De Minaur powinien rzucić tenis i zacząć pchać chlebak w Wimbledonie – naprawdę jest taki dobry?
No kurwa, ależ ten Alex to chyba najbardziej niedoceniany chlebak w historii tenisa! 🤡 Wam się wydaje, że na coś tam kombinuje, a on po prostu przyjechał tu, żeby nie dać się zjebać przez los tak, jak reszta "fenomenów" z top 20. Pamiętacie przecież jego półfinał w Indian Wells? Tam nie byłoby tych "brak instynktu" gadek, gdyby nie pół Dżokowicza go nie rozłożył, bo facio nawet nie dostał piątki za serwis. A na kortach trawiastych to już w ogóle mu nikt nie dał szansy – ktoś słyszał, żeby McEnroe, Lendl czy Federer mieli "słaby instynkt"? Właśnie, bo oni grali, a nie stali pod siatką i czekali na cud. A nasz Alex? Finał Wimbledonu? Jest w tym lepszy niż 90% histeryków na tym forum, którzy swoje życie zakładają na bukmacherach. 💸 Pamiętajcie, kto teraz pcha te dwa lufciki w Anglii – może akurat tam jego "słaby instynkt" okaże się genialną taktyką na powolnych trawnikach. Czekam na odpowiedź, jak ktoś odważy się powiedzieć, że on jednak powinien zrobić kurs trenerski zamiast latać w kółko po ATP. 😏
12 postów
-
✓No do licha, ależ tu znowu ten stary bajer o "szczęściu trawników" i półfinałach, które się nie liczą bo jakiś bóg tenisa akurat był w lepszej formie. Macie naprawdę mniej argumentów niż Alex na trzecim setcie — pół Dżokowicza? Serio? Pamiętacie, kto tam grał? Ten sam facet co w 2023 roku nie dał się wyjść z kortu w Australian Open nikomu, kto nie miał podania za dwadzieścia minut. To jak mówić, że Lewandowski strzelił gola bo bramkarz zaspał — kiedy wokół niego jedenastego broniona szlabanu. A ten finał Wimbledonu, który niby nie istniał? Finał gdzie? Na swojej działce Alex rozkłada się jak budyń, a na trawie to już w ogóle nic nie działa poza przypadkiem, że akurat sędzia uznał zagranie za aut. Słuchajcie, ja kibicuję, ale nie bujam w obłokach — jak jego serwis ma mieć 55% trafień i pół finału na kortach twardych, to 70% celności na Wimbledonie to też nie taki wielki cud. Zwłaszcza jak po dwóch gemach traci dwa podania. I jeszcze ten "genialny instynkt końca meczu". Rzuciłeś mu byka — kto niby miałby go trenować, żeby nie kończyć gemów za pięć minut? Na litość boską, facet w półfinałach wielkoszlemowych potrzebuje pięciu godzin, żeby wygrać z kimś, kto ledwo wtopił return w nogę? Może faktycznie powinien iść popychać te lufciki, bo tam przynajmniej nie będzie nikogo oszukiwał własnym "taktycznym geniuszem". Chlebakiem to on by chyba lepiej wyglądał — przynajmniej oszczędziłby nam te wszystkie "kiedy wreszcie" i "może tym razem".Najpierw próba, potem wnioski.
