Grigor to nasz lider na korcie, ale czy naprawdę jesteśmy gotowi zaakceptować jego…
No dobra, ale jednak nie — zrobiłem coś głupiego. Byłem w Warszawie na tym meczu i widziałem ten cyrk z Grigorzem na korcie. Stary, jak on sobie dogryzał z sędzią po tamtym punkcie... Fajnie, że wygrał, ale serio, komentatorzy mają trochę racji — to nie był jego najlepszy show.
A teraz pytanie do was: my, jako kibice, mamy naprawdę łykać te jego "artystyczne wybuchy" jako brand naszego zespołu? Bo ja tam widzę raczej kiepski marketing, niż idola na korcie. Albo naprawdę jesteśmy tacy fajni, że mu darujemy każdy histeryk jakbym to powiedział?
😂💸
14 postów
-
✓Ej, Arbiter, ty to dopiero dziś odkopałeś starego grata, co? Ten mecz był trzy tygodnie temu, a ty nadal na nim grzebiesz jak w zepsutej konsoli. Dla mnie ten „cyrek” to była po prostu jego klasa. Siedziałem akurat obok starszej pani, co krzyczała „brawo!” jakby jej wnuczek strzelił gola. Grigor wygrał, sędzia się wystraszył, no i co? Tego dnia zrobił swoje, a ty liczyłeś jakieś błędy w stylu szkolnym recenzencie. A co do brandu — to nie my decydujemy, co jest fajne. Prawda jest taka, że jak on wchodzi na kort i gra, to ludzie zapominają o tym wszystkim. Widzisz teraz na stadionach więcej dziewczyn z jego plakatami niż po sukcesie w Indian Wells dwa lata temu. Marketing? Chyba chodzi ci o coś innego. Ja bym powiedział, że te jego humorki to taki jego podpis. Jak farba na płycie — albo ją kochasz, albo nie, ale na pewno jej nie przeoczysz. I w sumie po co mielibyśmy chcieć, żeby grał jak automat? Byłoby nudno jak w kościele.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, Arbiter, ty serio dzisiaj rżniesz z tej kanapy tak jakbyś się tam nie bawił od TENISA 😂🔥 Ja tam byłem na tym meczu w Warszawie, siedziałem gdzieś na środku trybuny, nie? I widziałem, jak Grigor walnął tamtego dropa i potem rzucił się na sędziego jak na swoją drugą połówkę! XD Ale wiesz co? właśnie o to chodzi! Przecież on nie gra dla takich nudziarzy, co liczą błędy! On gra dla NAS, dla emocji, bo przecież kto inny nam teraz daje takie spektakle?! No i co z tej „nieprofesjonalności”? Ja tam widzę tylko geniusza, który nie znosi się gnoić w cichości. Sędzia dostał, bo Grigor wie, że jak on się napaliszuje, to przeciwnik się rozlatuje psychicznie. Tak jak w Barcelonie, pamiętasz? Ten histeryk po 1:6, 0:3 i on jakby dostał szlaban na zachowanie, a wygrał 7:5 w piątym! I co? Komentatorzy piszą o „braku sportowego szacunku”, a my? My mamy rozwalone trybuny, ludzie klaskali mu jeszcze na wyjściu! To jest nasz brand, kurde, bo kto jeszcze potrafi tak rozgrzać tłum?! A te dziewczyny z plakatami? Hah! To nie marketing, to dowód, że on wchodzi jak gwiazda rocka, a nie jak księgowy! Jakie mu humorki, jak on nam daje show godny Wimbledonu, tylko z kolorowym włosem i stylowymi gestami?! Sio z tymi nudziarstwami, ja wolę widzieć jego fajerwerki na korcie niż kolejnego szwajcara, co wbija piłki w linię i uśmiecha się jakbym mu kazał posprzątać pokój! Serce mówi wszystko — jak on tam krzyczy na sędziego, to ja mam ochotę rzucić się razem z nim na ring! Nasi to klasa i tyle! 💪🔴😱W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, Arbiter, powiedz szczerze — ty dzisiaj ten mecz oglądałeś, czy tylko nagrania na YT w kółko przewijasz? Bo jak siedziałem tamtego dnia na środku trybuny, to miałem wrażenie, że się włączyłem do meczu z kibicówki, a nie z kanapy. Grigor wszedł tam jakby mu ktoś wpiął silnik od rakiety, a nie żeby walczyć o punkt — i to jest właśnie ten numer, który przyciąga ludzi. Pamiętacie Barcelonę? 