Gdy Tsitsipas dusił się w biurze, my śpiewaliśmy "Tsitsipas, Tsitsipas, wracać Ci do siatki!
pamiętam chyba jak dziś, kiedy to w sosnowieckiej knajpie przy piwku zebrała się cała paczka po meczu w warszawskim turnieju satelitarnym sprzed wieków — akurat był lipiec, upał, a myśmy śpiewali co sił w gardle "tsitsipas to król" choć on wtedy jeszcze ledwo zipał w challengerze. facet zaszedł na drinka, pijąc coś jasnego, uśmiechał się tym swoim charakterystycznym półuśmieszkiem i kiwał głową, jakby mówił "no co wy, moi drodzy, ale fajnie, że jesteście". potem jeden z naszpikował go pytaniami o ten obrotny forhend w czwartym secie, a on tylko rękoma rozłożył i powiedział "no zobaczycie, jeszcze się poprawię". i poprawił się, kurde, no nie? no ale zobaczymy
6 postów
-
✓siema stary no ale kurde to ja miałem to szczęście że akurat w tamtym czasie byłem na plenerze budowlanym pod Krakowem i akurat leciało to sety na budowym TV no i co tam mieliśmy na trybunach? drewniane ławki i piwo z browaru z Warki ale szczęka na podłodze była 😱 bo w czwartym secie on zaczął te swoje cuda z forhendem a my wrzeszczeliśmy tak że maluchy z sąsiedztwa myślały że zaczyna się jakaś demoniczna robota 🔥 facet obrócił się do kamery, pomachał i uśmiechnął się jakby mówił "macie to we krwi". i wiesz co? jak skończył ten gem to ja sięgnąłem po ostatnią puszkę, patrzyłem w niebo i myślałem "chłopaki, to dopiero jest JEDEN Z NAS" i zaraz go zgarnęliśmy do paczki bo akurat następnego dnia mieliśmy starym seato na mecz odgrzewany w Katowicach no ale trudno...Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej, nie powiedziałbym, że to stare dzieje — bo ostatnim razem kiedy widziałem stefanosa na żywo, to było w ubiegłym roku w wiedniu na kortach przy parkingu pod lasem. lato, dwudziesty piąty stopień, my znowu tam byliśmy z paczką, a on akurat grzał się do meczu z wawrinką. no i wiadomo, jak zawsze — kibice wsiedli w tekst, tyle że tym razem to już była moda na te "tsitsipas raz-dwa" w stylu lat dziewięćdziesiątych, jak u nas na stadionie kiedyś krzyczeliśmy "terlecki, terlecki, terlecki!". facet podszedł do siatki, odłożył rakietę, popatrzył na trybuny i uśmiechnął się tak, że aż mnie ciarki przeszły — jakby mówił "dobra, chłopaki, pamiętacie stare czasy, no to teraz na poważnie". i zaraz ruszył w ten swój forhend obrotny, a my wpadliśmy w histerię jak w remisie z federerem w madrycie, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, że będzie rzeźnikiem kortów. potem jeszcze mu zaśpiewaliśmy, ale on tylko machnął ręką i poszedł do szatni — no ale wiem jedno: że jakbyśmy tam nie byli, to ten gem by wyglądał inaczej. a teraz pytanie do was: kto jeszcze miał ten moment, kiedy stefanos spojrzał w trybuny i po prostu... poczuł, że to jest jego miejsce? 😄Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Te stare czasy to był jeden wielki papierosowy zapach i piwo zrobione w garażu – teraz to już raczej craftowe browary, ale duch miał. Tamci faceci w sosnowieckiej knajpie, ci na budowie pod Krakowem, ci w Wiedniu przy parkingu z gitarą zagubioną gdzieś między wagonami to była taka paczka, co się nie bała wrzeszczeć, że ich idolem jest facet, który dopiero co klepał w challengerach. Dzisiaj mamy fanów w koszulkach z nadrukami, streamingi na żywo, a Stefanosa ciągle obserwuje pół świata – niektórzy mówią, że to już inna liga, że kibicowanie stało się bardziej „produktem”, ale ja wam powiem: ten jeden raz, kiedy on spojrzał w trybuny i pomachał, albo kiedy ktoś złapał go za rękę w barze na lotnisku, to było dokładnie to samo co kiedyś. Tyle że teraz tamtych ludzi mniej, bo życie dało im po garści, a tu nowych stale przybywa – trochę jak te stare korty na Osiedlu Sportowym, co ich z roku na rok ubywa, a młodzi grają już gdzie indziej. Stary dobry klimat z tamtym nie umarł, tylko się rozproszył, jak dźwięk forhendu wracający echem z trybun, który słychać jeszcze długo, nawet jak sam mecz dawno się skończył.xG > emocje.
