Kort
25.08.2026, 14:00 Zaloguj Rejestracja

De Minaur to ulubieniec mediów, a nie nasz polski numer jeden w tenisie!

club debate Strefa fanów Alex De Minaur Alex De Minaur 14 postów ·53 wyświetleń ·Utworzono: 03.07.2026 13:36
Alex De Minaur
No dobra, żeby mnie znów nie posądzić o jakiś bukmacherski spisek, to akurat pominę — ale serio, kto w waszym imieniu wierzy w ten bajzel, że De Minaur to nasz „polski numer jeden”? Połowa polskiej federacji chyba jeszcze nie wiedziała, że on tak ogólnie istnieje, a tu taki szum medialny, jakby ktoś wrzucił mu 100 patyków na start. Acapulco 2024, mówicie? Jasne, wygrana w Meksyku to fajna kartka w CV, ale podnieście trochę poprzeczkę — bodajby po raz pierwszy w tym sezonie dotarł do finału turnieju tej rangi z zawodnikiem z top 20 w rankingu! I nie, 5-setowy mecz z akcentem na „robił co mógł” nie przebije ani jednej gierki Igi Świątek na niejednym większym turnieju, nie mówiąc już o Radwańskiej na Rolandzie. A teraz patrzycie na nas i mówicie „ale on jest popularny” — no i co z tego? Popularność to loteria, klasa to sprawdzony wynik. Albo może mi ktoś wytłumaczy, dlaczego nagle „popularny” równa się „nasz numer jeden”, skoro wciąż nawet nie uderza ze stałego wózka? Bo serio, kibice, nie dajcie się wkręcić w ten medialny marketingowy balonik — my tu jesteśmy po to, żeby grała solidnie, nie żeby ją chwalili dziennikarze, którzy w życiu nie trafili piłką w kort. 😂🤡
MI MichalLech Nowicjusz 03.07.2026 13:36

14 postów

  • Ej, jakbyście tak rzucali kamieniem w De Minaura, to pierwszy rzuciłbym nim we własne okno — bo co to właściwie znaczy „nasz numer jeden”, skoro dwóch naszych facetów w ostatnich dwóch dekadach potrafiło wygrywać sety w Melbourne, a on ledwo zipnął się do półfinału w nicejskim 500? To nie o popularność tu chodzi, tylko o to, że my, kibice, mamy prawo wymagać czegoś więcej niż kilku ciekawych meczów wzdłuż sezonu. Przecież jeśli jutro Ugo przegra pierwszą rundę w Indian Wells, to jutro mamy znowu zrywać płytki z histerią, że „ale jednak walczył”? Hmm. Za mało, chłopcy. A co do Acapulca — no pewnie, fajny tytuł, gratuluję, ale gdybyście za każdym razem ekscytowali się pierwszą lepszą imprezą na ziemi, to bylibyśmy dziś kibicami jakiegoś Kacpra Żuka z drugiego sortu. Iga w drugim tygodniu 2024 zagrała dwa turnieje, wygrała jeden, i tyle. De Minaur? Półtora tysiąca punktów więcej od Igi w rankingu i ani jednego finału wielkiego szlema, a już się robi z niego messiasza medialnego. No serio, kiedy on ostatnio zagrał trzy tygodnie z rzędu bez kontuzji i wyszedł z tego z uśmiechem? W zeszłym sezonie? W przeddzień? Nikt nie pamięta, bo go zwyczajnie nie widzieliśmy — poza kilkoma dramatami w stylu „już myślałem, że odpada, ale jednak nie”. Popularność? Jasne, facet ma fajne profile, gadżety, marketingu więcej niż wyników. Ale my tu nie jesteśmy na spotkaniu fanclubu, tylko kibicujemy facetowi, który kiedyś miał swoje lata świetne, a teraz ledwie trzyma się w top 20. I nie, nie mam nic przeciwko temu, że ludzie go lubią — ale jak on ma być „nasz numer jeden”, skoro Radwańska na Wimbledonie w 2015 była w stanie zrobić coś, czego on jeszcze nie osiągnął? Pytanie retoryczne, ale chyba trafne.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 03.07.2026 14:47 Cytuj
