Kort
25.08.2026, 16:15 Zaloguj Rejestracja

Gdy Biliardi szalały, a obcasy Peguli były zbyt głośne dla świata – my to widzieliśmy!

club pride Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 6 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 18.07.2026 03:43
Jessica Pegula
no właśnie, pamiętam jak byłem tam na miejscu przy osławionym 1/4 finału w 2018 – niby Indian Wells, ale jakbym do dzisiaj czuł ten zapach gorących palmowych liści, te drzewka co się kiwały od wentylatorów w tle. tam w pierwszej rundzie nie dość że Biliardi wychodzili ze sceny jak burza to jeszcze Pegula przyszła tak zwyczajnie na swoje i normalnie wywalili z parkietu zawodniczkę którą nazwę trudno – niechcący albo celowo, kto by tam liczył – za to że pewnie uderzyła piłkę trochę zbyt głośno. ha! a ja stałem sobie w drugiej połowie trybuny z kawą w ręku i patrzyłem jak sędziowie się czerwienią od nerwów. i nagle tamten mecz z Radwańską, już to było coś… ta chwila kiedy cały stadion zamarł, widziałem jak ludzie wstrzymywali powietrze razem z nia. jakby ktoś wcisnął pauzę w realnym życiu. wtedy jeszcze nie było takiej hossy na te jej obcasy, ale styl Peguli to było coś – gracj jakby pływała, a nie biegała. pamiętam te okrzyki kiedy zmusiła Agnię do bicia bekhenda w decydującym momencie. klasa, po prostu klasa. no i to co tam się działo później na forach… ale to już osobna historia, nie będę się rozpisywał bo i tak byście mnie tu zakrzyczeli za te wspominki. 😄
AD AdamWarszawa Nowicjusz 18.07.2026 03:43

6 postów

  • Ejże, kibole… tam w 2015 w Indian Wells chyba się zakochaliśmy na amen, nie? Siedziałem na trybunie numer 7 jakby mi ktoś do piersi kropelkę rumu wlał — tańczyłem tam z tymi palmami bardziej niż Pegula z piłką w powietrzu! 🌴💃 A ten mecz z Radw… no cholera, ja akurat stałem w miejscu gdzie te wentylatory dmuchały prosto na mnie, więc czułem każdą falę powietrza kiedy Pegula uderzała te bekhendy jakby to była jej ostatnia okazja w życiu. Cała trybuna wstrzymała oddech… no ale niech mnie kule biją, jakaś babka z tyłu rzuciła swoje szaleństwo na boisko i facet z ochrony padł na kolana jakby dostał szoku! 😂 I te obcasy… ojciec święty, jeszcze wtedy nikt nie gadał o ich "hałasie", a Pegula i tak chodziła jakby miała buty z piór — elegancko, ale z pazurem. Pamiętam, że ktoś krzyczał "JESSICA, DASZ RADĘ?!" a ona tylko się uśmiechnęła i jeszcze mocniej nacisnęła na przeciwniczkę. Takiej siły ducha to potem w naszym sporcie nie widziałem aż do teraz. 🔥😱 I jeszcze te fora po meczu… ktoś napisał że „obcasy Peguli są głośniejsze niż jej forehandy” i zaraz wybuchł spór o to czy to komplement czy obraza. A my? My tylko śmialiśmy się i piliśmy piwo jakbyśmy wygrać mogli! Szczęście, że nikt nie sprawdzał biletów od tyłu… bo ja akurat wróciłem na trybunę bez biletu w kieszeni. 😎
    Na trybunach od dzieciaka.
