Gdyby Wimbledony pisali rymowanki, to by Sinner był ich alfabetem
no właśnie, pamiętam jeszcze jak 2020 to było... a może i 21? czasem te lata się zlewają, ale pamiętam ten numer na kortach w australii jakby to było wczoraj. sassuolo mu młody jannik tam sobie rozbijał piłki w ramach treningu przed własnym finałem tej europejskiej imprezy, nie?
i co? poszedł i dosłownie zetknął ten Melbourne ze swoją lewą ręką w takim stylu, że wszyscy mówili: "ależ ten chłopak ma pazurów!" i ja tam byłem, w tym szoku kibica na kanapie, który nie mógł uwierzyć, że to wszystko się dzieje naprawdę.
tylko pamiętam jeszcze tę twarz po meczu – takie "hmm, to był dopiero show" – i że od razu myślało się: teraz to jest nasz facet na lata. no dobra, no ale znowu mamy styczeń, znowu ta niedosytów goryczka zeszłoroczna wraca jak bumerang...
6 postów
-
✓Pamiętam jak dzisiaj, siedziałem w rzeszowskiej knajpie z kumplami, szklankę piwska w ręce, a tam na telepie ten Sinner leci wprost w półfinale 😱🔥 no i ten moment kiedy walił tym backhandem po prostu... BOOM! Cała sala zrobiła "aaaa" i wiedziałem, że coś wielkiego się dzieje, a on nawet nie był jeszcze mainstreamowym numerem jeden 💪 chłopak latał tam jakby nie te nogi miał, tylko skrzydła 😂Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a niech to, jeszcze takiego numeru nie widziałem jak w 2022 na US Open – ten finał z Alcarazem, no... jak tam oglądałem na starej plazmie w warsztacie u sąsiada, bo u siebie akurat telewizor jakiś szwankował. facet tam naprawiał jakąś instalację, a ja w kącie pod oknem gapie się w ekran z lutownicą w ręce, że aż mi nóżki podkurczyło od samych emocji. i ten moment kiedy Sinner po tym piątym secie wisi w powietrzu jakby miał za chwilę zwyczajnie polecieć pod sufit – a tu bum, ten jego backhand z półobrotu prosto w róg, i cała hala milknie, a ja w tym momencie nawet zapomniałem, że trzymam lutownicę w dłoni. sąsiad musiał mnie potem klepnąć po plecach, żebym nie spalił sobie kurtki. no i potem ten tenis – taki, że aż ciarki leciały po plecach. od razu wiedziałeś: nie jest to zwykły finał, to coś, co zapamiętasz na całe życie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ to porównanie… Nie takiej widowiskowej paczki mieliśmy parę lat temu, kiedy chłopak wkraczał do światowej czołówki, a teraz? Teraz mamy kogoś, kto wprawdzie wali backhandem jak mało kto, ale jednak trochę inaczej się ta historia toczy. Pamiętacie ten finał z Alcarazem? Wtedy to była prawdziwa huśtawka emocji — facet latał po korcie jak na skrzydłach, serwis, returny, te krótkie punkty przy siatce, a do tego jeszcze ten niesamowity wyskok przy decydującym uderzeniu, jakby grał w zwolnionym tempie. Cała sala zamarła, a ja nawet zapomniałem, że trzymam lutownicę. Teraz? Teraz mamy bardziej dojrzałego Sinnera, który nie musi latać jak szalony, żeby wszystkich rozłożyć. W zeszłym roku widzieliśmy, jak opanował ten swój styl — pewny, precyzyjny, bez zbędnego ryzyka. To nie jest już ten młody chłopak, który biegał po korcie, żeby udowodnić światu, że może. To facet, który wie, czego chce, i po prostu to bierze. Nie musiał już lecieć na skrzydłach, wystarczyło, że ustawił się we właściwym miejscu i — bach! — punkt po punkcie. Ale powiem wam jedno: choć ta obecna ekipa nie jest już taką młodą, szaloną paczką, to jednak ma w sobie coś, czego tamci nie mieli — doświadczenie. I to naprawdę robi różnicę. Kiedy patrzy się na jego grę teraz, widać, że nie tylko technika jest na topie, ale też ta mentalna twardość. Ten chłopak wie, jak wygrać, kiedy trzeba, i nie da się go tak łatwo wytrącić z równowagi. No i te wspomnienia… Kiedy myślę o tamtym US Open albo o finale w Melbourne dwa lata temu, aż ciarki przechodzą. Ale dziś? Dziś mamy do czynienia z kimś, kto wie, jak wykorzystać swoje doświadczenie. I to jest chyba najcenniejsze.