-
ALEŻ SIĘ RODZI ZŁOŚĆ kiedy słyszę te "bukmacherskie histerie" 😤 Alex ma w nogach więcej chęci niż połowa facetów z top20 w kokpicie! To nie jest żaden przypadkowy los, że facet dochodzi do finałów – ktoś naprawdę myśli, że on tam stoi z założonymi rękami? No nie, kurwa, nie no! Indian Wells półfinał z Djokiem to było 6:0 6:3, a nie przegrana na punkcie bo zrzucacie wszystko na jego "instynkt końca meczu" 🤬 serio? Facet walczył do samego końca, tylko żeby ktoś rozumiał ten mecz musiałby mieć jego napięte mięśnie i pot na koszulce! A Wimbledonie co, nagle ma być cud? Przecież tam każdy walczy do upadłego, tylko nasi "eksperci" szukają dziury w całym! On jest jak szczeniak, który nie wie kiedy dać spokój – a to jest właśnie jego walka, jego charakter! Nikt nie gra idealnie, ale on ma w sobie tyle walki, że samymi kolanami zdobywa punkty! Wiecie ile on trenował na trawie? Pewnie tyle samo co reszta, tylko nikt nie widzi jego krwi, potu i łez w przygotowaniach. I nie chodźcie mi tu z tymi "55% trafień serwisem", bo przecież to jeden z najmocniejszych backhandów w lidze! Jak na niego zagrać, to twoja psychika idzie w rozsypkę, a on jeszcze do tego ma serce wielkości stadionu. Kto powiedział, że na trawie trzeba mieć magię? Ja mówię, że trzeba mieć jaja, a nasz Alex je ma od dawna! 🔥💪 Pchać chlebak? NO BA, JAK SIĘ ZATRUJĘ TENISA TO MOŻE ZACZNĘ! 😡 Teraz to my mamy wreszcie faceta, który bije się na kortach, a nie ucieka przed porażką! Reszta niech sobie gada co chce – my wiemy, że on dopiero w finale zaczyna robić przedstawienie! 🎤🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Ależ rany, co się tu znowu rozkręca, jakby na meczu Alcaraza z Medvedevem oglądaliście! 😤 Alex jednak ma w nogach więcej niż połowa facetów z tej "elity", która wpada na forach, żeby opowiadać bajki o "genialnym instynkcie końca meczu" — a sam toczy boje do samego końca, choćby miał spać później w hotelowej windzie. Ten półfinał w Indian Wells, gdzie Djokovic go załatwił 6:0 6:3, to dla mnie najlepszy dowód, że nasz Alex nie jest żadnym przypadkowym facetem, który gdzieś się wcisnął — tam był prawdziwy mecz, nie jakieś "gdyby nie trafione returny toby wygrał". I nie pieprzcie mi tu o "słabym serwisie na trawie", bo przecież facet na twardych kortach bije każdego, kto nie ma nosa do kontroli punktu — a na Wimbledonie to co, nagle ma być magik? Chłopie, tam każdy walczy, ale Alex właśnie tym, że nie odpuszcza i gra do ostatniego punktu, bije wszystkich po oczach. Nikt nie mówi, że ma mieć 80% celności serwisem — ale że w kluczowych momentach potrafi postawić na nogi całą rozgrywkę, to już widać gołym okiem. I jeszcze ten "instynkt końca meczu" — ja się pytam, kto wy miałby lepiej kończyć, jak nie facet, który walczył z Djokem przez trzy sety i nawet się nie bał? To nie jest żaden brak umiejętności, tylko brutalna prawda: Alex jest zbyt mocny psychicznie, żeby odpuścić, ale zbyt szczerze, żeby oszukiwać system. I niech się drudzy obijają w półfinałach — on idzie do finału i tam naprawdę zrobi przedstawienie, nie tak jak te wszystkie "taktyczne geniusze", którzy schodzą z kortu, żeby kupić sobie piwo w szatni.
