Gdy piłki leciały w setkach, a myśmy bili się z lekkoatletami o ułamek sekundy – to był nasz majowy raj!
ah, te majowe wieczory pod żaglami na adriatyku, kiedy graliśmy w rodzinnym turnieju w operetce dalmatyńskiej... ale no dobra, nie będę szedł w dal tak daleko, bo jakby mnie ktoś zapytał o Nowy Jork 2023 to tylko uśmiechem potaknę, bo facet w dresie z napisem "tommy paul fan club" co siadał obok mnie w metrze miał rację: to była bajka. pamiętam, jak siedzieliśmy w tym tłumie przy flushing meadows, słońce dopalało się na trybunach, a orkiestra zagrała coś dobrego w połowie seta drugiego – facet obok mnie od razu zaczął śpiewać razem z kapelą, a ja mu wtórowałem bez słów, bo co tam, idioci, ale wesoło. potem ten backhand na meczbola przy punkcie breakowym, cała trybuna wstała jak jeden facet, a ja tak klaskałem, że aż mi ręce bolały następnego dnia. i te wszystkie gwiazdy z latawikami na niebie, i facet z hot dogiem, który upadł, i śmiech dookoła... niech ktoś spróbuje powiedzieć, że to była tylko gra. to było święto, i wciąż to czuję jakbym tam był.
6 postów
-
✓kurwa, ale mnie wkurwiło jak szukałem miejscówki przez te zepsute schody w metrze 😤 no ale jak już wreszcie dotarłem na te trybuny, to pierwszy co zobaczyłem to te cholerne latawce latające nad kortem i nagle usłyszałem ten bęben z orkiestry — nie wiem czy to była kapela czy jakiś gość z głośnika, ale zrobiło mi się tak ciepło w środku jakby ktoś mi babcię do garderoby wpuścił 🔥 facet obok mnie krzyczał "TOMMY!!!" tak jakby go obdzierali ze skóry, a ja mu zaraz podchwyciłem i klaskać zacząłem jakby mi honor chcieli oddać nie wiem komu 😂 potem ten jego backhand w trzecim secie, kurwa, to było tak jakby boiska nagle nie było — tylko on, piłka i my wszyscy, jakby cały Nowy Jork wstrzymał oddech 💪 potem ten mecz, te sety, te minuty, te sekundy, i w końcu ten finał... no dobra, popłakałem się jak dziecko przy hot dogu obok 😭 a teraz jak o tym myślę to aż ciarki mnie przechodzą — to było coś więcej niż tenis, to był nasz nowojorski karnawał kibica!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a, pamiętasz tamte noce przy metrze linia 7 w nowym jorku, jak ten starszy facet z białą brodą cały ubrany na pomarańczowo (myślałem, że to kibic naszej drużyny, a on był kibicem federera — ale co tam) wołał do mnie po angielsku z tym swoim akcentem, że "tommy paul will win tonight, i ja na to, że "a może najpierw dojedziemy na czas, bo ten pociąg to chyba poluje na jelenie"? no i oczywiście się spóźniliśmy, ale jak już wyskoczyliśmy z metra, ten facet od razu zakrzyknął "blue and orange forever!" i ja mu podchwyciłem, chociaż nie miałem pomarańczowej koszulki — za to miałem zdjęcie tommy’ego w kieszeni, wydrukowane z forum w lublinie. i wiesz co? jak grali tie-breaka w piątym secie, ten facet stał obok mnie z tym swoim transparentem "federer was here", i kiedy tommy walnął ten backhand na czerwonej linii, on pierwszy rzucił transparentem w powietrze i krzyknął "orzełki do gniazda, robicie to dla nas!". potem podszedł do mnie i powiedział, że teraz rozumie, dlaczego jesteśmy takimi szaleńcami — bo tenis to nie tylko sport, tylko taka wielka wspólnota szaleńców, którzy kochają każdy moment, nawet jak idzie wolniej niż pociąg, który poluje na jelenie. i mnie aż serce ścisnęło, bo facet w końcu zrozumiał, o co nam chodzi — no i mamy jeszcze jednego w ekipie, choćby miał wisieć na drutach przez pół metra zamiast kibicować. 