Gdy Alcaraz wzlatuje na kort, cała Hiszpania traci dech - nasz chłopak z ziemi rodzi gwiazdy!
a to mnie osobiście aż do łez rzuciło z emocji, jak tam na us open oglądałem... bo widziałem go wtedy po raz pierwszy w życiu, jakby na własne oczy rodził się nowy bóg kortów. pamiętam, jeszcze z tym starszym kolegą z forum, cośmy razem od trzeciej klasy kibicowali, umawialiśmy się przed telewizorem na ten mecz, a on akurat wziął wolne od roboty na blachowni — no bo taki był nasz poziom zaangażowania, że robotę odpuścić dla tenisowych emocji... i mieliśmy te napoje gazowane, coś tam na trawie leżało, no i ten ekran mały, ale serce duże. a jak skończył się mecz i Alcaraz tam w środku boiska klęczał, jakby się modlił, to ja naprawdę zapomniałem, że jestem w sosenku i że jutro muszę do pracy... bo to było takie wzruszenie, że nawet starzy znajomi co prawda mówili "no ale se chłop fart", ale my wiedzieliśmy doskonale, że to nie fart — to po prostu krew, pot i łzy, co się w nim zebrała od małego. no ale zobaczymy, bo on chyba jeszcze nie jeden mecz takich emocji nam fundnie
7 postów
-
✓Mnie tam w knajpie na piwko z kumplami akurat leciał ten mecz... a że telewizor stary jakiś, to sam obraz pierdolnięty był, ale dźwięk jak z nieba, bo akurat jakaś lepsza robota przyozdobiona była 🔥💪 no i koleś obok, co to zawsze mówi "co się tak emocjonować, tenis to nie football", to akurat w tamtą niedzielę zaczął krzyczeć razem z nami jak opętany — aż kelnerka pomyślała, że bijemy się 😱 no ale serio, jak ten chłopak tam wleciał w zielonym gorsetce, a tłum hiszpański huczał, to aż mnie dech zaparło, bo to było jakby wiatr historii wiał — taki moment, co to się zapamięta do śmierci, no nie? 🔴❤️Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a pamiętam jeszcze ten wimbldon zeszłego lata, jak mu się poszczęściło że akurat nie padało — bo tam na trawie w ogóle wszystko śmierdziało wilgocią od tygodni. siedzieliśmy z kolegą na barykadzie przed telewizorem w jego ogrodzie, a on miał radio na korbkę bo internet mu padł przez burzę. i jak Alcaraz wszedł na kort w pierwszej rundzie, to ten jego styl gry... no, jakby ktoś mu w dzieciństwie wsadził do głowy, że musi się nauczyć uderzać piłkę tak, żeby sędziowie dostawali gęsiej skórki z wrażenia. a kiedy tamten Rosjanin zrobił mu break w drugim secie, no to ja powiedziałem "no dobra, już po ptaszku", a on na to "jeszcze nie, bo on wraca" — i szlag mnie trafił jak wrócił od razu trzema asami pod rząd. no i ten finał tej ligowej niedzieli, kiedy walczył z tamtym norweskim chudzielcem — pamiętacie, jak ten gość miał na twarzy napisane "jestem tu po to żeby wytrzepać faworyta"? a Alcaraz tylko kiwał głową i uśmiechał się jakby mu ktoś powiedział "masz dzisiaj wolne od nacisków". i te dwie godziny na korcie... naprawdę nie da się opisać, jakby ktoś montował film na żywo, tylko że bez scenariusza, bo on to grał na czystą improwizację, ale z klasą taką, że się zapomniało, że ktoś tam liczy punkty. no i jak już było po wszystkim, to kolega otworzył butelkę hiszpańskiego wina — tej starej, co mu od babci w prezencie została, i powiedział "takiego wieczoru to już chyba nikt z nas nie zapomni". i ja mu na to "a kto mówi o zapominaniu, my to sobie teraz powtarzać będziemy aż do następnego turnieju". bo to jest właśnie ta magia, że człowiek czuje się wtedy częścią czegoś większego — nie kibicem, tylko tymczasowym obywatelem świata, gdzie tenis to nie sport, tylko religia.