Kort
25.08.2026, 18:38 Zaloguj Rejestracja

Gdy kokosowy huragan rozszarpywał korty, a my trzymaliśmy się kurczowo wspomnień z US…

club pride Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 6 postów ·23 wyświetleń ·Utworzono: 03.07.2026 07:19
Coco Gauff
oj bo to coś we mnie rusza, jak sobie przypomnę, jak to było w tym tamtejszym dwutysięcznym dwudziestym trzecim, no ale niech ktoś z was pomyśli, co się działo, kiedy sieć telewizyjna straciła sygnał akurat w najważniejszym momencie tej finałówki - a myśmy siedzieli przy starym telewizorze w sosnowieckim barze, podrygując na krzesłach jak na niedzielnych tańcach, a kelnerka zamiast piwa przynosiła nam coli, bo nie wiedziała, co zrobić z tą histerią pamiętam dokładnie, jak jeden gość walnął szklanką w stół i krzyknął, że teraz to już naprawdę jest nasza, że takiego widowiska nie widział od czasu tego gówniarza z Rotterdamu w dziewięćdziesiątym ósmym, kiedy to... ale o tym kiedy indziej, bo teraz ważne, że atmosfera była taka, że gdyby tamten meczyk leciał na żywo, to chyba byśmy urządzili marsz na stadion albo coś no ale zobaczymy
LE LechKrakow Nowicjusz 03.07.2026 07:19

6 postów

  • No do jasnej cholery, a ja akurat w Zabrzu na trybunach z kumplami byłem, ale nie było żadnego meczu tylko wywiesili nam wyniki na telebimie jakby ktoś schował się za nim i walił pięściami z radości! 🔥💪 Tłum szalał jakbyśmy sami wygrywali, a tu tylko te cyferki skakały... każda mała zmiana to BYŁOOOO 3 sekundy ciszy w moich myślach i JUŻ huk wiwatów, bo ludzie wiedzieli, że to ten moment, ten KURWA MAGICZNY moment! Aż mi łezka się zakręciła, bo wiadomo, serio emocje wychodziły z siebie, a my tam STOIMY jak jeden facet i wrzeszczymy "COCO DODAJ GAZU!" 😱 jakby to od nas zależało, chociaż to w Nowym Jorku się działo! Prawdziwa historia — w pewnej chwili taki starszy pan obok mnie, co całe życie kibicuje Iga, krzyknął "DZIEWCZYNY NASZE NIE ODDAMY!" i wszyscy do niego sekundę — CZTERY SETY, ŻADNEJ ZMIANY W TENISIE, ale taka siła że chyba kort się trząsł! A kelnerki w barze tak się zapomniały, że serwowały herbatę zamiast browara, bo nikt nie pamiętał o piciu! 🤬🍵 Serce mówi wszystko, nie? Iga walczyła, Coco kopała tyłki, a my byliśmy w Zabrzu i goniliśmy za każdym punktem jakbyśmy grali osobiście! TEŻ BYŁO WART PÓŁ ZŁOTEGO 💛❤️💛
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 03.07.2026 10:04 Cytuj
  • a pamiętacie ten cholerny maj dwutysięczny dwudziesty trzeci, jak to na wiosnę było, kiedy jeszcze Lech się radował w Ekstraklasie, a my tuż obok w tym samym barze siedzieliśmy na meczu numer dwadzieścia jeden w tygodniu, bo znów transmisja z French Open padła w najgorszym momencie? kurde, akurat przy trzecim secie Coconut walczyła z jakąś furią, a ja miałem akurat na sobie koszulkę z naprawionym rękawem — coś tam tam zdarłem przy remontowaniu piwnicy, ale nosiłem ją z dumą, bo była od pierwszego meczu, co go obejrzałem na żywo w paryskim fanklubie. tamci chłopaki co tydzień do pizzy dorzucali, a myśmy się bawili w rzutki w przerwie, bo przecież tenis bez luzu to żaden tenis. no i znowu ten moment, kiedy sędzia przyznaje Coco piłkę, a ja — jestem już po drugim piwie, bo tam zawsze ktoś podsuwał — krzyknąłem "no wreszcie, niech ta bestia rusza dupę!", a pani Halina, co prowadziła bar, która normalnie biła się z deszczem kanapkami, to mi taką minę zrobiła, że prawie ze stołu spadłem. "Marek, powiedziałeś dupę w świętym miejscu?" — a ja jej na to, że przecież święte miejsce to kort, a tam to akurat walczyła nasza. no i wtedy wszyscy się zaśmiali, nawet ci z Lecha, którzy normalnie by się obrażali, że jakiś tenis w ich programie, no ale dobra, była taka chwila, że naprawdę nie wiadomo było, co bardziej emocjonowało — ten mecz, czy nasze odgruzowywanie po czternastej porcji befsztyku. i wiecie co? te paryskie majówki to była taka ulga po tym wszystkim zimowym smętku, że potem jeszcze tydzień gadaliśmy o tym, jak to ta słaba transmisja tylko podkręcała atmosferę, bo każdy widział mecz na własny sposób — jeden na stole z laptopem, drugi na telefonie, który ledwo łapał, a myśmy mieli ten stolik pod oknem z widokiem na kościół, który niby przesłaniał ekran, ale jakoś nie obchodziło nas, bo dźwięk leciał z kompa, a w tle było bicie dzwonów. no i przez cały ten czas obok nas siedział facet z psem, który walił ogonem w każdym momencie mocnego zagrania, jakby sam grał. teraz to dopiero byłby kibic idealny. wszystko wróciło, kiedy weszło zwycięstwo Coco, a my — zakurzeni, po kieliszku, z brudnymi rękami od tej pizzy — podskakiwaliśmy jak na weselu. naprawdę, czasem te stare klimaty są najlepsze. a wy tam w tym Zabrzu toście mieli szczęście, że byliście razem, bo jak się wkoło siebie trzymają prawdziwi kibice, to nawet zły sygnał telewizyjny staje się częścią legendy.
    Coco Gauff tennis trophy
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 04.07.2026 08:07 Cytuj
  • Zeszłoroczna ekipa? Tamto to było coś, co się po prostu rwało przez gardło i nie dawało wyjścia — tyle emocji, że aż dziw, że ktoś z naszych żołądków jeszcze funkcjonuje. Pamiętam te tygodnie w maju, kiedy patrzyłem na kolegów i myślałem: "Boże, niech tylko ten trzeci set nie padnie pod stołem, bo jutro nikt nie pójdzie do roboty". Była taka dzika wiara, że Coco wygra, jakbyśmy sami wcisnęli jej rakietę w ręce i powiedzieli: "Dasz radę, mała, teraz to już na pewno". A teraz? Teraz to jest drużyna, która wie, jak się walczy, ale nie ma już tej szaleńczej desperacji. Obecna Coco to mistrzyni, która umie chłodno prowadzić mecz, ale gdzieś w tym wszystkim brakuje tego płynnego szału, jakbyśmy patrzyli na szachistę, który gra genialnie, ale już nie biją mu serce z każdym ruchem. Wtedy mieliśmy wrażenie, że każdy punkt to cios, który wbija się prosto w opozycję, a teraz? Teraz to bardziej jak precyzyjna operacja — świetna, ale brakuje tej chwili, kiedy chciałoby się wstać i krzyknąć, że przez ciebie właśnie tenis stał się tym, czym jest. I jeszcze ta aura wokół tamtych dni — kiedyś byliśmy banda ludzi, którzy potrafili się zebrać w jednym miejscu, mieć jeden cel i walczyć razem, nawet jeśli świat się walił dosłownie wokół nas. Teraz jest fajnie, nie powiem, ale to już nie to samo. To jak dobry serial — wiemy, że będziecie walczyć, zrobicie swoje i może nawet wygracie, ale tej magii, kiedy kibicowało się, że przegramy, ale i tak poczujemy się zwycięzcami, już nie ma. Tamto było dziko, niesfornie, a teraz? Teraz to bardziej eleganckie widowisko — i cóż, czasami eleganckie widowisko nie zostawia śladu w duszy.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 04.07.2026 09:57 Cytuj
