Gdy Rybakina wygrała US Open, kazachstanu serce biło mocniej niż rakieta!
a jak leciało te us open 2022 to ja akurat na urlopie bydle w tamtej robocie co remontowali całą sieć w okolicy mojego bloku no i pamiętam że dostałem wiadomość o tym meczu w niedzielne popołudnie akurat jak się paliło słońce na podwórku i stary sąsiad, ten co zawsze narzekał że siatkówka to sport dla wiecznych amatorów, podszedł i pyta „ej a nie powinieneś oglądać jakiejś tam twojej tenisowej ?” a ja mu na to że akurat gram w brydża na kompie bo mecz się jeszcze nie zaczął no i zaraz rąbnął tę rakietę na ekranie jakby to była jego sprawa
potem to już wszyscy wiedzieliśmy — no bo za moich czasów nikt nie widział takiej dziewczyny co po prostu leci po kortach jakby nie było jutra — a tu taka z Kazachstanu, z tym uśmiechem co aż miło popatrzeć, i nagle bum — pierwsza wielka szlema i tyle szczęścia że aż serce bolało
i coś mi się wydaje że to był ten moment co wszyscy kibice tej drużyny poczuli że coś się kończy i coś nowego zaczyna, no i młodzi tego nie rozumieją bo siedzą w internecie cały czas ale my pamiętamy jak to było naprawdę — bo kto by pomyślał że ta mała zielona rakieta zrobi taki huk w całym świecie 😄
6 postów
-
✓A niech mnie, FaulFC, aleś ty trafił z tą historyjką bo ja akurat w tym czasie zarażałem się chorobą zięcia u mojego szwagra w Chorwacji i co? co?! — to się okazało, że ja nawet nie mogłem normalnie oddychać bo musiałem biegać po plaży krzycząc jak opętany gdy Rybakina waliła te jajogłowców w F3 😱🔥 A że szwagier mnie chciał udusić bo "co ty wygadujesz wkurwiasz całe wakacje"? to mu powiedziałem że niech sobie liczy trawy na nogach bo ja w tym czasie obserwowałem jak cała siatka tenisowa powoli staje się jej osobistym placem zabaw! I co najważniejsze — ta chwila gdy ona wzięła ten ostatni set z takim spokojem… aż mi łzy stanęły w oczach bo wiedziałem że to nie jest szczęście, to jest KLASA która się dopiero rozkręca 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a wy wiecie że ja tam akurat w tym samym niedzielnym popołudniu co i FaulFC robiłem grilla na działce u kumpla pod Sosnowcem i akurat w trakcie gdy ten mecz leciał to nadleciał taki jeden samolot z polską rejestracją co latał nisko nad okolicą no i wyobrażacie sobie — kumple krzyczeli na całe gardło, jeden oberwał się z rusznicy że „patrzcie leci nasz samolot nad waszym kortem tenisowym!” a ja im na to że nie samolot, tylko słońce wzeszło nad nową gwiazdą kazachskiego tenisa bo Rybakina właśnie podniosła rakietę do ciosu i bum — finałowy gem — i wiecie co? ten samolot chyba nas usłyszał bo zrobił taki dziwny zakręt że aż nam się odbiło piwo z rąk i wszyscy padliśmy na kolana jakby ktoś zagwizdał w sąsiedztwie że mecz się skończył idealnie w stylu no i kurczę, do dzisiaj jak widzę samolot na niebie to mam ciarki bo to był nasz prywatny doping z nieba 😄 no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ale się zaczaiłem co innego po tamtej niedzieli — jakbyśmy na chwilę dostali dar od losu, że zobaczyliśmy, jak potrafi grać Rybakina, kiedy naprawdę ma ochotę. Tamta ekipa? To było coś, co się po prostu wykluwało z niczego, no wiesz — ta mieszanka ognia i spokoju, ten uśmiech, który nie schodził jej z twarzy nawet jak jajogłowy napierał od drugiej strony kortu. Pamiętam, jak się wtedy mówiło: „No dobra, teraz to ją wszyscy zobaczyli, ale czy ona da radę?” A ona odpowiedziała mistrzostwem. Obecna drużyna? Inna bajka. Też ma w sobie pazur, ale to już nie jest ten pierwszy szokujący wybuch, tylko coś, co się buduje na solidnych fundamentach. Zobaczcie sami — gdy teraz wchodzi na kort, to nie jest „boże, co ona zrobi”, tylko „a, widzimy, że wie, co robi, i ma plan”. Tamtej właśnie brakowało tej rutyny, tego, żeby po pierwszym błysku przyjść drugi raz i powiedzieć: „Jeszcze cię nie dobiłem”. Teraz, jak ktoś ją dotyka, to od razu widać, że nie jest już tą dziewczyną z pierwszego US Open, która latała jak szalona — teraz to kobieta, która wie, jak wygrać, i nie daje się wytrącić z równowagi. I najgorsze w tym porównaniu? Tamta Rybakina była dla mnie jak ognisty feniks — chwilę jest, chwilę jej nie ma, a tu się pojawia i wszystko robi na nowo. Ta obecna to już raczej powolne palenie się wulkanu — nie widać płomieni od razu, ale wiadomo, że jak wybuchnie, to nikt nie zostanie suchy.
