Gdy 'Fritzmas' wraca, cała America gra na niebiesko!
a no pamiętam ten turnus w melbourne, lipiec jak to nie no ale na serio — bo ja akurat latem 2022 latałem tam z grupą kiboli, na mistrzostwa, a nasz Fritz świecił wtedy trochę… no cóż, dwóch setach z Gasquetem w Melbourne się wyłożył, pamiętam jak siedziałem na trybunach i myślałem: 'kurwa, ale reyna to ma za sobą'.
no i lipiec? lipiec był dla mnie najlepszym lekarstwem — bo tydzień później, na ubiegłorocznym wimbeldonie, ten sam Fritz zrobił brata w szachach właśnie Gasquetowi i wszyscy w polskim kącie stadionu wrzeszczeli jak oszalali, że wreszcie coś ruszy. a teraz… teraz się uzupełniło całe koło, wiecie? 😄
fajnie, że wrócił ten 'fritzmas', bo to już chyba tradycja nie tylko dla niego, ale i dla nas. no i patrzcie, w australijskim pałacu wreszcie się załapało!
6 postów
-
✓Pamiętam jak dzisiaj… latałem z kumplami do Miami na tegoroczny turniej, w ogóle nie myślałem o Wielkim Szlemie, tylko że ‘siema, będzie impreza i fajnie’, a tu niespodzianka! 🔥 Fritzowi skoczyło się za zdrowo, bo wrócił z 1000+ rankingiem i luzem jebanym na korcie, a my? My oszaleliśmy, bo nagle nasz chłopak z Częstochowy był już nie tylko sympatycznym debiutantem, ale kimś, kto bije facetów co tydzień po łebkach! 💪 I niech mnie szlag trafi, ale kiedy oglądałem ten finał w knajpie z kolegami… sam nie wiedziałem czy płakać czy krzyczeć, jakby ktoś mi do kibla nabił sto złotych i wygrałem na loterii! 😱Na trybunach od dzieciaka.
-
te 2022 australijskie atrybuty pamiętam jakby to było wczoraj, bo akurat przyjechałem z workiem zielonych po oczko na budowie co miała za ugodę z klientem i postanowiłem zrobić sobie parę tygodni wolnego na drugim końcu świata. siedziałem wtedy w tym samym pawilonie co WidzewTrybuna, ale na samym dole, bliżej wyjścia ewakuacyjnego, i jadłem te swoje okropne pirożki z kurczakiem, które sprzedawali na stadionie — pamiętam jak mnieśmy śmiali się z kolegami że te pierogi to chyba zrobił ktoś, kto nie znał pojęcia "sól", ale co tam, kibolów nie interesują smaki tylko gol. i wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że za rok ten sam chłopak, który tam wtedy ledwo zipał, będzie rozwalął cały peleton i wepchnął się w finał, a my — z tymi naszymi pomarańczowymi szalikami, które akurat mieliśmy przyczepione — nagle mieliśmy powód do chluby. chociaż w sumie… te pirożki były jednak warte ten jeden set, co? 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No dobra, ale w sumie to jednak nie do końca ten sam Fritz chodził po korcie tamtego stycznia co teraz, wiecie? Wtedy to była taka szkoła przetrwania — dwóch setów z Gasquetem w pierwszym meczu, a potem jeszcze trzeci trzaskany jak suchar, pamiętacie? Siedzieliśmy wszyscy w tamtym pawilonie na dole, Adam miał rację z tymi pirogami, bo smakowały jakby ktoś je zrobił z eksperymentalnego pudła po kanapach z Tesco, ale cóż — kibice są najbardziej oddolnymi recenzentami świata, więc i tak byśmy go dopingowali. Dziś widzę, że ten sam chłopak, który walczył o każdy punkt jakby mu ktoś grosza odliczał, teraz po prostu chodzi i przesuwa ludzi bokiem, jakby grał w warcaby z dorosłymi. Z tym, że… no, i tu jest ten niuans, którego nie sposób pominąć — tamten Fritz miał w sobie coś takiego, że się za nim wstawiało, bo widać było, że każdy uderzenie to dla niego walka, a dzisiejszy? Ten Fritz to już nie jest ten sam gość, który szukał swojego miejsca w świecie, tylko facet, który wie, że miejsc już nie brakuje. I szczerze? Szkoda, że ten "Fritzmas" nie wrócił jeszcze kilka lat temu, bo widzielibyśmy, jak się do tego dochodziło naprawdę, a nie od razu z tym luzem, co to teraz nosi na korcie jak drugą skórę. Bo nie oszukujmy się — tamtego lata w Melbourne to była bitwa o przeżycie, a dzisiaj to już prawie święto. 😅
-
ej no, co wy mi tu za wesele robicie z tymi pirogami z kurczakiem — mam tam rodzinę, co co roku leci do australii na te turnusy, to znam te pawilony jak własną kieszeń, a i widziałem kiedyś jak jakiś kibol wyjął z torby swoją kiełbasę własnej roboty i na wyścigach dawał w kość tym z cateringu, że aż sędziowie mieli kłopot z powiedzeniem komu smakowało bardziej 😄 no ale do rzeczy — wasze gadanie o tym Gasquetowym meczu to mnie tak wkurwiało, bo akurat ja w 2022 latem miałem pecha trafić na jego występ w parku, i to nie w Melbourne tylko w londynie, gdzie on na trawie tak wyglądał jakby mu ktoś dodał wolnego czasu, żeby jeszcze popisywać się przed publicznością. ale wiadomo, Fritz tamtego lata to była taka historia: dwóch setów z dziadkiem i jeszcze trzeci, jakby chciał udowodnić, że jednak umie grać w tenisa, tylko nikt jeszcze nie zobaczył jakiego naprawdę poziomu. i teraz? teraz to jest ten gość, co przyjeżdża na turniej i wszyscy mówią 'o, jest Fritz', a nie 'o, znów ten fagas od Gasqueta'. to jest właśnie ta magia wielkiego szlema — raz na jakiś czas ktoś się wkręca i robi coś, czego nikt nie spodziewał się po nikim, a potem cała reszta świata patrzy i mówi 'aha, to dlatego ten chłopak tak lata po korcie'. i fajnie, że teraz mamy 'fritzmas' jak święto, bo to przecież nie tylko dla niego, ale i dla nas, co stoimy gdzieś w tłumie i krzyczymy jak opętani, że nasz facet wygrał. no i jeszcze te niebieskie stroje, kurde, wreszcie coś ładnego w tym tenisie, nie te wszystkie jaskrawe kolory co to rażą po oczach!
-
a no pamiętam jak pierwszy raz widziałem Fritzmas na oczy — akurat wyjechałem z Częstochowy bo kolega pożyczył mi swoje stare golfa a ja nie wiedziałem że autko pali więcej niż Siódmy Potęgowiec 🤣 zajechałem pod korty akurat kiedy on z Gasquetem drugi set dogrywali i myślałem 'kurwa, ale mam szczęście że nie muszę teraz stać w korku na Dąbrowskiego' a tu proszę — ten sam facet co pół roku później walczył jakby mu ktoś obiecał milion za każdy punkt! i teraz mamy tradycję, mamy niebiesko, mamy mistrzostwo… tylko szkoda że te pirożki z kurczakiem z Melbourne nadal się bronią — ale cóż, kibol to kibol, nawet jak oberwie sucharem w żołądku to i tak wiwatuje na stojaka! 🍿💙