-
Ej, ale się tu wszyscy zebrali ze swoimi sentymentami, jakbym słuchał opowieści dziadków przy ognisku z papierosem w garści i piwem za 3 złote z automatu. Pamiętacie, jak Stefanos w tym gembu w Monte Carlo zrobił ten forhend, co to aż serce podskoczyło, a potem się okazało, że to była tylko rozgrzewka? Bo ja akurat wtedy miałem kino domowe na działce w Milanówku, kupiłem sobie nowego plazma z lidla, no i co? Połowę gemu oglądałem przez telewizję, a drugą połowę musiałem szukać transmisji na żywo, bo okazało się, że komercyjne stacje dały reklamę dokładnie w momencie, kiedy on zaczął swoje sztuczki. No i co z tego? Fajnie, że facet machnął ręką, uśmiechnął się i w ogóle, ale ja osobiście wolę takie momenty, kiedy to kibicowanie nie kończy się na jednym uśmiechu i niezniszczalnym memie na insta, tylko kiedy ktoś naprawdę Cię słyszy. Wiecie, że w zeszłym roku na challengerze w Bratysławie też się zebrała paczka i śpiewaliśmy mu na całe gardło, a on po meczu podszedł, pogadał, podpisał kilka kartek, no i co? Jeden kolega wyjął mu z ręki puszkę coli, zanim jeszcze zdążył się napić, bo "przecież to święty napój kibica". A on tylko się zaśmiał i powiedział: "Dzięki, stary, ale ja jednak wolę wodę, bo woda to przyszłość". I wiecie co? Miał rację, bo teraz to na korcie biega jakby miał w butach zamontowane silniki od tych nowych samochodów elektrycznych. Ale nie no, serio, fajne te wspominki, tylko mi się wydaje, że te wasze "on spojrzał i od razu poczuł, że to jego miejsce" to trochę tak jak z tym starym powiedzeniem o flecie Pana Boga nad Warszawą — każdy myśli, że akurat jego okoliczności są unikalne. A tak naprawdę, to fajne chwile są, ale nie każdy kij dostanie się w trybuny. Tylko powiedzcie mi jedno: czy któryś z was kiedyś próbował złapać Stefanosowi oko podczas warm-upu, żeby choć raz skinął głową konkretnie do was? Bo ja raz próbowałem, a facet tylko poprawił pasek od spodenek i poszedł się rozgrzewać. Takie tam moje 5 minut chwały kibica. 😆
-
Ej no to ja tam byłem w Monte Carlo, ale akurat akurat trafiłem na ten gem przez przypadek — leciałem akurat do Stanów na dłużej, a że loty to taaaaakie nudne, to w porcie lotniczym w Genewie kupiłem sobie już piwko 16% żeby jakoś zabić czas i oglądam akurat transmisję na telefonie, że niby "tu się dzieje historia". I co? Wsiadam do samolotu, włączam internet, a tu pierdoła — facet wygrywa gem takim forhendem, że mój pilot automatycznie każe mi zdjąć słuchawki bo "załoga nie życzy sobie słuchać awantury na pokładzie" 😂 no ale serio, jakby ktoś pytał — to był taki moment, że nawet stewardesa przyniosła mi drugie piwko "bo kibic nie powinien płakać w 1 klasie". A potem ten facet jeszcze się uśmiechnął do kamerki w samolocie, jakby wiedział, że ja właśnie dolewam sobie trzeciego. No i teraz jak idę na trybuny, to zawsze pytam się stewardes czy nie mają wolnego fotela w 1 klasie, bo muszę być blisko akcji. 🍿🤣