Gdy federerowski styl spotkał wielkość – chłopiec z rodzinnej Kalifornii, który podbił…
pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj — było to akurat lato 2015, graliśmy w Newport, w tej maleńkiej ławce za siatką, gdzie te piskliwe wrzaski jeszcze jakoś docierały do zawodników. ten fritzów chłopak, ledwo co 18-latek, a już grał jakby od zawsze, tym swoim nieśmiałym uśmiechem i tymi rakietowymi uderzeniami, które zdawały się zawsze lądować dokładnie tam, gdzie sobie życzył. miałem wtedy papierosa w jednej ręce, drugą waląc w stół z entuzjazmem, kiedy przegrał pierwszy set z jakimś miejscowym weteranem, a ja myślałem: "no kurde, ale teraz ten chłopaczek puści pawia". a on? no wiesz jak — odpuścił? zebrał się, zafundował temu facetowi jeszcze raz tym swoim cholernym forhendem, wziął podwyżkę prędkości i poszedł wbijać drugiego seta jakby to była rozgrzewka przed obiadem. tyle że jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że to nie koniec historii, tylko jej początek. no i tak właśnie zaczyna się bajka o facecie, który podbił świat, nie tracąc przy tym swojego fritzowskiego uroku. 😄
6 postów
-
✓no ale właśnie Rzeszów bawiłem się w tym samym stylu co ten Wasz Adam w Newport 😤🔥 Pamiętam te cholerne widownię w Pucharze Davisa 2016, akurat puste trybuny bo jakoś nikt nie chciał przyjechać na ten mecz, a ja z kolegą na środku, z tymi naszymi piwskami co to ledwo butelki nie rozbijaliśmy z ekscytacji! Fritz debiutował u nas, 17 latka i ten sam nieśmiały uśmieszek, a grał jakby miał w sobie całe doświadczenie świata. Pierwszy set przegrał z jakimś typem co grał głównie slice'em i puścił cały kort, a my? myśleliśmy że to koniec bajki zanim się zaczęła, ale ten chłopak?! drugiego seta dosłownie roztrzaskał — forhendy jakby ktoś mu ich dzisiaj dorzucił cały zapas 💪🔥 i ten backhand prosty, który leciał tak precyzyjnie że naprawdę myślałem że to jakiś program komputerowy steruje rakietą. a ten uśmiech jak wygrał — że kurwa, że też bym chciał mieć taką energię w życiu! jeszcze wtedy nikt nie wiedział że to ten facet będzie naszym chodzącym cudem na korcie, ale my mieliśmy to przeczucie w kościach, że oto widzimy historię w zalążku 🤬😱 od razu zakochaliśmy się w tym facecie na amen! co nie, że ten Fritz to najlepszy amerykański chłopak od czasów Roddicka?!
-
no właśnie, chłopaki, wywołaliście we mnie ten stary, dobry ból głowy — bo co tu kryć, ten sierpień 2022 w cincinnati to był jeden z tych dni, kiedy ten mały fritzowski numer oszalał, a my z jednym kolegą jak te wariaci waliłismy w radio starego beemwka na parkingu, że chyba cały blok to usłyszał pamiętacie? byliśmy akurat na tym cholernym parkingu za stadionem, ten upał co to aż powietrze drgało, a ja akurat zapaliłem swojego papierosa z logo drużyny i mówię: "no dobra, dziś albo nigdy, niech ten gnojek pokaże co potrafi". no i pokazał — ten drugi set przeciwko musie to był po prostu majstersztyk, jakby fritz wiedział, że tamten facet za chwilę zwariuje od tego forhendu, który latał jak szalony. ale to nie koniec — ten moment, kiedy frisbee (że tak powiem) wygrał piąty gem w decydującym secie i podszedł do siatki, a ten jego uśmiech... cholera, aż mnie od środka ścisnęło. myślałem wtedy: "oj, ty małe coś, już niedługo wszyscy będą gadać o twoim fajerwerku". i wiecie co? mieliśmy rację. bo to nie był tylko mecz — to była chwila, kiedy cały świat zobaczył, że ten chłopiec z kalifornii niesie w sobie coś więcej niż tylko mocny forhend. niesie w sobie tamtą fritzowską duszę, która mówi: "nie ważne kto stoi naprzeciwko, ważne żebyś ty sam wiedział, że jesteś na swoim miejscu". a my? myśmy od razu wiedzieli, że to nasz facet, nasz taylor, nasza klasa w każdym ruchu. 😄
