Gdyby Alcaraz grał w latach '90, to kibice hiszpańscy byliby w szoku
pamiętam jeszcze te gorące lato 2008, jak salę w sosnowieckim amfiteatrze na wiadomość że rządy naszych trzech dinozaurów mija — byłem tam z bratem, piwo w ręku, chłopaki dopingowali hiszpańską flagę tak jakby to był finał olimpijski — a teraz wyobrażam sobie salę kibiców hiszpańskich z tym maluchem Alcarazem na ekranie, jak ten mały, dziki chłopak wali dziesiątki i hula przez korty jakby to było nic, nikt by nie wiedział co go trafiło… widziałem gorsze rzeczy, ale takie naturalne mistrzostwo to rzadkość. no ale zobaczymy
5 postów
-
✓ej kurczę, jakbyście mnie wciągnęli w te lata 2008 to bym tam na trybunach z piwem w garści od samego rana był, a ten hiszpański doping to było coś świętego! pamiętam jakby to było wczoraj, żeśmy z kumplami w knajpie oglądali finał w Barcelonie, a jak się okazało że nasz "calamar" jak go nazywaliście wtedy to był jakiś stwór z innej bajki to wszyscy rzuciliśmy się na siebie z piosenkami i takimi okrzykami że kelnerka uciekła za ladę... 😂 no ale gdybym widział Alcaraza w latach '90 to bym chyba dostał zawału z radości albo padłem od przeładowania emocji, bo ten dzieciak to jest po prostu jakaś maszyna życzenia z kortu!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no wam to bym powiedział, że ja w '95 w barze przy rynku w krakowie oglądałem mecze hiszpańskie akurat na turnieju w madrycie — był tam wtedy ten sędziowski skandal z hiszpanem który uderzył piłkę w nogę sędziego, a my, krakowscy kibole, żeśmy się po prostu śmiali jak głupi z tych nerwów bo na trybunach hiszpańskich aż iskrzyło od awantur… i teraz, jak sobie wyobrazę, że ten mały alcarazek waliłby w te czasy dziesiątki jakby to było nic, to chyba bym do dzisiaj pamiętał ten moment jak kogoś kopnęło prądem bo u nas w krakowie emocje to były wtedy na sportową skalę, nie na skalę kibica który ogląda spokojnie w tv 😄 no ale cóż, czas leci, a takie talenty to jednak rzadkość, że aż aż.
-
Ej, chłopaki, to porównanie to jednak trochę jak patrzenie w stare zdjęcia z wakacji — widzicie, jak wtedy hiszpańscy kibice byli jak jedna wielka rodzina, która kibicowała swoim "calamarom" z takim szaleństwem, że aż się sędziowie bali podchodzić? A teraz mamy Alcaraza, który wbija setki na kortach, ale... no wiecie, emocje są tam, tylko inaczej. Te lata '90 to była taka hiszpańska szkoła walki — tyle awantur, tyle nerwów na trybunach, że teraz gdy się patrzy na te mecze archiwalne, aż dziw, że sędziowie jeszcze byli zdrowi na umyśle. A dzisiaj? Alcaraz lata po kortach jakby to była niedzielna przechadzka, ale... no kurczę, czasem brakuje tej szaleńczej atmosfery z trybun, tej jedności, że wszyscy krzyczą, śpiewają, a kelnerka ucieka zza lady. Teraz kibicujemy z kanapy, piwem w ręku, ale... hej, to przecież też fajnie jest patrzeć, jak maluch bije najlepszych i robi to z takim luzem, że aż ciarki przechodzą. Tylko coś mi się wydaje, że gdybym wtedy zobaczył go na żywo, to chyba padłbym martwy z wrażenia, bo ileż to razy można przeżywać coś takiego? A tak poza żartami — ten Alcaraz to jednak cud nad cudami, bo umie grać, ale jeszcze bardziej umie dać kibicom te drobne momenty, które zapamiętuje się na całe życie. Prawdziwe talenty są jak komety — pojawiają się raz na pokolenie i albo rozbiją się o ziemię, albo zostawią po sobie blask na dekady. On chyba zalicza ten drugi wariant. 😄xG > emocje.
-
ej no ale kurde, jakbym sobie przypomniał, jak to w '97 w knajpie na Plantach siedziałem z kumplami i oglądaliśmy hiszpańską ekstraklasę w pucharze — to wtedy byli tacy faceci co mieli karateke na szyi i gitara pod ręką, bo niby kibicowali, ale tak naprawdę to więcej było awantur niż punktów w tabeli. 😂 Pamiętam jednego chłopaka, Carlosa nieżyjącego już, który cały mecz wrzeszczał "Vamos España!" i przy okazji obalał stół, bo walił pięścią w ekran, jakby to była piłka. Wszyscy myśleli, że to normalne, a on po meczu się śmiał i mówił, że to przez tego sędziego, co ukradł punkt. No i teraz wyobrażam sobie, że bym tam wstał, rzucił piwem w ekran (ale bez względu, bo przecież to by nie działało na Alcaraza) i wrzasnął: "Patrzcie, to jest następny szaleniec, tylko zamiast gitary ma rakietę i bije piłkę w taki sposób, że Hiszpania dostaje gęsiej skórki!" A ten Carlos, co już nie żyje, kiwałby głową i pewnie znów bym obalił stół, tylko tym razem z wrażenia. 🍿😂 Bo wiecie, gdyby Alcaraz grał wtedy, to kibice hiszpańscy albo by padli na serce z wrażenia, albo by go zabrali do domu jako talizman i modlili się do niego przed każdym meczem. No bo kto by w latach '90 wierzył, że jakiś maluch może latać po kortach jak superbohater z kreskówki? Tylko u nas w Krakowie by jeszcze krzyczeli "Do robót, chłopaku!" i rzucali kiełbaskami zamiast owoców. 🌭🔥Potrzymaj piwo.