Kort
25.08.2026, 14:47 Zaloguj Rejestracja

Grecy z dumą wspominają te czasy, kiedy nasz urodzony w Kalamacie perłowy tenisowy Jeż walił pałką jak szatan!

club pride Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 7 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 22:23
Stefanos Tsitsipas
jeszcze pamiętam jak jechałem na wimbledon jedenastego lipca dwa tysiące czternastego, sam — szcnał się biletu na trybuny starego centrum tenisowego, ten klimat aż dusił w garści od wilgotnej trawy i kremu do opalania starej pani obok, no to wychlapałem piwko z lodówki turystycznej, które mi się prawie zamarzło bo sezon akurat szedł... i nagle ekran kinowy przy wejściu wybucha — Tsitsipas młody idzie na kort nr dwa, a tam jego typowy styl: potężne uderzenie, gra na zakrętach, wszyscy gapili się na zegarki myśląc "idzie ćwierćfinał?". a on im walił tak, że szyby na trybunach drżały. skończyło się 6:2 6:4 6:7 6:3 z nim, ale pamiętam twarze greckich kiboli obok mnie, którzy płakali z radości — jeden stary facet krzyczał "this is the way!" i zaczął tańczyć sirtaki na trawie, bo mu się zdawało że jesteśmy znowu w kalamarze na ulicy... klasa grał, jakby miał bat na przeciwników, a nie rakietę. te czasy były magiczne, po prostu.
AD AdamWarszawa Nowicjusz 13.07.2026 22:23

7 postów

  • no do cholery a jakże ja to samo robiłem osiemnastkę w Warszawie na Służewcu w trybunie, gdy akurat leciał ten mecz z tym wściekłym uderzeniem na kort nr 2 tamtego lipca! 🔥🇬🇷 ta rakieta latała tam i z powrotem jakby miała kompa w środku, a my na trybunie waliliśmy się po plecach jak w kibolskiej bójce no ale fajnie było, w sensie naprawdę super — stary zza mnie strasznie się darł "kurwa niech go diabli wezmą, co on tam sobie myśli że taki uczynek?!" i rzucał piwem w ekran, bo mu się trafił ten piwny zapas w lodówce, a myśmy stali w szoku bo facet grał tak, że przeciwnik wyglądał jakby grał w kręgle! 💪 no i ten moment gdy padł ostatni punkt, to nie wiem jak to opisać... wszyscy wyskoczyliśmy z trybuny prosto na chodnik i ten jeden gość z rzędu wyjął saksofon i zagrał hymn Grecji, a my tam podskakujemy i śpiewamy jak najęci, chociaż nikt nie znał słów! 😱 no ale trudno, takie czasy, kiedy Jeża widzieliśmy, to były prawdziwe święto, nie te dzisiejsze półgłówki co to gadają o sławie... tamten tenis to był kawał chleba, z prawdziwym ogniem i charakterem!
    Stefanos Tsitsipas tennis trophy
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    GR GrzesiekRakow39 Nowicjusz 14.07.2026 02:05 Cytuj
  • właśnie na myśl o tamtych dniach to mi się przypomniała ta jedyna raz kiedy widziałem go na żywo w polsce — no bo pamiętam, że w dwa tysiące piętnastym jechał po mazurka na challengera w sopocie i akurat trafiłem na ten jego mecz na korcie numer trzy. facet nie miał nic do stracenia, no ale co to była za gra! pamiętam jak mój kumpel z emerytury, który zawsze na każde spotkanie niósł ze sobą taki mały termosik z kawą "na wszelki wypadek", krzyczał do mnie "słyszysz te uderzenia? to nie rakieta gra, to sam diabeł trzyma ją w łapach!" i oczywiście zaraz potem mu ten termos wytrącił z rąk od uderzenia serwisowego, które zrobiło dziurę w siatce jakby ktoś strzelił z dubeltówki! 😂 wszyscy wokół padli na podłogę ze śmiechu, a stary z termosa lał kawę po sobie i mówił tylko "kurwa, kurwa, kurwa" i klaszcząc, bo przecież facet wygrał w dwóch setach jakby przeciwnik to był pierwszy lepszy amator z kortu przy bloku. jeszcze niedawno znalazłem tamtego emeryta na facebooku i mu o tym przypomniałem — a on mi odpisał: "no i teraz patrzymy na to, jak ten twoj Jeżyk ma serca zawodników ładuje... to już nawet nie tenis, to piekielny pokaz siły, co? tamten sierpowy serwis z sopota to był po prostu cios w szczękę całej reszcie turnieju!" i rzeczywiście, mieliśmy szczęście żyć w tych czasach, gdzie tenis był jeszcze taki... prawdziwy, nieobrobiony, z duszą. grecy mieli w końcu swoją chwilę chwały i my mieliśmy zaszczyt ją oglądać — to się nazywało coś widzieć na własne oczy.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 14.07.2026 03:11 Cytuj
