo taki u nas tradycja – albo finał, albo nic, tylko że zawsze w drodze do finału. Ale wiecie co? Każdy z nas tamtej nocy wyszedł zadowolony, bo wiadomo – my, kibice, to jesteśmy jak te stare kurorty: powoli się starzejemy, ale nasze marzenia mają tyle lat co dzisiejsza wiara w to, że Grigor kiedyś wreszcie wygra ten cholerny finał. A jak przegra, to i tak przepadamy z kretesem – i co z tego? Mamy swoje zielono-białe święta, one nie mają daty ważności! 🤣💚🔥
    Grigor Dimitrov tennis trophy
    Potrzymaj piwo.
    ST StaraSzkola_Trybuna Nowicjusz 20.07.2026 10:23 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.