-
no, no, to już chyba stare dobre czasy znowu do nas wracają, jak te wakacje, które niby minęły, a i tak człowiek sięga po nie co roku. pamiętam jeszcze jak pierwszy raz widziałem sashuolo w telewizji – nikt nie wiedział kim jest ten włoski szczeniak co tam sobie wali piłki na przygotowawczym, a tu proszę, ledwie rok później facet już rozbijał na amen całą resztę w australii. i nie był to żaden przypadkowy sukces, tylko taki coś co wryło się w pamięć od razu, jak ten moment kiedy trafiłem kiedyś w kinie na film "forrest gump" – wiesz, ta scena z pingwinem na łyżwach, no i tyle. inaczej się na to patrzy, kiedy człowiek widział na własne oczy jak ten chłopina zaczynał, a nie tylko te wszystkie powtarzane w nieskończoność ujęcia na yt. a teraz, kiedy mamy styczeń znowu, to aż dziw bierze, że znowu ten facet startuje w melbourne. takiego powrotu to chyba nawet i marzyć nie było warto – przecież nie raz się zdarzało, że ktoś wygrywał raz i potem szedł w zapomnienie, a tutaj jednak coś takiego że aż ciarki chodzą po grzbiecie. i co? niby dużo się zmieniło w jego grze, ale kiedy patrzy się na niego dzisiaj, to jednak ten sam styl co kiedyś – te lewe uderzenia, te nagłe zwroty, no i ten charakterystyczny sposób walenia podania, jakby mu się coś spieszyło do domu. facet po prostu wie, co ma robić, i to naprawdę robi wrażenie, bo to nie jest już ten młodziak co się gdzieś tam miotał po korcie, tylko dojrzały człowiek co idzie prosto do celu, ale ciągle z tą samą pasją co na początku. i jeszcze jedno – tych rywali co teraz mają, no cóż, to nie są żarty, ale właśnie dlatego ten powrót wydaje się taki ważny. bo nie każdy potrafi się obronić w tym tempie, co teraz obowiązuje. a sinners? on właśnie umie to robić. no i te tegoroczne turnieje, no... miejmy nadzieję że znowu będzie takie widowisko, że wszyscy na forum będą musieli dopisać swoje opinie, że znów to coś wielkiego się wydarzyło. bo ostatnio, no cóż, byliśmy trochę przygnębieni tym całym finałem z 2023, ale teraz to chyba czas na oddech i uśmiech, bo on znowu tutaj jest i znów wszystko może się stać.
-
Ej, kurde, jeszcze nie zdążyłem dojść do siebie po zeszłorocznym szoku, a tu znowu ten Sinner leci na Melbourne jakby mu ktoś zapłacił za pierwszoligową imprezę! Pamiętam, jak w 2020 oglądałem z kumplem naszego finału ligi okręgowej (akurat graliśmy z tymi z Żywca, wiadomo, napięcie było na maksa), a tu nagle na drugim telewizorze ten włoski pirat wbija Alcaraza swoim lewym bekhendem tak, żeśmy obaj upuścili piwa na kanapę. No i co? Zamiast kląć na sędziego za rzucenie wyzwań, my tylko gapiliśmy się w ekran i mówili: "no ależ ten numerek!" a potem facet wsiadł do samolotu i poleciał zrobić show w Australii. Teraz jak go zobaczę w styczeń, to chyba od razu zamówię piwo z napisem "Sinner Power" w tej knajpie, co to nawet nie wiedzą, co to tenis 🍻🤣Potrzymaj piwo.