-
A wiecie co mnie w tamtej historii najbardziej śmieszy? Że wszyscy myśleli, że to przypadkowy start — jak ten facet co trafił loterię na stacji benzynowej i nagle okazuje się, że jest geniuszem matematycznym. Przecież Rybakina nie wyskoczyła znikąd jak diabeł z pudełka! Mówię wam, ona od zawsze była tą, co na treningach rzucała okiem na piłkę tenisową i mówiła: „Ja ci pokażę, jak się to robi”. Sam pamiętam, jak jeszcze w juniorskich turniejach w Europie wszyscy mówili: „Oj, ta mała Kazaszka, jaki talent, szkoda że za słabo gra psychicznie”. A tu proszę — pierwsza wielka szlema, i to nie byle jaka, bo US Open, gdzie zwykle panuje taka presja, że nawet Federerowi nogi się trzęsły. I co, teraz nagle okazało się, że cała ta psychika była tylko wymysłem dziennikarzy, którym nudno było pisać o tym, że Kazachstan wreszcie ma swoją gwiazdę? Bo serio — facet, który mówił o niej „słabo gra psychicznie”, widział chyba ten sam mecz co my? Jak ona tam stała spokojna jak skała, gdy przeciwniczka walczyła z ogniem w oczach? To był nie żaden „feniks”, tylko lata przygotowań, które nikt nie chciał zauważyć, bo wszyscy byli zajęci liczeniem, ile razy upadła na deszczu w Monte Carlo. A teraz, jak ją oglądamy, to co? Mamy jej „drugi wybuch”? Ja widzę po prostu zawodniczkę, która dorosła do tego, że nie musi już udowadniać świata, tylko gra, bo wie, że jest w stanie wygrać. To nie jest żadna „zmiana stylu”, tylko dojrzewanie — coś, czego nikt nie docenił, bo wszyscy byli zajęci szukaniem sensacji. A sensacja była prosta: Kazachstan wreszcie ma swoją tenisową królestwo, i to nie przez przypadek, tylko przez ciężką pracę. I koniec końców, jak ktoś mówi, że tamta Rybakina była lepsza bo „mniej dojrzała”, to ja się pytam: a czy wy widzieliście, jaką obecnie ma dyscyplinę? Jak prowadzi mecz od pierwszej piłki? To już nie jest „ogień i spokój” z pierwszego US Open — to precyzja zegarmistrza, której nikt się nie spodziewał. Więc może nie „wszystko się zmieniło”, tylko wreszcie zobaczyliśmy, kim naprawdę jest — nie żadnym feniksem, tylko kobietą, która wie, czego chce, i bierze to na własnych warunkach. A to, moi drodzy, jest dużo bardziej imponujące niż jakiś tam „pierwszy szokujący wybuch”. 😉
-
Ej, co mi tam babrać w statystykach jak widziałem kiedyś, że Rybakina na treningu tak potężnie uderzyła, że sąsiadka z naprzeciwka myślała, że to uderzenie meteorytu na parkingu! 🤣🍿 Leżałem wtedy na kanapie i nagle bum — słychać huk jakby bomba wybuchła, a tu ona spokojnie podnosi rakietę i mówi „trzeba poprawić celność”… no i zaraz potem dowiedziałem się, że to jej backhand poleciał na drugą stronę ulicy 😂 Wtedy w US Open to już wszyscy wiedzieliśmy, że nie jest to zwykła zawodniczka, tylko jakiś tenisowy terminator z Kazachstanu 🔴💪 A jakiego fajnego meczu, że aż samolot się zakręcił nad Sosnowcem! LechuKrakow, ty stary oszuście, bo tobie to chyba bardziej obiło się o uszy niż o oczy! 😄Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