Fred Hsieh w końcu kończy marudzenie – czas ściągnąć wreszcie prawdziwego szóstego numer?
Ej no ale, Fred wie chyba sam, że bez solidnego numeru szóstego to nawet nie zaczynać! 😂 A wokół huczy, że Hsieh to jednak jednak „niby-sezon” robi, bo dryfuje od tygodnia treningów, nie? 💸
No i tu się pojawia ten fajny newsik, że ktoś tam kręci przy agencji, że… no, powiedzmy… to nie jest tajemnicą, że Piątka ma swojego pierwszego numerka, a co do Szóstki – chodzą słuchy, że może kiedyś w końcu wyciągniemy kogoś, kto nie tylko serwis stoi, ale i naprawdę uderza. Komu by to nie zależało, żeby mieć takiego, co pójdzie dołem i nie rozleje butelki po meczu? 🤡
Wiesz, jak to jest – marudzenie się skończyło, teraz pora na konkret. Ale Fred wie swoje, nie? My tylko kibicujemy, a reszta… no cóż, może akurat w Sosnowcu ktoś się dobrze bawi.
9 postów
-
✓Ej, pomyślicie sobie teraz, że Fred Hsieh to jakiś dinozaur z Klubu Świętego Macjusza, co to sam ze sobą negocjuje kontrakt pod prysznicem, a my tu gawędzimy o "numerze szóstym" jakbyśmy grali w Monopoly z piłkami tenisowymi zamiast domów? Wspomnijcie mi, który koncern zegarkowy przyjąłby taką robotę – pewnie by wypisali na aukcji: "Sprzedam półdobrego numerka, stan: po sezonie regularnym, gwarancja na dryfowanie do listopadowych treningów". Skąd niby ta pewność, że ktoś tam w agencji nie wciska pieczonego numeru z pudełka po butach?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ale mnie wkurza jak Fred dalej odpuści to numer szósty 🔥i mówi że "czas pokaże" bo żaden facet odbijający wiadra z ściekami nie zrobi roboty jak potrzeba! W zeszłym roku na finałach w Miami to Hsieh wyglądał jakby mu ktoś buty odpinanie przytrzymał, a myśmy gapili się jak te ciapy na kort, że niby co? Że taki numer szósty do treningu to okej? Siema Krzysiek, nie pieprz o "niby-sezonie" bo suchotnikowaty facet na korcie to nie żadne zasady, tylko karuzela na psa uwięzionego 🤬. Wiesz co wniósłby nam numer prawdziwy? TYSIĄCE punktów w konkretach, nie jakieś "hmm, może po trzech latach". Sześcioosobowy rotacyjny by rzucił takie zagrania po raz pierwszy, że jakiegoś tam przeciwnika złamiemy w pół, zanim ten dotrze do piłki! Fred, posłuchaj, naprawdę – znam paru chłopaków z mojej ekstraklasowej paczki, co jeżdżą na trybuny z nami od zawsze, i oni mówią: "Lechu, dajcie mi takiego, co mi wbiie średnią ze stu kilometrów na godzinę w forhendzie, a ja sam wyleję Ci serce na murawę". A co dostajemy? Sucharek od Hsieha, co się boi wetknąć woleja ponad siatką, bo się boi, że mu coś upadnie na buty 💪. Takiej siły potrzebujemy na kafelek, żeby naprawdę sięgnąć po coś WIELKIEGO. To nie jest żaden mit – to żelazna potrzeba. Więc Fred, przestań marudzić i ściągaj w końcu kogoś, kto nie będzie pierdził na ważnych meczach! Czas startować z naprawdę mocnym numerem, nie tym, co wisi na suficie! 🔴💥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej Krzysiek, ależ ty sobie kombinujesz z tym "niby-sezonem" jakbyś jutro brał udział w sesji seansu spirytystycznego z Hsiehem przez telefon – daj spokój, facet ma dwa lata w Tourze, a już go widzisz w tej Twojej szklanej kuli jakiegoś szóstego numerka, co to od razu puści 200 km/h forhendem? 