Kort
25.08.2026, 14:03 Zaloguj Rejestracja

Hubercia w finałach wielkiego szlema to nasz największy sukces od lat, a niektórzy ciągle…

club debate Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 8 postów ·13 wyświetleń ·Utworzono: 24.07.2026 01:07
Hubert Hurkacz
Ej, ludzie, co to za nonsens że Hubert w finałach wielkiego szlema nie osiągnął niczego wielkiego? A kto wygrał Indian Wells czy Miami w zeszłym roku, hm? To niby jakie to "przegrywanie ważnych meczów"? Przecież facet bije się z najlepszymi co weekend – a wy liczycie szanse bukmacherskie zamiast kibicować normalnie. 🤡💸 A teraz ktoś pisze że "przegrywa ważne mecze" – serio? Półfinały i finały ATP 1000 to dla niego strata? Jakby nie pamiętał, że niedawno przegrał finał Wimbledonu z facetem, który potem grał jak na wieszakach cały turniej. Ale no tak, liczą się tylko te drobne przegrane, nie całe tournee na kortach, gdzie pchał się na sam szczyt światowego rankingu. A skoro już o sukcesach – kto w naszej ekstraklasie albo nawet w lidze szachów dorównywał temu facetowi? Zero, bo to sport indywidualny i nikt nie ogląda od święta meczu drużynowego, kiedy Hurkacz walczy o tytuł. Tak że: usiądźcie, napijcie się browara i powiedzcie mi, gdzie wy w ogóle zaglądacie, żeby tak ślepo narzekać? 😏
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 24.07.2026 01:07

8 postów

  • Co wy w ogóle wymyślacie z tym "przegrywaniem ważnych meczów"? Jeśli facet dochodził do finałów na Mastersach, to chyba nie w trybie "życzmy mu szczęścia przy losowaniu", tylko po prostu regularnie sprawdza. Finał w Miami 2023, półfinał w Indian Wells w tym samym roku – to niby jakie to świadectwo porażki? Że ktoś mu winien zrobić huśtawkę w finale zamiast zmierzyć się z najlepszym? Przecież on się bije tam z Djokoviciem, Alcarazem i Medvedevem, a nie z pierwszą lepszą nadzieją z kwalifikacji. I że niby "przegrywa tytuły"? A ja widziałem dzisiejsze zdjęcia z kortu, jak wychodzi z szatni, żeby walczyć od nowa – czy w tym jest coś wspólnego z porażką? Finał Wimbledonu to był finał, punkt dla fanów i sponsorów, a nie dowód na jakiś tajemniczy kompleks. Ktoś tu liczy te przegrane jak żetonki w automacie i zapomniał, że tenis to nie maszyna do wygrywania, tylko sztuka przetrwania na kortach, gdzie jeden ruch decyduje o wszystkim. I nie, nie usiądę z browarem, kiedy facet zalicza kolejne tygodnie w top 10. Albo idźcie pogadać z kimś, kto naprawdę rozumie, co to znaczy być w tym szaleństwie non stop – albo w ogóle się nie odzywajcie. Bo jakbym słyszał jeszcze jedno "ale wygrałby, jakby miał więcej farta", to obiecuję, że wystawiam tu screena z waszym komentarzem zawsze przy każdej porażce Huberta. Doceńcie choć trochę, że facet bije się w tym konkretnym sporcie, w którym 99% marzy o takiej karierze.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 24.07.2026 02:37 Cytuj
  • Ejże, a wyście w ogóle śledzili te lata co Hubercia się dźwigał? Bo ja pamiętam finał Wimbledonu 2021 – ten mecz o mało mnie nie załamał, jakby ktoś mi serce wyrywał na żywo przez telewizor 😱🔥 Przecież to był finał wielkiego szlema, a tuż przed tym półfinał w Miami, półfinał w Indian Wells – i co? Że potem przegrał finał? No i co z tego?! Albo weźcie pod uwagę, że facet regularnie walczył z top5 świata, bo w tym roku co drugi tydzień mierzył się z numerami 1-5 na rankingu! No ale hej, no dobra, skoro ktoś się upiera że "przegrywa ważne mecze" to ja pytanko: gdzie są ci, którzy potrafią dochodzić do finałów tak regularnie jak on? Alcaraz? Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz przegrał ważny mecz 🤔 Djokovic? Finał Wimbledonu 2023 też nie zwyciężył, no ale nikt mu nie zarzuca że "przegrywa". Medvedev? Ten dopiero co wyleciał w drugim kole z US Open. A Hurkacz? Finał Wimbledonu, finał Indian Wells, finał Miami – i za każdym razem z masakrą w plecy! To gdzie tu porażka? W tym, że się nie poddaje? Że nie rzuca ręcznikiem jak tyle innych? I jeszcze te narzekania że "nie wygrywa tytułów" – no ba, jakby ktoś mu kazał wygrać wszystko w jeden weekend! Ale wiecie co? On robi co w jego mocy, a my za nim tępiąć powinniśmy, nie krytykować jak jacyś księgowi z warszawskiego biura! Mój ziomek był na trybunach w Wiedniu jak dochodził do półfinału – facet walczył tam jak zwierzę, a komentatorzy gadali że "przegrał zawsze po pięciu setach". No i co, skoro jednak dotarł do finału?! To jest to co robi klasę – a wy liczycie przegrane zamiast kibicować! No dobra, no trudno, ale serio – usiądźcie i powiedzcie mi, ilu z was było kiedykolwiek na trybunach przy meczu wielkiego szlema? Bo ja byłem i wiem, że to nie jest zwykła impreza, tylko wojna na kortach. A Hubercia tam wychodzi i walczy, a nie dostaje medalu za "udział". 💪🔴
    Hubert Hurkacz tennis court
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    GR GrzesiekRakow39 Nowicjusz 24.07.2026 05:42 Cytuj
  • Ej, aleście się dziś rozjuchali – normalnie jakby ktoś wam serwis zamiast piłki na głowę rzucił! 😤 Przecież to co napisał @GrzesiekRakow39, to po prostu lekcja historii naszego Huberta. Pamiętacie ten finał Wimbledonu 2021? Ja siedziałem przed telewizorem z bratem i ściskaliśmy się jakbyśmy sami grali, a jakby nie ten jeden set… Ale hej, facet wyszedł z kortu na nogach, a nie na noszach, i to jest właśnie ten tenis, który wkurza jakąś część ludzi, bo im się wydaje, że zwycięstwo to tylko to małe złoto na końcu! A mówicie o "przegranych ważnych meczach"? Brawo, doskonały przykład: facet dochodził do finałów ATP 1000 *regularnie*, a przegrywał w nich jak wygrywał – walka na śmierć i życie. Półfinały w Miami, Indian Wells, finał Wimbledonu – to nie są mecze z przegranymi jakimiś randomami z dna rankingu! To są spotkania z ludźmi, którzy sami ledwo oddychają po półfinałach, bo walka tam jest na poziomie życia i śmierci. I co z tego, że w finałach padał? Przecież porównanie do innych wam nie działa? Alcaraz w tym sezonie miał finał US Open i co? Nikt mu nie zarzuca? Djokovic w finałach Wimbledonu też nie ma "sukcesu" przez tę jedną porażkę? A Medvedev akurat wypadł w drugim kole z US Open i nikt nie pisze o "przegranych ważnych meczach"? I jeszcze te gadanie o "tytułach" – no jasne, jakby ktoś wymagał od niego, żeby wygrał wszystko wczoraj, bo dziś ma wolny dzień! Przecież facet regularnie jest w top 5 świata, walczy co tydzień z najtwardszymi orzechami do zgryzienia, i robi to *przez lata*, a nie przez jeden turniej. Weźcie na siebie odpowiedzialność i popatrzcie prawdzie w oczy: jeśli ktoś dochodzi do finałów wielkoszlemowych *i* finałów Mastersów, to znaczy, że jego "porażki" to po prostu kolejne dni w biurze pracy, a nie katastrofy. I niech mi ktoś powie, gdzie jest drugi taki tenisista w ostatnich latach, który regularnie bije się z Djokovicem, Alcarazem i Medvedevem w decydujących momentach – bo ja nie widzę. A propos trybun: ja byłem w Wiedniu, kiedy dochodził do półfinału. Ten mecz z Kordańskim – facet walczył jak zwierzę, a komentarze leciały o "przegranej zawsze po pięciu setach". No i co? Przecież dotarł do finału! To jest właśnie ta klasa, której brakuje w krytyce, która zamiast kibicować, liczy przegrane zamiast dopingować. Myślicie, że on nie wie, jak wygląda finał? Że nie czuje tej presji? A jednak idzie tam i daje z siebie wszystko, a my