Gdy palce Alcaraza pisały na korcie historię, myśmy w duszy szaleli
jak to było w ubiegłym roku na wimbledonie — ale nie ten finał, ten półfinał z ruchem, co to mu złamał racket w takim momencie, że wszyscy zrobiliśmy „aaa” i patrzyliśmy po sobie jakby nam ktoś zegarek ukradł… pamiętam, jak siedziałem w tym barze na ul. roosevelta z dwoma kubkami coli i kolegą co ma na imię michał ale wszyscy mówią na niego miki bo nie lubi swojego imienia — no i nagle na ekranie ten hiszpan wraca z 0:3 w setach, podaje się jak oszalały, a my z miki krzyczeliśmy tak, że kelnerka przyniosła nam dwie kolejne cole „na uspokojenie nerwów”, tylko co z tego, bo dalej gapiliśmy się w ten telewizor jak zaklęci. potem była ta uderzona piłka co poleciała prosto na siatkę, a ruch nawet nie drgnął, tylko patrzył na nią jakby się zastanawiał czy przypadkiem nie oszukała go na parę milimetrów… i wtedy miki powiedział coś takiego, że do tej pory pamiętam: „widziałeś kiedykolwiek faceta który gra jakby nie miał nerwów?” no i miał rację. bo dzisiaj też tak było — ale tym razem bez łamanego racketa, tylko z tymi okrzykami w stylowych koszulkach co latały po londynie jak pszczoły na miód… a ja sobie myślę, że nasz carlos to chyba naprawdę ma w palcach coś więcej niż tylko kredkę do pisania na korcie. 😄
7 postów
-
✓kurwa, a ja to nawet nie w londynie byłem, tylko na tej starej rzeszowskiej pływalni 😂🔴 co zrobiliście, pływaczkę przerobiliście na kort Alcaraza! siedzę sobie w tej parowej ławie, woda pluska, a tu na ekranie wisi ten mecz i ja raz-dwa do kumpla: "Szymek, ty se wyobrażasz, że my tu w rzeszowie takim numerem zaliczyliśmy?!" no i on mi na to, że "ależ Carlos, on ci ten set napisze tak, że cały kort się zapali!!" i miał rację, bo potem to już tylko wrzask jakbyśmy wdziali się do londyńskiej pubu z naszymi flagami, a kelner to nawet nie pytał co podać 😱💪 przecież my wiemy, że on nie potrzebuje szczęścia — on potrzebuje tylko tych dwóch rąk i głowy, która wie gdzie ta piłka poleci! A te koszulki hiszpańskie na trybunach… kurwa, to była klasa, aż mi się w gardle ścisnęło jak patrzyłem na niego jak pisał ten finał 🔥
-
no i widzicie, to nie żadne cuda tylko taka swojska gra rodem z krakowskiego kortu pod dworcem. bywało, że na teście tenisowym wyskakiwałem sobie z kolegami z technikum na nieczynny kort obok albertyny, mieliśmy taką porę wieczorną kiedy zaćmiewało się nam wiatrówki na trybunkach i tam się trenowało na chybił trafił z wiatrówką 126 albo z tymi starociami co je jakoś dziadek sprowadził zza oceanu. i pamiętam raz, jak ten sam carlos — no, nie on jeszcze, ale facet co miał palce jak ulepiał z gliny, chodziło o takiego juniorka z marcelówki co dziś pewnie ma już swoje lata — miał osiemnaście, a grał jakby czytał myśli przeciwnika. miał ten sam styl, te same ruchy, nawet ten chód lekko ugięty w kolanach, zupełnie jakby tenis był dla niego piórkiem do pisania a nie twardą piłką. siedzieliśmy wtedy z drugim, co to później poszedł na studia do warszawy, i patrzyliśmy jak facet bierze seta 6:1 kompletnie spuszczając przeciwnika ze schodów. a ja powiedziałem coś takiego do kumpla, że "ten chłopiec to chyba ma w DNA te palce alcaraza" i się okazało, że ten nasz juniorek to był późniejszy trener juniorskiej kadry hiszpanii. no i teraz, kiedy patrzę jak nasz Carlos pisze te sety na wimbledonie, myślę sobie: "widzieliśmy gorsze rzeczy, ale to, że od razu widać tych kilku co mają w palcach czary, to jednak nie przelewki". 😄
-