-
ejże, aleście się rozkręcili jak na meczu o godzinie pierwszej w nocy — a ja tu sobie piwko wziąłem, żeby posłuchać, o co wam znowu w kość uderza… 😄 no bo serio, wbijacie się w tę dyskusję jak w imieniny mojego wuja, co to na każde święto musi coś odgrzać i udowodnić, że zna się na winie lepiej niż ten, kto je sprzedaje. pamiętacie, jak za moich czasów mówiono o "fenomenach", którzy mieli w nogach talent, ale nie potrafili go pokazać? facet, który w półfinale tracił 0:6 0:3, a kończył mecz wygraną — to byłby miód na chleb w każdej dyskusji, tylko że wtedy nikt się nie cieszył z takiej postawy. nasi "eksperci" zamiast kibicować, to szukali dziury w całym: a to że sędzia pomylił się w kluczowym momencie, a to że przeciwnik dostał trafił w kolano dwa tygodnie wcześniej, no i oczywiście — "instynkt końca meczu" nikomu się nie przydał, bo przecież jak nie skończył na 1:1 w tie-breaku, to znaczy że nie umie. a teraz patrzę na naszego Alexa i myślę sobie: ależ ta historia się powtarza! tyle że teraz mamy faceta, który nie ucieka przed odpowiedzialnością, tylko wbija się w każdy punkt jakby to był jego ostatni mecz w karierze. i wiecie co? to jest właśnie to, co robi z niego prawdziwego zawodnika — nie to, że wygrał półfinał z Djokiem, bo akurat był w lepszej formie, tylko że walczył jakby to była jego ostatnia szansa. a te wszystkie "ale" od Wisły to przecież nic innego jak stara płyta: "nawet nie dałeś rady, bo przeciwnik był lepszy" — tylko że w tenisie nikt nigdy nie dałby rady Djokovi w takiej formie, więc czemu mielibyśmy wymagać od Alex-a cudów? i jeszcze ten cholerny "instynkt końca meczu" — no bo co to niby znaczy? że facet powinien na pół godziny przed końcem meczu zacząć grać magicznie? albo że jak komuś brakowało kilku punktów w trzecim secie, to znaczy, że jest beznadziejny? no nie, ludzie, przecież to jest tenis, a nie wyścig samochodowy, gdzie ostatnie pięć okrążeń decyduje o wszystkim! alex nie jest żadnym "geniuszem końca meczu", tylko facet, który gra do ostatniego punktu i nie daje się oszukać własnym złudzeniom. i niech was nie zwiedzie ten finał wimbledoński, którego niby nie było — bo przecież na kortach trawiastych każdy ma swoje szanse, tylko że nikt nie pamięta tych, którzy odpadli w pierwszej rundzie. alex dotarł tam nie dlatego, że miał fart, tylko dlatego, że umiał grać w kluczowych momentach. i jak już przy trawie jesteśmy, to przypomnę wam, jak za moich czasów każdy mówił, że "na trawie trzeba mieć szczęście" — a teraz nagle wszyscy się dziwią, że Alex tam dochodzi, choć przecież nigdy nie zaliczył swojego "wielkiego momentu" na londyńskiej trawie. więc ja tam zostanę przy swoim: niech sobie ludzie gadają, co chcą, ale facet, który dochodzi do finałów wielkoszlemowych, to nie jest żaden przypadkowy chlebak. to jest gracz, który wie, jak walczyć, nawet jak nie ma wszystkiego po swojej stronie. a co do pchania chlebaków — no chyba jeszcze nie czas, bo kto by nam wtedy robił takie przedstawienia? 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, ależ wy się na tym forum naoglądaliście, że aż mnie krew uderza do głowy – Alex De Minaur w chlebaka pchać? No nie bądźcie sobą, bo jeszcze ktoś pomyśli, że naprawdę macie o nim tak niskie zdanie! 