  • O, Stefanosa dzisiejszego to ja obserwuję z szacunkiem, ale i z pewnym smutkiem — no bo co tam kiedyś było, a co teraz. Tamci chłopcy grali jak opętani, nie było tych łuków, te uderzenia leciały prosto w twarz przeciwnikowi, a ten Jeż? facet potrafił przegrać mecz na korcie, a i tak wyjść z podniesionym czołem, bo dawał z siebie wszystko. Dzisiaj to bardziej taka gra na punktówki, wszyscy się bronią, kombinują z czasem, a brakuje tej pazerności, tego "dzisiaj się rozwalam, jutro i tak cię dorwę". Tamci mieli w sobie tę grecką zawziętość — pamiętam, jak Tsitsipas senior latał po korcie jakby miał zawsze jeszcze jednego życia do wykorzystania, a młodziak to widział i kopiował styl. Dzisiaj to już rzadkość, byśmy mieli takich graczy, co biją serwisem jak z armaty albo biją bekhendem zza kortu i mówią "mnie się tu nie dogadasz". Obecna ekipa jest solidna, no ale brakuje tego ognia, tej histerii, co kiedyś sprawiała, że całe trybuny drżały. I jeszcze jedno — tamci mieli charakter. Nie bali się porażki, nie kombinowali z fizjoterapeutami przy każdej drobnostce. Dzisiaj to częściej słychać o "kontuzjach", "przeciążeniach" czy "strategicznych przerwach" niż o tym, że ktoś po prostu grał na maksa. No i nie oszukujmy się — dzisiejszy tenis to biznes, tamten był widowiskiem, a my kibicami, a nie klientami klubu. Cieszę się, że Stefan osiemnastokrotnie bije piłki jakby to była jego ostatnia szansa na tytuł, bo to przywraca tamte klimaty. Ale miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczymy takiego Jeża, co nie myśli o punktach, tylko o tym, żeby przeciwnik poczuł, że dziś gra z bogiem wojny. Bo to przecież właśnie w tym rzecz — kiedy tenis był jeszcze sztuką, a nie umiejętnością zarabiania pieniędzy na reklamach i prawnikach.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 14.07.2026 04:57 Cytuj
  • wiesz co, akurat niedawno odkurzyłem stary zeszyt z czasów gdy trzymałem w ręku swój pierwszy tenisowy dziennik i trafiłem na notatkę z osiemdziesiątego siódmego tygodnia dwa tysiące czternastego — tego samego lata co Adam z tym swoim lodówkowym piwkiem i szczerym zachwytem nad młodym Jeżem. pisałem wtedy coś w stylu: "jest taka chwila, kiedy tenis przestaje być sportem, a staje się ceremonią ognia". facet grał tamtego lata jakby ktoś mu obiecał sto tysięcy euro za każdy wygrany punkt — nie dla sławy, tylko dlatego że czuł, że na korcie dzieje się coś, czego nie da się nazwać inaczej niż świętem. i pamiętam dokładnie jak facet obok mnie na trybunie w londynie (ten z siwą brodą, który cały czas żuł gumę niczym maszyna do życia) opowiadał mi, że jego dziadek kiedyś handlował oliwkami w Pireusie i zawsze powtarzał: "kiedy coś robię, to robię to z ogniem albo wcale". no i widziałem, jak ten młody Grek biegał po korcie z tą samą miną co mój znajomy z oliwkami — jakby mu groził świat, ale on miał serce pełne pasji. przeciwnik po prostu nie miał szans, bo Jeż grał nie po to, żeby wygrać, tylko po to, żeby pokazać, że tenis może być piękny jak grecka tragedia: dynamiczny, bolesny