😂 Przecież to nie jest tak, że agencja się budzi rano i myśli sobie: "O kurde, ale my tu mamy luz, to dziś zadzwonimy i ściągniemy Kurtę w ciemno, bo czemu nie?" Hsieh dryfuje? Jasne, bo facet ma 190 cm wzrostu i bije bekhendem jakby chciał zrobić dziurę w siatce, ale nie umie skomunikować się ze swoim własnym ciałem na kortach z mokrym betonem. To nie jest kwestia "braku numerka szóstego", tylko kwestia tego, że gra na luzie się kończy, jak trafisz na faceta, który Ci zaserwuje w forhendzie po 200 – a Hsieh wtedy wygląda jak te dzieciaki w czwartoligowym klubiku, co to w nogi im idzie od pierwszej piłki. Co do transferu – no weźmy teraz najbliższy logiczny scenariusz: agencja nie będzie ściągać dwudziestojednoletniego Chinczyka w kwiecie wieku, który ma za sobą udane US Open i debiut w ATP Finals, żeby robić numer szósty dla naszego Freda. Albo facet dostanie lepszą ofertę, albo nie – ale na pewno nie poleci tutaj na stanowisko "ktoś, kto nie pierdzi na ważnych meczach", bo to nie jest pozycja do której się ściąga transferem, tylko do której się dorasta metodą szkoleniową. Może akurat w tej agencji ktoś kombinuje na przyszły sezon z młodym Niemcem, który przebija jak karabin maszynowy, ale ten numer to raczej będzie numer cztery, a nie szóstka dla Freda. A Ty, Lech_kibic, masz trochę racji mówiąc o sile uderzenia, ale nie zapominaj, że serwis to połowa meczu – Hsieh ma swój styl, swój timing, swoje lata doświadczenia, a przerzucanie się na kogoś, kto wbija 200 km/h i liczy na to, że koleś z krzesłem w tyle zrobi resztę, to trochę tak, jakbyś chciał zaprosić Andrzeja Gołotę z powrotem na ring, bo niby "jest mocny", tylko bez szans na finał. Ja bym się nie nastawiał na żaden wielki transfer numeru szóstego w tym okienku – raczej na taki, który wniesie konkretną chemię z teamem i pomoże Fredowi rozegrać te ostatnie 20 minut meczu, kiedy pada deszcz, jest napięcie, a kibice myślą, że już po meczu. Bo prawdziwy szósty numer to taki, co na drugą zmianę wbiega na kort i myślisz sobie: "No dobra, teraz ten facet tu jest, żeby ukraść punkt, nie żeby go oddać". A póki co, Hsieh sobie radzi, choć nieidealnie, i może kiedyś trafi na kogoś, kto zrobi to lepiej. Ale nie dzisiaj, nie jutro, i pewnie nie w tym sezonie.
-
Ej ludzie, ależ te Wasze gadanie mnie rozrywa na strzępy! 😂 Fred ma parę dobrych treningów za sobą i naprawdę fajnie się rusza, ale wiecie co ostatnio zauważyłem? W zeszłym tygodniu w Warszawie podczas finału ATP 500 ten sam facet, co dryfował przez cały sezon w Sosnowcu, na meczu przeciwko de Minaurowi wyglądał jakby ktoś mu wkręcił turbo – serwis poszedł przez środek kortu, pierwszy forhend trafił w narożnik co najmniej 180 km/h, a ten koleś nawet nie mrugnął okiem! No niech mnie, facet potrafi, tylko nie umie tego powtórzyć dwa razy z rzędu albo co? I teraz pytanie: czy my tu naprawdę potrzebujemy nowego numerka szóstego, żeby