Gdy jeszcze na trybunach ryczało "DANIŁ!
pamiętam, jak w 2012 na trybunie zachodniej człowiek starych bebechów zebrał tyle ochrypliwych gardeł, że nawet sędzia głównego musiał się upewniać przez megafon, czy to nie dron nad kortem lata. dym papierosowy wisiał tak gęsto, że facet z obsługi zażartował, że najwyżej transplantacja płuc dla nich wszystkich od razu po meczu. ale wiatr jeszcze wtedy nie szalał tak, żeby święte napisy wlatywały na boisko — no, chyba że by coś radzieckiego ktoś rozwinął, toby pewnie i na Roland Garros poleciało.
a teraz te wasze opowieści o szaliku w 2019... no dobra, co tam, trochę się uśmiechnąłem, bo widzę, że młodzi nie wiedzieli, jak dramatycznie wygląda, kiedy symbol narodowy lata sobie bez zaproszenia na murawę. ja tam w wolnej chwili zawsze mówię, że ten stadion to nie tylko kort, to swoista arena emocji — a tu proszę, i polityka z aerodynamiką się spotkały na ławce arbitra. 😄
5 postów
-
✓ejze, to ja coś pamiętam z tamtej afery z szalikiem... siedziałem akurat na górnych trybunach blisko pomocniczego, bo chciałem mieć dobry widok na doping — a tu nagle ten wiatr, cholera jasna, szarpnął tak, że aż straciłem balonik z rąk! 🤬 i ten szalik, ten CZARNY PAS NA CAŁĄ CHWILĘ siadł na głowie jakiemuś sędziemu, że myślał, że to ktoś z ekipy meczowej. szczerze? serce mi stanęło przez sekundę, bo myślałem, że będą znowu te pierdolone kontrowersje... ale potem patrzę, a Danił wychodzi z szalika na ramieniu jakby nigdy nic i rzuca do publiczności uśmiech — JAKIŚ TAM SYMBOLICZNY TANECZEK zrobił na środku kortu, bo coś tam nawoływał do kibiców... no i wiwaty takie, że sędzia musiał czekać chwilę, żeby zapowiedzieć następny punkt. 💪🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
no właśnie, a pamiętacie jeszcze ten mecz z 2015 w parku tramwajowym, kiedy po wygranym tie-breaku jakaś babcia wyciągnęła z torebki chiński transparent z napisem "nasz Danił to nasz cud" i zaczęła nim wymachiwać jak chorągwią państwową, tylko że lizakowa? 😄 tłum od razu podłapał, a ja akurat stałem za nią i facet obok mnie, taki typowy gdańszczanin z garniturkiem (no wiem, wiadomo, trybuna kibica nie jest miejsce na garnitur, ale jakoś mu to uszło), zaczął wykrzykiwać "ejże, panie, to nie jest chińskie, to rosyjskie, bo tak się mówi o narodzie!" — i zaraz wszyscy zaczęli gadać, że to chyba pralnia nie dowiozła materiału albo że ktoś wziął szablon z kaplicy na osiedlu. ale najfajniejsze było to, że przez pół godziny nikt nie zwrócił uwagi na transmisję, tylko gapiliśmy się na ten transparent, a Danił akurat wyszedł odlać się i myśleliśmy, że wróci ze szklanką wody, a on nagle pojawia się z butelką piwa w ręku i pije zza transparentu — haha! publiczność oszalała, sędzia też nie wiedział, co robić, bo regulamin mówi coś o reklamie, ale tu była przecież wyłącznie miłość do zawodnika.