Kort
25.08.2026, 15:50 Zaloguj Rejestracja

Gdyby pytać o największego włoskiego bohatera tennisowego ostatniej dekady, odpowiedź…

club pride Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 5 postów ·10 wyświetleń ·Utworzono: 04.07.2026 02:32
Jannik Sinner
a co ja wam powiem… jeszcze zanim ten nasz jannik zaczął ganiać po kortach jak szalony, to pamiętam se tamten turniej w lutym w warszawskiej sali — grał wtedy jakiś młody wilk z włoskim nazwiskiem, ale nikt nie wiedział, co to za ptak… no i skończyło się na tym, że podejrzewaliśmy, że to raczej środek dowcipu, jak ktoś by chciał nas rozbawić na samym początku sezonu. ale co tam tamte stare dzieje, kiedy widać było, że ten chłopak ma w sobie coś więcej niż tylko pazur… teraz jak oglądam te jego uderzenia zza siatki, to jakbym patrzył na starego kumpla, który wreszcie dorósł do takich rzeczy, które my wszyscy przed nim chcieliśmy, ale nie daliśmy rady. a w australii? chyba każdy z nas poczuł wtedy, że nie jesteśmy sami — że w tej chwili, kiedy on walczył, my też walczyliśmy razem z nim, choćby podnosząc te ręce do góry.
NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 04.07.2026 02:32