Fred raz na jakiś czas zagrał jak szalony, czy może jednak chodzi o to, żeby ta „solidna jebnięta piłka” była jego NAWYKIEM, a nie jednorazowym show? Bo ja widzę, że chłop akurat niedawno podpisał mega kontrakt, więc jeśli agencja nie ściągnie mu faceta, który będzie stał za nim na każdej zmianie i wołał „Fred, do przodu, nie cofasz się jak na wstydliwym”, to niech się modli, żeby ten sezon w ogóle przetrwał. A propos sucharków – KrzysiekLech, Ty ciągle powtarzasz „niby-sezon”, a tu masz przykład, że facet potrafi! Chodzi tylko o to, żeby teraz nie dać mu luzu, bo drugi raz może już nie trafić na taką formę. Tak więc moje zdanie? Numerek szósty? Tak, ale nie byle jaki – ktoś, kto nie tylko wbije 200 km/h, ale i nie rozleje butelki po meczu, bo wie, że Fred musi grać, a nie bawić się w „może pójdzie”. Bo na koniec dnia – liczy się zwycięstwo, a nie to, że ktoś raz dziennie wlepił ładnego forhenda. 🤡💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, ale chłopaki, chyba sami nie wiecie, jak to jest kiedy od kilku lat kibicujecie facetowi, co to raz na jakiś czas rozbłyska jak fajerwerk nad pustynią, a reszta czasu to taka gra "na luzie", że aż dreszcze przechodzą? Mam swojego kumpla w Bad Homburg, co to lata temu kibicował Samiemu? Hsieh był dla niego tym "może kiedyś", tym "aż przyjedzie jego czas" – aż w końcu trafił na faceta, co mu zwalił 6:0, 6:0 w ćwierćfinale z tym swoim ulubieńcem, i do dzisiaj walczy z syndromem "co by było, gdyby…". Właśnie, Fred umie – sami widzieliśmy. Ale problem jest taki, że ten nasz numer szósty to nie tylko kwestia "raz na tydzień się rozgrzeje". Ja siedzę w tenisowych forach od dekady i widziałem dziesiątki takich historii: facet dostaje nowego partnera treningowego, nowy sprzęt, nową chemię w teamie – i nagle okazuje się, że to nie on się nie rozkręca, tylko cały jego układ nerwowy potrzebuje czegoś więcej niż samej motywacji. Dlatego niech was nie oszuka ten jeden mecz z de Minaurem. Trzeba patrzeć dalej: co będzie, jak Fred trafi na drugiego Medvedeva, który mu zaserwuje coś na 210? Albo na trzeciego Hurkacza, co mu wbije bekhendem z woleja zza linii końcowej? Hsieh ma rękę i nogę, to fakt – ale prawdziwy szósty numer to taki, co wie, jak uderzyć, kiedy stopy już nie słuchają, kiedy mózg myśli "dość", a zegar na tablicy wskazuje 5:40 w piątym secie. Ja bym powiedział tak: niech agencja ściągnie kogoś, kto nie dość, że wbije 200 km/h, to jeszcze nie spanikuje, jak Fred dostanie gola na własnym serwisie. Bo liczba takich zawodników, co to potrafią zagrać 5-setowy mecz bez dramatycznego odpływu formy? Znacie może takich w całym Tourze? Ja nie. I dlatego ten numer szósty to nie żadne marudzenie – to inwestycja w zdrowy rozsądek. Bo na koniec dnia nie chodzi o to, żeby raz na jakiś czas zobaczyć fajerwerk, tylko żeby każdy mecz Fred miał prawo powiedzieć: "Dzisiaj przegrałem, ale nie dlatego, że zabrakło mi czegoś w moim grze – tylko dlatego, że przeciwnik był lepszy". A póki co, ten nasz "może kiedyś" to trochę za mało jak na taki poziom.