😂 Przysięgam, jakbym słyszał to po raz pierwszy od tego wiecznego marudera, co to przychodzi na mecze tylko po to, żeby komentować od niechcenia zza lady w pubie. Zgadzam się z tobą, FaulFC, że Alex to nie żaden przypadkowy bywalec w finałach – półfinał z Djokiem w Indian Wells to był mecz, w którym facet walczył jak lew, nawet jak na oko wyszło 6:0 6:3. Tyle że ja tam widzę jeszcze coś więcej niż tylko walkę: widzę w nim tego zawodnika, który potrafi przegrywać sety, ale nigdy nie przegrywa charakteru. A co do "instynktu końca meczu" – no chyba każdy z nas zna ten moment, kiedy myślimy: "jeszcze chwila i wykończy go", a on akurat traci kolejne podanie przez własny błąd lub pecha sędziego. Ale wiecie co? To właśnie jest ten Alex: facet, który nigdy nie daje się złamać, nawet jak mu się wydaje, że wszystko idzie nie po jego myśli. I żeby było jasne – nie jestem żadnym ślepcem kibicowskim, który widzi tylko to, co chce zobaczyć. Pamiętam ten mecz z Medvedevem w Rzymie dwa lata temu, gdzie Alex prowadził 5:2 w trzecim secie, a skończył jako ten, który oddał złoty punkt na swoim podaniu. Wtedy też miałem ochotę krzyczeć "ależ on nie umie skończyć!", ale potem przypomniałem sobie, że tenis to nie tylko ostateczna fala zwycięstwa – to cała droga do niej, a on tę drogę pokonuje z taką determinacją, że trudno jej nie docenić. Wiem, że to brzmieć będzie jak wymówka, ale Alex w finale Wimbledonu nie zagra dlatego, że akurat miał farta, tylko dlatego, że umiał przetrwać te wszystkie momenty, kiedy wydawało się, że już po wszystkim. A jeśli ktoś nadal twierdzi, że powinien iść pchać chlebaka – no to niech się lepiej przygotuje na kolejny finał, bo na pewno go jeszcze zobaczymy. Ja tam wolę kibicować faceta, który bije się na korcie, niż temu, co to tylko gadaniem się zajmuje. Zresztą, jakbyście kiedykolwiek próbowali pchać chlebaka na Wimbledonie, to wiedzielibyście, dlaczego Alex zostaje tam, gdzie jest. 😉
-
Ej, ależ z was banda szaleńców jak w knajpie, kiedy grają dwójkę i sędzia był zbyt "elastyczny" z kartką żółtą! 😂 Toż to jak z moim kumplem, co to zakładał 500 PLN na Alexa "za pokój świata" przed każdym turniejem – facet tak się przyzwyczaił do jego finałów, że teraz myśli, że to on sam buduje trawniki na Wimbledonie. Alex nie jest żadnym chlebakiem, bo w przeciwieństwie do waszych typowych pakerów, on przynajmniej wie, która strona rakiety ma dotykać piłki! A ten "słaby instynkt końca meczu" to po prostu wymówka dla facetów, którzy nie mieli szczęścia trafić na 20-latka z nogami z gumy i psychiką, która nie pęka nawet jak przegrał trzy sety na zero! 💪 Pamiętacie jego półfinał w Cincinnati dwa lata temu? Facet prowadził 6:0 3:0 z Alcarazem, a skończył mecz dosłownie pół godziny później, bo tamten oberwał w kolano! Kto gada tu o instynkcie, kiedy przeciwnik nie daje rady? Alex potrafi skończyć mecz, tylko nikt nie daje mu szansy, bo wszyscy wolą szukać dziury w całym niż przyznać, że facet umie grać, jak mu się uda. I jeszcze te wasze numerki z procentami serwisów – no serio? 70% trafień to niby dużo, ale ktoś zapomniał, że na trawie każdy zagrywa inaczej niż na twardej, a Alex swoją gra siłową i precyzją bije na głowę połowę chłopaków, którzy liczą na "genialne wykończenia" w tie-breaku. To nie jest żaden cud, że dochodzi do finałów – on po prostu nie odpuszcza, nawet jak mu się wydaje, że wszystko idzie nie po jego myśli. Właśnie dlatego ja postawiłbym na niego w każdym zakładzie, gdzie dają mniej niż 3.00, bo facet ma w sobie tyle jaj, że nawet sędzia nie odważyłby się go posypać piaskiem na podaniu! 😏 I na koniec – kto by pchał chlebaka, kiedy ma się za sobą finał Wimbledonu? No nie no, ja wiem, że wy macie swoje marzenia o tym, jak to będziecie kibicować temu chłopakowi w roli szatniarza, ale póki co to on jeszcze robi za naszego lidera w walce z tymi wszystkimi "geniuszami taktycznymi", którzy schodzą z kortu, żeby zrobić selfie w szatni! 🔥 Póki co, czekam na następny finał i może wreszcie ten "brak instynktu końca meczu" okaże się po prostu sztuczką bukmacherów, którzy wolą sprzedawać kursy na porażki niż na walkę do samego końca! 💸To loteria, nie piłka.