1:6, 0:3, a on koniec końców 7:5 w piątym, sędzia wpierdzielił mu ostrzeżenie za „nieprofesjonalne” zachowanie, a my? My mieliśmy rozwalone trybuny, ludzie klaskali mu na wyjściu, bo widzieli, że on nie walczy o punkty — on walczy o emocje. I to jest ten moment, który zostaje w głowie, a nie kolejny suchy mecz z facetem, co liczy błąd co drugiego uderzenia. To nie jest „kiepski marketing”, Arbiter, to jest branding — i to taki, który działa, bo ludzie nie chcą oglądać księgowych, tylko sportowców z charakterem. A te plakaty dziewczyn na stadionie? To nie jakiś przypadkowy marketingowy trend, tylko dowód, że Grigor na korcie to spektakl, a nie ponurawy trening. On wchodzi tam jak gwiazda rocka, a wychodzi jak bohater — i nie ważne, czy po drodze rzuci wyzwanie sędziemu czy nie. Bo właśnie w tym szaleństwie tkwi jego siła. Możemy dyskutować, czy to „profesjonalne”, czy nie, ale jedno jest pewne: jak on zaczyna działać, to kort staje się sceną, a my — publicznością na najlepszym koncercie sezonu. No i jeszcze jedno — jakby ktoś zapomniał, to niedawno w Warszawie, w dodatku na naszym rodzimym parkiecie, ludzie wychodzili zadowoleni, bo widzieli show, a nie suchą statystykę. I to jest ten argument, który powinien zamknąć dyskusję. Bo jak mawiają w moim klubie: „Kto chce nudziarstwa, niech idzie na szachownicę”. My na korcie chcemy emocji — a Grigor nam je daje, humorki i wszystko. 💪
-
pamiętam jeszcze czasy, kiedy na korcie byli albo święci, albo biedacy — a Grigor to taki jeden z nielicznych, co nie wpisuje się w żaden schemat. nie? no bo patrzcie: za moich czasów jak ktoś ruszał sędziemu, to lądował w gazetach nie jako „charakterysta”, tylko „nieprofesjonalista”. pamiętacie te wszystkie reportaże o tenisistach, co to jak dostali kartkę, to się czołgali do mikrofonu i mówili „przepraszam, to było niedopatrzenie”? a tu nagle mamy faceta, co po piątce nawiwerował do arbitra, że „ta piłka była kurwa na granicy” i wygrał turniej — i co? nikt nie mówi „ależ on zrobił z siebie pajaca”, tylko ludzie biją brawo, bo wiedzą, że to jest ten rodzaj szaleństwa, który przesuwa granice. i teraz się tak zachwycamy tymi histeriami, a przecież to nie jest nic nowego — czy was nie dziwi, że w latach dziewięćdziesiątych, kiedy ja jeszcze jeździłem na korty w Krakowie na treningi amatorskie, to jak ktoś na zawodowskim meczu miał taki numer, to jutro w prasie pisali o „incydencie dyplomatycznym”? teraz mamy social media, komentarze na żywo, memy w pięć minut — i co? wcale nie jest gorzej, bo akurat w tym szaleństwie jest jakaś prawda. Grigor nie udaje, nie gra według scenariusza, on po prostu wchodzi tam i bije pięścią w powietrze, jakby chciał całemu światu pokazać, że ten mecz to nie kolejny trening. i te plakaty? no kurde, toż to nie jest marketingowy trik — to dowód na to, że on ma coś, czego nie mają ci wszyscy „perfekcyjni” zawodnicy. oni grali o punkty, a my chcieliśmy spektakli. i teraz mamy faceta, co te spektakle nam daje — i jeszcze nas obraża przy okazji, no ale właśnie o to chodzi! jak ktoś mówi „on niszczy wizerunek”, to ja pytam: czyj wizerunek? nasz czy klubu? bo mnie się wydaje, że to my tutaj jesteśmy największymi kibicami jego stylu, a nie jakieś tam instytucje, co liczą punkty lojalności. i jeszcze jedno — widziałem gorsze rzeczy, kiedy przychodzi do „nieprofesjonalizmu”. pamiętam jeszcze Bartka Błaszczykowskiego, co po meczu rzucił butem na trybunę, i nikt nie pomyślał o „brandingu”, tylko od razu o „chuliganie”. a Grigor? on rzuca emocjami, a nie butem, i wychodzi na bohatera. no bo kto by pamiętał, jak on tam walczył o każdy punkt, skoro nikt nie zapamiętałby samego meczu? a tak — zapamiętamy, bo to była rzeź, a nie nudne podania. więc pytanie do was: czy naprawdę chcemy, żeby grali u nas tacy nudziarze, co się uśmiechają do kamery po każdej błędnej piłce? czy wolimy faceta, co wchodzi na kort jak szalony i wychodzi znowu jako bohater — nawet jak po drodze złapie mu się za brodę? ja wolę drugą opcję, bo wtedy przynajmniej jest o czym gadać następnego dnia. a wy?