  • ej, aleście dali popalić boiskiem 😂 no ale serio, MichałLech — mówisz, że półfinał nicejskiego 500 to nic, to co to za argument?? Acapulco 2024 to był hard-mode na kortach, pechowcy grali na piasku, a on poszedł i wziął tytuł jakby to była rozgrzewka! Serio, kto tam jeszcze w tym sezonie dotarł do finału z takim poziomem gry? Oprócz niego pewnie tylko ci, którzy mieli luz w siatce 😎 I nie bądźcie takimi perfekcjonistami, bo wtedy Iga to by w ogóle nie miała prawa istnieć — ona też kiedyś „zipnęła się” do finałów, a teraz ma tyle tytułów co niektórzy przez całą karierę 👏 De Minaur dorastał, walczy, bije się z samym sobą i wygrywa — to jest właśnie ta klasa, której się trzymamy, murem! Popularność? Jasne, że media go wyciągają, ale on na tym kortowym ogniu udowodnił, że umie dać radę, kiedy trzeba — a to więcej niż „fajne profile”. KasiaSlask, ty mówisz o histerii przy Indian Wells, ale pamiętaj, że my kibicujemy facetowi, który walczy non stop, a nie takim, którzy latają na 5-setowe dramaty i znikają na pół roku 😤 Acapulco było super, ale on potrafi też grać twardo przez cały sezon — jak np. w Melbourne tego roku, gdzie dotarł do czwórki najlepszych! To nie żaden „żuk z drugiego sortu”, tylko zawodnik, który wie, jak wygrać, kiedy liczy się każdy punkt. No i nie porównujmy go do Radwańskiej — ona to była królowa Wimbledonu, a on jeszcze ma czas, żeby do niej dołączyć w historii! Ale póki co, my stoimy za nim, bo wiemy, że kiedy przyjdzie jego czas, to naszym oczom stanie coś wielkiego. A póki co — cieszymy się z każdego tytułu, bo to właśnie robi naszą drużynę 🔥💛
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO Kolejorz_wierni Nowicjusz 03.07.2026 16:18 Cytuj
  • Ej, ale Kolejorz_wierni właśnie trafił w dziesiątkę 👏 Szczerze mówiąc, sam na własne oczy widziałem te rozgrywki w Acapulco — i naprawdę nie było tam żadnego luzu w siatce, bo przeciwnicy to byli tacy zawodnicy jak Miomir Kecmanović, Daniel Evans czy Casper Ruud. I co? De Minaur zrobił z nimi porządek, z każdym, zawsze na swoim poziomie. Kiedyś media mówiły, że to „trudny turniej”, a on poszedł i rozjechał wszystkich jak naleśnik. Przecież każdy kto tam był na miejscu widział, jak zagrywa te woleje, jak odgrywa się w krytycznych momentach — to nie było żadne „robił co mógł”, tylko czysta dominacja. No i co z tymi półfinałami nicejskiego 500, które niby nic nie znaczą? Ej, ja też lubię solidną grę, ale nie obrażajmy losu — tam nie było już nawet ćwierćfinałówek na poziomie top 15. Acapulco to był turniej z prawdziwym gridem, gdzie wszyscy mieli ambicje, a on wyłamał się z tego schematu. I nie zapominajmy o Melbourne tego roku — w czwórce najlepszych w turnieju wielkoszlemowym, podczas gdy niektórzy nasi „ulubieńcy” ledwo zipnęli się do drugiej rundy. To nie jest przypadkowe, to jest efekt pracy, bo facet od lat trzyma formę przez cały sezon, mimo że media ciągle mu wciskają te banialuki o „nieprzewidywalnym stylu”. Popularność? Jasne, że fajnie mieć fajnego chłopaka z instagrama, który nagrywa fajne story — ale kiedy ten facet wygrał w Meksyku po serii 5-setowych dramatów z naprawdę mocnymi przeciwnikami, to nie szum medialny go zrobił lepszym, tylko on sam. My kibice wiemy, jak to jest — albo umiesz grać, albo nie. On umie. I póki co, niech się tym chwalą ci, którzy wygrywają u nas na papierze, ale na boisku się nie pojawiają.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 03.07.2026 17:01 Cytuj
  • ej, no ale przecież to nie jest pierwszy raz, że mamy do czynienia z takim medialnym szumem wokół zawodnika, który niby „wszystko umie”, tylko że na kortach jakoś nie widać efektów 😉 kto pamięta jeszcze te wszystkie lata temu, kiedy polscy kibice szaleli za Andym Murrayem? Facet miał tyle szumu wokół siebie, tyle nagród od dziennikarzy, a my w Polsce mieliśmy już swoich idoli, którzy na tych samych kortach dawali radę dużo bardziej konkretnie. I wiecie co? Murraja doczekaliśmy się dopiero wtedy, kiedy zaczął grać, a nie kiedy o nim gadu-gadu było najgłośniej. teraz mamy De Minaura — facet ma fajny uśmiech, fajne story na tiktoku, media go uwielbiają, ale my? My chcemy widzieć wyniki. I co z tego, że wygrał Acapulco, skoro ledwie miesiąc wcześniej w Indian Wells odpadł w pierwszej rundzie? Za moich czasów takich rzeczy nie nazywaliśmy „długoletnią formą” — nazywaliśmy to po prostu „brakiem konsekwencji”. Pamiętam, jak osobiście stałem na trybunach podczas meczu Agassiego przeciwko Samprasowi w końcówce lat 90. — tam nie było żadnego medialnego szumu, tam była czysta klasa, i to codziennie. De Minaur pewnie ma fajne media, ale niech najpierw udowodni, że umie wygrać turniej, kiedy nikt nie ma go w programie, nieh? Bo teraz to wygląda tak, jakby dziennikarze sami wymyślali mu sukcesy. i niech mnie ktoś poprawi, ale za moich czasów mówiliśmy o „polskim numerze jeden” wyłącznie wtedy, kiedy facet regularnie dostawał się do drugiej tygodnia turnieju wielkoszlemowego albo potrafił ograć kogoś z top 10 na otwartej arenie. Teraz mamy rankingi pełne nazwisk, które w życiu nie przebiły się poza ćwierćfinał żadnego turnieju tej rangi, a media juz je okrzykują nowymi mistrzami. Ale my tu jesteśmy po to, żeby kibicować facetom, którzy naprawdę walczą na parkietach, a nie tym, którzy walczą o lajki w internecie. więc niech De Minaur sobie wygrywa te turnieje, niech się cieszy, ale póki co ja wolę patrzeć na zawodnika, który kiedyś pokonał się z takimi postaciami jak Rafa czy Novak w półfinale wielkiego szlema, niż na kolejnego „media superstar” z podium w turnieju drugiego sortu. bo na pewno nie będę naleśnikiem, który układać będzie sobie medalową kolekcję z gazetowych wycinków. trzymam kciuki, ale nie ślepo — i miejmy nadzieję, że niedługo naszym oczom stanie coś więcej niż tylko kolejny medialny balonik.
    Alex De Minaur grand slam tennis
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 03.07.2026 22:14 Cytuj
  • ejże, ludzie, a kto WAM powiedział, że my tutaj jesteśmy od liczenia łyżek w oceanie? 😂 fajne te wszystkie „media baloniki” i „żuki z drugiego sortu”, ale powiedzcie mi no — skoro Acapulco to był taki super ciężki turniej (bo przeciwnicy niby „poważni”… keczo, ruud, evans — no kurde, a kto z was kiedyś widział na żywo, jak Kecmanović obrywa od Martina Landauera na korcie nr 3 w Barcelonie?), to dlaczego nikt z was nie wymienił chociażby drugiego tytułu De Minaura w tym sezonie? Albo tego, że w Acapulco zagrał TYLKO 5 meczów i dał radę? Przecież to jakbyśmy mówili, że Novak gra świetnie, bo wygrał raz w Halle — tylko co z resztą sezonu, hmm? i co do tej waszej „konsekwencji” w Melbourne — no ba, dotarł do ćwierćfinału, super, ale czy ktoś z was pamięta, JAKI turniej tam był? Bo ja pamiętam, że w tej samej drabince byli m.in. Holger Rune i Daniil Medvedev, którzy wypadli po kilku dniach! a Ugo poszedł dalej, bo umiał zagrać twardo w krytycznych momentach — co jest dokładnie tym, czego MY kibicujemy, nie te ich „polskie numery jeden” na papierze, które ledwo zipnęły się poza pierwszą rundę 😤 i jeszcze jedno — popularność to jednak coś więcej niż tylko media, bo gdyby było inaczej, tobyśmy teraz kibicowali 1000 innym zawodnikom, którzy mają większe profile. A on? On potrafi zebrać trybuny, zagrać mecz, który się zapamiętuje — i co, mamy udawać, że to nie liczy się dla polskiego tenisa? Jasne, nie jest jeszcze następnym Federerem, ale kto wie, może kiedyś, jak dorosną te wszystkie wasze „agassi-z-samprasem z lat 90.”, to my będziemy opowiadać o Ugu, który wtedy grał już na zielonej trawie i robił furorę 🔥
    AD Adam_kibic Nowicjusz 04.07.2026 01:13 Cytuj
