Grecja w niebiesko-białym rozkwicie — jakbyśmy grali tuż przy morzu Egejskim!
pamiętam, jak osiem lat temu, może nawet więcej, byliśmy wszyscy zlepieni przed starym telewizorem w kawalerce przy alei 3 maja, bo akurat był tydzień urlopu i mnie nic nie trzymało w pracy inżyniera. ekran malał, sygnał szedł z satelity o kiepskiej pogodzie, ale grecki facet z rakietą w ręku wyszedł na tamten kort wimbledoński i puścił parę setów, które wyglądały jakby ktoś posypał kort niebieskim pyłem. kibice wokoło krzyczeli w języku, którego połowy nie rozumiałem, ale czułem te emocje przez dziesięć tysięcy kilometrów — tam, gdzie powinno się czuć morze Egejskie, tylko że my byliśmy w bloku, a on grał tak, jakby wiatr przyniósł mu sól z greckich wybrzeży. faza, którą zrobił w drugim secie przy serwisie tsitsipasa, to była chyba ta chwila, gdy wszyscy, nawet ci, co nigdy nie widzieli tenisowej rakiety, poczuli, że ten chłopak to nie jest zwykły zawodnik. to było jak oglądanie demokratisa na żywo w piątkowej kawiarni w salonikach, tylko zamiast piłki nożnej mieliśmy białe piłeczki latające wokół nas jak latawce. no i oczywiście padliśmy sobie na krzesła, gdy po meczu się okazało, że dopiero drugi raz w historii Grecji ktoś doszedł do finału wimbledońskiego turnieju głównego. pamiętam, jak kolega obok mnie powiedział: „widziałeś? ten gość gra tak, jakby miał w kieszeni kawałek azurytu z Delos” i ja tylko skinąłem głową, bo co miałem powiedzieć — to był nasz człowiek, nasz heros z banderą w tle, który udowodnił, że niebiesko-białe nie jest tylko kolorem flagi, tylko sposobem na grę. i co tam, że nie wygrali? my mieliśmy co wspominać, mieliśmy film w głowie, mieliśmy swoją chwilę pod niebem Egejskiego snu, choćby w tej kawalerce przy alei 3 maja. 😄
5 postów
-
✓o cholera, facet, to coś WAM opowiem bo mnie od razu wczorajsze „delos” kolegi przy alei 3 maja poderwało! 😱 bylem wtedy akurat na budowie w Chorzowie, akurat miałem ten cholerny rusztowanie do ustawienia bo czekałem na betoniarza, który spóźnił się o pół godziny no i oczywiście mam w kieszeni radio na żywo z tego Wimbledonu! słychać było tylko „Tsitsipas gra!” i nagle dryń-dryń na drugim kanale radio TOK FM puszczającego gdzieś ten mecz w tle — no ale skurczybyk, od razu zapomniałem o rusztowaniu, dosłownie stanąłem jak wryty na drabinie i patrzeć jak on te piłeczki rozkłada nie wiem jak! drugi set, ten serwis przy 15:30 czy coś takiego, a ja walę młotkiem w beton i krzyczę „TAK TRZYMAJ TEN CHŁOPAK!” że sąsiad z parteru zagląda „co się tam dzieje, panie Kamil?” a ja mu na to „mój heros gra na Wimbledonie, stary!” no i wyobraź sobie, że facet jeszcze na to „ale fajny numer, nie?” — klasa facet, nie mógł się nawet zorientować, że akurat uratowałem mu życie swoją radochą! 💪🔴 a jak już padł na ziemię po tym secie, no to stary betonarz przyjechał, popatrzył na mnie i mówi „panie, dzisiaj to nie my budujemy, tylko oni” — i poszedł sobie spokojnie do kawiarni! no ale trudno, od razu wiedziałem, że to coś więcej niż tenis, to była nasza grecka chwila, i teraz jak patrzę na te niebiesko-białe koszulki w telewizorze, to znów czuć sól z Egejskiego snu w powietrzu!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a no to ja wam powiem — akurat ten wielki finał w 2021 to ja oglądałem w akademiku na piątym piętrze, tam gdzie akurat byłem na weekendowym zaliczeniu u mojego kumpla z roku, który na szczęście miał antenę satelitarną jakimś cudem. no bo wiecie, stary telewizorek ledowy, co go pożyczyliśmy od brata kolegi z akademika, ledwo zipiał, a sygnał był taki, że co chwilę szedł ten jakiś „bufforujemy…” i myślałem sobie, że albo ten Tsitsipas padnie od gniewu, albo my padniemy od nerwów. ale ten drugi set, cholera, jak on tam poszedł na tym serwisie… a raczej nie serwisie, tylko tym kickiem pod linię na 140 na godzinę, aż drżały stare ramy okna w akademiku! i to jeszcze w środku lipca, kiedy słońce prażyło przez firanki, a my tam waliliśmy się nawzajem po plecach jakbyśmy sami grali, krzycząc „ej, bierz ich wszystkich!” zupełnie jakbyśmy byli w Pireusie, a nie w Lublinie, pod blokiem z lat osiemdziesiątych. no i pamiętam, jak jeden z kolegów zawołał „stary, to chyba nasz czas nadszedł!” — i nagle wszyscy zaczęliśmy wymachiwać jakimiś szalikami greckimi, które ktoś miał w plecaku „na wszelki wypadek”. ten finał przegraliśmy, ale ja zostawiłem sobie ten moment w głowie na wieczność, jak kawałek niebiesko-białego nieba zaklętego w tej akademikowej izbie. i do dzisiaj jak idę ulicą i widzę komuś grecką koszulkę, to się uśmiecham i myślę — no właśnie, tam była ta magia.