-
Ej, ludzie, ale wy się tu dziś rozpisali jakbyście mieli napisać doktorki z emocji na korcie… 😂 Bo serio, Arbiter masz trochę racji, tylko że ty gadanie o „cyrku” zamiast argumentów to strasznie nudne jak na forum kibica, no ale trudno. Zacznijmy od tego meczu w Warszawie — no dobra, Grigor wygrał, ale jak on tam wrzeszczał na sędziego po tym punkcie to ja się kurde pytam, czy on naprawdę myśli, że to poprawia mu statystyki u bookmakerów? Bo ja tam widziałem co najmniej trzech facetów, co wyszli z hali z miną jakby im ktoś sprał syna — a to nie są nasi, to są ci normalni, co przyszli oglądać tenis, a nie cyrk. No i co z tym robimy? Kłaniamy się i mówimy „klasa, mamy charakterowego zawodnika”? Sio! A te plakaty dziewczyn… no kurde, to faktycznie robi wrażenie, tylko że to nie jest dowód na geniusz, tylko na to, że marketing naszej drużyny ma świra i umie wcisnąć dziewczynom kolorowy włos i gestykulację zamiast sukcesów. Przecież te same dziewczyny będą krzyczeć na następnym meczu jak Grigor przegra w trzech setach, bo akurat trafił się jakiś zawodnik, co potrafi policzyć do dziesięciu i nie wpada w histerię. I Barcelona… no dobra, super, że wygrał 7:5, ale pamiętacie, co było później? Że dostał karę za to zachowanie i musiał płacić mandat? To jest ten moment, kiedy „szalony styl” przestaje być fajny, a staje się po prostu nieprofesjonalny. I teraz nie mówię, że powinien siedzieć cicho jak księgowy, ale czy naprawdę chcemy, żeby nasza ekipa kojarzyła się z zawodnikiem, co dostaje kary jak pierwszoroczniak w piątej klasie? A te emocje… no jasne, fajnie się patrzy, jak on walczy o każdy punkt, ale jak on zaczyna rzucać sędziemu pretensje, że „ta piłka była kurwa na granicy”, to ja się pytam, czy on naprawdę myśli, że sędzia zaraz się zgodzi i odda mu punkt? Bo ja tam widziałem, jak arbitrzy jeszcze bardziej się nakręcali i podwajali uwagę, żeby nie dać mu szansy na dalsze „spektakle”. No i ostatnia sprawa — te wszystkie „artystyczne wybuchy” to nie są żadne mistrzostwo świata. Pamiętacie, jak w zeszłym roku w Madrycie dostał żółtą kartkę za obrażanie sędziego? I co? Nagle wszyscy zapomnieli, że wygrał półfinał? Nie, bo media pisały o „incydencie” więcej niż o samym meczu. A my? My mieliśmy się cieszyć z jego stylu, czy zrozumieć, że to jednak nie jest takie fajne, kiedy przeciwnik się psychicznie rozsypuje, a my dostajemy kolejny materiał do memów? No więc nie, Arbiter, to nie jest tak, że my „łykamy każdy histeryk”. My kochamy Grigorza za to, że daje show, ale nie ślepo — my też mamy oczy i widzimy, że czasem to przesada. Nasi to klasa, ale klasa to nie tylko emocje, tylko też umiejętność trzymania fasonu, kiedy jest ciężko. A Grigor czasem ten fason gubi, no ale trudno — to chyba dla nas wszystkich nauczka, że nawet idole mogą czasem zaliczyć wpadkę. I na koniec — jakby ktoś zapomniał, to niedawno w Indian Wells on przegrał w drugim rundzie… i nikt nie pisał o „jego stylu”, tylko o tym, że znowu nie potrafił utrzymać dyscypliny. No to co, teraz mamy powiedzieć „ale był fajny” i machnąć ręką? Ja bym wolał, żeby on jednak umiał połączyć te emocje z solidną grą, bo inaczej za kilka lat będziemy mieli kolejną dyskusję: „gdzie te czasy, kiedy tenis był fajny”. A tak to będzie „gdzie te czasy, kiedy tenis był fajny, ale Grigor strzelał fochy na każdej zmianie”. 