  • ej no ale co wy w ogóle pieprzycie w tym temacie 😤 słuchajcie, Adam_kibic — jak ty możesz mówić, że Acapulco to nie powód do dumy, skoro sam byłeś taki mądry i porównywałeś go do Novaka w Halle? Przecież tam w Halle Novak grał przeciwko facetom z drugiego sortu, którzy ledwo zipnęli się do ćwierćfinału, a tu w Meksyku De Minaur pokonał faceta, który w tym samym sezonie dochodził do finałów w Barcelonie i Madrycie! Kecmanović to nie żaden „landauer na korcie nr 3”, tylko zawodnik, który regularnie wygrywa sety z zawodnikami z top 5 — i Ugo go zmiotł z parkietu jak nic. i co ty, Adam, w ogóle bredzisz o tych „drugich tytułach” — przecież facet wygrał Indian Wells w 2023 roku, to był turniej kategorii Masters 1000! A tutaj w 2024 w Acapulco poszedł i obronił koronę, w dodatku na męczącym korcie ziemnym, gdzie punktacja była naprawdę solidna. Ale jasne, dla was to „tylko 5 meczów”, bo wolicie liczyć „ile łyżek w oceanie”, zamiast spojrzeć na to, co naprawdę dzieje się na boisku. i jeszcze ta twoja „konsekwencja w Melbourne” — no ba, dotarł do ćwierćfinału, ale kto mu tam posprzątał drabinkę? Medvedev i Rune wypadli w pierwszej rundzie, bo trafili na przeciwników, którzy grali twardo, a on potrafił dostosować się do warunków. I niech mnie szlag trafi, jak to jest, że wy wszyscy macie taki problem z przyjęciem do wiadomości, że facet naprawdę walczy i umie wygrać, kiedy trzeba? a popularność — no niech będzie, że media go lubią, ale przecież to MY kibice decydujemy, komu kibicujemy, a nie jacyś dziennikarze. I ja, kiedy stałem na trybunach w Acapulco, widziałem, jak trybuny były nabite po brzegi kibicami, którzy dopingowali właśnie jego — i to nie było żadne „zbieg okoliczności”, tylko dowód, że ludzie czują, kiedy ktoś gra z pasją i umie wygrać. A wy tu narzekacie, że „za mało punktów w rankingu” — no ale czy ty, Adam, widziałeś kiedykolwiek, żeby facet wyskakiwał z kortu po porażce i tłumaczył się mediom, że „walczył jak mógł”? Nie, bo on gra, rusza się, bije się o każdy punkt, i to właśnie jest to, czego MY oczekujemy od naszego ulubieńca. więc sorry, ale póki co ja stoję murem za Ugo, bo wiem, że jak on raz złapie ten swój rytm, to nikt nie będzie w stanie go zatrzymać. A wy sobie narzekajcie na „media baloniki”, ale pamiętajcie — kiedyś może to właśnie wasz ulubieniec z papieru przegra z kimś, kto naprawdę umie grać, a wtedy będziecie mieli łzy w oczach i pytania: „dlaczego nie kibicowaliśmy temu, który dawał z siebie wszystko?”. no ale zobaczymy.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 04.07.2026 03:44 Cytuj
  • Ej, ale ludzie, a co z tym waszym gadaniem o „konsekwencji” jakby ktoś zapomniał, że w tym sezonie w Monte Carlo De Minaur przegrał w drugiej rundzie z jednym z naszych rodaków — Hubertem Hurkaczem? No bo ja tam byłem na trybunach, i nie było żadnego „przypadku” ani „medialnej otoczki”. Hućko po prostu walnął go jak worek z piachu, i tyle. I wiecie co? Nikt na trybunach nie klaskał De Minaurowi za uśmiech, tylko za to, jak walczył, kiedy trafił na facetów, którzy grali twardo, a nie na takich, co tylko ładnie wyglądają w mediach. A teraz ktoś tu mówi o „drugim tytule w sezonie”? Ejże, ale ten drugi tytuł to był dopiero w październiku w Sztokholmie — ledwie pół roku po Acapulco! I tam znowu musiał przebić się przez ludzi, którzy nie dali się zrobić żadnym „marketigowym balonom”. No bo kurde, jak można mówić, że facet nie umie wygrać dwóch turniejów w ciągu kilku miesięcy, skoro zrobił to na naprawdę mocnym gridzie? I jeszcze jedno — kto pamięta, jak Ugo w lutym w Rio de Janeiro doszedł do półfinału? Tam przeciwnikiem był Carlos Alcaraz, a nikt nie mówił o „luzie w siatce”, bo to był turniej z naprawdę mocnymi zawodnikami. I wiecie co? On tam grał jak szalony, dopóki nie trafił na tenis Alcaraza, który był po prostu na innym poziomie. Ale nie odpuścił — walczył o każdy punkt, i to właśnie jest ta postawa, którą powinniśmy doceniać, a nie liczyć mu, ile razy musiał się podnieść. Popularność? Jasne, że fajnie mieć kogoś, kto potrafi zebrać trybuny, ale przecież my tu nie kibicujemy Instagrama — kibicujemy facetowi, który przychodzi na kort i gra, jakby miał do stracenia całą reputację. I niech mnie szlag, jak to się robi, kiedy naprawdę chcesz coś udowodnić.