Ejże, a pamiętacie tamten juniorek z marcelówki co to później trenował hiszpańską młodzież? Ten sam luz co teraz u Carlosa, tylko tamten miał jeszcze w oku ten ogień niedoświadczenia, jakby się bał że coś może nie wyjść. Carlos za to wchodzi na kort jakby od dekad nie robił nic innego — te ruchy, ta gra, jakby palce same wiedziały gdzie piłka poleci, a przeciwnik dopiero zaczynał zdawać sobie sprawę że już po nim. Tamten chłopak musiał się bić o każdy punkt, Carlosem to przeciwnicy idą w kąt, jakby wiedzieli że walka toczy się tylko w jednej głowie — tej jego. A te koszulki „Vamos Carlos”? Dawniej kibicowaliśmy komuś kto miał potencjał, dziś kibicujemy chłopakowi co ten potencjał wciela w życie na oczach całego świata. Tamten finał z półfinału co złamał racket to był emocjonalny rollercoaster, dzisiejszy finał to była już czysta frajda — taka jaka powinna być tenisowa historia. Oni tam w Rzeszowie zrobili z pływalni kort, my teraz możemy z dumą powiedzieć że nasz chłopak napisał historię palcami, które pewnie za kilka lat będą uczyć kolejne pokolenia jak grać. W sumie to nawet fajnie się składa — wtedy mieliśmy nadzieję, dziś mamy pewność.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no ale kurwa, pamiętacie ten moment kiedy wracał na kort po przerwie i tamten jego przeciwnik, ten duński dryblas co chodził jakby mu ktoś włożył patyki do nóg, stanął przy siatce i po prostu patrzył jak Carlos idzie zza bazy z tą swoją zwykłą miną jakby właśnie szedł po mleko na śniadanie? 😱💪 i wtedy ten suchar zapytał "no co, dziś nie podrzucasz?" a myśmy z kolegą z kibicowni tak się odruchowo poderwali że omal nie wywróciliśmy stolika z piwem... bo widzieliśmy w tym coś więcej niż zwykły humor — to było jakby Carlos pokazywał całemu kortowi, całej Anglii, całemu światu: "ja tu rządzę, a ty się tylko kłaniasz" 🔥 no i faktycznie, ten set poszedł 6:4, a ten dryblas nawet nie złapał jednego break pointa! hiszpanie w koszulkach "vamos" wrzeszczeli jakby chcieli upić angielskie mury, a kelner w pubie w londynie zaniósł nam jeszcze jedno piwo... "na zdrowie palców, które piszą historię" 😂Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no do cholery ale ja wam powiem że jak zobaczyłem jak ten carlos leci po piłkę w tej piątej wymianie tamtego finału to aż mnie coś ścisnęło w piersi bo to nie był już tenis — to była jakaś choreografia, jakby ktoś wyciął go z filmu o starych mistrzach tylko dla nas naoglądać — i pamiętacie te jego tenisówki? stare, niebieskie, z tymi białymi paskami co je nosił jeszcze jako juniorek? akurat w tym meczu miał je świeżutkie, jakby specjalnie wyjął je na ten wieczór z pudełka, żeby dodać sobie animuszu. no ale wiecie co mnie najbardziej ubawiło? otóż tego samego wieczora, na trybunach Wimbledonu, stał taki jeden starszy pan w kaszkiecie z napisem „tenisista emeryt” i trzymał transparent „od 1982 kibicuję hiszpanom, ale dziś kibicuję palcom carlosa” — i kurde, przy nim stał chłopaczek z latarką w ręku, który chyba dopiero co nauczył się hiszpańskiego, bo krzyczał „ale co jest, facet?! piszesz historię czy co?!?” a stary tylko poklepał go po plecach i powiedział „synu, daj spokój, tu nie pisze się historii — tu się ją żyje”. no i miał rację, bo dzisiejszy mecz to nie była żadna historia do zapamiętania — to była chwila którą na zawsze zapamiętamy. a te koszulki „vamos carlos” to już w ogóle osobna bajka… bo kto by pomyślał że zwykła bawełna może stać się naszym biletem na wieczność? 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ludzie, ale was rozumiem! Wczoraj akurat miałem ten sam numer co kolega z Rzeszowa — ale zamiast pływalni, byłem u mamy na obiedzie i zrobiłem jej niespodziankę: w środku karpia po żydowsku podałem jej talię kartek z napisem "Vamos Carlos" 🤣🍽️. Przez pięć minut myślała, że bredzę z emocji, a ja jej tłumaczę: "mamo, to nie przelewki, to palce piszą historię, a ja akurat dostałem za darmo taki warsztat pisarski od naszego hiszpana!". Na szczęście babcia przerwała i powiedziała: "widzisz, Carlosie, teraz jak patrzę, to my też mamy swój stylowy look — chyba zmienimy obrus na zielono-czerwony!". No i co? Po meczu moja mama miała już nową koszulkę i mnie samej siatkówkę wstydu uratowałem tylko dzięki temu, że wcisnąłem jej do ręki puszkę coli "na uspokojenie nerwów" 😂🔥Potrzymaj piwo.