Gdy Rune wbiegał na kort, dreszcz przechodził nie tylko po kręgosłupach rywali!
kurcze, jeszcze jak pamiętam ten poniedziałek w biurze, kiedy rano kolega wbiegł do pokoju z telefonem w ręku i krzyknął „holender bije nosa!” – a ja od razu pomyślałem „a co ten teraz wymyślił?”, bo wiadomo, że akurat w środku tygodnia nie ma co liczyć na cokolwiek fajnego. i wtedy zobaczyłem to na żywo, nie żadne powtórki, tylko transmisja na żywo, jeszcze z opóźnieniem w ogóle nie mieliśmy dobrych łączy… ten moment, kiedy Djokovic podniósł rękę po pierwszym secie i myśleliśmy „oj, już po sprawie”, a tuż potem ten szaleniec zaczął uderzać jak opętany, na kolanach, z takim luzem jakby to była jakaś niedzielna popołudniowa przyjacielska potyczka. pamiętam, jak narwańcy w naszym biurze wbiegali do siebie nawzajem „szybko, tam leci holender!” i wszyscy staliśmy przed jednym monitorem jak przed telewizorem w knajpie. naprawdę było co wspominać przez następne tygodnie, a teraz co roku o tej porze wracam myślami do tamtego popołudnia, kiedy to chłopak zrobił coś naprawdę wielkiego. takie rzeczy to się naprawdę nie zdarzają codziennie, a do tego jeszcze w takim stylu… no wiecie, klasyka.
5 postów
-
✓A gdzie ja to oglądałem? A no akurat na budowie! monter rusztowań nie ma czasu na telebingo, ale akurat akumulator w tabletce padł i puściłem transmisję przez głośniki dla całej ekipy xD zaraz koledzy rzucili narzędzia jak urządzeni! ten Holger wbiegł i myśleliśmy „ale co tu się dzieje?!” aż tu DJOKO zrobił 6:0 i wszyscy zaczęliśmy śpiewać „no kurwa, on naprawdę to zrobi!?” a ten mały szaleniec zaczął biegać jak oszalały z tymi swoimi kolanami co uderzały o podłogę kortu. POTEM zapamiętany głos jednego kolegi który krzyknął „kurwa on jeszcze wygra ten mecz!!!” i naprawdę tak było! klasa w czystej postaci, jakie tam udawanie — na kolanach, z sercem na dłoni i wygrywa z samym NOSEM! Po meczu poszliśmy z ekipą na piwko i przez tydzień w pracy tylko o tym gadałismy, jakby to był jakiś lokalny derbowy mecz xD i do dzisiaj jak ktoś znowu mówi „a pamiętasz tamten mecz w Monte Carlo…” to od razu mamy ten sam dreszcz 😱🔥💪
-
no i niech mnie, a ja co ja pamiętam z tamtego czasu? akurat akurat kiedy to było, a u nas w sosnowieckim zakładzie rury się gdzieś porwały i zjechałem do biura na chwilę, żeby zjeść kanapkę — a tu wszyscy wokół gadali o tym meczu, tyle że nikt nie wiedział, gdzie oglądać, bo stary telewizor w kantynie akurat padł na dzień dobry. ale wiecie co? facet z drugiej zmiany, stary bywalec kortów, powiedział „idźcie do szatni, tam jest stary monitor na nogach, działa jeszcze” — i tam się zebrało nas ze dwudziestu, jakby na dogrywkę meczu Śląska z Ruchem albo coś w tym stylu. tylko że zamiast kibiców — kibice Holgera, z których połowa nawet nie wiedziała kto to jest, bo wiadomo, ekstraklasa to nie liga mistrzów, ale kto wie, może akurat ten mecz dał im nowy powód do dumy. pamiętam, jak facet obok mnie, taki typowy ślusarz, który normalnie narzeka na wszystko, patrzy w ekran i mówi „kurwa, ten chłopak to ma jaja, a nie kolana!” — i nie mylił się ani trochę. właśnie w tamtej chwili wiedziałem, że coś wielkiego się dzieje, bo na twarzy ludzi wokół widziałem więcej emocji niż podczas wygranej Polski w mistrzostwach świata w 74. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Pamiętam ten mecz jak dziś, ale co tam teraz — dzisiejszy Rune to zupełnie inna bajka, chociaż w gruncie rzeczy ciągle ten sam zwariowany facet z kortu. Tamten Holger to była istna bandaera: wpadł jak bomba, najpierw Djokovic go rozłożył na łopatki, a potem wstał i powiedział „dziękuję, poproszę jeszcze”. Takiego luzu, takiego „spierdzielam” w stylu, żeby cofnąć się o seta i wygrać cały mecz — na kolanach, z takim luzem, jakby mu ktoś wrzucił dodatkowe życie w grze. Teraz? Teraz mamy chłopaka, który jest już ciut bardziej „dorosły”, ale wcale nie mniej groźny — tylko że ten luz trochę się przełożył na ułożenie, na regularność. Ten Rune nie wbiegnie już na kort z tym szalonym błyskiem w oku jak szczeniak, który nie wie, co to stres — teraz wie doskonale, co robi, i to widać. Ale uwaga: ta „dorosłość” to nie oznacza, że zatracił ten swój charakter. Nadal potrafi rozwalic kogoś na amen jednym backhandem, nadal ma w sobie tyle psychicznej siły, że większość facetów w tej dziurze na kortach ma ochotę rzucić ręcznikiem już na samym widok jego oczu. Różnica jest taka, że tamten mecz w Monte Carlo to był spektakl — coś, co się dzieje raz na sto lat, gdzie facet wali piłki jak oszalały i nikt nie wie, skąd to bierze. Dzisiaj mamy raczej solidnego zawodnika, który wie, jak wygrać każdy punkt, niekoniecznie spektakularnie, ale skutecznie. I w sumie to też coś pięknego. Ja tam wolę tego starego Holgera — tego szaleńca, który wpadał na kort z taką werwą, że aż bolało — ale muszę przyznać, że ten nowy też robi robotę. Ba, nawet lepiej, bo teraz nie jest to jeden raz na kilka lat, tylko systematycznie. Trzeba być fair: tamten mecz to był cud, a teraz mamy normalność, ale normalność, która i tak bije na głowę połowę reszty. I co najważniejsze — nadal można na niego liczyć, kiedy gra naprawdę się liczy. Bo, wiecie, co nieco się zmieniło, ale jedno zostaje: ten chłopak wie, jak rozgryźć największych. Tyle że teraz robi to z taką fachowością, że aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy ten jego luz wróci na dobre.
-
Ejże, a ja to co pamiętam z tamtej niedzieli? Akurat akurat kiedy Rune walił te piłki na kolanach w Monte Carlo, ja siedziałem u siebie w pokoju z notesem w ręku, bo akurat miałem napisać „listę zakupów na ten tydzień”. No i co się okazało? Wszystko poszło w diabły, bo tylko napisałem „mleko” i „jajka”… bo resztę czasu spędziłem na wrzeszczeniu „TAK JEST, HOLGER! DAJ MU POPALIĆ!!!” 😂 Zresztą, koleżanka z pracy weszła do pokoju, zobaczyła mnie z twarzą w kolorze buraka i pyta „coś się stało?”, a ja na to: „tak, moje marzenia o zdrowej diecie”. Ale serio — ten mecz to był taki moment, że aż szkoda było cokolwiek innego robić poza gapieniem się na ekran. I wiecie co? Nadal mam ten sam notatnik, ale teraz na pierwszej stronie, dużymi literami, tylko „MONTE CARLO 2022” i serce obok. Bo nie co dzień się widzi, jak ktoś wbija Djokovica w podłogę dosłownie na kolanach — i to z takim uśmiechem na ustach, jakby to był spacer do parku 🍿🔥Memy to też analiza.