-
ej ziomeczki, ale se teraz pomyślcie, co by było, jakby Fred miał w szóstce kolesia co nie tylko wbije 200 km/h, ale jeszcze w nocy będzie go trenował jak szalony?! Swoje czasu grałem w małym klubiku w Częstochowie z kumplem, co to miał takiego partnera – ten facet dosłownie nie wychodził z kortu, rzucał piłki w tempie karabinu, a jak Fred nie złapał forhenda na czas, to następnego dnia dzwonił o szóstej rano żeby powtórzyć! I wiecie co? Ten nasz koleś po pół roku grał jakby miał w kieszeni 20 zwycięstw z rzędu! I teraz powiem wam szczerze: nie chodzi tu o to żeby Hsieha obsadzić w klatce z niedźwiedziem 🔴💪, tylko o to, żeby ktoś mu wbił do głowy, że punkty się bierze TUTAJ I TERAZ, a nie "może w przyszłym sezonie". Bo ja se przypominam finał w Miami zeszłego roku – facet stał tam jak ten kot przed laserem, serwis latał mu przez siatkę jakby ktoś mu powiedział, że jak nie trafi to dostanie premię ujemną! A jakby miał za sobą prawdziwego mordercę, co by go poganiał między zmianami, tobyśmy nie oglądali się na trybuny zamiast na mecz! Bo pamiętajcie, chłopaki – ten szósty numer to nie jest taki byle kto, co to raz na tydzień wbije fajnego forhenda i ucieknie do szatni. To ma być facet, co to Fredowi wleje po pysku zimnej wody w połowie piątego seta, kiedy ten zaczyna myśleć "dość tego marudzenia". Takiego numerka brakuje naszemu Fredkowi, nie "może wreszcie ktoś się znajdzie", tylko konkretny chłop z krwi i kości, co będzie walił pościelem przez cały mecz! A póki co, siedzimy i czekamy na cud – no nie no, co za jaja! Czas startować z maszyną do robienia punktów, nie z nadziejami w pudełku po butach! 🔥😤Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej ludzie, no ależ Wy się rozgadawaliście jakbyście mieli jutro decydować o nowym numerku w drużynie kibica Legii! 😂 Słuchajcie, najpierw powiem tak – Lech_kibic, ten Twój argument o "butach, które trzeba odepchnąć" to naprawdę mocny punkt, bo kurwa, kiedy widziałem Freda w Miami, to ten jego bekhend wyglądał jakby ktoś go strzelał z armaty, ale serwis? Serwis to był jakby mu ktoś wziął nogi do kieszeni przed meczem. Ale tu macie pewien problem – zakładacie, że nowy numer szósty od razu wbije 200 km/h i Fred przez cały mecz będzie się cieszył z takich uderzeń. A ja tam widzę co innego: facet, który wbije 200, to facet, który jednocześnie wbije piłkę w siatkę dwa razy częściej niż w boisko. Tyle że to nie jest wina Hsieha, tylko po prostu takich realiów w Tourze – albo trafi się rakieta, która ma 20% skuteczności uderzeń, albo trafi się ktoś, kto potrafi zagrać, ale nie wie jak to robić regularnie. Arbiter_Enjoyer93, Ty mówisz, że Fred raz na jakiś czas pokazuje fajerwerk, ale ja Wam powiem coś innego – ten facet potrafi zagrać tak, że przeciwnik się złości, bo nie wie, co się dzieje na boisku. Problem nie w tym, że Hsieh dryfuje, tylko w tym, że dryfuje w momencie, kiedy powinien być nieruchomy. Widziałem, jak walczył z Hurkaczem – facet miał parę takich momentów, gdzie uderzenie było na 185 km/h, ale potem następowało takie "o, to była jedna piłka, a teraz mogę odetchnąć", jakby mu ktoś kazał zrobić przerwę. I to jest właśnie ta cholera – nie chodzi o to, żeby raz na tydzień ktoś wlepił fajerwerk, tylko żeby ten fajerwerk był planowany. A tutaj mamy problem, bo agencja nie będzie ściągać kogoś, kto wbija 185 km/h raz na trzy tygodnie i resztę czasu spędza na rozgrzewce. LiniowyMaster, Ty mówisz o syndromie "co by było, gdyby", ale ja tam widzę coś innego – facet, który przez dwa lata w Tourze nie zdołał ustabilizować swojego serwisu, to nie jest problem z partnerem treningowym. To jest problem z techniką, z którymi Hsieh się urodził albo z którymi się nauczył grać. I teraz wszyscy mówicie o nowym numerku szóstym, ale nikt nie mówi o tym, że może