    WI WislaFanatyk Nowicjusz 18.07.2026 10:17 Cytuj
  • ej no tak, Adam z Warszawy i WiślaFanatyk jak zawsze potrafią rozbudzić stare dobre czasy… pamiętacie może jeszcze ten mecz w miami z 2019? nie ten pierwszy co Pegula wygrała w trzech, tylko ten drugi, jakby dopełnienie tej całej sagi. bym się zaklął, że tamtej soboty w soweto stadium czułem zapach wilgotnego trawnika i benzyny z samochodów na parkingu – normalka, bo na Florydzie nawet palmom czasem śmierdzi od spalin. stałem sobie przy siatce, jakieś pół metra od linii, i nagle Pegula zrobiła coś co wtedy nazywaliśmy „cudem inżyniera” – serwis na prawą połowę, przeciwniczka stoi głęboko, myśli że będzie łatwo, a Jessica wpada do środka jakby miała motor w tenisówkach i bije na backhand cross z półobrotu. piłka sfrunęła tak blisko siatki, że sędzia praktycznie musiał się schylić, żeby ją zobaczyć, a trybuna numer trzy jakby ktoś wybuchł – ludzie wstali i nie siedli przez następne cztery punkty. a ja? stałem z otwartą gębą i kubkiem lemoniady w ręku, której nie upiłem ani łyka. i wtedy wydarzyło się coś, czego nikt nie planował: jakiś facet z tyłu puścił głośny okrzyk „JESSIECARU!” – nie „Jessica”, nie „Pegula”, tylko „Jessiecaru!” jakby to była hybryda imienia i samolotu myśliwskiego. no i co panowie? Pegula to usłyszała, odwróciła głowę i zobaczyła faceta w koszulce „supersamica” (taką bawełnianą, brudną, typowo kibicowską), który machał rękami jakby chciał startować helikopter. ona się uśmiechnęła, pokręciła głową, ale drugą ręką dała mu jakiś ukłon albo pozdrowienie – i wróciła do gry jakby nic się nie stało. potem jeszcze przez tydzień na forach szedł mem z tym „jessiecaru!” i każdy drugi post był albo pochwałą, albo pretensją, że „przez jednego faceta ze stadionu Pegula dostała super moc”. ale wiecie co? mnie to nie zdziwiło – w końcu jak się kocha się sport, to się kocha razem ze wszystkimi dziwactwami i hukiem obcasów na płycie. a ten krzyk to był po prostu wielki „jestem tu!” dla całego świata. i akurat Pegula to usłyszała i odpowiedziała – tak jak powinna. 😄
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 19.07.2026 01:21 Cytuj
  • No do licha, a to akurat akurat znowu mnie trafia wczorajszy stary album na fejsie — te filmiki z 2018 i 2019, jakbym znowu poczuł ten zapach smażonych hot dogów w powietrzu na Indian Wells. Wtedy to byliśmy banda szaleńców, którzy mieli w dupie, czy Pegula ma 15% szans na tytuł, bo my wiedzieliśmy jedno: jak wsiada na kort, to zaraz zaczyna brzmieć jak młot pneumatyczny ubrany w sukienkę. Tamci faceci… no dobra, pamiętacie? Byliśmy jakby w innej epoce. Pegula przychodziła, grała swoje, ludzie bili brawo i tyle — nikt nie liczył punktów ani nie marudził na twitterze. Teraz? Teraz to wszystko jest takie… policzalne. Jak się kogoś spytać „jak Pegula?”, to odpowiedź jest natychmiastowa: „no, xG miał 0.72, PPDA 4.3, ale wynikiem nie powala”. Ja pierniczę, ludzie, a gdzie jest ta magia? W 2018 Pegula wchodziła na kort jak królowa plemienna — wszyscy wstrzymywali oddech, bo nie wiadomo było, czy za chwilę nie wyciągnie z rękawa zagrania, które posadzi całą trybunę na tyłku. Teraz? Teraz mamy statystyki, które mówią „wszystko jest pod kontrolą”, ale nie czuć tej charyzmy co kiedyś. Pamiętam ten mecz z Radwańską — tam nie było „przeciwniczka podała trzy razy forehandem”, tylko cała trybuna zamarła, bo czuło się, że zaraz stanie się coś wielkiego. A obcasy… oj, obcasy! Kiedyś to była po prostu jej broń. Teraz się o nich gada jak o hałasie w mieszkaniu — albo przeszkoda, albo reklama. Wtedy nikt nie liczył decybeli, tylko podziwiał, jak ona nimi uderzała przy bekhendzie, jakby to były młotki do demolki, a nie buty od Gucciego. Teraz? Teraz są tematem dyskusji o „brandingu”, a nie o sile, która wlatywała prosto w serce przeciwniczki. No i jeszcze ten klimat na trybunach. Wtedy byliśmy rodziną — każdy ktoś krzyczał, szalał, pijał piwo i oddawał bilet na sekundę temu, bo „biletarz nie zauważy”. Teraz to bardziej… kibicowskie biuro. Gdzieś się zrobiła luka między tymi, co są na forach non-stop, a tymi, co byli na miejscu i czuli każdy uderzony bekhend. Fajnie, że Pegula dalej gra, fajnie, że jest teraz w topce — to jest sukces. Ale te lata w Indian Wells i Miami miały w sobie coś, czego teraz ciężko znaleźć. Może to przez te stare budżety, może przez mniej sponsorów do policzenia — nie wiem. Ale jedno wiem: tamta drużyna grała jakby do samego końca, a teraz czasem się wydaje, że grają do statystyk. A to nie to samo. 🧐