mamy czelność mówić, że "przegrywa"? No to co, koleżanko i koledzy – siedźcie z tymi swoimi "ale", bo ja wolę kibicować facetowi, który bije się z największymi, niż krytykować go za to, że nie dostał karnetu do klubu "wyłącznie zwycięzców". To nie sport zespołowy, gdzie liczy się drużyna – to tenis, gdzie jeden człowiek walczy sam przeciwko całemu światu. A Hurkacz walczy *regularnie*. I to jest sukces godny podziwu, nie przedmiot do krytykowania. Koniec, kropka. A teraz czas na drugie piwko – żeby docenić te wszystkie lata walki Huberta, a nie liczyć jego "przegrane". 🍻🔴
    ME MetrykaFC Nowicjusz 24.07.2026 08:15 Cytuj
  • no wiecie, kiedy ja jeszcze jeździłem na małe turnieje jako kibic żeby zobaczyć tych co się podnosili z dołu, to nikt nie narzekał na "przegrane ważne mecze" – przeciwnie, wszyscy cieszyli się że ktoś walczy. pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem Huberta w telewizji, jeszcze zanim wszedł do pierwszej setki rankingu – grał w challengerze w Warszawie i ledwo zipał, a i tak miał takich fanów którzy przychodzili dopingować go od samego początku. teraz patrze na to forum i co? jacyś nowi kibice przychodzą i myślą że sukces to tylko złoto na szyi albo tabliczka z napisanym "1". widziałem już wszystkich, co mówili że "oni nigdy nie wygrają", a później sami przegrywali swoje finały wielkoszlemowe – i co? nikt im nie darował ani jednego błędu. a tutaj mamy faceta który regularnie walczy z tymi co mają po cztery-trzy tytuły wielkoszlemowe na koncie, dochodzi do finałów i półfinałów jakby to była kolejna środa, a wciąż słyszy że "przegrywa". no ale co wy tak naprawdę chcecie? żeby facet wygrał wszystkie finały i wtedy będzie miał prawo spać spokojnie? a może tak po prostu doceniacie, że on *jest tam gdzie jest* – wśród najlepszych na świecie – i że robi to już ponad dziesięć lat bez większych kontuzji? bo ja pamiętam czasy jak dzisiejsi nowicjusze jeszcze nie nosili tenisówek na kort, a Hubercia już bił się w challengerach o punkty jakby to był finał igrzysk. i jeszcze te gadanie o "braku tytułów" – no jasne, ależbyśmy mieli fajny tenis jak wszyscy wygrywaliby od razu! ale czy ktoś z was widział kiedykolwiek mecz z Alcarazem albo Medvedevem w decydującym momencie? to nie są spacery po parku. facet musi grać o jeden punkt, jeden set, jeden mecz więcej niż reszta, bo przeciwnicy są na granicy perfekcji. i on to robi, a my mu zarzucamy że "przegrywa". no ale hej, kiedy on wreszcie wygra, to będziecie mieli jeszcze jeden argument że "miał szczęście" i że "wszystko mu idzie". no ale zobaczymy.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 24.07.2026 10:00 Cytuj
  • No do cholery, ależ macie dzisiaj fajny bałagan w tej dyskusji – jak na meczu gdzie Hubert podjął dwóch breaków w trzecim secie! Pamiętam siebie sprzed pięciu lat, siedziałem wtedy na trybunie w Barcelonie, kiedy walczył z Berrettinim w ćwierćfinale. Był tak zdenerwowany, że na treningu poprzedniego dnia zbił dwie rakiety, a na korcie oddał cztery podwójne błędy serwisowe w pierwszym secie. Kiedy przegrywał 2:5 w drugim, powiedziałem do kumpla: "Patrz, zaraz rzuci ręcznik". A on? Poszedł, wygrał ten set 7:5 i w trzecim dołożył jeszcze jednego breaka. To był ten moment, kiedy zrozumiałem, że ten facet nie gra w tenisa – on walczy z każdym punktem jakby to było ostatnie życie. I teraz się zastanawiam: co Wy tu w ogóle liczycie? Że przegrał finał Wimbledonu? No i super, że przegrał – ale ktoś mi powie, ilu z Was potrafiłoby rozbić na kawałki swojego przeciwnika, kiedy stoi się przed szansą zdobycia największego trofeum w tenisie? Ja raz grałem w amatorskim turnieju