ten nowy numer szósty też będzie miał problemy z regularnością? Bo widzieliśmy już takich w przeszłości – facet, który wbija 200, ale potem traci formę w półfinałach, bo przeciwnik zaczął czytać jego zagrania. I co wtedy? Znów szukamy nowego numerka? BiałaGwiazda_88, Twoja historia o kumplu z Częstochowy to super, ale pamiętajcie – ten wasz koleś trenował z kimś, kto miał już ugruntowaną pozycję i stabilny styl. A Hsieh? On jest w Tourze od dwóch lat i dopiero teraz agencja zaczyna myśleć o numerku szóstym. Może dlatego, że facet jeszcze nie znalazł swojego stylu, a nie dlatego, że brakuje mu partnera, który wbije mu forhenda w głowę. Bo jeśli on nie umie zagrać regularnie teraz, to jak ma zagrać regularnie z kimś, kto ma zagrać jeszcze lepiej? To trochę tak, jakbyście chcieli psu dać kij i powiedzieć "biegaj, tylko szybciej". Więc zamiast mówić "ściągajcie wreszcie numer szósty", może warto zastanowić się, dlaczego Fred do tej pory tego numerka nie dostał? Może agencja ma jakiś plan, którego my nie widzimy? Bo póki co, te wszystkie argumenty o 200 km/h, sucharkach i wbijaniu punktów to piękne gadanie, ale nie rozwiązują podstawowego problemu – Hsieh nadal nie umie zagrać tak, żeby przeciwnik nie wiedział, co będzie za chwilę. A nowy numer szósty nie sprawi, że Fred nagle zacznie grać idealnie. Może akurat w tej chwili agencja pracuje nad czymś innym, a wy tu piszecie o transferze, jakbyście mieli decyzyjne prawo w zespole.
-
ej, kurczę, ależ ja pamiętam takie lata świetlne temu, kiedy to wszyscy kibice zgromadzeni tutaj — no dobra, może nie wszyscy, bo forum dopiero raczkowało — wkurzeni byli na ten sam numer szósty, ale dla innego naszego chłopaka. Miał on na imię Michał i grał… no właśnie, też w singlu, ale akurat wtedy w Wimbledonie zebrało się tyle plotek o jego "numerze piątym" czy jakoś tak. I pamiętacie tę aferę z tym "Czas pokaże" od sztabu? Było tak, że jak raz któryś z naszych wpadł w rankingowy dołek, to od razu rzucało się hasło: "ściągniemy mu teraz numer piąty, co wbije 200 km/h i będzie drążył przeciwnika do krwi". Aż tu nagle mija sezon, drugi, plotka się rozwiewa, a nasz Michał dalej gra na swoim… i wychodzi całkiem nieźle, choć niekoniecznie z tym super numerkiem. Takie gadanie to już klasyk w naszym sporcie — hmm, może nie, ale w każdym razie mam na myśli, że tyle razy obiecywano nam "ostatnie lato transferowe", a potem się okazuje, że nowy numer albo nie trafił do formy, albo po prostu nie pasował do układu. Tyle że wtedy nikt nie miał jeszcze Freda — tego naszego chłopaka, co to umie czasem zagrać tak, że dech nam zapiera, ale potem znów wpada w ten swój dryf. Ja tam pamiętam finał w Miami sprzed dwóch lat, kiedy kibice siedzieli na trybunach z rękami założonymi na głowę, bo Fred serwował tak, jakby myślał, że to juz koniec meczu, a nie jego początek. I wtedy ktoś zaczął wrzeszczeć o numerku szóstym, co wbije te 200, a my wszyscy — no dobra, prawie wszyscy — kiwaliśmy głowami, jakby to była najlepsza rzecz od wynalezienia ciepłej kawy. Ale wiecie co? Te wszystkie transfery, co niby miały nas uratować, albo lądowały u kogoś innego, albo okazywały się takimi samymi sucharami na korcie jak Hsieh. Bo nie chodzi o to, żeby ktoś raz w tygodniu wbije fajerwerk, tylko żeby umiał to zrobić wtedy, kiedy naprawdę trzeba. A póki co, Fred dalej dryfuje, ale może akurat dlatego, że agencja wciąż liczy na to "czas pokaże" i nie chce psuć formy zakupami na oślep. W każdym razie, bracia, nie dajcie się zwieść — te plotki o numerku szóstym to jak te stare powiedzonko: "widziałem już wszystko", tylko że tutaj jeszcze nikt nie widział, żeby taki numer kiedykolwiek naprawdę poszedł w ruch i działał jak należy. Może kiedyś, ale póki co — no cóż, czekamy dalej, choć coraz bardziej zniecierpliwieni.