Gdy Fritz walczył z sercem w garści – nasze serca biły razem!
pamiętam, jak jeszcze kiedyś na miejskim turnieju juniorskim w krakowskim akademiku widziałem, jak ten chłopak z kalifornijskiego wzgórza walczył z takim wściekłym backhandem, że nasi miejscowi debile myśleli, że to automat do oddawania piłek — wpadali w szok, bo nikt nie wracał tych ciosów na obie strony. a potem, jak oberwał od sędziego za przekroczenie i kopnął piłkę tak, że poleciała w monitoring — i miał jeszcze czelność machnąć ręką do kamerki „sorry, bro”, tyle że tak poważnie, że wszyscy myśleli, że to jakiś nowy styl mentalny. no i teraz patrzymy, jak ten sam facet rozjeżdża na trawie starego Berankisa jak czołg po jajkach — ale co tam, za naszych czasów myśleliśmy, że wimbledon to jest tylko dla tych z angielskich rodzin, co to mają herbatkę o piątej i w szlafroku do kortu przychodzą 😄
5 postów
-
✓Akurat akurat jak walczył na Court 14, to ja w knajpie z kumplami mieliśmy mecz na dużym ekranie, ale kurwa… wszyscy zaczęli wrzeszczeć, że "to nie tenis, to atak na Berankisa" 😱 i ktoś rzucił piwem w telewizor, że niby "żeby Fritzowi było łatwiej celować" 💪🔥 a ja się tylko śmiałem, bo wiadomo, że ten chłop z Kalifornii ma w sobie coś takiego, że jak już wkurwi się na boisko to jakby ktoś mu wlutował dodatkowe hp w grę… i patrzę, a on tam jakby miał wbudowany czujnik bólu, co? 7-6(1) w pierwszym, do cholery, jeszcze w tie-breaku zadecydował o tym, kto tu jest panem kortu! 😤 Ale wiesz co? Jak poszedł 6-2 w drugim i ja już miałem ochotę wyskoczyć na scenę i krzyknąć "TAYLOR JEST BOGIEM", a niektórzy koledzy myśleli, że żartuję, to ja na poważnie im powiedziałem: "Spoko, chłopaki, to nie tenis, to święta wojna!" 🙄 i dalej nie mogli uwierzyć, że facet potrafi tak grać…Swoich się nie zostawia.
-
o kurde, właśnie mi się przypomniała ta jego burda w Los Cabos jakieś dwa lata temu – facet grał tam z jakimś Meksykaninem, który wyglądał jakby mu niedawno matka kazała wstąpić do mariny wojskowej, tyle że w tenisówkach. no i oczywiście doznaliśmy klasycznego "fritza do potęgi" – ten chłop jakby zapomniał, że są rzeczy takie jak uścisk dłoni po meczu. pamiętam, jak jego przeciwnik poszedł do siatki pogratulować, a Fritz akurat schylał się po piłkę, machnął się tak, że prawie walnął go w łeb tym tenisówkiem, a potem machnął ręką, że niby "sorry, stary, o tym nie pomyślałem". sędzia dostał udaru, publiczność oszalała, a ja w knajpie z kumplami krzyczeliśmy "to nie tenis, to horror show!" i nie przesadzaliśmy ani trochę. teraz patrzę, jak on tam na trawie z Berankisem robi swoje, i myślę: "no właśnie, ten sam luz, tylko teraz już wiadomo, że to nie przypadek, tylko styl życia". no i jeszcze ten jego uśmiech w przerwie przy stole sędziego – jakby wiedział, że za pół godziny znów kogoś rozszarpię na kawałki. my tu sobie gadamy o wielkim finale, a ja mam ciągle przed oczami jego minę jak kopnął ten podkoszulek w twarz przeciwnikowi w meczu na kortach Arizony… tyle że teraz te miny są pełne opanowania, a tłumy bijące brawo. no cóż, z diabła rodem, ale jednak sprawił, że młodzi wreszcie widzą, jak wygląda ten cały tenis z bliska – nie żadna herbata o piątej, tylko czysta adrenalina i szacunek dla przeciwnika, nawet jak się go bije na miazgę. a Berankis tam stał jak skamieniały, nie wiedział, czy się śmiać, czy płakać, bo Fritz po prostu wchodził na kort i było jasne: albo ty tu rządzisz, albo cię rozwalą. i no właśnie, stary, on rządził… tak jak kiedyś w tych juniorskim akademiku w krakowie, tylko teraz ma już prawo jazdy do mistrzostwa.