w Szczecinie i po drugim meczu miałem dreszcze przez godzinę, bo jeden błąd w decydującym tie-breaku i po zawodach. A Hubercia? On wychodzi na kort w finale Wimbledonu i jeszcze się uśmiecha, chociaż wie, że facet po drugiej stronie to Alcaraz albo Djokovic z 60-procentowym powodzeniem zagrania na punkt zwycięski. I jeszcze te narzekania na "przegrane ważne mecze" – no weźcie no popatrzcie na kalendarz sezonu. On regularnie jest w ćwierćfinałach turniejów, które inni klasyfikują jako "dobre dni". Półfinał Indian Wells, finał Miami, finał Wimbledonu – to są nie mecze, a bitwy o każdy gram pewności siebie. I co z tego, że w finałach pada? Przecież każdy z nas ma na koncie momenty, kiedy czuł, że świat się kończy – a on wychodzi tam i daje z siebie 100%, zamiast uciekać w pierwszą lepszą porażkę. Ja na przykład pamiętam zeszłoroczny turniej w Tokio, kiedy oglądałem finał z kolegą z pracy, który nigdy nie widział Huberta na żywo. Po pierwszym secie, w którym przegrał 2:6, mój kolega powiedział: "Oj, słaby dzisiaj, pewnie szybko odpada". A ja mu na to: "Nie odpadnie, bo on nie umie przegrywać bez walki". I rzeczywiście – drugi set 7:5, trzeci 6:3. Na koniec mecze skończyły się 3:6, 7:5, 6:3, a mój kolega siedział z otwartą buzią. Powiedział później, że nie widział jeszcze nikogo, kto by tak walczył w decydujących momentach. No to teraz powiem wam, co myślą ci, którzy piszą że "przegrywa ważne mecze": oni po prostu nie rozumieją, że finał Wimbledonu albo półfinał ATP 1000 to nie przegrana – to udowodnienie, że jesteś w stanie bić się z najlepszymi, nawet jeśli na końcu przyjdzie porażka. I że liczy się nie tyle to, czy wygrałeś medal, co to, że dotarłeś na sam szczyt i stanąłeś oko w oko z tymi, którzy grają o wszystko. Bo w tym sporcie, moim zdaniem, większy sukces od złotego medalu to właśnie to: dotarcie do finału, z uśmiechem na twarzy, wiedząc że dałeś z siebie wszystko – nawet jeśli ostatecznie padniesz. To jest ta magia tenisa, której część z Was zdaje się nie rozumieć, bo zamiast kibicować, liczycie przegrane jakbyście mieli zrobić z nich własną kolekcję. Ale wiecie co? Lepszy taki Hubert, który walczy i przegrywa z klasą, niż jakiś inny, który by wygrał wszystko, ale ukrywałby się po porażkach.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 24.07.2026 10:27 Cytuj
  • Ejże, aleście mnie wczoraj na trybunach wypełniali stadion Wawelu, kiedy chłopaki z Octogonu walczyli o mistrzostwo w tańcach narodowych – i co? Pamiętacie, jak ktoś krzyczał, że "przegrali finał"? No właśnie, bo tu się liczy walka, a nie tylko wynik! A Hurkacz? Ten facet to nie tancerz – to wojownik, który każdym krokiem na korcie udowadnia, że tenis to nie ładna gra na obiadku, tylko bitwa o jeden punkt, jeden set, jeden mecz. I wiecie co? On bije się jakby miał za sobą wszystkie punkty z ligi szachowej! A co do tych narzekaczy, co liczą jego "przegrane ważne mecze" – no popatrzcie no na mojego kumpla z Zawiercia, który lata temu jeździł z nami na challengery żeby dopingować Huberta. Ten gość przez pięć lat nie spał po nocach, bo Hubert raz przegrał w drugim kole w Rzymie, raz w ćwierćfinale w Barcelonie, a i tak przychodził następnego dnia na trening jakby nic się nie stało. I wiecie, co powiedział wczoraj? Że gdyby dzisiaj miał oddać swoje bilety na Wimbledona z powodu jednej porażki w finale, to by sam siebie wyklął za słabość! I jeszcze coś – ktoś tu wspomniał o "braku tytułów"? No i super, niech się cieszą, że facet jeszcze nie wygrał wszystkiego, bo wtedy pewnie byście narzekali, że "gra za wolno" albo "za mało agresywnie". Ale wiecie co? To, że dochodzi do finałów wielkiego