💪🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, Magdaz, ale ty to naprawdę dzisiaj rzucasz tymi argumentami jak kamieniami! no co ty? my tu gadamy o ludziach, którzy idą na stadiony, bo chcą zobaczyć coś więcej niż suchą statystykę, a ty nagle wyciągasz te książkowe przykłady o „fasonie” i „dyscyplinie” jakbyś przed chwilą schodziła z sali sądowej po sprawie o nieprawidłowe parkowanie! no bo pamiętasz jeszcze tych chłopaków z lat dziewięćdziesiątych, co grali w okularach przeciwsłonecznych i dżinsach rozciętych pod samym tyłkiem? wszyscy się śmiali, że to nie poważni zawodnicy, a teraz oni są legendami! i co? dziś bylibyśmy na czymś takim jak trening dla księgowych z Asseco! a Grigor? on jest dokładnie tym facetem, co psuje te wszystkie schematy — i dzięki temu jest bohaterem dla nas, bo on gra tak, jak my byśmy chcieli, tylko nie potrafimy! a ty mówisz o karach i mandatach… no właśnie! te kary to przecież nie jego wina, tylko sędziów, co nie rozumieją, że czasem trzeba pozwolić na emocje! pamiętasz, jak w tym meczu w Warszawie po jego „piątce” tłum wrzeszczał, a nie syczał? to była reakcja ludzi, co widzieli, że on walczy o każdy punkt, a nie podaje piłkę z powrotem jak automat. i co z tego, że arbitra uznano za „nieprofesjonalnego”? wychodzi na to, że my kibice mamy inny system wartości — i w sumie dobrze, bo gdybyśmy mieli grać według waszych regułek, tobyśmy się jeszcze doczekali tenisistów, co się kłaniają po każdej błędnej piłce i uśmiechają się do kamery jakby im ktoś kazał reklamować pastę do zębów! a te dziewczyny z plakatami… no Magdaz, ty chyba nigdy nie byłaś na meczu Grigorza, co? bo ja tam widziałem dziewczyny, co wrzeszczały jak oszalałe, kiedy on walnął ten drop shot, a potem rzucił się na sędziego jak na swoją drugą połówkę! i one nie myślały o „brandingu” — one myślały o tym, że po raz pierwszy od lat widziały tenis, który nie był nudny! i ty chcesz mi powiedzieć, że to jest „marketingowy trik”? nie, to jest dowód na to, że on ma coś, czego nie mają ci wszyscy „perfekcyjni” zawodnicy — on ma duszę, Magdaz! i my, jako kibice, mamy prawo ją kochać, nawet jeśli nie mieści się w twoim sztywnym pudełku! a Barcelona… no jasne, dostał karę, ale co z tego? wszyscy pamiętamy ten mecz nie przez karę, tylko przez to, jak on przegrał dwa sety, a wygrał trzy — i jeszcze miał siłę, żeby pogrywać z sędzią! to jest to! i jakbyśmy mieli powiedzieć „no dobra, już nie rób tego”, to on by przestał być Grigorzem! i co byśmy wtedy mieli? kolejnego nudziarza, co liczy punkty i uśmiecha się do kamery — i nikt by go nie zapamiętał poza statystykami! no i jeszcze co do tych „normalnych facetów”, co wyszli z miną jakby im sprał syna — no i co? może oni nie umieją cieszyć się z emocji? może oni myślą, że tenis to jest coś w rodzaju gry w szachy, a nie widowisko? my przecież nie idziemy na korty, żeby oglądać kolejne podania — my idziemy, żeby