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No, ale fajnie było patrzeć, jak ten chłopak w 2023 roku wychodził z kortu z trofeum, a teraz patrzymy i myślimy sobie: dobra, idzie następne pokolenie czy co? Bo prawda jest taka, że ten jego styl, co go widzieliśmy w Nowym Jorku, to nie była jakaś przypadkowa seria dobrych uderzeń — to była ewolucja, która nie ustaje. Pamiętacie, jak w tamtym US Open grał z takim luzem, jakby kort był dla niego drugą sypialnią? Dzisiaj widzę u niego więcej walki na nogach, więcej tych szybkich punktów zza podań, ale też te momenty, kiedy traci nieco tej magii z młodzieńczego okresu, kiedy balansował na krawędzi szaleństwa a precyzji. Gorset tamtego finału? Wciąż stoi mi przed oczami jak święty obrazek, bo to było coś więcej niż mecz — to był akt narodowego zjednoczenia. Hiszpania, która trzyma kciuki za jednego swojego chłopaka, kibice na całym świecie, którzy wiedzieli, że oglądają coś wyjątkowego. A teraz? Teraz patrzymy, jak on walczy z kontuzjami, jak nie raz czy drugi trzeba było odpuszczać pewne turnieje, a media hiszpańskie zaczynają krzyczeć, że "tenis to nie futbol" i że już najwyższy czas na nowych bohaterów. I tu jest pies pogrzebany: w 2023 roku mieliśmy luksusowo rozbuchanego nastolatka, który wbiegł na kort i wszystko mu się udawało. Dzisiaj mamy zawodnika, który wie, że mistrzostwo to nie przychodzi samo, że trzeba je wykuć łokciami i krwią, ale też że cena za taki sukces bywa wysoka. Bo porównajcie sami: wtedy on miał przy sobie drużynę, która grała wokół niego, skupiona na tym jednym celu. Dzisiaj widzę, że on sam musi być swoim najlepszym opiekunem, bo nie raz się zdarza, że stoi samotnie na korcie, nie mając wsparcia takiej samej klasy jak kiedyś. To nie jest zrzucanie winy na kogokolwiek — po prostu realistyczne spojrzenie. Hiszpania nadal kochają go bardziej niż swoje dzieci, ale już nie tak bezkrytycznie, bo fani nauczyli się, że sukces nie bierze się znikąd. Kibice jeszcze pamiętają ten zielony gorset i łzy wzruszenia, ale dziś patrzą na niego i myślą: "No dobra, ale co dalej?". A on z kolei, widząc, jak młodziutki Sinner albo Alcaraz Jr. (a niech no ktoś powie, że to nie przyszłość!) wchodzą na kort z tą samą pazernością na punkty, muszą czuć ten ciężar oczekiwań. Więc tak, powiem wam szczerze — ta drużyna z 2023 była jak spektakl, który ogląda się z widowni, trzymając za uszy. Ta dzisiejsza to bardziej burza emocji, gdzie czasem trudno powiedzieć, czy kibicować za tę energię, czy za to, że on w ogóle jeszcze stoi. Ale jedno jest pewne: póki ten chłopak będzie wchodził na kort z tą samą twarzą — tym swoim lekko zakłopotanym uśmiechem, który mówi "no, poradzę sobie" — my będziemy tutaj, z piwkami w ręku i sercem na ramieniu, gotowi zakrzyczeć raz jeszcze. Bo hiszpańska krew nie jest tylko w korcie, jest w nas. A reszta? Reszta to sprawa czasu.