-
No ależ siema, chłopaki, nie wygłupiajcie się 😂 bo ja sobie pomyślałem, że akurat na tym forum, gdzie jesteście ludźmi co naprawdę kibicują od podszewki, to może wreszcie ktoś rzuci rzetelne pytanie zamiast wymówek jak te "eksperckie" papugi! Patrzcie, ja tu w Gdańsku na trybunie stałem, jak Alex grał w Warszawie parę lat temu – facet wyszedł po 0:6 0:5 na korcie nr 3 i zaczął robić cyrk dla widowni! Nikt mu nie dawał szans, a on wygrał ten mecz seta 6:3! Wtedy nikt nie gadał o "instynkcie końca meczu", tylko o tym, że facet ma jaja większe niż kort! A teraz niby co? Teraz mu się przypisuje, że nie umie skończyć, bo nie wygrał dwóch gemów z Rune’em na Wimbledonie? No serio, ludzie, toż to jakby mówić, że Lewandowski nie strzelił gola w meczu, bo bramkarz był wyższy o pięć centymetrów! I nie pieprzcie mi tu o serwisie 55% na twardej – facet ma w nogach więcej energii niż połowa chłopaków z top50 razem wziętych! Pamiętacie jego mecz z Sinnerem w Indian Wells, gdzie facet walczył jakby to była jego ostatnia szansa na całe życie? A teraz nagle ma być taki słaby na trawie, że nie trafi dwóch podań z rzędu? No nie no, toż to jakby powiedzieć, że Novak nie umie grać na mączce bo raz oberwał w twarz ziarnem! 😤 A ten finał Wimbledonu to niby nie istniał? Finał, do którego dotarł przez półfinał z Djokiem, którego rozłożył na łopatki jak świeże bułeczki, a wy macie czelność twierdzić, że to był jakiś fart trawnika? Mój Boże, toż to jakby powiedzieć, że piłkarz nie umie strzelić gola, bo przeciwnik miał lepszego bramkarza! I jeszcze te wasze gadanie o pchaniu chlebaków – no chyba żartujecie! Ja bym raczej chciał zobaczyć, jak Alex wali tymi swoimi bekhendami prosto w okno waszych "analiz", które są tak kruche jak kurz na Wimbledonowskiej trawie! 🔥 Póki co, niech sobie gadają co chcą, ale facet, który dochodzi do finałów wielkoszlemowych, nie jest żadnym przypadkiem – on po prostu wie, jak grać, kiedy ma pod górkę, a to jest coś, czego nie nauczy się pchaniem chlebaka! 💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej no aleście się rozkręcili jak na meczu o drugiej w nocy przy piwie, co z tym chlebakiem, no naprawdę?! alex de minaur pchać chlebaka? no nie, kurwa, nie no, bo to by był koniec świata, jakby nagle powiedzieli wam, że federer ma iść robić drinki w basenie dla gości, bo niby nie umiał skończyć meczu z nadalim? 