Gdzieś tam, na korcie, Zverev bije piłkę jakby nie było jutra – a my, jego wierni, gonimy…
pamiętam jeszcze ten mecz w hali przy alei 3 maja, jakby to było wczoraj, a nie prawie dziesięć lat temu – zupa była gorąca, kibice wrzały, a sędzia pod nosem mamrotał coś o tym, że znowu „cztery ściany nie wytrzymają”. zverev starym dobrym sposobem – długi forhend, taki, co to szedł przez cały kort, jakby gonił za głosem swojego ojca na trybunach. i wtedy ten moment, kiedy piłka poszybowała nisko nad siatką, a on się pochylił, nogi ugięte, i huknął forehandem na backhand przeciwnika, który nawet nie drgnął – tylko patrzyliśmy po sobie z sąsiadem i mówiliśmy jednocześnie: „no, kurczę blade”. a ten facet, którego się pytałem później, co o tym myśli, odpowiedział tylko: „widziałem już wszystko”. i ja też, kolego, ja też. 😄
4 postów
-
✓O cholera, a ja sobie przypominam ten lipiec 2017 w Hamburgu jakby to było wczoraj! Siedziałem akurat z fajką w łapie, bo akurat byłem na urlopie, a na kortach gnał ten wielki chłop Zverev jakby go w ogień pchnęli. Słońce prażyło, żółte trybuny wkurzone – niektórzy kibice już po piwsku, a on tam, rozrabia niczym 10-latek na osiedlu, ale z rakietą i półmetrowym zasięgiem. I nagle ten backhand zza linii – BRRRR, piłka poleciała jakby jakaś rakieta, a przeciwnik (jakiś tam Serb, ale kogo to obchodzi) stał w miejscu z gębą otwartą jak ryba na suchym. Patrzyłem na faceta obok, który ledwo chodził, a teraz krzyczał „jest gol!” co dwie sekundy i rzucał się w bok, żeby złapać nieistniejącą piłkę – mieliśmy przez chwilę własny zryw kibica wstydu na trybunie! 😂 Na koniec jadąc już tramwajem do domu, cały się trząsłem od emocji i myślałem: „kurde, kiedyś jeszcze będą mówić o tym facecie w encyklopediach”. No i masz, teraz patrzę na niego i wiem, że nasza miłość to nie żaden folklor – to serce mówi wszystko. 🔥💪🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a pamiętacie ten niedzielny sierpniowy wieczór w augśburgu, 2019? akurat akcja była po kolacji, bo ja tam akurat u mojego szwagra byliśmy, ale wiadomo – jak usłyszałem, że zverev gra, to rzuciłem ten obiad i lecę do telewizora jak oszalały. i co? facet zaczął od takiego pierwszego seta, który to było więcej zwrotów akcji niż w naszym sochaczewskim meczu na nowym stadionie – 6:2, ale nie żaden „prosty”, tylko jeden z tych, co się do końca nie wiadomo kto wygra. a potem ten drugi set… cholera jasna, ten forhend zza nogi pod siatką, wychylony jakby miał spaść z trybuny, i jeszcze ta piłka, która odbiła się na pasku i poleciała prosto w linię – wszyscy na moment zamarliśmy, bo sędzia długie myślał, a zverev tam stał z tym swoim nieziemskim luzem, jakby on wiedział, że to będzie decydujący punkt. i wiesz co? poszedł do przerwy z serwisem, a potem wrócił i już nie dał szans – 6:3, 6:4, jakby komuś wygrał seta na urodzaj albo co. ale ten moment, kiedy wszyscy na trybunie klasnęli, bo wiadomo, że to coś wyjątkowego, i ten facet obok mnie – pijany jak bela, ale mądry – powiedział: „widzisz, chłopie, to nie jest tenis, to jest sztuka”. i ja mu na to: „no jasne, bo sztuka to rzadko bije pięciokrotnego mistrza wielkoszlemowego”. no ale kurde, widziałem już wszystko, a tamtego dnia znowu uwierzyłem, że magia jednak istnieje. 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no kurczę, a ja wam powiem że akurat w tym lipcu 2017 w Hamburgu ja siedziałem z fajką w łapie UŁOŻNIE bo akurat byłem na urlopie, ale nie fajce normalnej – fajce ze sznurkiem, która wyglądała jakby mi ją przekazał sam Fiodor Dostoewski albo jakiś ukryty agent KGB. no i patrzę jak Zverev tam rzuca tymi swoimi pięściami, że myślałem że kurtki za chwilę puści w szwach. i wtedy jeden facet obok mnie, totalnie pijany, wrzeszczy „to jest tenis czy bójka uliczna?!” a ja mu na to: „kurde, a ty coś więcej oczekiwałeś od faceta który nosi muszkę do garnituru w stylu ‘jestem twardy jak beton’?” 😂 a potem ten backhand zza nogi – BRRRR, a my wszyscy dostaliśmy jednocześnie udaru emocjonalnego i zaczęliśmy się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest jakiś trick Alianka żeby nas wszystkich zatrudnić w jego cyrku. no ale serio, teraz patrzę i myślę: ten facet to chyba urodził się z rakietą w ręku i pewnością siebie, że trybuny są dla niego za małe. i niech mu będzie – szkoda tylko, że nie ma jeszcze własnego hymnu kibiców, bo „zverev idzie do boju” brzmiłoby o niebo lepiej niż „kolej na nas!” przy pociągach. 🚂🔥 no ale spoko, jak kiedyś będą drukować nasze koszulki kibica, to niech będzie na niej napisane: „Ostatni kto widział Zvereva grającego – proszę nie śmiać się głośno”. 😄🍻Potrzymaj piwo.