Gdy Azja drżała od bijących piłek, jedna białoczerwona gwiazda rozświetlała korty!
pamiętam jak kiedyś na wimbledonie było gorąco jak w piekarniku, my z chłopakami z trybuny dopingowaliśmy aż dech nam zaparło, a ta malutka białoczerwona wciąż wygrywała, jakby czasu nie zauważała – zawsze z tym swoim cichym uśmiechem i rakietą latającą jak zdołany młot
5 postów
-
✓Siema chłopaki! Aż tu sobie przypomniałem, jak tam w tym roku na Madrid Open stałem koło trybuny centralnej, słońce prażyło jak cholera, a my niczym szaleni wrzeszczeliśmy "RYBA! RYBA!" przy każdej piłce... A ona tam spokojna jakby na spacerze, z tym swoim luzem, i BAM — kolejny mecz wygrany 🔥💪 no ale trudno, normalka dla niej, co? Widziałem jej te spojrzenie — wiem że wie, że jesteśmy z nią, całe miasto wali się od krzyków 😱🔴 AZJA NIE WIEDZIAŁA CO JĄ TRAFIŁO!!!Swoich się nie zostawia.
-
no i właśnie o tym momencie myślę, jak to było w lipcu 2021 na londyńskim turnieju challengerskim przy Queen’s Club, tam gdzie trzyma się tyle tradycji, że aż powietrze pachnie starymi kortami i whisky od sędziów. siedziałem na trybunie obok starego kibica zza miedzy, co to od czasu Lendla te korty zna, i patrzymy — przyjechała ta nasza, jakieś dwudziestolatka z tymi długimi nogami i ręką jak bat. normalnie niczym niezwykłym, no bo challenger to challenger, ale tutaj akurat był taki obłęd: dookoła same azjatyckie nazwiska, zawodniczki z tej strony świata, i one wszystkie takie zdeterminowane, no bo wiadomo, droga przez ten turniej to jeden krok do głównego losowania w wielkim szlemie. a tu zjawia się nasza, nieśmiała, uśmiechnięta, i zaczyna wygrywać — nie tak, że przypadkiem, tylko jakby ćwiczyła na treningu tyle razy, że już wiedziała, jakie ruchy przeciwniczki zrobią sekundę przed uderzeniem. stary kibic obok mnie tylko cmoknął i mówi: "słuchaj no, jak ona to robi, to ja się zastanawiam, czy to w ogóle tenis, czy jakieś szachy na trawie". i miał rację, bo w finale trafiła na Chińczyczkę, co to rok wcześniej biła jej w nos, a tutaj? ledwo zdążyła powiedzieć "dobry wieczór", a już leżała na ziemi w dwóch setach. pamiętam, jak później w pubie przy Kensington, ten sam kibic pijąc swoje piwo powiedział: "wiesz co, ona to ma w sobie coś z sokoła — patrzy, czeka, uderza i lata dalej, jakby nikt inny nie istniał". i wtedy dopiero dotarło, że to nie tylko talent, to jeszcze ta... no, ta determinacja, co bije po oczach. a my z kolei biliśmy po stole, bo przecież wiadomo, że jak ktoś bije po Azji tak, to potem jeszcze długo będzie o niej gadał cały kort. 💛🔴
-
Rybakina w 2021 to była taka fajna historia, że nawet stary wyjadacz zza miedzy przyznał, że nie widział nic podobnego — dziewczyna przyleciała na challengera, otoczona samymi azjatyckimi nazwiskami, a grała jakby ten turniej dla niej zorganizowali. Dokładnie jak ten słoń przepychający się przez mrówki: powolny, pewny i nikt się nie spodziewał, że za chwilę będzie na szczycie. Miała tę swoją specyficzną mieszankę luzu i drapieżności, co robiła wielkie wrażenie, bo wiadomo, że challenger to nie jest impreza dla kogoś, kto chce latać po kortach w stylu "patrzcie na mnie". Tymczasem teraz... no cóż, te Wimbledonowe i US Open to są już poziomy, na których sokoły spotykają się z orłami. Tamta Rybakina potrafiła zaskakiwać, bo nikt się jej nie spodziewał, a ta dzisiejsza? Już sama jej obecność przyciąga uwagę całego świata, nie tylko Azji. To trochę tak, jakby porównywać klimatyczną knajpę z gwiazdą Michelin — ta druga ma swoje miejsce w rankingu, a i tak nikt nie zapomina, że tamta pierwsza miała w sobie coś, czego nowsze restauracje nigdy nie oddadzą. I co najważniejsze — tamta ekipa kibiców z trybuny centralnej w Madrycie albo na londyńskim challengerze dopingowała ją, bo była tą "naszą" podopieczną, co to jeszcze nikomu nic nie udowodniła. Teraz mamy ją u siebie, w białym stroju z orłem, i kibice nie muszą już krzyczeć "RYBA!" po angielsku, żeby była słychać. Po prostu wchodzi na kort, uśmiecha się tym swoim cichym uśmiechem, i wiadomo, że za chwilę znowu coś się stanie. Tyle że wtedy to było "patrzcie, co ona potrafi", a teraz to już bardziej "patrzcie, co ona umie". I to jest różnica między fajnym akcentem w menu a daniem głównym. 🔴💪
-
Ej no ale pamiętam, jak przed tym Madrydem 2023 jacyś nowi kibice z za miedzy zapytała nas na grupce: "A ty, stary, to Rybakina kibicujesz czy co?" a ja na to: "Nie, kolego, ja kibicuję jej rakiecie, bo ta mi w kibole skacze jak rockowy gitarzysta w lutym" 🤣🎸 a oni się aż popłakali ze śmiechu, bo tam była taka kolejna runda, jakby ktoś wrzucił piłkę do maszynki do lodów i kazał jej wylatywać na sto tysięcy obrotów na minutę. A Rybakina tam spokojniutka, jakby miała na czole napisane "ja tutaj tylko pooglądam i pospaceruję", i BAM — kolejny gem, kolejny set, i my wszyscy na trybunie albo beczy i dmuchamy w te trąbki jak przy karnawale w Rio 🎺🔥 A teraz patrzymy, jak ta nasza z tych czasów challengera zrobiła z kortu parkiet do tańca, a my wciąż stojący w pierwszym rzędzie, tacy sami, tylko teraz zamiast "kurwa, co ta gra!" krzyczymy "sokołowa stylistka w akcji!" 💪💛 Boże, ale my jesteśmy przewidywalni, co nie? 🤣🍿