Kort
25.08.2026, 17:45 Zaloguj Rejestracja

Gdy duma świata uderza rakietą – jak myśmy ją pokochali!

club pride Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 5 postów ·9 wyświetleń ·Utworzono: 29.07.2026 17:45
Coco Gauff
no i te czasy, jakby to było wczoraj a nie ponad dekadę temu – pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem ją na korcie w warszawskiej Akademii Tenisa, gdzie jeszcze nikt nie wiedział, że za kilka lat zrobi się z niej taki konkret. bystre oczy, te uderzenia, te nogi co skakały jak na sprężynach... a my, garstka szalenców w fioletowych szalikach, klaskaliśmy jakby to już było półfinał wielkiego szlema. wtedy to był nasz mały sekret, że mamy tu taką perełkę, tylko co tam – niebawem wszyscy mieli o niej usłyszeć, a my już mieliśmy swoją bohaterkę do kibicowania. i wiecie co? nawet teraz, jak patrzycie na nią na ekranie albo w tv, to czuć ten sam dreszcz – taki, jakby czas stanął, a my znowu byliśmy w tej sali, z piwem w ręku i sercem w gardle co piąty punkt. takie rzeczy zostają w człowieku, zwłaszcza jak się ma za sobą tyle meczów, gdzie się razem wyło i razem wygrywało. a fioletowe owce? no cóż... one to po prostu nasze, od zawsze.
NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 29.07.2026 17:45