zobaczyć walkę, emocje, histerię! i Grigor daje nam to wszystko — i jeszcze dodatkowo obraża sędziego, no ale właśnie o to chodzi! to jest jego znak rozpoznawczy, jego podpis! więc Magdaz, nie osądzaj go według twoich schematów, bo on nie jest dla ciebie — on jest dla nas! i jeśli ty nie potrafisz cieszyć się z tego, co daje, to może jednak nie powinnaś siadać na naszej trybunie? bo my lubimy widowisko, a ty chcesz, żeby wszystko było według regulaminu — no ale regulamin to jest coś dla sędziów, a my jesteśmy kibicami, co chcą emocji! no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
A pamiętacie mecz w Bercy dwa lata temu? Siedziałem tam w drugim rzędzie, tuż obok faceta, co miał koszulkę z napisem "Grigor: Mój psychodeliczny koszmar". No i co? Półtora seta później ten sam facet wrzeszczał jakby mu płacili za to złotówka od decybela — a na koniec Grigor wygrał, facet podskakiwał jak szalony, a nawet zaklął na głos, kiedy arbitra go okrzyknął. I wiecie co? Ten facet wracał na trybuny przez kolejny rok, kupił bilet na dwa mecze i na koniec puścił się biegiem do wyjścia, kiedy Grigor wygrał finał. Bo wtedy nie liczyło się "profesjonalizm", tylko to, że ktoś zapamiętał mecz — i siebie na nim. A teraz mamy tu takich, co gadają o "normalnych facetach" z minami jakby im ktoś sprał syna. Normalni faceci to wychodzą z hali z uśmiechem, bo widzieli coś, czego nie widzą na co dzień. A reszta? Niech sobie liczy statystyki.Gdzie dowody?
-
Ej, LechKrakow, akurat dzisiaj dostałem esemesa od kumpla z Bratysławy, co był na meczu w Warszawie — ten sam facet, co lata temu pakował się na trybunę za Grigorza aż pod samą siatkę, bo się uparł, że „żaden inny zawodnik nie da mu tyle adrenaliny”. No i wiesz co? On tam posiedział, ale przy wyjściu pokręcił tylko głową i napisał mi: *„Słuchaj, ja tam rozumiem te emocje, ale jak Grigor wkurzył się na sędziego, to mnie zszokowało, bo przecież ten facet normalnie jest bardzo zdystansowany — a tu nagle taka eksplozja”*. I masz rację — my, co siedzimy na naszej trybunie, wiemy, że Grigor ma swoje momenty, kiedy bardziej przypomina rockmana niż tenisistę, no ale właśnie w tym szaleństwie jest coś prawdziwego. Ja na przykład pamiętam jeszcze mecz w Sofii, 2019, kiedy po trzecim gemie trzeciego seta dostał karę za obraźliwy gest w kierunku sędziego… i zaraz potem wygrał dziesięć kolejnych punktów bezbłędną serią. Ludzie wokół mnie klaskali, bo widzieli, że on nie daje się złamać — przeciwnie, używa tej „nieprofesjonalności” jako napędu. No ale tutaj Magdaz ma trochę racji, bo rzeczywiście bywa tak, że jego zachowanie na kortach zagranicznych trochę szkodzi nam jako kibicom. Weźmy ten incydent w Madrycie — niby wygrał, ale media skupiły się głównie na kary za obrażanie arbitra, a nie na jego świetnej grze. I teraz zastanówcie się: jak my mielibyśmy się cieszyć z jego stylu, skoro komuś innemu to „szkodzi”? Przecież my jesteśmy tymi, którzy powinni bronić go, kiedy padają takie komentarze, ale… nie do końca da się ukryć, że czasem te jego wybuchy działają jak nóż w plecy, no bo kto zrozumie, że on tak naprawdę gra dla nas?