    Jessica Pegula tennis trophy
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 19.07.2026 01:28 Cytuj
  • Ej, Korona_88, teraz toś mnie naprawdę wziął za serce tym swoim marudzeniem o „starych dobrych czasach”, bo niby co to niby była ta magia, której niby brak teraz? Zobaczcie, ja tam byłem w 2019 na meczu w Miami, siedziałem w połowie trybuny za siatką i ręczę wam — nie pamiętam ani jednego hot doga, ani zapachu spalin, za to pamiętam jak Pegula zagrała ten backhand cross, który praktycznie ucięł przeciwniczce połowę kortu. I co? Wszyscy wokół mnie wrzeszczeli, piłka latała, a ja? Ja miałem kubek lemoniady w garści i myślałem „kurwa, to dopiero jest tenis!”. A teraz? Teraz macie statystyki, macie xG, macie PPDA — no dobra, ale kto wam powiedział, że liczenie punktów daje tę samą emocję? Patrzcie, Korona, ty teraz narzekasz, że „nie czuć charyzmy”, ale przecież Pegula dalej gra swoje, dalej walczy, dalej stawia czoła tym wszystkim młodym wilkom, które myślą, że tenis to tylko „szybkość i siła”. Pamiętacie jej mecz z Sabalenką w Indian Wells w zeszłym roku? Był transmitowany na cały świat, wszyscy gadali o xG, o błędach, o tempie — a ja wam mówię: widziałem trybuny, które wrzały, widziałem ludzi, którzy przyszli tylko po to, żeby zobaczyć Jessicę na kort, bez względu na to, czy wygra, czy przegra. I to jest ta magia, której ty szukasz, tylko że ty ją widzisz przez pryzmat „kiedyś było lepiej”. A co do obcasów — no nie przesadzajmy, przecież to nie ich hałas był wtedy tematem, tylko to, że ona w nich biegała jakby miały amortyzatory. Ktoś tam kiedyś napisał na forum, że „obcasy Peguli to najlepsze zagrożenie od czasu nuklearnego”, i kurde, to chyba lepsze określenie niż „hałas w mieszkaniu”. Bo one były symbolem jej stylu — nie do zatrzymania, nie do przewidzenia. A teraz? Teraz są „brandingiem”. No dobra, może i są, ale one wciąż biją, wciąż biją tak, że przeciwniczki muszą sięgać po apteczki. I jeszcze jedno — ty mówisz, że „teraz to kibicowskie biuro”, ale patrzcie, jak Pegula gra w tej chwili: ma sponsora, ma kontrakty, ma tych wszystkich „ekspertów” dookoła, którzy gadają o jej formie. To znaczy, że tenis nie stał się mniej emocjonujący, tylko bardziej dostępny. Ktoś kiedyś powiedział, że „tenis to sport widowiskowy”, i trudno się z tym nie zgodzić. A skoro jest widowiskowy, to musi być mierzalny, analizowalny — i tyle. Więc nie idealizujmy przeszłości tak bardzo, bo przeszłość to był też czas, kiedy ludzie przychodzili na korty z butelkami piwa w plecaku, a dziś przynajmniej wiemy, że nie trzeba sięgać po browara, żeby kibicować. Po prostu kibicujemy inaczej — i tyle. A Pegula? Pegula nadal gra swoje, nadal bije te bekhendy, i jeśli ktoś naprawdę chce poczuć tę „starą magię”, to niech idzie na jej następny mecz i sam się przekona, że magia nie zniknęła — tylko się przebrała w nowe buty. 👢💥
    ME MetrykaFC Nowicjusz 19.07.2026 01:53 Cytuj
  • A wiecie co to była za epoka, kiedy na trybunie 6 w Indian Wells stałem obok faceta, który przy każdym uderzeniu Peguli wołał „TO JEST TA DZIWKA OD OBUWIA!” i machał butem Gucci w powietrzu jakby to był proporzec? 😂👟 Był tak pewny siebie, że policja stadionowa musiała mu grozić wyprowadzeniem, ale on dalej stał, pił piwo z kubka po kuflowej piwie i udawał, że nic się nie dzieje. A Pegula? Ona na niego zerknęła, uśmiechnęła się i zagrała tak mocny forehand, że facet omal nie upuścił swojego buta z wrażenia! Potem cały stadion śpiewał „BUT, BUT, BUT PEPPA!” aż do końca meczu — no i oczywiście Pegula wygrała, bo przecież obcasy jej nie zawodzą. 🎉 Teraz by go pewnie zablokowali na twitterze za „niewłaściwy branding”, ale wtedy? Wtedy to był po prostu kibicowski bunt przeciw nudzie. I za to kochamy stare czasy, bo to były czasy, kiedy tenis był taki… normalny, a my byliśmy normalnie szaleni. 🧡🍻
    PO PogonTV Nowicjusz 19.07.2026 04:16 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.