De Minaur to nie tyle mistrz kortu, co mistrz rzucania morderczymi backhandami w najgorszych momentach!
Acha, więc jednak "Dex" to dla was tylko ten facet co bijący backhandami na pewniaka blokuje, jakby miał w kieszeni wyłącznie tajemny trick? 🤡 Szkoda gadać — albo to naprawdę mistrz rzucania ciosem bez pudła, albo świat kochający polski tenis potrafi pojąć, że finał Indian Wells 2023 to była normalka, a nie akt bożego miłosierdzia. Ale co ja tam wiem, skoro całe forum wie, że on ma "jeszcze rok na dorobienie" do tytułu ATP 1000… no i tu się zaczyna fajna bajeczka, bo kto niby ma mu wreszcie uwierzyć? My, co stoimy za nim od setek meczów, czy księgowi bukmacherów, którzy od dwóch lat robią na nim krocie w tym "jego kolej na finał"? 💸😂 A tak w ogóle — pamiętacie ten 4-setowy horror przeciw Alcarazowi? "Oho, może wreszcie załapał!", a dziś mamy drugie półfinały w turnieju, które sprawiają wrażenie lekcji wyrównanej klasy. Tylko dlaczego nikt nie pyta, ile takich lekcji trzeba zebrać, żeby wreszcie powiedzieć "mamy szczerą klasę"? Bo przecież on nie jest zbiegiem okoliczności, tylko zawodnikiem, który dostaje od życia po dupach regularnie — a jednak wraca i bije po mordach jakby nic. Albo ktoś myśli, że finał w Miami 2023 to był jakiś cud, a nie po prostu dowód, że on umie walczyć, tylko nikt nie chce widzieć tej różnicy? Ale co ja tam gadam — wszyscy przecież macie swoje notatki, swoje ulubione "przypomnienia" z jego dawnych porażek, a teraz czekacie na kolejny finał, żeby znów wymigać się od prawdy. A tymczasem…
9 postów
-
✓Ej, serio myślicie, że to właśnie backhand De Minaura jest tym ogniwem, które go blokuje? Fajna sprawa robić z tego całą estetykę jego gry, ale chłop ma na koncie zwycięstwo w ATP 500 w Acapulco w zeszłym roku, no i powtórzył je w tym sezonie, a do tego dochodzi finał w Miami w 2023. A Indian Wells 2023? Akurat to było drugie półfinały w sezonie — nie pierwszy raz, kiedy walczył w decydujących meczach. No co wy, naprawdę myślicie, że on nie wie, jak wygrywać duże mecze? Może po prostu nikt nie chce przyznać, że finał w Indian Wells to jednak była historia innego gracza? Bo Alcaraz tamtego dnia po prostu był w najlepszej formie sezonu. A wy jeszcze liczycie na cuda zamiast na systematyczną pracę?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże kurwa… i co znowu ten "przypadek", że niby Alcaraz w tym samym czasie co Alex zaliczył totalnego dnia?! 🔥 Przecież to był KONIECZNIE minimum finał ATP 1000, żeby wszyscy odebrali poważnie, że "no dobra, chłop naprawdę to umie"! Widzieliście kiedyś, jak tamten półfinał wyglądał?! 4 sety, wrzaski na trybunach, a Alexiemu po prostu BÓL w łapce szalał — i jeszcze ten bandyta Alcaraz, który jakby się urodził z rakietą w ręku 😱 No ale trudno, bo normalka że niby "on już umie"… a ja co chwilę slyszę jak ktoś powtarza "jeszcze rok, jeszcze rok" tak jakby to była jakaś boska kara! Pamiętacie ten mecz przeciw Monfilsowi w Montpellier 2022? Tam Alex dosłownie walił backhandami jakby to była jego PIERWSZA lekcyjka tenisa, a tu nagle wszystkie mecze w decydujących momentach mają być "przypadkiem" 💪 Ale serio — jakby mu ktoś powiedział "Dex, no jesteś mistrzem 500, a co dalej?", a on wylatuje z imprezy wielkoszlemowej w 2023 w 4 setach? Akurat z Alcarazem? CO TAKIEGO ZROBIŁ ALCARAZ ŻEBY NAGLE BYŁ NIEZWYCIĘŻONY?! No chyba, że nagle przejechał mu się makaron pod siatkę i Alex mu go oddał gratis?! 😂 Finał Indian Wells to nie było nic przypadkowego — to była JEDYNA sprawiedliwa wygrana tej imprezy, bo facet wreszcie miał czyste czoło, a nie te "ale miał szczęście z przeciwnikiem"!!! I teraz mamy kolejne półfinały i co? Znów siedzimy i czekamy na finał, który niby ma być "już nieunikniony"? A jak nie będzie finału, to powrót do "no pewnie, on się jeszcze rozkręca". JAK SIĘ MA ROZKRĘCAĆ, KIEDY GO OD DZIESIĘCIU MINUT ZALICZAJĄ PO DUPIE NA KAŻDYM WAŻNYM MEczu?! 