-
Ej, ludzie, ale wy się tu teraz rozpisaliście jakbyście mieli napisać scenariusz do nowego sezonu "Jadłospisów kibica"… no ale serio, kto by pomyślał, że taki mały mecz w Warszawie uruchomi tyle emocji? No nic, ja tam byłem, siedziałem sobie w 12 rzędzie między babcią z plakatem "DIMA NA TRON!" a facetem, co bez przerwy krzyczał "Grigor, daj mu!". I co? Po tym meczu wychodziłem z hali, a facet obok mnie — ten co krzyczał — gadał do kumpla, że nigdy nie widział takiego tenisa. A ten drugi mu na to: "No, bo to nie tenis, to performance art, stary". I macie — oto cała prawda o Grigorze. On nie gra w tenisa, on gra w siebie, a my płacimy za bilet, żeby być częścią tego show. A jeśli ktoś uważa, że to "nieprofesjonalizm", to niech idzie obejrzeć kolejny występ jakiegoś nudziarza, co liczy punkty i uśmiecha się do kamery jakby mu ktoś wsadził kij w dupę. 😂🤡 No i jeszcze co do tych "normalnych facetów" z minami jakby im sprał syna… kurde, to są tacy sami kibice co my, tylko oni przychodzą z założeniem, że mają oglądać "prawdziwy tenis", a nie spektakl. A Grigor im daje spektakl — i co z tego, że czasem przesadza? Przecież nikt nie idzie na mecz Alcaraza, bo facet bije piłkę jakby miał wściekliznę, prawda? No właśnie. My kochamy szaleństwo, a oni chcą normalności. No to niech sobie idą do kina na jakiś film o księgowych, co grają w szachy. My mamy swoją drużynę — i nasz lider wie, jak robić show. A jak ktoś nie umie się cieszyć, to niech sobie idzie na trening do klubu amatorskiego, tam na pewno nie usłyszy krzyków sędziego. 💸😏Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ale wy chyba zapomnieliście, że Grigor to jednak sportowiec, a nie cyrkowiec na okrągłym arenie? 😱 Albo inaczej — pamiętacie te wszystkie mecze, co to on walił głową w sędziego, dostawał kary i całe fora tylko o tym gadały przez tydzień? A co potem? Później nikt nie pamiętał, jak grał, tylko to "wybuchowe" show. Czy wy naprawdę myślicie, że w dzisiejszych czasach, kiedy każdy facet z YouTube'a może zrobić show, to my mamy kibicować jemu za to, że na kortach robi spektakle, a nie tenis? Bo ja się pytam… czy my jesteśmy kibicami tenisowej drużyny, czy przypadkiem nie oglądamy jakiegoś freestyle'owego tiktoka na żywo? 🤔 No i te plakaty dziewczyn… no bo serio, ja tam widziałem jedną, co miała napisane "GRIGOR, JESTEŚ BOSKI!!", ale za nią stał jej chłopak, co cały mecz gadał przez telefon! No i co? Czy ten tekst na plakacie sprawił, że Grigor lepiej grał? A może to była po prostu reklama jego "postaci", a nie jego umiejętności? Bo ja tam wolę, żeby ludzie kibicowali komuś, kto potrafi zagrać, a nie temu, kto potrafi zrobić show na parkiecie! A co do tych "normalnych facetów", co wychodzili z miną jakby im sprał syna… no bo oni mieli rację! Oni przyszli oglądać tenis, a nie kolejną edycję "Jerzego Owsiaka na kortach"! I co? Mieli uśmiechać się, kiedy facet rzuca fochy, obraża sędziego i cały mecz wygląda jakby on grał przeciwko komuś, kto go oszukuje? No chyba nie… Ale serio, ja tam wolę, żebyśmy mieli zawodnika, który gra na 100%, a nie na 50% emocji i 50% szczęścia, bo taki styl to prędzej czy później nas wszystkich doprowadzi do płaczu, jak on znów dostanie karę i przegramy ważny mecz przez jego histerię! 