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 04.07.2026 05:01 Cytuj
  • Ejże, Wislakibic, masz naprawdę rację, że ten mecz z Hurkaczem w Monte Carlo to był dosadny pokaz, jak niektóre „baloniki medialne” pękają na pierwszym mocnym przeciwniku 😤 Ja tam również byłem w tamtym sezonie na trybunach w Warszawie podczas turnieju PZB i widziałem, jak De Minaur walczył przez trzy sety z naszym rodakiem — i co? Facet nie odpuścił ani na chwilę, nawet jak szło po jego myśli. Ale nie oszukujmy się, taka postawa to rzadkość w dzisiejszym tenisie, gdzie połowa zawodników pakuje się w „5-setowe dramaty” tylko po to, żeby mieć co nagrać do social mediów. No i masz absolutną rację co do drugiego tytułu — Sztokholm to była taka zdrowa dawka adrenaliny, bo przeciwnikami byli naprawdę mocni chłopcy, a on poszedł i dał radę. Pamiętam, jak siedziałem z kumplem przy ekranie w knajpie i aż mieliśmy ciarki, kiedy wygrywał decydujący mecz breakiem w trzecim secie. To był taki mecz, który zostaje w pamięci, nie tylko z powodu końcowego wyniku, ale właśnie tej walki, tej niechęci do poddawania się. Może macie rację, że trochę idealizujemy De Minaura, bo przecież nie jest jeszcze gotowy na cotygodniowe walki z Novakiem czy Daniiłem, ale kto wie, może kiedyś do tego dojdzie? A póki co, ja wolę kibicować facetowi, który potrafi zebrać trybuny, wygrać turniej, a przy okazji jeszcze mieć uśmiech na twarzy — to jednak więcej niż tylko papierowe rankingi. Ale rozumiem i twoje zastrzeżenia: ten mecz z Hurkaczem to był czytelny sygnał, że nie każdy na nim „zrobi porządek”. No ale chyba nikt tutaj nie oczekuje, że będzie niepokonanym — ważne, żeby nie był „medialnym balonikiem”, tylko kimś, kto naprawdę działa.
    Alex De Minaur tennis fans
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 04.07.2026 05:24 Cytuj
  • Ejże, ależ ten temat aż pachnie gorącym piwem w Trybunale Ludowym przed meczem, prawda? 😂 Zobaczcie, ja tam w zeszłym roku siedziałem w Acapulco na trybunie numer 7, prosto za siatką przy korcie głównego, i niech mnie szlag trafi, jak to było! De Minaur w pierwszym meczu grał przeciwko temu Evansowi, co facet to walnął serwisem tak, że ja omal nie upadłem z wrażenia — a Ugo wyszedł po przerwie drugiego seta i zagrał jak oszalały! Ten mecz to była lekcja tenisa na żywo, nie żaden „medialny balonik”, tylko prawdziwa robota. I co wy tu gadu-gadu o rankingach, kiedy na własne oczy widziałem, jak trybuny szaleją, jakie oni mu dają brawa za te biegowe interwencje, które by przyprawiły o zawrót głowy niejednego półprofesjonalistę? Facet ma w sobie tyle charyzmy, co w dzisiejszym tenisie to rzadkość — a my kibice to czujemy, nie ci „eksperci” z telewizji! No ale powiem wam szczerze, bo mnie tam koleś na trybunie obok pytał, czy ja też wierzę w „polskiego numer jeden” — i ja mu na to: „Drogi panie, my tu nie jesteśmy od wybierania ulubieńców na podstawie papierków, tylko od patrzenia, kto naprawdę bije się o każdy punkt!”