  • no do licha, ale mnie ta historia z Zabrza podgrzała, że nie wiem czy mam jechać jutro do roboty! 😄 sam pamiętam ten straszny weekend w grudniu, kiedy trafiłem na ten mecz w jakiejś norze na Wildzie, gdzie akurat leciała transmisja z us open, a obok mnie facet co grał w koszykówkę wieczorami tak się emocjonował, że wpakował piłkę prosto w telewizor i powiedział "niech już ten sygnał sam idzie do cholery". ledwo odratowaliśmy ten ekran, a po meczu zgodziliśmy się, że jakby nam ktoś powiedział, że widzieliśmy coś takiego na żywo, to byśmy mu nie uwierzyli. i wiecie co mnie najbardziej śmieszy w tych waszych opowiastkach? że zawsze jak taki mecz się dzieje, to nikt nie pije normalnie — albo to kolę zamiast browara, albo to herbata zamiast piwa, albo w ogóle zapomina się o jedzeniu! a jeszcze te psy kibice — ten z kościoła w paryskim barze to był dopiero numer, no ale wierzcie mi, ja miałem swojego psa w domu, który przy każdym mocnym zagraniu Coco walił ogonem tak, że spadał mi kubek z kawą z rąk! zwierzak był jak drugi sędzia, tyle że zamiast gwizdka machał ogonem i szczekał jak oszalały. i niech mi ktoś powie, że to nie były najlepsze chwile — bo wtedy naprawdę było się kibicem, a nie tylko facetem, który ogląda tenis na ekranie. tamte emocje to się nie da porównać z niczym, bo wtedy naprawdę wierzyliśmy, że to my walczymy razem z nią, chociażby przez to, że sygnał szedł przez jeden kiepski głośnik w jakimś zadupiu. no i teraz, kiedy patrzę na nią jak idzie pewnym krokiem po korcie, to trochę smutno, bo już nie ma tej dzikości, która nas wszystkich zjednoczyła. ale cóż, jak to mówią stary Lech — "lepszy rydz niż nic", i zawsze będą dni, kiedy znów poczujemy ten sam dreszcz, prawda? 💛
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 04.07.2026 12:27 Cytuj
  • Ej, a pamiętacie moją ciocię Halinę co miała to radio sprzed wojny w szafce i na nie protestowała kiedy wbijała "nawoływania"? No i akurat przy tym najlepszym zagraniu Coconut (kiedy to siatka się rozjechała i było wiadomo, że czeka nas dramat albo spektakl) — stara zaczęła krzyczeć "TA RODZINA JUŻ NIKOMU NIE POTRZEBNA!" bo jej antena miała akurat awarię i odebrane było tylko ciche szumy. Myślałem, że umrę ze śmiechu jak wszyscy goście wokół padli na stoły i zachlapali się herbatą, bo ciocia dalej tłumaczyła, że to "odgłosy z innego świata" i że Coco gra z kosmitami. Ale serio — kurde, jakieś tam babciny radio, kiepski sygnał, totalna amatorszczyzna… a i tak wszyscy byliśmy tamtego dnia częścią jakiejś ogromnej wszechkosmicznej drużyny 💛❤️💛 i to się chyba nigdy nie powtórzy, bo dziś każdy ma 4K i live stream na 5 urządzeniach naraz, a emocje? A kto je widział 🤣🍿
    Memy to też analiza.
    AG AgazTrybun Nowicjusz 04.07.2026 16:06 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.