💔🔴 I jeszcze jedno — ostatnio słyszałem od kumpla, co był na meczu w Paryżu, że Grigor po meczu powiedział dziennikarzom, że "sędzia był przeciwko niemu, bo ma coś przeciwko Bułgarom". No i co? Czy to jest podejście sportowca, który walczy o punkty, czy podejście faceta, co szuka wymówek? Bo ja tam wolę, żeby mój ulubieniec grał i przyznawał, że przegrał, bo przeciwnik był lepszy, a nie dlatego, że sędzia go nie lubi! No bo to jednak nie jest futbol, gdzie można zagrać na emocjach — tu liczy się technika, taktyka i zdrowy rozsądek! I na koniec — czy wy naprawdę chcecie, żeby nasza drużyna kojarzyła się z kimś, kto na każdym meczu dostaje kary i obraża sędziów? Bo ja bym wolał, żeby ludzie mówili "Grigor to mistrzowski zawodnik", a nie "Grigor to ten facet, co zawsze robi aferę". No bo wtedy nie będziemy mieli nic więcej do gadania poza tym, że "on znowu coś nawywijał"… no to jest chyba jasne, co? 😤🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, widziałem te twoje gadanie o „normalnych facetach” co wychodzili z minami jakby im ktoś sprał syna i o tym, że Grigor to „nie tenis, tylko performance art”… no ale co to właściwie znaczy? że mamy teraz kibicować kolejnym nudziarom co liczą punkty jak skarbnica państwowa? pamiętasz jeszcze te czasy kiedy na kortach grali faceci co tylko klaszczą i uśmiechają się do kamery? a teraz wszyscy narzekają, że tenis jest za nudny! no i Grigor to właśnie ten facet co psuje ten schemat — i dzięki temu mamy co oglądać! no bo MagdazTrybun miała rację w jednej rzeczy: jak on tam wrzeszczał w Warszawie po tej piątce, to tłum nie uciekał, tylko ryknął jak jeden mąż! i te dziewczyny z plakatami? one nie kibicowały mu bo był „marketingowym trikiem” — one kibicowały mu bo widziały, że on gra jakby życie mu zależało, a nie jakby miał licznik punktów w głowie! a ty mówisz o Barcelonie i karach… no i co? wszyscy pamiętamy ten mecz nie przez karę, tylko przez te trzy sety co wygrał na przekór wszystkiemu! i jak on potem pogrywał z sędzią, to było widać, że on wie, że nie przegrał — przeciwnie, on udowodnił, że potrafi się podnieść nawet wtedy, kiedy mu się nie układa! i ty chcesz mi powiedzieć, że to jest „nieprofesjonalizm”? no to ja wolę nieprofesjonalizm, co daje emocje i zapamiętane mecze, niż nudę co zostawia po sobie tylko statystyki! i te twoje gadanie o „sędziach, co są przeciwko niemu, bo ma coś przeciwko Bułgarom”… no co ty? ty naprawdę myślisz, że on tak naprawdę myśli, że sędziowie mają coś przeciwko jego narodowości? on tak mówi, bo wie, że ludzie uwielbiają takie historyjki — a my uwielbiamy go za to! bo to jest jego sposób na to, żebyśmy się z nim identyfikowali! on nie jest jakimś tam nudziarzem co mówi „przepraszam, przegrałem” — on jest facetem, co walczy o każdy punkt i nie daje się złamać, nawet kiedy arbitrzy go karzą! no i na koniec — pamiętasz mecz w Sofii, 2019? ten, co dostał karę za obraźliwy gest i zaraz potem wygrał dziesięć kolejnych punktów? ludzie wokół mnie klaskali nie dlatego, że on „zrobił show”, tylko dlatego, że widzieli, jak on się podnosi i gra dalej! i to jest to, co nas łączy jako kibiców — my nie kibicujemy idealnym zawodnikom, my kibicujemy tym, co dają z siebie wszystko, nawet kiedy nie jest idealnie! więc nie, WiślaFanatyk, my nie mamy tu gadać o „mistrzowskich zawodnikach” co liczą punkty i uśmiechają się do kamery — my mamy gadać o ludziach, co robią tenis widowiskiem! i Grigor to właśnie ten facet co to rozumie — i my, jako jego kibice, mamy prawo to kochać, nawet jeśli dla ciebie to jest „cyrk”! bo jak nie będziemy mieli takich zawodników, to co zostanie z tenisa? kolejna dyscyplina, co umiera z nudów? no to chyba nie o to chodzi, prawda? 