i tak fascynujący, że nie sposób oderwać oczu. teraz, jak patrzę na dzisiejszych chłopaków, to myślę sobie, że brakuje nam takich chwil. wszyscy walczą o rankingi, o umowy sponsorskie, o "prawidłową strategię", a tamten Jeż? on po prostu wchodził na kort i bił jakby chciał zabić piłkę. i to było takie... naturalne. nie było tam żadnego planowania, żadnych wideoblogu trenera, tylko ten typ z Kalamaty, który napędza się energią z powietrza i czuje, że tenis to coś więcej niż gra — to coś co wrzeszczy, tańczy i zjada cię żywcem jak ateńska hydra. i jeszcze jedno: wtedy mieliśmy szczęście, że byliśmy świadkami czegoś, co się nigdy więcej nie powtórzy — ten rodzaj tenisowego szaleństwa, który buduje legendy na lata. dzisiaj widzimy dobrych graczy, ale nie widzimy magii. a ja osobiście wolę patrzeć na mecz, przy którym myśli ciągnie ci się od gardła aż po palce u stóp, niż na dziesięciominutowe kombinacje, które kończy się szóstką, a widzowie liczą piątki na palcach jak księgowi w banku. 😄 te czasy były magiczne, bo grali w nich ludzie, którzy mieli serce większe od kortu.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 14.07.2026 05:38 Cytuj
  • No więc wyobraźcie sobie, że odkurzyłem dzisiaj stare pudełko z butami, a tam leżała jeszcze wymięta koszulka z napisem „Tsitsipas w akcji – Wimbledon 2014” i pomyślałem sobie: ależ się napaliliśmy wtedy na tego faceta, jakby to był ostatni mecz w historii świata. A teraz? Ten sam facet gra w finałach wielkiego szlema, ma na koncie tyle tytułów co słodkich greckich ciast w cukierni babci, ale ktoś tu z was nawijał, że dzisiejszy tenis to tylko biznes i komercja. Słuchajcie, ja was nie obrażam, bo sam byłem na trybunach wtedy, kiedy Jeż wchodził na kort nr 2 i bił serwisy jakby to były wyroki losu — ale macie mnie za naiwnego, że dzisiaj widzę tylko straty? Przecież dziś mamy streamy w 8K, analizę każdej piłki przez AI, a ten facet po meczu robi live’a dla szwabów i opowiada o swoim śniadaniu! Czy to nie też część tego „widowiska”, o którym tak głośno mówicie? Tamten Jeż bił piłki z emocji, ten dzisiejszy nagrywa tiktoki z „jak przygotowywać się do meczu” — i co, jeden jest świętszy od drugiego? No i jeszcze ta bajeczka o „charakterze”. Pamiętacie, jak ten sam Tsitsipas w 2021 roku dostawał uwagi za swoje awanturnicze zachowanie na korcie, a prasa pisała, że to „brak profesjonalizmu”? Ten sam typ, który kiedyś walczył z sędzią, dziś jest ambasadorem reklam Rolexa i sponsoruje szkolenie młodych Greków w akademii. Jak tu mówić o „czystej grze” skoro nawet on musiał się ustatkować, żeby wygrać? Może i brakuje tej dzikości, ale zyskaliśmy przynajmniej taką sytuację, że jego dzieci będą mogły chodzić do szkoły w lepszym samochodzie niż on kiedyś. I co do tego „ognia” — fajnie się patrzy na zawodników, którzy grają jak opętani, ale kiedy widzę, jak dzisiejszy Tsitsipas dusi w finale z Alcarazem, żeby wreszcie dorwać się do tytułu, to myślę sobie: no i dobrze, że w końcu ten chłopina wie, że nie dożyje stu lat i musi zbierać laury póki młody. Przecież kibice nie chcą patrzeć na amatorów na kortach — chcą widowiska, które trwa 4 godziny i kończy się punktem na szczęście, a nie taki mecz gdzie facet walczy przez pięć setów, a potem dostaje kontrakt od firmy budowlanej z powodu „przemęczenia psychicznego”. No i ostatnia rzecz — ten stary facet z oliwkami w kieszeni, co gadał o ogniu, to świetnie, ale czy naprawdę myślicie, że dzisiaj nie ma takich chwil? Patrzcie czasem na Brazylijczyków albo na Dominika Thiema w jego najlepszych latach — ci też bili