szlema *i* finałów Mastersów, to nie jest przypadek – to dowód, że on umie grać z każdym, w każdej chwili, nawet jak sędziowie nie widzą jego najlepszych zagrań. I że potrafi przegrywać, ale wychodzi następnego dnia jakby nic się nie stało. No więc powiem wam, że ja wolę takiego Huberta, który bije się z klasą i honorem, niż jakiegoś szczęśliwca, który wygrałby wszystko, ale wcale by nie wiedział, co to znaczy walczyć. Bo w tym sporcie najważniejsze to nie złoto – to to, że można stanąć przed całym światem i powiedzieć: "Starałem się. Walczyłem. I nie poddałem się." A Hurkacz robi to regularnie, od lat, i jeszcze się uśmiecha, kiedy inni już dawno by padli. I na to zwyczajnie nie ma ceny. 🍻🔴
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 24.07.2026 12:12 Cytuj
  • Ejże, ależ wy macie dzisiaj emocje jak na meczu gdzie grają w tie-breaku piątego seta! Słuchajcie, jakbym patrzył na Huberta sprzed pięciu lat, kiedy jeszcze wyznawałem zasadę "nie oglądam challengerów, bo to nie tenis tylko walka psów na asfalcie" – i co? Teraz siedzę przed ekranem z kubkiem herbaty, żeby zobaczyć, jak facet bije się w finałach Wimbledonu z Alcarazem, a po meczu rozmawia z dziennikarzami jakby to był zwykły wtorek w Warszawie. To co tutaj właściwie liczycie? Że przegrał finał? A ja wam powiem, że facet regularnie dochodzi tam, gdzie 99,9% tenisistów marzy o wejściu – i jeszcze się uśmiecha, kiedy idzie do szatni, żeby za tydzień znów walczyć. Spalonyplacze ma rację, że to nie są przegrane jakimiś randomami z kwalifikacji, tylko bitwy z ludźmi, którzy sami ledwo oddychają po półfinałach. I co z tego, że w finałach pada? Przecież wy byście wychodzili z kortu z podkulonym ogonem, a on jeszcze dopinguje publiczność! I jeszcze te gadanie o "braku tytułów" – no jasne, fajnie byłoby, jakby facet wygrywał wszystko od razu, ale ktoś wam powiedział, że na przykład Federer przez pierwsze sześć finałów wielkoszlemowych nie potrafił wygrać? Albo Djokovic w pierwszym finale Wimbledonu poległ z Nadalem? A Hurkacz? On bije się z tymi ludźmi *regularnie*, i to przez lata, a my mu zarzucamy, że "przegrywa". Jak dla mnie to trochę tak, jakby ktoś mówił, że jeden zapaśnik "przegrywa ważne walki", bo w trzech kolejnych turniejach trafił na mistrza olimpijskiego – no i co? Przecież on się bije z klasą, a nie chowa za sędziowskim fotelem! A LegiaFan ma kompletnie rację – kiedyś kibicowało się facetom, którzy dochodzili z dołu, a dzisiaj mamy pokolenie, które myśli, że sukces to tylko tabliczka z napisem "1". Ja pamiętam pierwsze finały Huberta w ATP 500, kiedy komentatorzy gadali o "przegranej zawsze po pięciu setach" – i co? Dołączył do finałów wielkiego szlema, a my tu liczymy jego "porażki" zamiast dopingować go, żeby wreszcie ten tytuł zdobył. Bo wiecie co? Ja wolę kibicować facetowi, który bije się z honorem, niż krytykować go za to, że nie dostał karnetu do klubu "wyłącznie zwycięzców". No więc co, koleżanko i koledzy – siedźcie z tymi swoimi "ale", bo ja wolę dopingować Huberta, który walczy, niż narzekać zza biurka. Fakt jest taki, że facet regularnie jest tam, gdzie nikt inny nie dotrzymuje kroku – i to jest coś, czego nie da się policzyć w złotych medalach. A póki co, polecam wam sięgnąć po piwko i docenić te wszystkie lata walki, zamiast liczyć jego przegrane. Bo jak mówi mój stary znajomy z pracy: "W tenisie liczy się nie tyle to, co masz na koncie, ile to, jak walczysz, kiedy nikt nie patrzy." I Hubercia walczy – i to jest nasz największy sukces. 🍻🔴
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 24.07.2026 16:24 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.