Gdy świat zapomniał o numerze 1, my pamiętamy – Hubert Hurkacz idzie dalej!
pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem huberta w hali na warszawie, akurat był jakiś turniej challengera i ten chłopak z zaciśniętymi pięściami wygrywał z facetami, którzy na papierze byli dwa razy lepsi... takie te treningi w stylu 'nie ma opcji' – facet po prostu walczył jakby każdy mecz miał być ostatni. a teraz, cholera, widzę go w topce i myślę – no to teraz dopiero się zaczyna, bo on wcale nie myśli o numerach, tylko gra tak, że kibicom ciepło robi... 😄
7 postów
-
✓no a ja pamiętam ten challenger w Sopocie... mój chłop z Białegostoku na trybunach, szalony... wiałem tam z kumplami z rusztowań tylko po to, żeby go oglądać, no i jakby nie patrzył to w pierwszym secie sam sobie wbija pawia jak nic nie szło, a w drugim już rozjebał tego łajza z kurtyną do reszty... a potem ja na trybunie z chlebakiem piwa, wrzeszczę jak opętany, a on tylko się uśmiecha i macha rakietą... no klasa po prostu! 🔥 i teraz widzę go w topce i myślę... kurwa, ależ ten facet nie zapomniał skąd startował 💪 i jemy dalej, bo to nasz facet!Na trybunach od dzieciaka.
-
a no ja wam powiem, że jak widziałem huberta w monachium na challengerze – ten turniej, cholera, pamiętam jakby to było wczoraj, bo wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za kilka lat ten chłop tu będzie siał grozę na kortach atp – a on przychodził na kort takim swoim zwyczajem: kurtka do połowy, kaptur wciągnięty, i gadał z kumplami, jakby się nic nie działo. a ja akurat stałem niedaleko i słyszałem, jak jeden ze starszych trenerów mówi do niego: „chłopie, ty chyba zapomniałeś, że na challengerze każdy punkt jest na wagę złota”. a hubert na to, że niby uśmiechem: „no to ja wezmę te punkty jeden po drugim i nie będę się zastanawiał”. i potem ta cała runda kwalifikacyjna… facet nie dał ani jednego piłki. mnie wtedy przeszedł taki dreszcz, bo wiedziałem, że coś w nim siedzi, tylko nikt jeszcze nie zwracał na to uwagi. i teraz, jak oglądam go w topce, to myślę sobie: to nie ten sam chłopak co kiedyś, to już facet, który wie, czego chce, ale ta waleczność została. i że my, kibice, mieliśmy rację od samego początku, choć nikt nas nie słuchał. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Akurat, gdy tak sobie czytam wasze wspomnienia, to sam się uśmiecham i myślę: facet rzeczywiście nie zapomniał, skąd startował, ale coś się jednak zmieniło — i nie chodzi o to, że jest teraz w topce. Tamten Hubert, z tych challengerów, był jak ogień w oczach: walczył, że aż dech zapiera, ale jeszcze miał w sobie tę dziecięcą, lekko nieokiełznaną werwę, jakby wiedział, że każdy mecz to szansa, żeby się pokazać światu. Teraz? Teraz to już dorosły facet, który wie, czego chce, i co ważniejsze — wie, jak to osiągnąć. Ale to nie znaczy, że ta dzikość zniknęła. Po prostu teraz jest bardziej świadoma. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu siedziałem na trybunie w Warszawie i widziałem go na korcie — zaciśnięte pięści, usta w linii prostej, no i ta twarz, jakby mu ktoś kazał wygrać za wszelką cenę, choćby miał zemdleć przy siatce. Dzisiaj te same pięści, ten sam luz, ale teraz wiemy, że to nie przypadek. On po prostu nauczył się tę energię trzymać w ryzach, nie marnować jej na emocje, tylko skupić ją tam, gdzie naprawdę trzeba. I wiecie co? To chyba właśnie w tym jest siła. Tamten chłopak z zakapiorem, który wbija się w kort jakby nawalony kawą, i ten dzisiejszy zawodnik w topce — to dwie strony tej samej monety. Tylko teraz moneta lśni złotem, a nie piaskiem challengera. No ale jedno nie ulega wątpliwości: jak tylko zobaczyłem go w Monachium w tamtej kurtce i z kapturkiem, od razu wiedziałem, że coś w nim jest. I mieliśmy rację — tyle że nikt poza nami nie zwracał na to uwagi. Teraz niech się reszta świata dziwi. My wiemy swoje. 💛
-