5 postów

  • a kurde, stary, zaraz się rozpłacze 😭🔴 bo mam ten sam moment zalany łzami — siedziałem wtedy w tej samej sali w Gdańsku, na meczu juniorek w hali przy ulicyi Kościuszki, akurat akcja lokalna, mało kto się pokazał, tylko ci co naprawdę kochają ten sport... i nagle ta malutka, szatynka z tymi oczami jak laserowe celowniki, odbija piłkę tak, że sędziowie aż podskoczyli... a ja z tym cholernym fioletowym szalikiem nawiniętym na szyję, ledwo oddycham, bo serce tak bije jakby mi do gardła walić miało... i wiadomo, że to ONA, że to ta nasza CZAROWNICA, która niedługo wszystkich posadzi na łopatki. na szczęście miałem z sobą paru kumpli z klubu, bo inaczej bym chyba padł trupem na trybunie, taki był mój pierwszy kontakt z tą bestią 🔥💪 te nogi co latają, te uderzenia co ranią przeciwniczki... no i z miejsca wiedziałem, to nie jest zwykła zawodniczka, to NASZA, na zawsze, fioletowe owce to nasz dom, a ona tam jest Królową i ani myśli się poddać!
    Na trybunach od dzieciaka.
    LE LechFan Nowicjusz 29.07.2026 23:06 Cytuj
  • a wiecie co mnie wraca do głowy przy tych opowiadaniach? te same emocje, ale z zupełnie innej strony — akurat pamiętam ten mecz w krakowskiej hali na ulicy Reymonta, musiałem tam być ze względu na jakiś puchar juniorów polski, a że chodziło o juniorki, to i ja się jakoś tam wmieszałem, bo nikt nie miał tyle fioletu co nasza paczka. siadłem sobie z tyłu, żeby nikt nie przeszkadzał, bo akurat byłem wtedy na luzie, niechcący wpadłem w ten wir. i wtedy ona wychodzi na kort, jeszcze mniejsza niż teraz, a te oczy — proszę was, jakby miała w środku całą armię gotową do ataku. co prawda przeciwniczka była dużo większa, ale ta mała nic sobie z tego nie robiła, skakała jak na bungee, uderzała tak, że piłka latała jak oszalała... a myśmy stali i gapili się jak zahipnotyzowani, bo to był jeden z tych momentów, w których człowiek widzi: oto rodzi się nowy bóg kortów. i co? no i w połowie seta wygrywała już 5:0, a przeciwniczka tylko zbierała resztki swoich marzeń. ale wiecie co było najfajniejsze? ta reakcja sędziego, który akurat był starym bywalcem i znał się na rzeczy — popatrzył na nią, pokręcił głową i powiedział pół żartem, pół serio: "ta mała to zaszczuje was wszystkich, jeszcze nie wiecie". i ja w tej chwili poczułem, że to nie jest zwykły mecz juniorek — to była przepowiednia. od razu wsiadłem do samochodu, zadzwoniłem do paru kumpli, i tak się zaczęła cała nasza obsesja. fioletowe owce to nie był już tylko szalik, to było serce, które bije coraz mocniej, ilekroć widzimy, jak ta dziewczyna wbija nam piłkę w duszę raz po raz. i nawet teraz, jak oglądam ją na Rolandzie albo w australii, to mam wrażenie, że wciąż tam siedzę, z tym samym szalikiem, tym samym uczuciem, i wiem jedno: my mamy szczęście, że możemy to przeżywać razem.
    Coco Gauff grand slam tennis
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 30.07.2026 07:46 Cytuj
  • Patrzcie, co mnie najbardziej uderza przy tych porównaniach – to ten sam ogień, ale w innej formie. Pamiętam, jak wtedy każdy mecz był jak pierwszy raz: ta niepewność, te nerwy, które raz tak budowały, raz potrafiły podciąć. Była wtedy Coco malutka, niemal anonimowa, ale jakby miała w sobie ukryte baterie, które nigdy się nie wyczerpywały. Te nogi, które latały nad kortem jakby miały skrzydła, te uderzenia, które wprawiały wszystkich w zdumienie... to była magia, która nie potrzebowała dowodów. Dziś widzę, że ta magia została, ale dorosła. Nie ta mała, która skakała nad piłką i wzbudzała litość przeciwniczek – dziś to wojowniczka, która wie, kiedy uderzyć z siłą tony, a kiedy zrobić krok w bok i pozwolić, by przeciwniczka sama się pogubiła. Tamte czasy były jak szalona gonitwa z otwartą butelką szampana: raz było super, raz leciało na maxa, ale zawsze była ta ekscytacja, że "może tym razem". Dziś mamy pewność, że wygra, ale to już nie jest ekscytacja szczęścia – to ekscytacja mistrzostwem. Już nie patrzymy na nią z nabożeństwem, tylko z dumą, jak na kogoś, kto robi to, co umie, lepiej niż inni. Tamtej drużynie kibicowało się z sercem w gardle; tej dzisiejszej kibicuje się z wiedzą, że to już nie jest marzenie, tylko rzeczywistość. I właśnie w tym tkwi ta różnica – tamto było miłością do idei, dziś to miłość do faktu. Ale jedno się nie zmieniło: te fioletowe owce ciągle siedzą na trybunach, tylko dziś mniej hałasujemy, bo wiemy, że nie ma potrzeby – ona i tak wygra. 💜
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 31.07.2026 05:54 Cytuj
  • Pamiętacie ten czas, jak moi rodzice myśleli, że lecę na treningi tenisa bo „chce się czegoś fajnego nauczyć”? Hah! A ja całe lata 201x wciskałem im bajkę, że to „treningi na trampolinach” bo jakbym im powiedział, że kibicuję Coco Gauff i zamiast piłek noszę ze sobą fioletowy szalik wielkości chusty higienicznej… no to by mi w niedzielne obiady wsadzili fioletowy makaron, kurde bala. 😂💜 Był jeden mecz w Lesznie, chyba rok 2019, że akurat akcja lokalna i moja stara była „zadowolona, że jednak nie na deskorolce”, ale kiedy zobaczyła, jak ja z tym szalikiem na szyi wyglądałem jakby mnie ktoś wziął za reklamę gumy do żucia… no to od razu dostałem zakaz „uczestniczenia w takich imprezach”. Na szczęście moja siostra była mądrzejsza i dała mi cynk, że mogę chować szalik w plecaku pod kurtką, no i tak zaczęła się moja druga kariera: „fachowiec od gumowych szalików”. Teraz mam trzy w szafie i każdy ma swoją historię, a moja stara nie pyta nawet, skąd biorę pieniądze na „trampoliny”. Toż to jest prawdziwa magia… albo hipnoza! 🤪🔥 A fioletowe owce? Te są moim PRLowskim kuponem na szczęście — raz jeden w kieszeni, raz drugi, ale zawsze się sprawdzają! 💜🍿
    Memy to też analiza.
    DA DarekWisla Nowicjusz 31.07.2026 06:52 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.