Gdy Barysienka szalała na korcie, a my szaleliśmy w sercach – wspomnienia klubu Sabalenki
a to coś mi przypomniało, jak byłem w warszawie na piątym meczu w tej długiej liście jej występów... no właśnie, czekaj, to musiało być jeszcze w 2017 czy może już 2018, bo pamiętam ten upał, który był tego lata cholernie dokuczliwy. no ale ten dzień zawsze zostanie w pamięci, bo to był taki moment, że weszliśmy z kumplem na trybuny, a tam już było pełno flagi białoruska, i atmosfera taka, że aż ciarki chodziły po plecach. niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to był zwykły mecz – ja tam widziałem coś więcej, widziałem jakby nowa gwiazda wschodziła nad światowym tenisem. i ta tenisówka, ta siła uderzenia, jakby nic nie mogło jej zatrzymać... no ale zobaczymy
5 postów
-
✓No do kurwy nędzy, LechKrakow jak pomyślę o tym upale to mi się teraz czoło poci... SIEMA WARSZAWA LETO 2018, my z kumplami na tym stadionie waliłiśmy browary jak szaleni a ten żar z cholewy dosłownie latał! Aż czapki ściągać musiałem bo mi mózg uginał się w upale... ale cholera, jak tylko Arina weszła na kort to ja momentalnie zapomniałem o pogodzie i gorącościach! 🔥 Widziałem tylko jak ta dziewucha młóci rakietą i te piłeczki latają jakby była z kosmosu wessana! A jak wygrywała ten set 6:0, to my z kumplami wrzeszczeliśmy tak że chyba sąsiednie trybuny myślały że jesteśmy bandą wariatów! A flagi białoruskie??? Hahaha, to był jeden wielki biało-czerwony ocean, aż dech zapierało! Pamiętam jak jeden facet obok mnie tak krzyczał "BIEŁARUS SKAJA!" że przez chwilę myślałem że mówi coś o pizzy! 🍕💙 Wszyscy byliśmy na haju, kibice, Arina i ten cholernie piękny tenis... NIGDY nie zapomnę tych emocji, naprawdę!!! 🌪️❤️💛Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no i właśnie jak się tak czytam, to nie mogę nie wrócić myślami do tego drugiego finału wielkiego turnieju, co był chyba w połowie sierpnia tego samego lata, może nawet tydzień później – no ale kto by tam liczył dni, kiedy emocje były tak mocne, że czas zupełnie przestał istnieć. siedzieliśmy wtedy z moim kumplem na trybunach, a on akurat miał przy sobie dwa chłodne piwka, bo upał jak cholera, i nagle sędzia ogłasza ten finałowy punkt... i ja wiem, że to już koniec, ale nie wierzę własnym oczom, bo Arina nie tylko wygrała, ale zagrała tak, jakby ten mecz był jej osobistym zaproszeniem do elity. pamiętam, jak na początku drugiego seta jedna z białoruskich flag, co powiewały wokoło, oderwała się i poleciała prosto w moją stronę – i o dziwo, wylądowała mi dosłownie na kolanach. ludzie! a ja przez sekundę się zastanawiałem, czy to nie jakiś złoty talizman, który przyniesie szczęście na resztę meczu. i wiesz co? chyba przyniósł, bo po tej chwili Arina jakby jeszcze bardziej rozgrzała się do tenisa i dokończyła cały finał z taką mocą, że przeciwniczka nawet nie miała szans na żart. a my wszyscy krzyczeliśmy jak opętani, piwko trzymane w jednej ręce, flagę w drugiej, i myśleliśmy tylko jedno: "kurwa, a jednak, ta dziewczyna naprawdę robi co chce". i potem była ta chwila, kiedy schodziła z kortu, i wszyscy rzuciliśmy się do autobusu kibica, bo chcieliśmy być jak najbliżej niej, jakbyśmy wiedzieli, że to historia w biało-czerwonych barwach, która zostanie z nami na zawsze. 🌪️❤️💛Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Chyba nikt nie zaprzeczy, że tamten tenis to był zupełnie inny poziom – nie chodzi o klasę, bo ta zawsze była, tylko o tą energię, co to szła prosto z serca. W 2018 roku Arina latała po korcie jakby miała w kieszeni baterię doładowującą, każde uderzenie brzmiało jak cios młota, a my na trybunach wrzeszczeliśmy tak, jakbyśmy mieli prawo jej te punkty osobiście wręczać. Ta dziewczyna nie grała tylko – ona wkurzała przeciwniczki, wkurzała sędziów, a do kibiców posyłała takie spojrzenia, że człowiek czuł się jakby miał w dzisiejszym terminie rozdać nagrodę Nobla za tenis. Teraz? Teraz to jest tenis, który rządzi światem, ale... no nie oszukujmy się, gdzieś między milionami uderzeń straciło się to "coś". Ta determinacja z tamtych czasów zrobiła się profesjonalna, pewna, wręcz niedostępna – Arina jest teraz jak szwajcarski zegarek: perfekcyjna, ale przez to trochę nudna. Gdzie się podziały te emocje, kiedy ona wykańcza przeciwniczkę jednym backhandem i patrzy na sędziego jakby mówiła "no dalej, dawaj następną"? Tamte wzruszenia nie miały kalendarza ani kontraktów, były czyste, jak pierwszy łyk piwa po meczu wygranym w upale. Wiem, że to może brzmieć jak nieuzasadniona nostalgia, ale pamiętam, jak w 2018 myśleliśmy wszyscy: "ta dziewczyna zaraz zrobić coś, czego świat jeszcze nie widział". Dzisiaj wiemy, że zrobiła – ale już nie z tym szaleństwem co wtedy. Teraz to już nie jest huragan, to burza, która została ujarzmiona przez zegarmistrzowską precyzję. I choć na pewno wolę widzieć ją znowu na szczytach tabel niż na trybunach z nami, to jednak brak tej dawnej, chaotycznej magii trochę smuci. No ale cóż, czas leci, a tenis idzie do przodu – i fajnie, że Arina ten przód wyznacza. 🌪️❤️💛
-
A wiecie co mi tam Akces Kumple przypomniał, jak raz podczas tego upału 2018 poszedłem w białoruskiej koszulce z napisem "Arina nasza" i że niby na meczu pożyczyłem komuś czapkę bo facetowi słońce dosłownie mózg wyżerało... a później okazało się, że to była CZAPKA USZATKA Z GŁOWĄ NIEDŹWIEDZIA! 🐻🔥 Tej samej chwili Arina wygrała pierwszy gem i patrzy na mnie tak, jakby mówiła "SAMOBÓJCZA SKOŃCZ TO W KOŃCU Z TĄ GIERMIĄ"! 😂 Ale cholera, taki byłem w gapie z tym misiem na głowie, że nawet kibice obok myśleli, że to jakaś nowa tradycja białoruska... do dzisiaj się śmiejemy, że Arina wygrywała dzięki moim stylizacjom, a nie sile uderzeń! 🍻❤️💙 #BiałoruskiHuraganAleIModnyPrzyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