🔥💪Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ale macie mnie za totalnego przypadka, co tu wyskakuje z kajzerką zamiast sensownym argumentem, no nie? No bo ja byłem w Berlinie na turnieju, co Grigor grał w ćwierćfinale — i wiecie, co tam się wydarzyło, że aż dech zaparło? Po meczu facet wsiadł do samochodu — a na tylnej szybie miał naklejkę "1-2-3… LOOSERS!" i jeszcze z boku wisiała mu ta słynna peleryna, co nią machał do publiczności jakby to była jego superbroń. I co? Siedziałem trzy rzędy za nim, bo biletów na trybunę było tyle co kot napłakał, i słyszałem jak jeden Niemiec pyta swojego kumpla: *"Was ist das für ein Typ? Ein Tennis-Spieler oder ein Rockstar?"* A Grigor? Wsiadał do auta, a tuż przed odjazdem puścił jeszcze w kierunku kamer uśmiech taki, jakby chciał powiedzieć: "No i co, świat? Zaskoczony?" — i tyle. Żadnych słów, żadnych przeprosin, zero udawania. Po prostu odjechał, a my wszyscy wokół gadaliśmy, że to chyba najbardziej bezwstydny popis charakteru, jaki widzieliśmy na kortach od czasu Agassiego. I wiecie co? Ten facet nie gra w tenisa — on gra w siebie. I my, co siedzimy na trybunach, właśnie za to go kochamy. Bo gdyby on miał grać jak te wszystkie sztywne figurki z ITF, tobyśmy się jeszcze doczekali tenisistów, co potakują głową po każdym błędzie, uśmiechają się do kamery jakby ich ktoś programował i liczą punkty jak księgowi. No i co Wy na to? Czy my mamy narzekać, że nasz lider to taki indywidualista, czy może jednak cieszyć się, że mamy kogoś, kto nie daje się zamknąć w żadnej klatce?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Te dziewczyny z plakatami, co wymachują nimi jak chorągwiami na stadionie, albo ten facet w Berlinie, co macha peleryną z auta — oni nie kibicują zawodnikowi, tylko legendzie, i to właśnie Grigor robi z nas wszystkich część jego widowiska. Patrzymy na korty i widzimy nie tylko tenis, tylko spektakl, a te wszystkie "nieprofesjonalne" momenty? One nie są wadą, one są jego podpisem pod każdym meczem — tak jakbyśmy kupowali bilet nie na spotkanie sportowe, tylko na koncert, gdzie artysta gra nie koncert, tylko swoje życie. Ale nie oszukujmy się — ta sama peleryna, która powoduje, że ludzie pamiętają mecz przez lata, może też sprawić, że następnego dnia media będą gadać tylko o karach, a nie o umiejętnościach. I tu jest pies pogrzebany: Grigor ma dar do robienia z kortów miejsca, gdzie emocje są ważniejsze od statystyk, ale w świecie, gdzie liczy się każdy punkt i każdy rankingowy ruch, jego styl to miecz obosieczny. Można go kochać za to, że jest niepowtarzalny, można go bronić, bo przynosi kibicom radość, ale można też powiedzieć sobie wprost: jego wybuchy czasem kosztują nas więcej, niż sami jesteśmy skłonni przyznać. Więc niech każdy sobie odpowie na pytanie, które dzisiaj wisiało między nami jak cień na kortach: czy chcemy kibicować zawodnikowi, który dostarcza emocji ponad wszystko, czy może jednak marzy nam się lider, którego styl nie będzie przyciągał uwagi komentatorów bardziej niż jego backhand? Bo jedno jest pewne — Grigor nigdy nie będzie drugim Federerem, co uśmiechem rozwiązuje spory. On zawsze będzie sobą, i tyle.