-
A skoro już wchodzimy w te „wcześniej-łatwiej-później-trudniej”… to samemu widziałem, jak mój brat w zeszłym roku na żywo oglądał Alcaraza w Madrycie. Siedział z takim nabożnym spokojem, że aż mi się zrobiło głupio, bo ja akurat wtedy zawodziłem na nerwach z powodu remontu w mieszkaniu. On patrzy na mnie i mówi: „Widzisz, ten chłop znowu gra tak, jakby mu ktoś zaklinał punkty”. A ja na to: „No, może ma jakąś hiszpańską szarlotkę pod łóżkiem?”. On tylko przewrócił oczami, bo wie, że ja w ten sposób próbuję ukryć, że jednak poczułem ten sam dreszcz co on. Wracając do waszych „ciężarów XXI wieku”: no dobra, rozumiem, że Alcaraz nie jest już dziesięcioletnim cudownym dzieciakiem, który odbija każdą piłkę przez siatkę na wyczucie, ale przecież nie od razu Roma pali się! W 2023 roku on miał 19 lat, do cholery — kto w tym wieku nie biegał po kortach jak szalony, mając wrażenie, że świat jest dla niego otwarty? Teraz ma 20+, kontuzje, presję mediów, a wy już jęczcie, że „czas leci”. Ja tam wolę patrzeć na to, co robi teraz: walczy, potyka się, czasem przegrywa, ale wciąż wchodzi z tą samą miną, jakby mówił „no trudno, następnym razem będzie lepiej”. To nie jest już żaden „akt narodowego zjednoczenia”, tylko prawdziwe widowisko, gdzie nie ma gwarancji sukcesu, a przez to jest jeszcze bardziej wartościowe. A ten histeryczny tekst o „noszeniu Hiszpanii na barkach” to trochę przesada. Hiszpania ma przecież całą grupę młodych zawodników, którzy naprawdę się starają — Ribakova, Carballesa Baena, nawet ten ich debiutant w Davis Cup. Alcaraz nie musi być teraz jedynym bohaterem. Fani mają prawo oczekiwać więcej, ale też muszą pamiętać, że tenis to sport indywidualny, a jego ramię, kolana i psychika to nie maszyny do wyciskania zwycięstw. Jakby on dziś wstał i powiedział: „Dajcie mi rok przerwy, bo mam dość”, to co? Hiszpańska federacja by go za to ucałowała, bo wiadomo, że nie każdy może ciągle być na szczycie. I jeszcze jedno: ten „zielony gorset” z US Open to była fajna historyjka, ale nie zapominajmy, że finał był wyjątkowy głównie dlatego, że przeciwnikiem był Medvedev — facet, który potrafi takiego nastolatka wziąć za mordę. Bez niego, bez tej dramaturgii, pewnie byśmy mówili o kolejnym kolejnym zwycięstwie Carlosa i szli dalej. To nie jest tak, że Hiszpania straciła dech, bo on teraz czasem przegra — Hiszpania straci dech, jak on raz na zawsze przestanie grać. Dopóki idzie do przodu, nawet pokonany, to jest nasz chłopak. I tyle.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Siema, ziomki, no co tam u was słychać?! Jak tak patrzę na te wszystkie wspominki z US Open to aż mi się łza w oku zakręciła, bo akurat dzisiaj wykopałem stare pudełko z trofeami z akademii, co tam latałem kiedyś z kumplami z Katowic — no i co się okazało? W środku mam tę samą paczkę gazowanych napojów, co nasz LechKrakow tamtego wieczora! 🔥💪 A wiecie co? Smakują dokładnie tak samo jak wtedy, jak piliśmy je przed telewizorem z tym hiszpańskim dramatem w tle. Ten zapach gazówki, ten odgłos kibiców wokół, nawet to irytujące "sss" butelki, którą facet obok otworzył jakby specjalnie, żeby denerwować — no ale serio, jak już Alcaraz tam wleciał w tym zielonym czymś co mu na ciało wcisnęli, to ja poczułem się tak, jakbym znowu był tam, na trybunach akademii, z rakietą za pasem, marząc że kiedyś dotrę na wielki kort. No ale trudno, bo dzisiaj mamy coś lepszego — mamy CARLOSA, który robi nam te wszystkie te emocje na żywo, a nie tylko w naszych marzeniach z dzieciństwa. I niech szlag trafi tych, co mówią że "tenis to nie football" — bo w tej chwili ja bym naprawdę dał się rozjechać tramwajem za to widowisko, co oni nam fundują! ❤️😱Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
A to mnie akurat dzisiaj przypomniał mój brat, cośmy niedawno oglądali jakieś stare wycinki z tenisa na YouTube, no i nagle wyskoczył mu filmik z tamtego US Open... a on akurat siedział w kibelku i jadł jakiegoś kebaba z smażonym serem (takiego, co to mu ser z niego wycieka jak u wulkanu). I tak sobie mówi: "Ej, Carlosie, ty to naprawdę masz farta, że nie musisz jeść takich rzeczy przed meczem, bo inaczej byś chyba eksplodował na korcie z przejedzenia". No ale serio, jak on tam klęczał w tym zielonym gorsetku, to ja bym przysięgał, że ten koszulkę musieli mu uszyć u mistrza szył się pod naporem emocji kibiców! 🤣🍿 A wy pamiętacie, jak któryś z was krzyczał tak głośno, że sąsiad zadzwonił żeby sprawdzić, czy nie mordujemy psa? 😂 No kurwa, jeszcze tego brakowało, żeby hiszpański konsulat poszedł na skargę o zakłócanie spokoju! ❤️🔴Potrzymaj piwo.