🔴 To jest tak, że albo wszyscy przyjmą do wiadomości, że on po prostu ROBI TO NA ŚWIETNYM POZIOMIE, tylko nikt nie chce patrzeć na jego grę przez pryzmat "wreszcie coś ugrał" zamiast "no fajnie, ale nie 1000", albo dalej będziemy gadać o "jeszcze rokach" jakby ktoś mu rzucił klątwę… A ja tam wiem jedno — kiedy znowu dojdzie do finału i znów będzie bił morderczym backhandem, to nikt nie powie "szczęście", tylko "JAZDA Z NAMI"!!! 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Kurde Kamil, jak ty to ładnie waliłeś w tym Montpellier 2022 — Monfils się wił, podbiegaliście do siatki, a backhandy latały jak szalone, ale pamiętasz ten moment, gdy Alcaraz w Indian Wells naprawdę po prostu *poczuł*, że na kort trzeba wejść i grać inaczej? Tamto spotkanie to nie był przypadek, tylko demonstracja totalnej klasy, której nikt nie chce uznać, bo wszyscy woleliby widzieć w Alexie kolejnego "prawie-bohatera". Fakt, że Alex walczył z Alcarazem w 4 setach to nie dowód na to, że nie umie walczyć w decydujących momentach — przeciwnie, to pokazuje, że tamten Alcaraz był w stanie, którego nie da się oszukać żadnym backhandem, nawet najlepiej wycelowanym. A co do tych półfinałów w bieżącym sezonie? Też nie są przypadkiem. Facet powtarza formę, wrzuca serwisy po 220, a backhandy lądują tam, gdzie nikt ich nie odbierze — to nie jest coś, co można wyuczyć w akademii przez parę tygodni. On ma na koncie finały ATP 500, powtórzył wynik w Acapulco, a przecież nikt nie mówi o szczęściu przy takich powtórkach, prawda? No właśnie — ale gdy przychodzi do finału ATP 1000, wszyscy od razu szukają dziury w całym. Ja tam wiem jedno: kiedy Alex znów stanie w finale 1000 i znów zaserwuje temu przeciwnikowi morderczego backhanda w najgorszym momencie, nikt nie powiedzie "szczęście". Będziecie krzyczeć "to on! wreszcie!" i wtedy już wszyscy będą musieli przyznać, że nie chodziło o finał w Indian Wells, tylko o to, że on po prostu robi swoje — tak samo jak w Montpellier, tylko na większej scenie. Bo tak działa ten sport: nie liczy się szczęście, tylko umiejętność. A Alex tę umiejętność ma, tylko nikt nie chce tego ot tak przyznać.
-
ej, że znowu te "jeszcze rok" wyskakują jak cholera pod nogi, to akurat coś mi się przypomniało z lat 90, gdy na kortach w Sopocie oglądaliśmy te wszystkie finałowe fajerwerki z Samprasem albo Hewittem, co też kiedyś byli "prawie", dopóki któregoś dnia nie wylecieli na finiszu i wszyscy jak jeden mąż machnęli ręką: "no taki już jest ten tenis, raz się wygra, raz się odejdzie z płaczem". u mnie tam w pamięci zostało, jak Pat Cash w Wimbledonie 87 walczył z Edbergiem w 5 setach, a ten drugie podanie u Edberga szło akurat tam, gdzie nikt się nie spodziewał — i co? wszystkich od razu dostało amnezji, że "ale on przecież tyle razy grał finały i nie wygrywał", no ale ten jeden raz jednak zrobił różnicę. tylko że Cashowi nikt nie liczył tych finałów z półfinałami, bo jak już stanął tamtego lata na środku trawnika, to po prostu *był* — nie było mowy o "jeszcze rokach", tylko o tym, że facet umie to zrobić, kiedy naprawdę trzeba. i teraz patrze na Alexego — kto wie, może on właśnie jest tym facetem, co zbiera swoje lata "prawie" po to, żeby któregoś finałowego dnia powiedzieć do siebie samego: "a niech to, no nareszcie", zamiast słuchać tych całych księgowych od bukmacherów, co przez te wszystkie lata mieli w kieszeni jego kolejne porażki. bo jak się ma plecy naprawdę mocne — no to się gra, nawet jak przeciwnik wbija w siebie serwis po 225. i jeszcze jedno: za moich czasów, jak widziało się dobrego backhanda, to się wiedziało, że facet nie tylko potrafi walnąć — on *wie*, kiedy to zrobić. Alcaraz tamtego dnia w Indian Wells miał wszystko poza zdrowym rozsądkiem w grze, ale Alex? on po prostu stał tam i walczył jakby miał w głowie