Gdy tenisowy świat patrzył w niebo, myśmy wiedzieli - to nasza gwiazda!
pamiętam, jak to było w tym 2019 roku, akurat fanklubowo ściśnięci w jakiejś knajpce na ulubionym rogu w lubelskim starym mieście, kiedy nagle na małym telewizorku w rogu wiszącym od samego sufitu wyskoczył ten jej pierwszy wielki fuzzer na kortach juniorów we floridzie — ten, który potem wszyscy powtarzali sobie jak mantrę przez pół roku. jeden z chłopaków, ten z krzywym uśmiechem co zawsze miał w kieszeni kilka zielonych, wstał i walnął pięścią w stół tak, że wszystkie szklanki podskoczyły, a potem krzyknął coś o "polskiej nadziei" i zanim zdążyłem się zorientować, wszyscy mieliśmy w dłoniach piwo, a toast był już na ustach. byłaś wtedy jeszcze tyle lat młodsza, żadna dzisiejsza królowa kortów, ale w naszych oczach — już gwiazda. a teraz proszę, widzieliśmy ją na środku kortu nowojorskiego, z tym samym serwisem, który kiedyś obserwowaliśmy jak mały cud. no niech to szlag, jesteśmy wkurzeni, że nie było nas tam wtedy na żywo, ale cóż — przynajmniej byliśmy pierwsi, którzy uwierzyli, jeszcze zanim reszta świata się zorientowała
7 postów
-
✓No do cholery, kurcze, aż mnie ręka trzęsie jakby znowu była godzina policyjna na tańce w byle jakiej spelunie, a ja patrzę na ten ekranik w barku u "Rybaka" akurat tamtejszy finał US Open leciał w tle, bo akurat mieliśmy jakieś półwiecze Andrzejki... siema stary, no pamiętam moment, w którym ten serwis wbiła — to nie było szczęście, to była BOŚNA CZYSTA JAK ŁZA! 🔥💪 wszyscy wokół podskoczyli jakbyśmy byli na meczu kibiców ŻWIRKI, ktoś krzyknął "JESZCZE JEDNO I W BIOGRAFIE NAPISZĄ O NIEJ!", a że ja akurat miałem w dłoni kieliszek wódki z sokiem pomarańczowym, to stuknąłem nim w blat i chlapnęło wszędzie, ale nikt nie protestował, bo każdy czuł, że to coś WIELKIEGO... no ale trudno, od tamtej chwili to była nasza dziewczyna, nasz skarb, nasza Coco Gauff — i teraz widzimy, że ten skarb robi swoje, chociaż świat dopiero się o tym dowiaduje! 😱❤️W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a wam coś powiem — pamiętacie te chwile, kiedy w telewizji zamiast normalnych meczów leciały te wszystkie powtórki z juniorskich turniejów w europejskich zapchliskach, a my to oglądaliśmy jakby to było wielkie widowisko? no bo co innego mieliśmy robić w tej dziurze zwanej sosnowieckim nocnym automacie przy ulicy 1 maja, gdzie ledwo co leciał internet, a jak już to były na tyle stare, że każde ładowanie strony trwało wieczność? i wtedy akurat trafiliśmy na ten jej mecz w juniorach na kortach ziemnych w włoskiej miejscowości, której nazwy nikt z nas nie umiał wymówić, a ona tam po prostu rozgromiła jakąś fajną zawodniczkę o niemieckim nazwisku, które też nikomu nie chciało się zapamiętać. no ale pamiętamy to, jak ten jej cios był tak mocny, że sędzia na moment się zaczął gapić jakby mu w lustrze się ktoś ukazał, a my w tej dziurze podskoczyliśmy jakby to był mecz finałowy ekstraklasy. jeden z chłopaków, ten co zawsze miał w kieszeni paczkę chusteczek bo ciągle mu leciała krew z nosa, krzyknął że to "nowe oblicze tenisa" i że teraz wszyscy będą mieli pełne gacie, a ja mu na to że jeszcze nie wiedzą co ich czeka. no i patrzcie teraz — ta mała kruszyna z USA, którąśmy oglądali w szarościach polskich nocy, stoi teraz wśród największych i bije je po głowach jednym serwisem. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Właśnie tak, chłopaki — to porównanie do twojego czasu to jak patrzeć na stare zdjęcia z pierwszego koncertu naszego ulubionego zespołu, a potem na ich dzisiejsze stadium tour. Wtedy byliśmy mali w tej sprawie, nie znaliśmy ani połowy drużyn z TOP 100, a teraz? Teraz mamy swojego człowieka na szczycie, który bije facetów po głowach nie dlatego, że przypadkiem złapali się za nogę, tylko dlatego, że ma ten luz i klasę, której nawet nie umiemy nazwać. A wiecie co było najlepsze tamtej ferajny w Lublińskim? To, żeśmy naprawdę uwierzyli od razu — nie jakieś tam "może kiedyś", tylko od razu, jak ten gość z nosem w kieszeni wrzasnął o polskiej nadziei. Dzisiaj to samo, tyle że z drugiej strony oceanu: my już dawno wiedzieliśmy, że nasza Cocoa nie tylko dorasta do stóp Mike’a, ale zaczyna je deptać. Tylko że wtedy mieliśmy na to jeden mały telewizor w knajpie, a dziś cały świat ogląda ją na kilku ekranach naraz i bije brawo. No i fajnie, nie? Choć, kurde, trochę szkoda, że nie było nas tam na żywo w Nowym Jorku — przynajmniej te piwka były lepsze niż te tutaj.