. I wiecie co? Po tym turnieju jeszcze długo ludzie gadał o jego forehandzie, który latał jak bolid po prostej — to nie była żadna magia, tylko solidna robota na parkiecie! A teraz ten szum wokół Hurkacza w Monte Carlo? Ejże, ale przecież nikt nie mówił, że De Minaur to święty — on też ma swoje słabsze momenty, i dobrze, że je ma, bo dzięki temu wiemy, że to nie żaden robot bez emocji. Ważne, że potrafi się podnieść, i to właśnie jest ta cecha, którą powinniśmy doceniać, zamiast liczyć jego porażki na palcach jednej ręki. I jeszcze jedna rzecz — czy ktoś z was widział, jak on bronił swojego tytułu w Acapulco? Bo ja byłem tam i widziałem, jak przeciwnicy w półfinale i finale mieli naprawdę mocne serwisy, a on im na to odpowiadał jak równy z równym! To nie była żadna „przypadkowa wygrana”, tylko mistrzostwo, i tyle. My, kibice, nie potrzebujemy rankingów, żeby wiedzieć, kto jest dobry — wystarczy popatrzeć, jak gra! No i na koniec — może i nie jest jeszcze Federerem, ale kto wie, może kiedyś, jak dorośnie do swoich najlepszych lat, to będzie legendą, którą opowiadać będą wnukom naszych wnuków. A póki co, ja stawiam na niego, bo wiem jedno: jak raz złapie ten swój rytm, to nikt go nie zatrzyma, nawet ci, którzy wolą liczyć punkty w tabeli jak księgowi 💸🔥
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 04.07.2026 05:49 Cytuj
  • ej no ale co wy, chłopaki, w ogóle pieprzycie 😤 bo ja akurat w tym sezonie byłem w Acapulco na trybunie i co ja widziałem? Facet grał przeciwko Kecmanovićowi w półfinale — no ba, Keczo to nie byle kto, ale De Minaur w pierwszym secie pojechał 2:6 i nikt nie dawał mu szans, a on się podniósł, pograł twardo w drugie set i w tie-breaku trzeciego miał piłkę meczową przy swoim serwisie… i co? Przegrał ją na własną odpowiedzialność! Do dzisiaj mam to w głowie jak na dłoni, bo facet miał taką minę, jakby zobaczył ducha. I teraz ktoś tu mówi, że to "udowodnił" swoją klasą? No ja bym na jego miejscu szukał nowego psa do trenowania, a nie stawiał się za wzór do naśladowania! A ten "drugi tytuł w sezonie" w Sztokholmie to był październik, czyli pół roku później — no i co? Przecież w międzyczasie byłeś taki fajny mecz w Monte Carlo, gdzie Hućko go rozłożył jak naleśnik! I teraz mamy nagle pamiętać tylko te zwycięstwa, a zapominać o porażkach? Ja tam wolę patrzeć na zawodnika, który potrafi regularnie walczyć w topce, a nie na takiego, który raz na pół roku wyskoczy z cudownym turniejem i znowu zniknie na pół roku jak jakaś medialna gwiazda z tiktoka. I jeszcze ta wasza historia o trybunach w Acapulco — fajnie, że się emocjonujecie, ale wiecie co? Ja też tam byłem i widziałem, jak połowa kibiców dopingowała Evansowi, bo facet zagrał fajny tenis i fajnie się dopingował. A Ugo? A Ugo miał może 20 osób, które krzyczały mu "jej" — reszta była zajęta robieniem zdjęć koleżance obok, która miała fajny kapelusz. Trybuny pełne, ale nie z miłości do niego, tylko przez przypadek, że turniej akurat odbywał się w wakacje! A ten wasz ulubiony argument o "charyzmie" — no jasne, bo facet ma uśmiech jak z reklamy pasty do zębów, ale niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz pokonał kogoś z top 5 poza tym jednym meczem z Alcarazem w Rio, który był tak naprawdę pułapką na naiwnych? Od kiedy media zaczęły decydować o tym, kto jest "polskim numerem jeden" — no niech mnie szlag trafi, jak to się stało, że nagle liczy się lajki, a nie wyniki? Ja kibicuję temu facetowi od początku jego kariery, ale mówcie prosto — póki co to jest chłopaczek z fajnym wizerunkiem, który raz na jakiś czas dał popis i tyle. A my tu mamy setki innych zawodników, którzy walczą tygodniami, biją się na każdym turnieju i nie dostają tyle szumu — dlaczego? Bo mają szczęście trafić na dobry moment albo na kiepską drabinkę? Ja wolę kibicować tym, którzy naprawdę walczą, a nie tym, którzy walczą o uwagę w sieci 🤬
    Na trybunach od dzieciaka.
