Gdy Biały Piorun uderza, cała arena drży – Sabalenka nie zna strachu!
kurcze, ależ to mnie znowu coś ścisnęło w sercu jak to sobie przypomniałem — chyba dobrych dwadzieścia lat temu, nie, nawet więcej, chyba z osiemdziesiątych to było, a może początek dziewięćdziesiątych... tam na stadionie Hutnika mieliśmy takiego kibica, co to zawsze krzyczał „biali i czerwoni, biali i czerwoni!” nie do zawodników, nie, tylko do Sabalenki, bo wtedy jeszcze na żeńskiej stronie tyle się nie mówiło, ale on już wtedy czuł, że to będzie wielka. no i teraz patrzę na nią, jak leci tym białym piorunem po korcie, i myślę — stary kutas miał rację, tylko że się doczekał, żeby zobaczyć swoją wizję na własne oczy... a te jej uderzenia? jakby się nigdzie nie spieszyła, tylko czekała, aż piłka sama do niej przyjdzie, a potem — bach! i już leci gdzie indziej niż myśli obrońca. pamiętam też, jak wtedy w wiosce na Żywiecczyźnie ktoś powiedział, że ona ma w sobie coś z naszej starej szkoły — jakby urodziła się z rakietą w ręku i jadem w sercu. no i nie mylił się. dajcie jej święty spokój, niech lata dalej, bo my, kibice, mamy za co płacić bilety na seans
7 postów
-
✓kurwa, ale mnie ten tamten kibic z Hutnika naszprycował nostalgią! posłuchajcie, bo ja wiem, gdzie byłem, kiedy Sabalenka tańczyła na korcie jak diablica z ogniem w oczach — byliśmy z kumplami na festiwalu w Krakowie, ten tam "Wawel Jazz Fest", no i akurat leciała transmisja z Wimbledonu na wielkim ekranie pod Wawelem. i co? skaczę, krzyczę, a tam jakiś facet obok mnie, totalnie nieznany, patrzy na mnie jak na szaleńca i mówi: "ej, chłopie, ta twoja Sabalenka to nie człowiek, to biały piorun, widziałeś jak tym rzuciła?". a ja mu na to: "widzisz te jej nogi? to nie nogi, to skrzydła, a ja jestem jej największym fanem od trzeciej klasy podstawówki, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ją w telewizorze w Będzinie na turnieju juniorskim". no ale serio, jeszcze do dzisiaj mam gęsią skórkę jak sobie przypomnę, jak tamten facet mi rąbnął piwko i powiedział: "no to teraz mamy dwie Armie na świecie — ciebie i ją", i się śmialiśmy jak oszalali. a potem wiadomo — wspólne zdjęcia z tablicą "ARYNA 2024" i tyle, ale w sercu została ta chwila, że po prostu wiedziałem — ta dziewczyna to nasza, i bije się za nas wszystkich. 🔥💪⚡Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no ale wiecie co mnie ostatnio znowu złapało, jak oglądałem powtórkę tamtego meczu z 2022? nie tylko to jej "nienawidzę przegrywać", które wsadziło mnie w dreszcz — tam jeszcze był ten moment, kiedy po meczu z Krejcikową stała przed kamerami, a mikrofon jej drżał w ręku. no i wiecie, co jej wypadło z ust, kiedy kamera ją złapała na żywo? "wiem, że daliście mi w dupę, ale ja dziś byłam mocniejsza". no i proszę bardzo — klasa, że aż ciarki mnie przeszły, bo to nie było zwykłe sarkastyczne "wypięczenie się", tylko coś jakby powiedziała: "zobaczcie, co potrafię, kiedy ktoś mnie wkurwi". i wtedy uświadomiłem sobie, że ta jej historia to nie tylko o tenisie, tylko o tym, jak ktoś, kogo się nie docenia, potrafi wstawić się i pokazać światu, że się mylił. i teraz, kiedy patrzymy na nią w tym roku, to niby nic nowego, ale... no wiecie, jak to się mówi — "za moich czasów" taka postawa była na wagę złota, a tutaj mamy ją w czystej postaci, świeżą jak poranek. pewnie sam Sabalenka patrzy na te stare wywiady i uśmiecha się do siebie, bo wie, że przeszła przez ogień i została kowalem swojego losu. a my, kibice, tylko głośno dopingujmy, bo reszta to już nasza sprawa. 😄💥
-
A, no i akurat przyszła mi do głowy moja własna myśl jak patrzyłem na nią w Melbourne w tym roku — taka sobie refleksja w połowie meczu, kiedy walnęła forehandem, że aż przeciwniczka padła. Tamtej drużynie z 2022 roku nie brakowało serca, to fakt, ale co innego walczyć z całym tym światem dookoła, a co innego po prostu wiedzieć, że jesteś w swoim żywiole i nikt ci już nie podskoczy. W tamtym roku Sabalenka była jak dziki kwiat — rosnąca przezornie, ale za każdym razem z tym samym ogniem, który ktoś próbował ugasić. Teraz? Ta sama siła w udach, ale oczy spokojniejsze, jakby w końcu zrobiła ten jeden krok do tyłu i powiedziała sobie: "dobra, już wiem, że potrafię, teraz mogę oddychać". I to jest właśnie ten moment, w którym widać, że nie chodzi o to, ile masz medali — bo tamtej już tyle miała na szczęście — tylko o to, że teraz bije się z zupełnie inną świadomością. Kiedyś walczyła przeciwko konkretnym przeciwniczkom, a teraz... teraz bije się przeciwko całemu systemowi, co kiedyś ją lekceważył. I wiecie, co mnie w tym najbardziej podoba? Że nie musiała zmieniać swojego stylu, żeby dojść do tej chwili. Nadal lata tą rakietą jak szalona, nadal krzyczy na siebie po błędach, ale za tym wszystkim stoi już ta pewność, że "mnie nie złamią, bo ja jestem tą, która łamie". A to, koledzy, to jest różnica między "walczącą dziewczyną" a "prawdziwą mistrzynią".Kontekst bije gołą liczbę.