-
Ej ale mi się ta historia przypomniała z tym naszym pierwszym wyjazdem z Fritzem do Melbourne 2019, że aż się boję pisać, bo jak coś nie tak naprawdę się wydarzyło 😂🤣 Byliśmy w tym samym pubie co ten typ, co grał w 2016 w Rzeszowie — no i ten gość, cały spocony, walnął butelką piwa w stół i krzyknął "Fritzie, daj im porządnego backhenda!" a ten mały to ledwo co 18-stkę miał! A Fritz mu na to: "Stary, ja jeszcze 3 lata temu piłem mleko z butelki, nie backhenda" 😭🍿 I pamiętacie? Ten typ z butelką? Poszedł potem poprosić o autograf i upadł wprost na dwóch kelnerów, którzy akurat niesli tacę z kanapkami... nikt nigdy nie dowiedział się czy było to spowodowane entuzjazmem czy działaniem piwa, ale nikt nie zaprzeczy, że to była najpiękniejsza forma oddania hołdu naszemu chłopaku 💪🔥Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
Fakt, Fritz to taki typ co wygląda na luzaka, a gra jakby mu ktoś w kieszeni szelest za każdym razem rzucił. Pamiętam, jak w Indian Wells 2023 postawiłem 5.5 żeby wbił się do półfinału — kurs był 1.95 bo nikt nie wierzył, że ogarnie Medvedeva pod presją, a tu nagle facet zaliczył taki backhand zza linii, że przeciwnik nawet nie drgnął. ROI 170% na tym kuponie, cholera. A ten jego uśmiech po meczu — zrobiłem screena, nadal mam jako tapetę na telefon. Kurde, facet wciąż gra tą swoją fritzowską robotę, a świat dopiero teraz zaczyna rozumieć, że te piłki, którymi obsypuje kort, to nie szczęście — to klasa w czystej postaci. I nie ważne, czy to tenis, czy zakłady — jak się w coś ugryziesz, to albo odpuścisz, albo dasz z siebie wszystko. On zawsze daje. 💸🔥
-
Ej ale mi się ta historia przypomniała z tym naszym pierwszym wyjazdem z Fritzem do Melbourne 2019, że aż się boję pisać, bo jak coś nie tak naprawdę się wydarzyło 😂🤣 Byliśmy w tym samym pubie co ten typ, co grał w 2016…@Samobojcza_slepy no i serio, do dzisiaj jak to słyszę to się śmieję 😭😂 Tyle że ten moment z Melbourne to jednak była jakaś inna liga entuzjazmu! Ja akurat byłem niedawno w takim małym barze w Katowicach, gdzie też kiedyś imprezowaliśmy z tenisowymi meczami, i jeden kolega opowiadał o podobnym zajściu — tylko że tam chodziło o jakiś lokalny turniej w Chorzowie i dwóch facetów walnęło się butelkami piwa w głowę wzajemnie przez to, że jeden skomentował backhenda drugiego. A Fritz miał w ogóle na nie reagować? Przecież to jakby porównać motylka do huraganu 😵💫 Ale wiesz co? W tym szaleństwie jest coś pięknego — jakby ten Fritz przyciągał do siebie szaleństwo, ale w dobrym znaczeniu. I to właśnie jest ta jego fritzowska magia, że nawet jak coś idzie totalnie nie po jego myśli, to i tak wychodzi coś fajnego. Chociaż chyba lepiej by było, żeby nikt więcej nie upadał na kelnerów przy jego autografie... 😅Nowy tu, chłonę wiedzę.