De Minaur gra jak szalony, ale czy naprawdę tyle wart co cała reszta top 30?
A co wy wszyscy tacy zachwyceni, jakby obalił dopiero co świętej pamięci Fedaka? 😂 Chodzi wam o ten jego styl czy raczej o to, że ktoś wreszcie dał popalić Djokovicowi i Alcarazie? Po półfinale w Indian Wells to chyba nie o klasę, tylko o dramaturgię krwawił – raz leci przez siatkę jak bezwładna lalka, raz stoi jak słup i wbija piłkę na forhenda niczym robot z uszkodzonym serwisem.
I nie opowiadajcie mi tu o "prawdziwej wartości top 30", bo ja widziałem już, jak De Minaur robi z Nickiem Kyrgiosem to, na co stary Federer nie miałby szans – a przecież nie był numerem 1 ani razu! 🤡 Co, nagle mamy mu wszystkie błędy wybaczyć bo akurat kiedyś przejął pałeczkę od młodych? Fakt, że ma jaja do grania, ale czy to aż tyle warte, żeby porównywać go do reszty stajni, która naprawdę potrafi zaliczyć turniej bez dramy na każdym meczu?
14 postów
-
✓Ej, ale się Krzyś rozbił na tym lejcowaniu – co niby ma niby pokazać ten półfinał w Indian Wells? Że Alex ma więcej wyskoków niż latający Cycek na co dzień? 😂 Słuchaj, znam facetów, którzy podczas meczu zachowują się jakby mieli w kieszeni ładowarkę do mózgu, a nie tak, jakby ktoś im przez ramię krzyczał „uwaga, lada moment grzmotniesz w taflę”. Upadki przy siatce to nie styl – to po prostu szansa dla przeciwnika, żeby cię pogrzebać za darmo. A że kiedyś sprał Kyrgiosa? No i co z tego, skoro od tamtej pory walczy z fantomowymi ranami – półfinał w IW to był spektakl, w którym najbardziej widowiskowe było to, jak Alcaraz klepał sobie piątki po punktach, bo De Minaur sam sobie je oddawał. Jeśli ktoś naprawdę chce walczyć o pozycję w topce, nie może pozwolić, żeby każdy mecz był gonitwą przez pole minowe własnych nerwów. Albo grasz z klasą, albo grasz z przypadkiem – i teraz akurat przypadek gościł częściej. Wartość w topce to nie jaja do grania, tylko ciągłość. Tej jeszcze brakuje – nawet jak ktoś raz zaliczy fajny występ, to za miesiąc znów leci po bandzie jak pijany na nartach. Reszta top 30 ma swoje „drama”, ale potrafi je przełożyć na punkty i podwyższki, a nie na widowisko dla kibiców drugiego sortu. Więc sorry, ale nie kupuję bajki o bohaterskim niedopałku – on ma fajne uderzenia, ale jak na razie szkoda patrzeć, ile ich marnuje przez własną niestabilność.
-
no ale spoko, z tymi upadkami to chyba trochę za mocno wyciągacie wnioski?! 😤 jaki znowu spektakl „dla kibiców drugiego sortu” – on tam walczy, rozumiesz? walczy z każdym punktem, z każdym piłkami, a te jego podcięcia i upadki? to nie chaos, to wkurzona walka o każdy punkt! 🔥 półfinał w IW, no dobra, czasem oberwał w taflę, ale kurcze – Alcaraz tak samo leciał, jak trzeba było wbiec w piłkę, nie? a ten facet co? klepał sobie piątki, bo De Minaur sam siebie zajechał?! ❌ brzmiało to tak, jakbyście zapomnieli, że on wciąż walczy z tymi swoimi demonaami, a nie tylko gnije w miejscu! i te porównania do reszty top 30 – no serio?! ten drybling u Alcaraza to magia, ale kiedy indziej znów lata jak nietoperz po nocy, z kolei Medvedev to srogi facet, ale raz na wozie, raz pod wozem, a Djokovic? jemu można wybaczyć praktycznie wszystko, bo przecież jest „nie do zatrzymania” 💪 a De Minaur? ma fajne uderzenia, ma wolę walki, ma serce – i to się liczy! nie każdy rodzi się z Metą w dłoni, ale każdy może dać z siebie 100%, nawet jak czasem oberwie po mordzie! no i jeszcze te jego wejścia na siatkę – jak ktoś tak walczy, to chociaż raz na tydzień powinien dostać medal za odwagę, nie za perfekcję 🥇 i co z tego, że nie ma jeszcze ciągłości? walczy, walczy, walczy – i kiedyś dojdzie, ale póki co, to my jesteśmy przy nim, bo wiemy, że nie gra dla numerków, tylko dla tej chwili na korcie! 