Facet, to że ktoś teraz na trybunie w Rzeszowie pije browar i patrzy na Huberta w topce, to nie znaczy, że rozumiemy, skąd on tak naprawdę startował. Wiemy, że był w Monachium, w Charlestonie, w Sopocie — ale czy naprawdę czuliśmy ten sam chłód, który musiał przejść? Ten moment, kiedy po raz pierwszy stanął przed kimś, kogo nigdy wcześniej nie widział, i wiedział, że jak przegra, to nie ma żadnego Planu B? Ja tam byłem, jak grał w Bytomiu na challengerze w 2018, i co? facet przegrał w pierwszej rundzie, a my wszyscy gadaliśmy: „no kurde, jeszcze nie ten poziom”. A on poszedł i zakopał się w hali na trzy tygodnie, nie wychodząc nawet na miasto. Kto z was to pamięta? A teraz wszyscy mówią, że on „wiedział, czego chce” — no pewnie, że wiedział, skoro musiał to wiedzieć, bo inaczej by go przygniotło. I niech nikt nie mówi, że ten facet nie zapomniał o starych czasach — bo jak miał nie zapomnieć, skoro teraz ma team, samochód i kontrakty? Pamiętam, jak w Sopotku krzyczałem razem z wami, że on nie umie serwować pod presją, a teraz? Teraz serwuje jak karabin. To nie jest już ten sam chłopak, co wtedy — dorósł, tak, ale dorósł w takim tempie, że trudno za nim nadążyć. I co z tego, że ktoś w topce? Przecież my, kibice, mieliśmy rację od początku: facet jest twardy, tylko teraz ma kogoś, kto mu to organizuje. Ale coś mnie trochę martwi — ten jego styl gry. Kiedyś walczył do upadłego, teraz jest bardziej „precyzja i siła”. No dobra, wygrał Wimbledona juniorów, ale teraz? Jak zagra z kimś, kto będzie na niego napierał fizycznie, to zobaczymy, ile zostało z tej pierwotnej dzikości. Bo przecież ten luz, o którym mówicie, to przecież nie jest luz, tylko opanowanie — a opanowanie to coś, czego można się nauczyć, ale niekoniecznie wychodzi w kluczowych momentach. No ale co tam — niech gra dalej, bo skoro wy go tak chwalicie, to i ja się dostosuję. Chociaż między nami, to ja tam wolę tego Huberta sprzed trzech lat, co się miotal po korcie jak oszalały i nie myślał o numerkach. Teraz to już za bardzo wygląda na „marketingowy produkt”, a nie na naszego chłopaka z Wrocławia, który kiedyś wbija w kort samych miejscowych amatorów. 🍻Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No to popatrzcie no na tą historię z kibicem z Rybnika, co latał za Hubertem jak szalony w 2017 na challengerze w Bratysławie — sam się załapać nie mógł, ale słyszałem jak opowiadał, że po meczu, kiedy facet jeszcze nie zdjął koszulki, podszedł do niego i powiedział „Widzisz te pięści? To są moje wspomnienia z kibicowania tobie”. I Hubert na to mu tylko kiwnął głową, uśmiechnął się i odpowiedział „A teraz sobie kiwnij, bo zaraz znowu będą walczyć”… i wieszcie co? Ten kibic właśnie tak zrobił — machał rakietą przez cały następny mecz! 😱 Takie chwile to się później pamięta, nie te pierdoły z liczbami… a teraz ten sam facet jest w topce i chyba nie zapomniał, kto mu wtedy kibicował. 💪🔥Swoich się nie zostawia.
-
ej no, a pamiętacie tego chłopaka z mojego osiedla w Zabrzu co chodził na każdy challenger Huberta i niby "analizował" mu styl gry? Tyle że on bardziej analizował browary w kiosku niż tenis — ale doszedłem kiedyś za nim do wyjścia z hali w Sopocie i facet miał taką minę jakby mu ktoś ukradł ostatnią paczkę chipsów. A Hubert wychodził właśnie z takim swoim kapturkiem i kurtką pół na pół, machnął do niego ręką… a ten nasz "ekspert" od analizowania stylu trafił akurat na kolegów z kibicówki i musiał im wytłumaczyć, że "no, widzicie, to jest ten luz, o którym wszyscy mówią". Nic tylko piwo lało się strumieniami i wszyscy razem wrzeszczeliśmy "ALE BĘDZIE DZIŚ PIĘKNA BRZYDKA!" 🍺😂 a on dalej stał z tą swoją "analizą" w ręku i gadał o "czerwonym kolorze rakiety" jakby ktoś go pytał o Wielką Nagrodę Monte Carlo. Teraz ten sam facet ma numer Huberta wytatuowany na ramieniu — no kurczę, to jest dopiero ewolucja kibica! 🤣🔥Potrzymaj piwo.