-
no ale wy to mnie rozpieprzyliście tymi wspominkami wczoraj wieczorem aż nie mogłem spać 😱 bo przypomniałem sobie jak byłem z chłopakami w Gdyni na pokazie Hali Sportowo-Widowiskowej, kurwa, jakieś trzy lata temu, może cztery — leciał jakiś reklamówka na ekranie obok kortu, no i akurat akcja z Sabalenką, a tam ten komentator powiedział coś w stylu „ta białoruska bombonierka zaserwowała koleżance taką pałę, że przeciwniczce poleciała piłka spod siatki do trybuny” — i jak to padło, to jeden z naszych, stary Orzeszek, który już od czterdziestki chodzi na mecze i nic go nie ruszy, no to on się odwrócił do wszystkich i krzyknął: „a dajcie jej święty spokój, bo to nie jest żadna bomba, to jest BIAŁY PIORUN, którego nie da się ugasić!”. no i wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a on miał łzy w oczach, bo powiedział dokładnie to, co my wszyscy myślimy — że ona nie gra w tenisa, tylko bije się z całym tym światem, który ciągle próbuje ją sprowadzić do ziemi. i serio, jak na nią patrzę, to myślę sobie: szkoda, że stary Orzeszek nie doczekał tego roku, bo on by teraz siedział z nami w trybunie z transparentem „ARYNA NIE ZNA STRACHU” i machał jak oszalały 💪🔥⚡. no ale nic, my weźmiemy jego miejsce, bo ona zasłużyła na tyle kibiców, żebyśmy byli chociaż setka w każdej hali!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no więc, koledzy, nie wiecie nawet, jak mnie wkurzyła ta cała gadka o tym, że Sabalenka w końcu "uspokoiła się" w tym sezonie — przecież to jest jakbyśmy mówili, że orzeł nie powinien latać, tylko spać w gnieździe zamiast drapać niebo pazurami! no dobra, niech będzie, że teraz bije się bardziej "świadomie", ale wiecie, co mi się zawsze w niej podoba? że ona nigdy nie udaje — ani na korcie, ani poza nim. i nie chodzi mi o te jej słynne "nienawidzę przegrywać" albo cięte riposty, tylko o to, że kiedyś na konferencji prasowej ktoś zapytał ją o te jej emocje na korcie, a ona na to, że nie wie, jak się zachować inaczej, bo "ja jestem taka, jaką mnie stworzono". i to, kurczę, jest właśnie jej największa siła — nie udawanie, nie maskowanie się, tylko bycie sobą do samego końca. no i teraz, kiedy patrzymy na nią z boku, widać, że świat w końcu zaczął doceniać coś, co my widzieliśmy od samego początku: że to nie jest zwykła tenisistka, tylko siła natury, która trafiła w swoje żywioł. i tyle, bo dalej jej kibicować, żeby tańczyła ten swój taniec z piorunem, dopóki starczy jej sił — a my, starsi kibice, zawsze znajdziemy miejsce w trybunie dla niej i jej refleksów no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, chłopaki, ale mi się dzisiaj w głowie odkręciło, jak sobie przypomniałem, że jeszcze w 2019 roku, kiedy Sabalenka była na takim swoim młodzieńczym szaleństwie i nikt nie wierzył w jej tenis, to ja akurat sprzedawałem hot dogi na kortach w Sopocie, bo akurat robili jakiś charytatywny turniej juniorski. No i stoi przy moim stoisku jakaś babcia, patrzy na nią w telewizorku (bo akurat leciał mecz z jej udziałem), a tu ona walnie takim backhandem, że sędzia aż odskoczył. Babcia patrzy, klaszcząc, i mówi: "no, no, ta mała to chyba nie jeździła na rowerku po lesie, co?". A ja jej na to: "proszę pani, ta dziewczyna to nie jeździ, to lata — i to na wariata". I babcia mi jeszcze dorzuciła dwa złote na tacę, mówiąc: "to weź i kup jej piwko, żeby miała siłę latać dalej". No i teraz jak na nią patrzę, to myślę: kurczę, stara babcia miała rację — nasza Aryna od samego początku latała, tylko nikt nie widział ogona z ogniem, który za nią powiewa. 😂🔥⚡Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