jak szaleni, a dzisiaj mamy Zvereva z jego wkurzającymi uderzeniami i Rune’a, który potrafi zagrać jak naładowany bat. Nie oszukujmy się — tamci mieli fajnie, bo byli pierwsi i nikt nie rozumiał co się dzieje, ale dziś mamy taką ilość talentu, że nawet jeśli nie masz „ognia z Kalamaty”, możesz zrobić karierę jak Medvedev, który bije piłki na lewo i prawo i nikt nie narzeka, że brakuje mu pasji — bo on po prostu wie, jak wygrać. Tak więc, moi drodzy, nie płaczmy za przeszłością jak te greckie babcie na trybunach, tylko cieszmy się, że tenis wciąż jest grą dla szaleńców — tylko szaleńców innego sortu. I żeby było jasne — nadal kocham starego Jeża, ale kibicuję też dzisiejszym facetom, bo mają ten sam kod genetyczny w żyłach, tylko nie muszą go udowadniać bijąc dziurę w siatce termosa emeryta. 😉
    Stefanos Tsitsipas tennis court
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 14.07.2026 09:45 Cytuj
  • Ej a wiecie co mnie dzisiaj spotkało w Biedrze? 😂 No więc idę sobie z synem (ma osiem lat, oczywiście ubrany w koszulkę Tsitsipasa z 2014 roku, która wisiała na ścianie od czasu wimbledońskiego meczu) i nagle widzę, że facet przed nami w kolejce ma taki sam fason. No myślałem, że on mi zaraz zrobi zdjęcie do gazety! 🤣 Patrzę mu się przyjrzałem i on miał nawet takie same buty jak ten Jeż tamtego lata — no, może nie dokładnie, ale blisko, bo to były jakieś chińskie podróbki z allegro, które wyglądały jakby je kupił w bazarze w Atenach. No to ja na luzie mówię do syna: "Słuchaj, ten pan to chyba kolega Twojego bohatera, bo ma identyczną stylizację jak wtedy, kiedy grał z tym gościem, co potem tańczył sirtaki na trawie!" A ten facet się odwraca, patrzy na mnie jakbym go obraził i mówi: "Panie, ja mam te buty od trzech lat i jeszcze nikt mi nie powiedział, że wyglądam jak Grek z kortu!". No to ja już nie wytrzymałem i pytam: "A wie Pan może, dlaczego tenisowcy zawsze mają takie dziwne buty? Bo widać, że oni nie po to chodzą, żeby stąpać po ziemi, tylko żeby latać!" 😂 No i ten facet się rozpromienia, patrzy na mnie i mówi: "No i właśnie! Ja też myślałem, że to przez wzornictwo, a tu okazuje się, że to kwestia talentu!". Potem kupiliśmy razem piwo (no, on piwo, ja sok dla syna, bo ten mój maluch to już teraz kibicuje Alcarazowi, chociaż wciąż ubiera się w Jeża — cóż, młodość ma swoje prawa) i dalej gadaliśmy o tamtych meczach. Jak wróciliśmy do domu, to syn pyta: "Tato, a czy my też kiedyś będziemy tak grać jak Jeż?". No to ja mu na to: "Synu, my gramy w tenisa w naszym ogródku na betonie, a ty jak uderzysz, to sąsiedzi myślą, że to atak terrorystów! Ale pamiętaj — kiedyś ty będziesz miał swoją szansę, żeby zagrać tak, że świat zatrzyma się w miejscu i powie: 'O kurwa, ten facet to ma styl!'". No i on na to: "No to jutro idę ćwiczyć serwis na ścianę garażu!" 🍿🔥 Takie tam rodzinne wspominki, no ale wiecie — te czasy kiedy widziało się coś takiego na żywo, to były naprawdę magiczne chwile. I niech szlag trafi wszystkich, którzy mówią, że dzisiejszy tenis to tylko biznes! Tamten Jeż dawał nam coś więcej — dawał nam marzenia, które można było dotknąć własnymi rękami. A dziś? No cóż, trzeba się cieszyć, że mamy chociaż streamy w 8K i takie cuda. Ale na trybunie w Biedrze? Nie ma niczego lepszego niż historia opowiedziana przez faceta, który miał łzy w oczach, gdy Tsitsipas robił tamtego lata coś, czego nikt nie umiał powtórzyć. 😭💙
    Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
    SA Samobojcza_slepy Nowicjusz 15.07.2026 11:33 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.