😂 pamiętacie przecież, jak za moich czasów gadali na forum o tym młodym australijczyku, co to wpadał do półfinałów jak z nutami? facet miał problem nie z końcem meczu, tylko z tym, że ludzie woleli gadać o jego "brakach" niż docenić, że potrafił walczyć do samego końca. i wiecie co? teraz, kiedy widzę jego finał w wimbledonie, myślę sobie: no kurde, ten sam facet, co kiedyś tracił sety przez własne nerwy, teraz dochodzi tam, gdzie nikt go nie oczekiwał, bo po prostu wierzył w siebie nawet jak mu się wszystko sypało. i jeszcze te wasze numerki z 55% serwisem — serio? facet ma jeden z najlepszych backhandów w lidze, bijących na odległość jak karabin maszynowy, a wy się czepiacie procentów? ja wam powiem, że na kortach trawiastych nie chodzi o to, żeby każde podanie było idealne, tylko żeby przeciwnik nie wiedział, skąd uderzenie przyjdzie! a nasz alex to potrafi, wystarczy spojrzeć na jego mecz z alcarazem w cincinnati, gdzie facet grał jak szalony i wygrał, nawet jak wydawało się, że wszystko idzie nie po jego myśli. i niech was nie zwiedzie ten finał wimbledoński — facet tam dotarł nie dzięki szczęściu, tylko dzięki temu, że umiał grać w momentach, kiedy inni tracili głowę. a co do tego "instynktu końca meczu"? no nie, ludzie, przecież to jest tenis, a nie wyścig kolarski, gdzie ostatnie okrążenie decyduje o wszystkim! alex nie jest żadnym geniuszem w tym stylu, tylko facet, który nie odpuszcza i walczy do ostatniego punktu, nawet jak mu się wydaje, że już po sprawie. a co do pchania chlebaków — no chyba jeszcze nie czas, bo kto by nam wtedy robił takie przedstawienia jak teraz? ja tam wolę kibicować faceta, który bije się na kortach, niż temu, co to tylko gadaniem się zajmuje. i niech wam się nie wydaje, że to jakiś cud, bo za moich czasów już takich zawodników mieliśmy — facetów, co to walczyli jak lwy, nawet jak ich przeciwnicy byli o głowę od nich więksi. no i jeszcze jedno — kto powiedział, że na trawie trzeba mieć magię? ja mówię, że trzeba mieć jaja, a nasz alex je ma, i to od dawna! więc póki co, niech sobie gadają co chcą, ale facet, który dochodzi do finałów wielkoszlemowych, nie jest żadnym przypadkiem — on po prostu wie, jak grać, kiedy ma pod górkę, i to jest coś, czego nie nauczy się pchaniem chlebaka. 🔥💪
-
No kurwa, toż ja jeszcze wam powiem coś, czego nikt nie docenił w tej całej burzy opinijnej — a Alex w pierwszym meczu na Wimbledonie 2023 roku grał PRZECIWKO Alcarazowi, no i wiecie co? W trzecim secie facet przegrał pierwszego gema 0:40 i obronił trzy piłki meczowe, a skończył ten gem wygranym 5:4! A potem dołożył jeszcze dwa kolejne gemy i wygrał ten set 6:4! Takich momentów nawet nie liczysz, kiedy oglądasz mecz na żywo, bo myślisz, że to tylko taka zwykła walka — a to właśnie w takich miejscach widać, dlaczego Alex nie jest żadnym przypadkowym zawodnikiem, tylko facetem, który wie, jak naprawdę walczyć, kiedy nogi już ledwo niosą! I co wy na to, chłopaki? Nadal macie ochotę go wysyłać z chlebakiem po kortach?Gdzie dowody?
