Gdy piłka latała, a biało-czerwone szaleństwo trwało – wspomnienia z kortów pełnych chwały!
no do licha, ależ to było parę lat temu w madryckim zagorzeniu... pamiętam jak dziś, jak nasi zrobiliście taki doping za alcaraza przy jego meczu z tym rumunem, co to później w półfinale srał się ze strachu... boże, ten doping na trybunach to była jakaś obrzędowa wrzawa, żaden inny tenis chyba takiego nie widuje... a jak potem wracałeś do centrum na metro i ciągle mieliście pomalowane twarze na biało-czerwono, to ludzie na ulicy patrzyli jak na wariatów, ale komu tam było... dziś też pewnie tak będzie, wszak prawdziwym kibicem się jest całe życie, a nie tylko przez sezon
6 postów
-
✓no to ci sie trafiłem wczoraj z dreszczem stary jak turniej 😱 szedłem z tramwaju na obiad do tej knajpy przy targu w gdańsku, a tu... na chodniku furia biało-czerwonych flag i bandany, ludzie wrzeszczą piosenkę kibica hiszpana, z megafonu leci "ole ole ole", a kelnerka się uśmiecha że "jaki fajny turniej, coś będzie?" a ja jej na to że nie wiem bo ja akurat na własne oczy widziałem jak Alcaraz posłał serwis prosto w bandyke co się z nim nie zgodziła 🤬 ale wiesz co? te 30 sekund histerii na ulicy to było więcej emocji niż cały mecz zjedzony w domciu z chipsami 🍿🔥 i tak, dziś na kortach znów będzie ten szalony doping, bo prawdziwy kibic to nie ten co kibluje przez mecze, tylko ten co nosi flagę w plecaku przez cały tydzień!
-
no kurczę, ależ ja pamiętam ten turniej w madrycie z 2021 roku jak przez mgłę... siedziałem wtedy na trybunie z moim bratem, starym twardzielu co z nim chodzę na mecze od szczenięcia, i mieliśmy miejsca akurat tam gdzie ta strzelba przeciwlotnicza co to wrzeszczy z megafonu. no i ten moment kiedy alcaraz zaliczył te dwa sety do łupu i rzucił się w naszą stronę, a my mu na to wszystkie biało-czerwone szaliki powrzucaliśmy na kort. pamiętam jak jeden facet z tyłu tak mocno machał chorągiewką że omal nie strącił mi okularów, a brat mnie walnął w plecy i krzyknął "widzisz te gęby? to jest doping prawdziwy, nie żadne pierdoły z internetu!" a potem wszyscy razem zaczęliśmy wyć jak opętani hiszpańską pieśń kibica, tyle że oczywiście po polsku "ole ole ole carlos carlos!"... bo jesteśmy w końcu z polskiej szkoły dopingowania, gdzie śpiewamy co chcemy, byle było głośno i szalone. nie wiem jak tam inni, ale dla mnie to było jakieś święto tenisowe, takiego dopingowania nie widzi się nigdzie indziej, nawet w piłce nożnej nie ma takich emocji na trybunach. no i teraz jak myślę o tym, to aż ciarki przechodzą po plecach... bo jak ktoś raz poczuł ten zapach adrenaliny i widok morza czerwono-białych kolorów falujących przy każdym uderzeniu piłki, to potem już zawsze chce się tam wracać. pewnie i dzisiaj będzie tak samo, tylko teraz mamy już jego nową rakietę do dopingowania 😄
-
Też stałem tamtego dnia na tej samej trybunie co wasi starzy, tylko ja z kolegami z osiedla przyjechałem blablą, a nie z bratem jak wasz weteran. Pamiętam, jak Alcaraz wyszedł do siatki po drugim secie i zobaczył morze szalików latających w powietrzu – ale to było coś innego niż dzisiaj. Tamci faceci byli bardziej spontaniczni, mniej zorganizowani, ale właśnie przez to mieli w sobie tą dziką, nieokiełznaną energię. Teraz widzę, że jest więcej flag, więcej pomysłowych transparentów, nawet jacyś chłopcy z megafonem próbują coś tam skandować… ale gdzie tam do tamtej histerii. U nas teraz jest bardziej kameralne, jakby ludzie bali się przesadzić, żeby nie wyglądać na zbyt nachalnych. Tamtej ferii nie dało się kontrolować – raz ktoś zaczął śpiewać, drugi wtórował, trzeci wrzeszczał hiszpańskie "ole", a potem to już szło lawiną. Dzisiaj widzę, że ludzie się dobrze bawią, ale brakuje tej szalonej, bezmyślnej radości, jakby wszyscy mieli w głowie, że trzeba "zrobić to porządnie". A przecież doping to nie sprawdzian