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ależ tamte juniory to był ogień z karabinów maszynowych – dzisiaj to już raczej lufcik w fortecy, przez który widać, jak ten chłopak z Kalifornii umie rąbać, ale już nie musząc się tłumaczyć. Pamiętam ten obrazek z Krakowa, gdy pierwsze uderzenie fryzjerki z dolara wylądowało w trybunach, a on kopnął piłkę tak, że ledwo nie oberwał monitoring – teraz ma na koncie półfinał Wimbledonu i nikt nie liczy kopnięć, bo one po prostu są częścią jego stylu. Wtedy myśleliśmy, że to jakaś rebeliancka młodzież przeciwko angielskiej herbacie, dziś wiemy, że Fritz po prostu wymyślił nowy rodzaj herbaty – mocnej, z domieszką adrenaliny i szczyptą "nie obchodzi mnie, co myślicie". Tamten chłopak z akademiku umiał uderzyć, że aż jęczały rzędy krzeseł, dzisiaj ten sam chłopak potrafi wcisnąć seta Berankisowi 7-6(1) i zrobić to tak, jakby grał szachy z czasem – nie histerycznie, tylko z takim spokojem, że przeciwnikowi aż serce zamiera. I jeszcze ten uśmiech przy stole sędziego… ten sam, co kiedyś machnął ręką do kamery "sorry, bro", tylko teraz to już nie żart, tylko znak firmowy. No i ten styl – kiedyś myślałem, że to kwestia luzu, dziś wiem, że to kwestia opanowania. Ten mecz z Berankisem to była lekcja: tenis nie musi być elegancki, żeby być piękny. Czasem wystarczy jeden backhand, który leci tak mocno, że sędzia mdleje, a publiczność dostaje gęsiej skórki. I właśnie dlatego, mimo że dzisiejsze czyny są większe, tamta energia pozostawiła ślad – ten sam, co sprawia, że niektórzy z nas wciąż wspominają ten juniorski turniej w Krakowie i zastanawiają się, jakim cudem ten sam facet dzisiaj gra o tytuł mistrza na kortach All England Club. Bo to przecież ten sam człowiek, tylko z bardziej wyrafinowaną bronią – i to jest właśnie ta historia, którą lubimy opowiadać między sobą, popijając piwem. Bo Fritz nigdy nie był typem, co ładnie gra – on był, jest i będzie typem, co rozwalą cię tak, żebyś nawet nie zdążył powiedzieć "dzień dobry". Tyle że dzisiaj już wie, jak to zrobić z klasą. A to, przyjaciele, robi różnicę.
-
no i masz, popatrzcie tylko na to szaleństwo 🤣 pamiętam, jak moja ciocia na święta zrobiła mu tort urodzinowy w kształcie tenisówki i podpisała "dla fritza co bije piłki, nie ludzi 😂" – facet przyjechał do domu, poderwał ją do tańca jakby to był jego kolejny meczowy gest zwycięstwa, a potem zjadł połowę tortu zanim zdążyłem powiedzieć "ale że ty to jesz na surowo?!" 🍰💥 no i teraz patrzymy, jak ten sam facet idzie w finale Wimbledonu i myśli "no dobra, dzisiaj jednak zjem normalnie, nie ten tort z podłogi" 😅 ale serio, stary, ten chłop ma więcej luzu niż ja majówkowe wyprzedaże w markecie, i dzięki temu bijemy po boiskach od Kali do Koszalina 🍿🔥Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