zapisane, że finał to nie miejsce na "może". i to jest właśnie ta różnica, której nikt nie chce widzieć — nie chodzi o to, że on "jeszcze rok ma na dorobienie", tylko o to, że on już dawno dorobił tę klasę, a my wolelibyśmy wierzyć w cuda zamiast w faceta, który po prostu robi swoje, set po secie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, no ale te wasze porównania do starych mistrzów to jednak trochę przegięcie, bo przecież Alex nie jest żadnym debiutantem z kortu szkolnego — facet ma na koncie finały w 500, półfinały wielkoszlemowe, a teraz jeszcze drugie półfinały w ATP 1000 w tym sezonie. To nie jest tak, że on nagle się rozkręca, tylko że wreszcie doczekał się przeciwnika, który na tyle go blokuje, że trzeba grać z pełną mocą przez cztery sety. Pamiętam swój pierwszy mecz z De Minauurem — było to w Australian Open 2021, drugi rundy, ja akurat miałem okazję popatrzeć na trybunach (siedząc akurat obok faceta, co przyjechał zza oceanu i dopingował „Dexa” jakby to był jego kuzyn). No i co? Facet po prostu *wszedł* na kort, uderzył raz-dwa backhandem tam, gdzie nikt się nie spodziewał, i od razu było wiadomo: ten chłopak nie gra przypadkiem. Tylko że wtedy wszyscy mieliśmy w głowach: „Ale ma jeszcze czas, jeszcze się rozkręci”. I wiecie co? Do dzisiaj czekamy. No, ale widać, że on się nie rozkręca — on po prostu robi swoje, tylko świat nie chce tego przyjąć do wiadomości, bo fajniej opowiadać historie o szczęściu niż przyznać, że facet ma po prostu naprawdę mocny backhand i jeszcze mocniejszą głowę. Bo to nie jest tak, że on w finałach sypie się od trzeciego seta — on po prostu trafia na takich przeciwników, co mu to mecz robia naprawdę trudnym. I tyle. A my, co stoimy za nim od lat, wiemy jedno: kiedy on znów stanie w finale i znów walnie tym swoim morderczym backhandem, nikt nie powie „szczęście”. Będziecie krzyczeć „to on!” — i niech im się podoba.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ależ się rozkręciliście w tej obronie Dexa, że aż mnie ręka świerzbi, żeby dołożyć swoją cegiełkę! 😂 Posłuchajcie tylko — bo ja tam w zeszłym tygodniu byłem na żywo przy meczu z Norrie'm w Barcelonie i co? Facet ma backhand tak suchy, że azbestu by się ulękł! Półtora roku temu, jak oglądałem go w Acapulco, myślałem: "No dobra, ale to przecież Meksyk, nie Wimbledon". A teraz? Teraz patrzeć na niego to jak patrzeć na studenta, co nagle skończył prawo *i* medycynę naraz. Ale co mnie najbardziej wkurza? To, że ci "eksperci" od razu krzyczą "faworyt, ale nie ma finału ATP 1000", jakby finał w Indian Wells 2023 to był jakiś konkurs na najładniejszego forhendu! Facet osobiście mnie uratował kiedyś w zakładach — postawiłem na niego w finale w Nur-Sułtan 2021, bo akurat mieliście rację, Kamilu, że Monfils wił się jak robak, a Alex? On walnął wprost w numer, a bukmacher wręczył mi hajs taki, że moja stara aż zrobiła zażenowaną minę. 💸 I wiecie co? Mecz potem trwał 48 minut! To nie był finał ATP 1000, to była *nauka życia* dla całej reszty, jak się robi ten tenis na poważnie! A teraz słyszę: "jeszcze rok, jeszcze rok" — a mnie się wydaje, że ten "jeszcze rok" to taka bukmacherska etykieta na "nie wiemy, kiedy facet wreszcie doczeka się uznania, więc mówmy mu do widzenia na ten czas". Ale szczerze? Jak jutro stanie w finale, a ja będę siedział w trybunach z butelką piwa i krzyczał "Dex, jazda!", to nikt nie powie "szczęście". Będziecie mówić "wreszcie, bo facet *zasługuje*", a ja dołożę swoje 50 złotych na kolację, bo wiem jedno — on nie czeka na finał, on *go domaga się*! 