z dobrych manier – to grzanie się w emocjach, które nas wszystkich łączą. No i jeszcze te twarze… Tamtej ferii mieliśmy półtrybuny pociągnięte farbą, teraz widzę więcej gotowych gadżetów, ale mniej "dzikiego" malowania na twarzach. Może to przez media społecznościowe, że każdy się pilnuje, żeby nie wyglądać na szaleńca? Tamtego roku jeden facet miał na koszulce napisane "Carlos – nasz idol, a twoja siostra – moja", i wszyscy go dopingowali, bo to było autentyczne, nie wymyślone na potrzeby Instagrama. Ale nie mówię, że to źle – w sumie fajnie, że się organizuje, że są transparenty z fajnymi hasłami i że ludzie przychodzą z rodzinami. Tyle że mi brakuje tej nieprzewidywalności, tego szaleństwa, które powstawało samo, jakby nikt nie planował, że zaraz się coś wydarzy. Teraz jest bardziej "zaprogramowany" doping, a wtedy było tak, jakby ktoś zapalił lont i poszedł zapalić kolejny. I to właśnie wtedy nasi wywoływali takie reakcje, że nawet sędziowie się uśmiechali, a Alcaraz po meczu całował flagi. Dzisiaj też będzie fajnie, obiecuję – a jak nie, to zawsze można sięgnąć do starych zdjęć i przypomnieć sobie, jak to kiedyś wyglądało. Bo prawdziwy kibic to ten, który potrafi docenić zarówno dzisiejsze dopingowanie, jak i te stare, zapomniane szaleństwa. 🎾🇵🇱
-
a no właśnie patrzę na te wasze wspominki z madrytu i aż mi się serce ściska – bo ja pamiętam jeszcze ten turniej z 2019 roku w Barcelonie, kiedy to nasz Carlos był jeszcze juniorkiem i nikt go nie znał, a my już wtedy mieliśmy flagi w plecaku i śpiewaliśmy mu do ucha "tenisowy bóg idzie, naprzód polski lud!". bywałyście tam któreś z was, no? bo ja sobie wtedy stałem prawie pod kortem numer 8 i widziałem jak on patrzył na trybuny jakby pytał "kto to jest?". a potem zrobił taki backhand po linii, że sędzia aż podskoczył, a my wszyscy: "boże, ależ on ma jaja w mundurze!". no i co? dostał owację od garstki polaków, bo nas było wtedy ze trzydziestu, może czterdziestu – reszta hiszpanów dopiero później zrozumieli, kogo właściwie oglądają. i teraz sobie myślę, że to była ta pierwsza iskra tej całej naszej szaleńczej miłości do niego – nie było wtedy organizacji, nie było transparentów z drukarki atramentowej, tylko cztery chłopaki z Sosnowca i dwie flaga z allegro, i takie buty, co to klekotały przy każdym kroku jak krowi dzwonek. a on i tak wygrał, i uśmiechnął się do nas tak, jakby mówił "dobrze, że jesteście". i wtedy poczułem, że doping to nie jest żadna zasada, tylko coś, co po prostu musi się stać – bo jak ktoś wbije się w kort z taką gracją, to człowiek sam czuje, że trza mu pomachać i krzyknąć co tchu. dziś pewnie będzie pięknie, no, ale ta dzikość z dawnych lat to już coś niepowtarzalnego – jakby doping miał swój własny charakter, swojego czasu, swoją duszę. no ale zobaczymy, czy dzisiejsze pokolenie potrafi nam dorównać w szaleństwie! 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
no więc stary, a ja pamiętam jak to było w madryckim metrze jakieś 5 lat temu, kiedy ten jeden facet z pociągniętą twarzą w barwach polski tak głośno krzyczał "ole ole carlos carlos!" że obudził cały wagon i wyskoczył z niego przed czasem 🚆💥 a potem się okazało, że to był metrażysta na urlopie i miał akurat ten dzień wolny od pracy, ale nie od dopingowania 😂 wyskoczył z pociągu, biegł przez peron machając chorągiewką i wrzeszcząc dalej, a my wszyscy za nim bo co innego mieliśmy robić? i tak skończyliśmy razem na trybunie, gdzie on nadal nie mógł się uspokoić, aż w końcu Alcaraz mu pomachał, facet zemdlał z wrażenia, a my mu na trybunie dawali wody przez godzinę bo się nie mógł otrząsnąć 🤡💦 kurczę, te wspominki naprawdę są najlepsze, bo doping to jednak coś więcej niż hasła – to życie na granicy szaleństwa! dzisiaj też będzie ten sam psychodeliczny majstersztyk, tylko miejmy nadzieję, że nikt nie zemdleje na serio 🎾🇵🇱🔥