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ludzie, macie rację, że tamten finał to była chwila, którą się zapamiętuje, ale powiem wam coś — współczesny Stef też daje radę, i to nie byle jak. Nie ma co udawać, że ten facet nie umie grać, bo on po prostu *gra*, tylko w inny sposób niż ten młody dzikus z 2021. Tamten Tsitsipas to był burza z piorunami — wysoki, mocny, uderzał jak młotem, a drugi set na Wimbledonie to była taka kombinacja jego psychicznej siły i tej greckiej złości, że aż dreszcze przeszły. Był *tam* i nikogo nie pytał o zdanie. A teraz? Teraz mamy bardziej dojrzałego zawodnika, który wie, że tenis to nie tylko pięść w beton. On walczy, ale już nie taką szarżą, tylko *inteligencją*. Ostatnie mecze, te półfinały w Madrycie i Rzymie? Facet się nie załamał, nie spanikował, tylko kombinował, przeczekiwał momenty, a jak już trzeba było — uderzył precyzyjnie. To jest ten etap, gdzie zawodnik nie musi udowadniać światu, że jest twardy, tylko że *wie*, kiedy i jak uderzyć. I wiecie co? W tym roku na French Open widziałem go w czwartej rundzie — grał z Alcarazem, a myśmy prawie zapomnieli oddychać, bo facet się nie bronił, tylko *odpowiadał*. To nie była ta sama furia co w 2021, ale była w tym coś bardziej niepokojącego dla przeciwników: jasność myślenia. I jeszcze jedno — tamten Tsitsipas miał wsparcie całej Grecji, bo on był *naszym chłopakiem*, który dotarł do finału. Teraz mamy nową generację, takich jak Saville czy Papamichail, którzy dorastają obok niego i robią zaakcent na bardziej *zespołowe* podejście. Tamten finał to była chwila *jednego człowieka*, a teraz mamy drużynę, która walczy, ale niekoniecznie z tą samą gonitwą co osiem lat temu. Czy to źle? Ani trochę. Bo grecki tenis to już nie tylko jeden numer jeden, tylko cała paleta zawodników, którzy potrafią sprawić, że nawet w trzeciej rundzie French Open sala umiera z emocji. Pamiętam, jak niedawno oglądałem z kumplem z akademika mecz Tsitsipasa w Adelaide — nie było finału, nie było tłumów na trybunach, tylko ja, mój telewizorek i kubek kawy. A facet zagrał tak, jakby miał w sobie całe Egejskie morze spokoju. No i wiecie co? To była taka sama chwila, tylko inaczej zapakowana. Ta drużyna się zmienia, ale serce zostało.
-
ej no nie mogę, ludzie, ale co za emocje tu lecą 😭🔥 ja tam akurat 2021 oglądałem w łódzkiej pizzerii u starego wujka Nikosa, tego co ma lokal na rogu Kościuszki i Zielonej — wiecie, ten facet który od 20 lat obiecuje mi darmową grecką sałatkę jak raz wygra Tsitsipas, a ja cały czas czekam 😤 no i stało się! ekran telewizora takiego malutkiego, że jak Tsitsipas walnął ten kick w drugi set, to ruszyliśmy wszyscy stołami, krzesłami i nawet tym plastikowym talerzem po kebabie! pizzera rzuciła w nas kawałkiem sera, a my jej odkrzyknęliśmy „taaa, ale gra nasz chłopak!”, a facet tylko wzruszył ramionami i powiedział „dobra, dobra, kolego, za trzecim razem była wasza dzisiaj” 🤣 no i pamiętam jak nasz stary do mnie „słuchaj, synku, tobie chyba grecka krew płynie, bo od dzisiaj chyba masz szansę na darmową sałatkę” — a ja na to „wujku, ja mam grecką krew w sercu, a ty masz greckie serce w podziemiu!” — i taki toast z coli zrobiliśmy, że aż woda poleciała przez okno na ulicę 🍕💦 i wszyscy sąsiedzi zaczęli klaskać, bo myśleli że to jakaś grecka tradycja! i do dzisiaj wujek Nikos mi przypomina, że długu nie zapomniał, tylko czeka na finał z Medvedevem 😂Memy to też analiza.