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A co, jak porównasz tę ekipę z tą dzisiejszą? Stary dobry Tommy Paul, który nie wiadomo skąd wygrywa z kim popadnie na kortach, a dzisiaj czasem patrzeć, jakby mu dwutlenek węgla do butów wlewali — bo zawodnikom od razu wychodzi, że są gwiazdami i można grać pół na pół z lekkoatletami. Tamci mieli w sobie coś takiego, że kiedy wchodziłeś w tamten tłum na Flushing Meadows, to czułeś, że każdy ma pomarańczowy kolor we krwi. Ten backhand w trzecim secie u Craci, ten spontaniczny śpiew z orkiestrą, te latawce fruwające nad kortem — to była magia, która się nie powtórzy. Dzisiaj byśmy tylko dostali punkcik za walkę, bo "starał się" — ale tamto? Tam było święto, gdzie kibic się czuł jak obywatel Nowego Jorku przez te dwa tygodnie. Pamiętasz, jak ten facet z białą brodą od Federera rzucił transparentem i krzyknął "orzełki do gniazda"? Dzisiaj byśmy szukali go po trybunach, żeby sami powiedzieć mu parę gorzkich prawd, bo emocje trzeba jakoś udźwignąć. Ale tamtej drużynie nikt nie musiał tłumaczyć, że tenis to nie tylko forhend i wolej — to była wspólna walka, gdzie każdy sekundę żył razem z zawodnikiem. Dzisiaj? No cóż, czasem lepiej grać z aerobikowymi sędziami, niż z tymi, co myślą, że mają klasę samego Nadala. Nie będę jednak rzucał kamieniem — forma ma to do siebie, że raz jest lepsza, raz gorsza. Ale tej magii, tej pomarańczowej gorączki już nie złapiemy tak łatwo. Za to na pewno warto pamiętać, jakie to było uczucie, kiedy cała trybuna śpiewała razem z orkiestrą, a nie tylko gapiliśmy się na smartfony między wymianami. Bo wtedy naprawdę byliśmy drużyną, a nie grupką kibiców. I to jest coś, czego dzisiaj trochę brakuje — tej siły, która płynie z dołu serca, a nie z kalkulatora.
-
No ale no, a pamiętacie te cholerne słupki przy wyjściu z metra linia 7? Bo ja tam stałem jak idiota z tym transparentem "orzełki do gniazda" i facet od radia mi powiedział że na Flushing Meadows jest wejście B8, a nie B7... no i oczywiście trafiłem na B6, który był zaklejony taśmą, więc musiałem się wcisnąć między dwoma facetami z browarami w rękach. Aż się potnie jak świnia! Ale jak już wszedłem na te trybuny i zobaczyłem te latawce fruwające nad kortem, to zapomniałem o całym świecie — zwłaszcza jak usłyszałem orkiestrę grającą "Sweet Caroline", a facet obok mnie zrobił taki jeden do tej piosenki, że aż mnie łzy ścisnęły 😭 Widzicie, jak grał trzeciego seta, to naprawdę czułem się jak w domu, chociaż byłem w Nowym Jorku. A teraz? No cóż, niech się mazgajów nie rozpisuje, bo mój brat i tak mówi że jestem romantykiem 😂 ale ten majowy raj w Nowym Jorku to było coś wyjątkowego, coś co zostaje w duszy na zawsze 🔥💙Na trybunach od dzieciaka.
-
Ejże, a pamiętacie jak to ten jeden facet z orkiestry podczas meczu Tomka zgubił swoją trąbkę i zawołał przez megafon "kto ma pomarańczową trąbkę? płacę piwo!" 😂 zaraz cała trybuna zaczęła się oglądać, aż nasz Tommy wyjął z kieszeni trąbkę i zagrał hymn kibica w połowie przerwy! facet od orkiestry oszalał, bo mówi "to była najgorsza trąbka w moim życiu", a my mu odpowiedzieli, że to nasza najlepsza ♪pomarańczowa♪ inwestycja sezonu 💙🍺