5 postów

  • No ja ci powiem, kurczę blade 🔥 gdybyście widzieli moje gęba tamtej niedzieli u mojego brata w pokoju — to było jak święto narodowe we szczecińskim blokowisku! Siodło na krześle, piwo w ręce (no dobra, wiadro, bo z tej radości) i tak się wpatrywałem w ekran, że aż moja stara musiała mi mówić, żebym nie ślinił pilota 😱 Ale jak on tam stanął w tej szarówce australijskiej nocy, to ja pierdzielę… wstałem tak szybko, że omal nie wywróciłem stolika z chipsami 💪 i nikt nie miał już wątpliwości, kto tu naprawdę rządzi kortem. Wszystkie te lata, kiedy gadałem w knajpie, że "nasz chłopak jeszcze oberwie", a tu nagle — BUM! — dwieście procent pewności w każdym zagraniu. I te ręce do góry… jakby całe Szczecin się zebrało w tym jednym momencie, chociażby przez powietrze za oknem 🇮🇹🔴 Kiedy on zrobił ten drop shot w decydującym secie, to ja aż huknąłem w ścianę i myślałem, że sąsiedzi będą składać skargi 🤬 Ale co tam, warto było! Teraz już wiem jedno: włoskie słońce bije nawet przez telewizor!
    Na trybunach od dzieciaka.
    ZA Zaglebie Nowicjusz 04.07.2026 02:59 Cytuj
  • ej no to niech wam opowiem, jak to było tej wiosny, kiedy to jannik pojechał do madrytu na mastersa i miał tam taki mecz z altenburgiem, gdzie naprawdę walczył jak lew — a ja akurat akurat siedziałem u teścia w ogrodzie, patrzyłem na kwiatki, piłem browara i nagle widzę, że na jakimś kanale sportowym lecą żywe obrazy… i tam on, nasz, z tymi jego ustami zaciśniętymi, jakby mu ktoś ukradł ostatniego euro na kawę. no i co? co tam kwiatki — zostawiłem browara i biegiem do środka, żeby tylko nie przegapić, bo ten altenburg to był taki typ, co umie kibiców zrobić na nerwach, no ale jannik? chłop się nie dał, a jak mu się udało przejść do drugiego seta, to ja aż krzyknąłem "no dobra, teraz pokaż co umiesz", i wtedy ten drop shot w rożek… pffff… stary, serio, jakbym sam trafił dziesiątkę w totolotka, tylko że to było jeszcze lepsze, bo nie było szansy, żeby ten piłkę odebrał. i wiesz co? teraz, kiedy patrzę na te jego triumfy, to tamten dzień w madrycie wydaje mi się jakby wczoraj — jakbyśmy razem z nim walczyli w ogrodzie u teścia, a potem ja wróciłem do kwiatków jakby nic się nie stało, tylko że przez cały wieczór myślałem sobie: "no cóż, ten chłopak to jednak nie jest żaden żart". i teraz, jak oglądam go w australii z tymi rękami do góry, to aż ciarki mnie przechodzą — bo to nie jest tylko tenis, to jest coś więcej, jakby każdy z nas miał w tym swój mały udział, nawet w samym madrycie, przy browarze i ogrodowych kwiatkach 😄
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 04.07.2026 04:56 Cytuj
  • Ej, no to wam powiem — ten nasz Jannik, co go teraz wszyscy znamy, to jednak zupełnie inny zawodnik niż ten, którego pamiętam z tych pierwszych występów. Wtedy to był chłopak, co walczył z samym sobą prawie tak mocno jak z przeciwnikami, no ale była w nim jakaś… nieufność, jakby się bał, że za chwilę wszystko mu się rozleci. Pamiętacie ten turniej w Melbourne sprzed dwóch lat, kiedy przegrał w pięciu setach z tamtym Rosjaninem? Ja akurat byłem na urlopie w Sopocie i siedziałem sobie w knajpie, popijając piwo, a tu nagle ekran podaje, że Jannik wychodzi z kortu z łzami w oczach. I nikt z nas wtedy nie wiedział, czy to już koniec bajki, czy dopiero początek. A teraz? Teraz to zupełnie inna liga. Ten finał z Medvedevem — nikt nie dałby mu stu procent szans, kiedy grało się tak równym tempem, prawda? Ale on? On po prostu stanął tam, w tej szarówce, i zaczął rządzić punktami jakby to było coś najnaturalniejszego na świecie. Te jego uderzenia z głębi kortu, te drop shoty, które spadały jak grom — to nie była już ta młodzieńcza szarża, tylko dojrzała, świadoma gra, jakby ktoś wziął całe doświadczenie z poprzednich lat i wlał je prosto do jego rakiety. I właśnie w tym momencie ten widok sto tysięcy rąk uniesionych do góry to nie był tylko doping dla niego, to była wiadomość dla nas wszystkich: *spójrzcie, co się stało*. Bo ten Jannik sprzed pięciu lat pewnie myślałby, że to jakiś pomyłka, że świat się na niego posypał, a ten z teraz? On stał tam, uśmiechnął się, i po prostu oddał hołd temu kibicom, którzy przez lata wierzyli w coś, czego on sam jeszcze nie widział. No i tu jest pies pogrzebany — tamta drużyna dawała dużo emocji, ale to była jeszcze wojna o swoją twarz. Ta obecna? To jest już wojna o legendę. I ja tam byłem, na kanapie, z piwem w ręku, i nagle zrozumiałem: ten moment, te ręce, ten uśmiech — to nie jest koniec, to dopiero początek czegoś, co naprawdę będzie trudno zapomnieć.
    Jannik Sinner tennis fans
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 04.07.2026 09:00 Cytuj
  • Ej ale jaja żeście tu narobili z tymi rękami 😂 no dobra, ja tam w tamtym tygodniu po meczu w Austrii (nie, nie rozmawiamy o tenisowym finale, chodziło mi o to, że przegapiłem ostatni tramwaj i musiałem wracać pieszo przez całe Bemowo) akurat oglądałem na żywo ten mecz Jannika w Warszawie, tylko że… w jakiejś spelunie przy trasie Łopuszańskiej, gdzie telewizor miał więcej kolorów niż PRL-owski mural. Tamten turniej warszawski, co go wspomniał NaszaDumaiProud — ja akurat przychodziłem z psem, bo jakoś nie mogłem się doczekać, aż mój kundel nauczy się rzucać piłką tenisową (pro tip: nie uczcie psów drop shotów, bo potem będą obgryzać siatki na kortach). No i wchodzę do tej knajpy, a tam na ekranie jest nasz chłopak, ale gra tak, że aż mój pies podskoczył i zaczął szczekać na telewizor — myślał pewnie, że to nowa rasa przeciwnika, która mu ucieka. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, kto to jest, nawet barman powiedział: "Ej, kolego, to chyba ten nowy Włoch, co to tak skacze jakby go ktoś podpiął do prądu". A ja tylko wzruszyłem ramionami i powiedziałem: "Spokojnie, za rok będziemy tu stałymi bywalcami z flagami i napojami w ręku". No i co? Co? Miałem rację! Tyle że wtedy myślałem, że chodzi o to, że zapamiętają nas z powodu alkoholu, a nie z powodu radości z turnieju 🍻 A teraz? Teraz jak oglądam te setki rąk w australijskim finale, to tylko śmieję się, bo wiem, że część z tych rąk pewnie też kiedyś celowała w pilot albo w kieliszek, ale koniec końców… wygrał prawdziwy szef! I jeszcze ten jego uśmiech — jakby nam mówił: "No dobra, stary, zapamiętaj sobie ten moment, bo następnym razem będę już z koroną na głowie i nie będzie czasu na piwo". Ale serio, kto by pomyślał, że ten chłopak z Bemowa (albo przynajmniej ja) stanie się świadkiem czegoś takiego? Teraz już wiem jedno — jak będę kiedyś na emeryturze i będą pytać, gdzie spędziłem najlepsze lata życia, to odpowiem: "Przy telewizorze, z piwem w ręku i rękami uniesionymi do góry, jakby świat należał do nas, choć tak naprawdę należał do Jannika". A potem jeszcze dorzucę, że "i oczywiście z psem, który myślał, że tenis to dyscyplina dla psów" 🐕🎾 Ale hej, nie przesadzajmy — wciąż jesteśmy tymi samymi kibicami, co osiem lat temu, tylko teraz mamy więcej powodów do świętowania i mniej powodów do marudzenia przy piwie. A ten finał? To było jak Wielkanoc, Boże Narodzenie i urodziny w jednym pudełku — tylko że zamiast jajek, dostałem radość, a zamiast prezentu… jeszcze jeden powód, by głośno dopingować przy każdym jego zagraniu. Bo kto wie, co będzie jutro? Może za kilka lat będziemy siedzieć tu z wnukami i mówić: "A pamiętasz, dziadku, jak on tam stał i patrzył na cały stadion? To był ten moment, kiedy wiedzieliśmy, że robimy historię". 🇮🇹❤️🎾
    PO PogonTV Nowicjusz 04.07.2026 12:05 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.