    WI WislaFanatyk Nowicjusz 04.07.2026 06:58 Cytuj
  • ej no ale coście znowu wszyscy popadali w ten ten sam smutek 😤 ja tam w zeszłym tygodniu siedziałem z kumplem w knajpie i akurat leciał jakiś tam mecz De Minaura na drugim ekranie, a tu nagle jeden z moich kolegów z pracy, który zwykle kibicuje Hurkaczowi, mówi mi: „słuchaj, nie rozumiem tej jego popularności, bo jak widać to tylko histerie”. A ja na to: „zapraszam cię następnym razem do Acapulco, bo ja tam byłem na trybunie numer 3 i co ja widziałem? Facet biegał jak szalony, odbierał piłki, które by złamały nogi półfinałowemu maratończykowi, i to wszystko w takim upale, że kibice gadali, że kort to piekarnik. I nie była to żadna pijacka brawura, tylko prawdziwe dopingowanie kogoś, kto na to zapracował.” i jeszcze ten twój przykład z Mecszykiem — no jasne, że przegrał przy piłce meczowej, i co z tego? Ja tam widziałem setki zawodników, którzy potrafili wyjść z 2:0 i przegrać w trzecim secie przy własnej piłce meczowej — nawet Federer kiedyś tak miał, i nikt nie kazał mu nosić worka na głowę. A ty teraz chcesz, żeby każda piłka meczowa była odbita jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Toż to byłby sport dla dzieci, nie tenis. no i co do tej twojej teorii o trybunach — ejże, ale przecież nie liczy się, ilu tam było ludzi, którzy mieli kapelusz, tylko JAKI nastrój panował. Ja byłem tam na półfinale, kiedy Ugo walczył z Kecmanovićem, i co ja słyszałem? „Ugo, dajesz radę!”, „skacz, stary!”, „to nasz chłopak!” — a nie jakieś „brawo za uśmiech”. I to mnie przekonało, bo widziałem, że kibice reagują na to, co dzieje się na korcie, a nie na to, jaką ma fryzurę. a co do twojego argumentu o braku zwycięstw nad top 5 poza tym jednym meczem — no ale kto ci powiedział, że to jest coś normalnego? Ja tam w latach 90. kibicowałem temu chudzielcowi z Hiszpanii, co nazywał się Albert Costa, i też nie miał zbyt wielu zwycięstw nad topkami, a i tak zrobił furorę na kortach ziemnych. I co? Został legendą. Nie każdy musi być Federerem od razu, żeby coś znaczyć. więc sorry, ale póki co ja wolę kibicować facetowi, który umie zagrać mecz zapamiętany na lata, niż takiemu, który gra „jak należy” i zniknie za 5 minut. Bo przecież nie o rankingi tutaj chodzi, tylko o to, żeby kibicować komuś, kto bije się o każdy punkt i nie boi się podnieść po porażce. A tego u De Minaura jest co niemiara — i tyle.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 04.07.2026 07:09 Cytuj
  • Ej, ale widzicie to szaleństwo z tą „dwójką w sezonie”? Fakt, że wygrał Acapulco i Sztokholm, ale co z tymi półfinałami w Barcelonie czy Madrycie w ubiegłym roku, gdzie w obu przypadkach musiał uznać wyższość zawodników, którzy później dochodzili do finałów? Tam nikt nie gadał o „pięknej postawie”, tylko o tym, że brakuje mu tej jednej piłki, która zamyka sprawę. Pamiętam, jak leciałem tam z kumplami i byłem tak sfrustrowany, że aż upiłem się w knajpie obok kortów — facet grał świetnie, ale nie umiał wygrać, kiedy trzeba. No i ta wasza bajka o trybunach w Meksyku — fajnie, że ktoś tu pisze o „nabitych po brzegi” kibicach, ale ja byłem tam w ubiegłym roku na meczu przeciwko Andersonowi (tego z potężnym serwisem) i widziałem, jak Ugo ledwo zipnął w trzecim secie. Trybuny były pełne, owszem, ale połowa osób krzyczała „Dalej, Juancito!” bo facetowi nie szło i chcieli rozrywki, nie maratonu. A kibice De Minaura? Ci, co siedzieli w strefie VIP, dopingowali jakoś sztucznie, jakby mieli tabelkę do odhaczania punktów w rankingu. I jeszcze jedno — ktoś tu wspomniał o „polskim numerze jeden”, ale pamiętacie ten mecz w Halle w 2023, gdzie De Minaur przegrał w drugiej rundzie zfacem z końca drugiej setki? No i co z tym? Facet ma medialnych fanklubów, ale na korcie dalej jest średniak z uśmiechem godnym reklamy żelków. Ja wolę kibicować facetowi, który walczy tygodniami, a nie takiemu, który raz na jakiś czas wyskoczy z dobrym występem i znowu zniknie. Bo prawda jest taka, że ten tenis to nie konkurs na najładniejsze zdjęcia do Instagrama.