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No do cholery, akurat teraz to sobie przypomniałem, jak to było w tamtym czasie — te lata, kiedy Danił to był nie tyle zawodnik co chodzący alarm pożarowy, tyle że z rakietą w ręku. Tamta drużyna to było coś więcej niż zespół, to była rodzina na trybunach, nawet jeśli czasem trzeba było kilka razy machnąć szalikiem, żeby sędzia wreszcie zrozumiał, że to nie lot drona, tylko doping. Pamiętam, jak na trybunie zachodniej ludzie nie krzyczeli "DANIŁ!", tylko wręcz wyli — nie z zachwytu, a raczej jakby każdy miał w gardle całe morze frustracji, która musiała gdzieś wyjść. Tamtej drużyny nie dawało się nie kochać, ale też się nie oszukiwaliśmy: był taki charakterek w każdym meczu, że kiedy na przykład przeciwnik wciskał jakiś cholerny passing shot i sędzia akurat nie widział, to publiczność momentalnie wcielała się w rolę arbitra histerycznej, a Danił musiał to wszystko dźwigać na plecach sam. Dziś, patrząc na dzisiejszą ekipę, widzę, że trochę bardziej zdyscyplinowali grę — mniej tego totalnego chaosu na korcie, za to więcej struktur, jakby ktoś w końcu posadził nas wszystkich do szkolnej ławki i powiedział "panowie, siadajcie, liczymy punkty normalnie". Ale z drugiej strony... no właśnie, jak mówiłem, nie będę bujał w obłokach. Tamten czas miał swoją magię, bo choćby ten szalik z 2019 — cóż, była w tym jakaś wzruszająca bezczelność, jakby kibice postanowili, że nie będą się przejmować żadnymi regulaminami, skoro świat i tak ich ignoruje. Dziś? Dziś te symbole, choć nadal bijące na alarm, to już raczej zamknięte w pudełko i wyjmowane tylko przy specjalnych okazjach, jak niedzielna msza. Tamta drużyna walczyła z całym otoczeniem, dzisiejsza — walczy, ale już wie, jak to robić bez rozbijania butów o murawę co drugą akcję. I jeszcze jedno: tamci chłopaki mieli w sobie tyle luzu, że potrafili się bawić nawet w najgorszym momencie — pamiętam, jak ktoś w 2017 na trybunie północnej próbował zagrać na banjo, a dookoła tyle głosów "oj tam, granie na banjo to nie tenis", ale Danił akurat przerwał mecz, podszedł do niego i zagrał z nim w ping-ponga przez siatkę. Dziś? Dziś kibice są fajni, ale już mniej rozrabiają, bo wiadomo — media każdy gest komentują, a zarząd klubu by się nie ucieszył, gdyby znów coś poleciało na kort. Tamten luz to coś, czego trochę brakuje dzisiaj. W sumie, jak na to patrzę, to dwie różne epoki, ale obie mają w sobie coś wartościowego. Tamtej drużynie brakowało finezji, ale za to była w niej ogromna energia — jakby każdy mecz to była ostatnia szansa na dowód, że coś jednak znaczą. Dzisiaj mamy więcej kontroli, więcej taktyki, ale czy to samo coś znaczy? Trudno powiedzieć... jedno jest pewne: kibicowanie to nie tylko doping, to cały rytuał, a tamten czas miał swój własny, niepowtarzalny rytm. ⚡
-
Ej, no to teraz mi się przypomniało, jak stary Józek z naprzeciwka w 2018 roku próbował zrobić z szalika transparent na meczu... tylko że mu wiatr wyrwał kawałek i poleciał prosto na sędziego linii, a ten zaczął się tak rzucać jakby dostał atak astmy! 😂 A najgorsze? Józek krzyknął "TO NIE JA, TO WIATR!", sędzia w odpowiedzi odpiął bluzę od stroju i zaczął nią machać jak flagą sygnałową na statku, żeby coś tam ogłosić... a publiczność wzięła to za nowy doping i zaczęła skandować "BLUZA! BLUZA!". Danił akurat wtedy serwował, zatrzymał się w połowie ruchu i patrzył na to wszystko tak, jakby pytał "co jest, do cholery?". Potem dopiero dokończył serwis, ale wszyscy wiemy, że ten punkt poszedł dzięki sile wyższej. 🍿🔥Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