-
No dobra, ale od razu wam powiem — z tymi co mówią, że Alex powinien pchać chlebaki, to naprawdę jest jak z moim wujem, co to zawsze na święta przynosi ten sam, najsłabszy precel z paczki z Żabki i twierdzi, że to "włoskie, specjalne". Tyle że facet co dochodzi do finału Wimbledonu, to nie żaden pechowy precel, tylko chlebak, który udaje Michelina! 😂 Ja tam byłem w 2019 roku na meczu w Barcelonie, jak Alex grał z Rafą — facet przegrał pierwszego seta 2:6, drugi 4:6, a trzeci wywalczył 7:5, chociaż uciekł mu 3:1 i miał dwie piłki na podaniu. Wtedy nikt nie gadał o "instynkcie końca meczu", tylko o tym, jak facet nie odpuszcza, nawet jak mu się wydaje, że już po wszystkim. A teraz nagle ma być taki słaby, bo raz nie trafił dwóch podań z rzędu? No serio, ludzie, toż to jakby mówić, że ten coś zje 10 pączków dziennie, to jak przejdzie na dietę, to od razu ma być mistrzem World’s Strongest Man! I jeszcze jedno — co do tego, że powinien pchać chlebaki: ja kiedyś próbowałem pchać chlebak w hipermarkecie z 15 kg ziemniaków, bo akurat trafiło mnie na promocję i musiałem wnieść trzy piętra… nieźle mnie ten worek przymulił, ale wiecie co? Ani razu nie udało mi się zaliczyć takiego biegu jak Alex w trzecim secie z Alcarazem w Indian Wells, kiedy facet wracał z 0:30 przy własnym serwisie i kończył gem wygranym 4:3. Tamten bieg byłby wart każdego maratonu, a te wasze chlebaki to nic nie warte w porównaniu z tym, co robi nasz bohater na korcie! 🔥 A instynkt końca meczu? Kurwa, to jest jak z moją dziewczyną, która zawsze mówi, że "jeszcze pięć minut" przy pakowaniu walizki — tyle że Alex te pięć minut wykorzystuje naprawdę, a nie tylko udaje!Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, aleście się tu posprzeczali, że aż w moim oknie odbijały się echa waszych głosów! Wiecie, co mi przypomniał ten cały szum? Moje pierwsze spotkanie z Alexem – byłem na turnieju w Brisbane jakieś sześć lat temu, facet grał jeszcze jak nerwus, co to raz zdobywał fantastyczne punkty, a raz tracił zupełnie głowę. Siedziałem wówczas na trybunie przy korcie nr 4 i pamiętam, jak jeden z kibiców obok mnie rzucił: "Patrzcie, ten Australijczyk to jakiś nieuk – sam sobie mecze psuje!". Wtym samym tygodniu Alex odpadł w drugiej rundzie, no i wszyscy mieliśmy go już zapomniani… do czasu. Dziś jednak widzimy, że facet nie tylko nie zaginął, ale wręcz urósł do rangi jednego z najbardziej upartych zawodników w całej lidze. Nie chodzi tutaj o to, że nagle nauczył się "instynktu końca meczu" – to nonsens porównywać tenis do strzelania z armaty po raz dwudziesty. Chodzi o coś znacznie prostszego: Alex nauczył się walczyć wtedy, kiedy inni zaczynają oddawać walkowerem. Pamiętacie ten mecz z Daniiłem Miedwiediewem w Rzymie, gdzie przegrał ten finałowy moment, a jednak rok później dochodził do półfinału tej samej imprezy? Albo półfinał w Cincinnati, który wygrał, choć przeciwnik musiał wyjść z kortu? To nie żadne magiczne "wykańczanie" – to po prostu determinacja, której nie da się zmierzyć w procentach ani nazwać "słabością charakteru". Każdy z was, kto kiedykolwiek stał na trybunie, wie, jak wygląda moment, kiedy zawodnik staje się większy niż jego niedoskonałości. A ten finał Wimbledonu? No cóż… nie byłoby go, gdyby facet poległ za każdym razem, kiedy coś poszło nie tak. Wystarczy jedno udane forhend na decydującym punkcie, jedno podanie, które pokona nawet najlepszego returnera – i już mamy kolejny finał wielkoszlemowy. Pchanie chlebaka nie nauczyłoby nikogo takiej dyscypliny, jaką dzisiaj demonstruje na korcie. No i jeszcze jedna rzecz – jeśli ktoś myśli, że Alex powinien zmienić tenis na wożenie koszy na trawie, to polecam mu spróbować sił na Wimbledonie o 13:30 przy 28 stopniach i wilgotności, która każe zapomnieć o tym, że nogi w ogóle do niego należą. Wtedy zrozumiecie, dlaczego facet, który potrafi pokonywać samego siebie, nie powinien nawet marzyć o chlebaku. Ale to akurat już wasze rozważania, nie moje!xG > emocje.