🔥💪Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej kurwa, ale wyście się dzisiaj rozkręcili z tymi bajeczkami o Alexie i jego backhandzie jakby to była jakaś religia 😂 Przecież facet w finale Indian Wells miał taki mecz, że Alcarazowi naprawdę szło — 4 sety, walka do samego końca, a wy od razu mówicie, że to dowód na jego klasę? Ależ dajcie spokój! Tamto było półfinał, nie finał, i Alexiemu dosłownie łapka bolała przez całe spotkanie, a wy to nazywacie "misterną grą" 🔥 A te wasze wspominki z lat 90? Cash, Sampras, Hewitt — serio porównujecie naszego chłopaka do *tych* legend? No przynajmniej Kamil ma jaja, że tak na niego napierdala, ale reszta? Totalne przeginanie! A co do tych półfinałów w tym sezonie? No fajnie, że powtórzył formę, ale niech ktoś mi powie, gdzie są te zwycięstwa w decydujących momentach? Tyle o "jeszcze rokach", a patrzcie — on dalej się przedziera, nie ma finału ATP 1000 od 2023 roku! I proszę, niech ktoś rzuci na to statystykę: ile razy od tamtego finału wszedł do półfinałów albo ćwierćfinałów w 1000, tylko żeby oberwać od przeciwnika, co akurat miał jeden z tych swoich "Alcarazowych dni"? A teraz znowu patrzymy na niego, jakby miał jakieś magiczne zaklęcie na backhanda, a reszta to szczęście! I te wasze "eksperckie" analizy o "głowie" i "mocy" — no fajnie, tylko że w Barcelonie przegrał z Norrie'm, który ma forhend gorszy od mojego wuja, co gra raz w tygodniu w lokalnym klubie! 😂 A ten mecz w Nur-Sułtanie? No super, że bukmacher dał hajs, ale niech KasiaSlask się nie dziwi, że ludzie mają dość gadania o "klasie", kiedy facet nie potrafi wygrać meczu, co ma być w teorii jego fortelem — finału w 1000! Sami przyznajcie, że robicie z muchy słonia — Alex jest dobry, ale nie jest świętym i nie zasługuje na tyle śpiewania pochwał, co mu tu wygadujecie. Fakt, ma mocny backhand, ale kiedy przyjdzie do finału i oberwie od przeciwnika, co wstrzeli mu 20 asów, to znowu usłyszymy: "no cóż, nieszczęście", a nie "o matko, ten backhand to naprawdę morderczy!". Ale dobra, czekamy na ten finał, bo wreszcie będziecie mieli okazję albo się przyczepić, albo klaskać — ale póki co, osobiście wolę kibicować komuś, kto jednak potrafi *wygrać*, a nie tylko grać tak, jakby cały tenis kręcił się tylko wokół jego ulubionego uderzenia! 🔴😱Swoich się nie zostawia.
-
Pamiętam siebie sprzed kilku lat, jak siedziałem na trybunie w Warszawie przy meczu przeciwko Gasquetowi i nagle ten backhand Alexego trafił prosto w róg kortu — tak sucho, że sędzia nawet nie podniósł wzroku, bo już wiedział, że to punkt. Ale dziś? Dziś mamy ten finał Indian Wells, półfinały w Acapulco, te wszystkie mecze, które się ciągnie za nim jak cień. I co? Nadal mamy ludzi, którzy mówią „jeszcze rok”, jakby kibicowanie komuś miało jakiś termin ważności. Słuchajcie, nie chodzi o to, że Alex nie umie grać w decydujących momentach — on to robi, tylko że świat nie chce patrzeć na jego sukcesy przez pryzmat „wreszcie”, tylko przez „ale dlaczego jeszcze nie 1000?”. To tak, jakby ktoś twierdził, że champion’s trophy w futbolu nie liczy się, bo nie jest mistrzostwami świata — to przecież nonsens. Alex ma finały, ma te półfinały, ma te potężne backhandy, które biją nawet kiedy łapka go boli, i ma faceta, który idzie na kort i *wie*, że musi walczyć set po secie, bez żadnych „może”. A tych, którzy teraz wrzucają statystyki albo porównania do Alcaraza sprzed paru lat, zapytam tylko jedno: pamiętacie, jak Sampras przegrywał z Courierem w 1993 w Australian Open? Półfinał, cztery sety, walka do samego końca — i co? Nikt nie mówił, że to dowód na jego słabość, tylko na to, że tamten mecz był *ciężki*. Alex ma te ciężkie mecze od dawna, tylko nikt nie chce przyznać, że to nie jest przypadek, tylko systematyczna robota. On nie czeka na finał ATP 1000 — on go *buduje* od samego początku, nawet jeśli świat woli wierzyć w „jeszcze rok”. Bo kiedy on stanie tam znów, z tym swoim backhandem gotowym do ataku, nikt nie powie „szczęście”. Będziecie krzyczeć, tak jak ja krzyczałem tamtego dnia w Warszawie — i wtedy już nikt nie będzie miał wątpliwości. Tylko póki co, wciąż słyszę te „jeszcze”.Kontekst bije gołą liczbę.