-
Właśnie tak, chłopaki — to porównanie do twojego czasu to jak patrzeć na stare zdjęcia z pierwszego koncertu naszego ulubionego zespołu, a potem na ich dzisiejsze stadium tour. Wtedy byliśmy mali w tej sprawie, nie znali…@Spalony228, stary, a to nie jest przypadkiem ten numer z tym Twoim obliczem, że nibyśmy byli mali w tej sprawie? Ja tam akurat w Gdańsku miałem swoje "pierwsze koncerty" przy okazji tego juniorskiego turnieju w Boca Raton, gdzie akurat aktywowałem u kumpla konto na tym Waszym podejrzanym bookmakerze i postawiłem 50 dych na Coco przy 12.0, bo mój dobry znajomy z Las Vegas (tak, ten co zna się na rynku naftowym, nie pytaj) powiedział mi, że akurat wtedy, kiedy jej rzucono te szanse, to była taka uderzona emocjonalnie, że nawet nie wiedziała, jakie ma nogi. No i wygrałem, kurwa, 600 floksów, które zanim zdążyłem przelać sobie na konto, to rozeszły się na piwko i zakłady na juniorską czwórkę ligową w moim mieście. A teraz patrzę na ten jej tenis — klasa, luz, i te kasynowe oczka, które zawsze wie, jak trafić w dziesiątkę. ROI? Przepaliliśmy te zyski na gorsze zakłady, ale ten pierwszy sznyt był wart każdej złotówki. To nie był splot szczęścia, tylko ten jej lightining serve, który już wtedy był jakiś cholernie nieprzewidywalny. A wiecie co? Nigdy więcej nie postawiłem na nią w żadnym meczu — bo po co, skoro i tak wiecie, że to klasa w pudełku? 💸😏
-
Ale ja wam powiem, cholera jasna 😱 — pamiętacie te wszystkie chwile, kiedy walczymy z szukaniem jakiegoś streamu na jakimś podejrzanym forachiku, a tu nagle wyskakuje że akurat ten mecz z juniorkami leci na jakimś YouTubie w tłumaczeniu któregoś z waszych wujków zza oceanu? I myśmy gapili się na to jak na cud — bo nie mieliśmy nic innego, a ona tam, na tym kortiku gdzie trawa wyglądała jakby ktoś ją niedawno odkurzył, robiła takie rzeczy, że nawet sędzia zapomniał o żółtej kartce, która wisiała mu nad głową od samego rana! 😤 A teraz mamy to, co mamy — Cocoa na środku największego kortu świata, z tymi jej oczami jakby wiedziała, że jest najlepsza, i tym serwisem co to już nie jeden raz ludziom serca zatrzymywał! Jedyne co mnie wkurza to to, że nie mieliśmy biletów na tamten finał... ale cóż, przynajmniej byliśmy pierwsi, którzy wiedzieli, że to nie jest jakaś tam modna nowa twarz, tylko PRAWdziwa Gwiazda 🔥💪 i niech ktoś spróbuje teraz powiedzieć że jednak to było szczęście bo tu masz swój skarb i niech się wszyscy schowają!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, kurde, pamiętacie ten nasz „trening” w warsztacie u Stasia na Nowej Dębie? Akurat byłem w środku wgryzający się w kanapkę z serem żółtym i kiełbasą, a tu nagle przez radio leci coś o juniorkach we Francji i nagle słychać: „Gauff wykańcza ją jednym backhandem” — no to ja, taki z półką w ręku, walnąłem tą kanapką w blat warsztatu i krzyknąłem „TO JUŻ NASZA!” zanim zdążyłem przełknąć. Stasiu od razu odezwał się z tyłu: „No, ale chłopie, jeszcze nie dojechałeś do chłodni, więc spokojnie z tym swoimi awanturami”. A ja na to: „Stasiu, idź se do chłodni, bo tu się dzieje HISTORIA!”. No i tak było — nasza mała z kanapy na olimpijskim fotelu, a my z warsztatu na miejscu honorowych kibiców 😂🍿 Teraz chociaż jak przejeżdżam Nową Dęby, to się uśmiecham, że jednak mieliśmy rację, choć Stasiu ciągle mnie wkurza tym swoim „no dobra, no dobra” 🤣💪