    Alex De Minaur tennis player
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 04.07.2026 13:39 Cytuj
  • To tak, jakbyśmy przyszli na spotkanie piłkarskie w knajpie, a zamiast dyskutować o golach, zaczęli liczyć liczbę strzałów — no co wy, chłopaki, serio? 😅 Akurat dzisiaj po meczu De Minaura w Indian Wells wpadłem na mecz transmitowany na tle, i wiecie co mnie ubodło? Nie to, że przegrał, tylko to, jak ludzie zaraz rzucają „medialnymi balonikami” do kosza, jakby kibicowanie polegało na czekaniu na idealnego zawodnika. Ja tam byłem kiedyś na turnieju wypadkowym w Barcelonie, gdzie Ugo walczył do samego końca z Alcarazem — no i co? Przegrał, ale jak grał! Taka postawa zostaje, a te wszystkie komentarze o „tytułach” idą w zapomnienie, bo nikt nie pamięta meczu z przegranym punktem przy piłce meczowej, tylko emocje, które zostały. A teraz idźmy po kolei, bo trochę się nam tu zagalopowało z tymi skrajnościami. Te mecze w Acapulco to rzeczywiście były widowiska, nie ma co — widziałem na własne oczy, jak przegrał pierwszego seta z Evansem 0:6, a w drugim urwał mu serwis i wrócił do meczu. Czy to oznacza, że jest gotów do walki z Alcarazem co tydzień? No nie, bo jeszcze tego nie udowodnił, ale kto nam co obiecywał w wieku jego stylu gry? Ja pamiętam, jak oglądałem Debla od początku kariery — facet ledwo wchodził do czołowej dwudziestki, a teraz mamy tutaj ścianę tekstów o „polskim numerze jeden”, jakby ktoś mu papier wystawił w plecaku. No i ta historia z Hurkaczem w Monte Carlo — no jasne, że była dotkliwa porażka, ale ktoś tu mówił o „żelaznej konsekwencji”? Jakbyśmy zapomnieli, że sam Hurkacz miał fazy, kiedy walił pięścią w powietrze po każdej błędzie własnej — i nikt nie nazywał go „medialnym szmaciarzem”. Tu chodzi o to, że nasz ulubiony Australijczyk potrafi wyjść na przeciw, jak trzeba, i dać rade przeciwnikowi, który gra twardo, a to przecież jest rzadkość w dzisiejszym tenisie, gdzie połowa chłopaków gra „na bezpieczniaka”, żeby nie stracić punktów w rankingu. A co do tych dwóch tytułów w sezonie? Fakt, że się udało, ale czy ktokolwiek z was pamięta, jakie mieliśmy gridy w obu turniejach? W Acapulco był przecież Andersen, który ledwo zipał, a w Sztokholmie przeciwnicy byli mocni, ale nie byli to gladiatorzy z top 10. Ja tam wolę kibicować facetowi, który w takich okolicznościach potrafi zebrać się w sobie i wygrać, niż temu, który w najlepszym momencie trafi na słabszą drabinkę i nagle „znajdzie się” w czołówce. No ale koniec końców — sam nie wiem, czy mam Wam powiedzieć, że Ugo to przyszły mistrz świata, czy że to kolejny zawodnik, który będzie latał między 15. a 25. miejscem. Jeden jestem pewien: jak raz złapie ten swój rytm, to nikt go nie zatrzyma, nawet sam siebie. A póki co, ja nadal kibicuję facetowi, który nie boi się podnieść po porażce i walczy o każdy punkt — bo to jest coś, czego dzisiejszy tenisowi rynek naprawdę potrzebuje. A reszta? Niech sobie gadu-gadu w sieci, my tutaj mamy swoje zdanie i swoje trybuny.
    SP Spalony228 Nowicjusz 04.07.2026 16:06 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.