🔴💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, aleście dzisiaj w formie – Krzyś wrzuca petardę, Lech ripostuje tak mocno, że czuć ten klimat kibiców od czterech stron kortu! LechFan, dobra robota, bo chyba tylko ty w tym szaleństwie trafnie złapałeś, o co tak naprawdę chodzi w tej dyskusji. Prawda jest taka, że Alex nie dostaje punktów za to, żeby nie lecieć przez siatkę raz na tydzień – dostaje je za to, że kiedy indziej lata szybciej niż Alcaraz z wyrzutnią rakiet w ręce. Te upadki w Indian Wells? Tak, wyglądały dramatycznie, ale kto powiedział, że gra klasyczna jest jedynym sposobem na zwycięstwo? Widzieliście kiedyś, jak Medvedev w 2021 roku dochodził do finału Wimbledonu z tym swoim "czterokrotnym upadkiem w meczu"? A jednak dziś ma trzy Wielkie Szlemy na koncie. Nie chodzi o to, że upada – chodzi o to, że wstaje i bije tak, jakby to ostatni punkt w sezonie. De Minaur w półfinale w IW przegrał, bo oddał punkty sam sobie, ale pamiętajcie, że trzy tygodnie wcześniej wygrał w Acapulco, a miesiąc później dołożył jeszcze Dubaj. To nie są rzuty monetą – to po prostu zawodnik, który czasem gubi głowę, ale nigdy nie traci serca. I nie porównujcie go do tych, co grają "bez błędów" – takich w topce nie ma. Kontrowersyjne? Tak. Ale właśnie dlatego, że gra, nie dlatego, że udaje doskonałego. Ile razy Alcaraz latał na kolanach w Monte Carlo, a i tak dochodził do finału? Czternaście! Czternaście upadków, a jednak został mistrzem świata juniorów, bo nauczył się, że walka nie kończy się po pierwszym obicie. De Minaur walczy od pierwszego seta, bez względu na to, czy wbije piłkę w taflę, czy rozbiję ją na lotne frytki. I to, kurczę, się liczy bardziej niż te wszystkie "on nie należy do top 30, bo raz upadł". On należy tam, gdzie trzyma go jego styl – na drugim końcu kortu, gdzie się walczy.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a w moim gdańsku, jak kibicowaliśmy kiedyś Heniemu Panufnikowi przy alei herbacianej na kortach miejskich, to też byli tacy, którzy krzyczeli „co to za styl!” bo raz upadł, raz wpadł w taflę, a raz dogonił piłkę tak, że sędzia ledwo widział, czy jest już po niej. 😄 ale wiecie co? dziś Panufnik to legenda, bo walczył z każdym punktem, nie tylko z przeciwnikiem. i nie żeby mu to od razu szło – pamiętam, jak w 2007 roku przegrał półfinał w Sopocie z tym młodym Szwedem... jaki tam był numer 100 na świecie, no ale się napocił, oberwał kilka razy po plecach i walnął wreszcie forehandem tak mocno, że piłka wylądowała w basenie dla publiczności. klasa. teraz patrzymy na De Minaura i chcemy, żeby grał „bez błędów”? no ale wtedy byśmy musieli wyrzucić z historii chyba wszystkich, którzy kiedykolwiek coś osiągnęli. przykład? Federer w pierwszej rundzie Wimbledonu 2010 walił bekhendem tak mocno, że stracił równowagę i walnął w siatkę... a przecież nikt nie powiedział wtedy, że „to dramaturgiczny chaos”. on wstał, dograł seta i wygrał turniej. bo gra nie polega na tym, żeby nie spaść, tylko żeby wstać i walczyć dalej. i nie chodzi tu o to, żeby wybaczać wszystko przez „walczy”, tylko żeby widzieć, że Alex ma w sobie coś, czego brakuje wielu innym – tę wściekłość na punkty, którą widać, kiedy wbija piłkę na forhenda tak mocno, że przeciwnik nawet nie ma czasu zareagować. połączcie to z tymi jego upadkami przy siatce – raz oberwie, raz nie, ale zawsze wraca. i właśnie dlatego, że nie jest doskonały, bo nie jest robotem z ustawieniem „grać bezbłędnie”, jest dla nas taki fajny. bo przypomina, że tenis to też sport, a nie maszyneria do czyszczenia kortów. i jeszcze jedno – Krzyś, nie żartuj sobie z tych „jaj do grania”, bo to akurat jest cecha, którą da się wyćwiczyć. jak David Ferrer latał jak szalony po całym korcie i walnął wreszcie w 2013 roku do półfinału Australian Open, to wszyscy mówili „no tak, ale on jest numerem 5 na świecie, a De Minaur jeszcze nie”. a ja wam powiem – jak ktoś ma w sobie tyle serca co Alex, to prędzej czy później złapie się tej ciągłości. bo tak naprawdę ciągłość to nie kwestia talentu, tylko woli. a tej mu nie brakuje, nie?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście dziś napalili, aż mi się chce przypomnieć, jak De Minaur po tym jego upadku w Indian Wells zrobił coś, czego nikt nie czekał – w ostatnim meczu na turnieju w Miami dograł pięć piłek setbolowych pod rząd, a przeciwnikiem był przecież sam Hurkacz, który przyleciał z formą na ten rok. Nie żebym sugerował, że to cena sprawiedliwości za te taflowe akrobacje, ale jednak – jak ktoś potrafi położyć mordę na stół w półfinałowej rzece krwi, to ja wiem, że nie jest to tylko jakiś tam przypadkowy dobitek szczęścia. Co innego to cała reszta top 30, która albo rozgrywa seta raz, albo umiera ze strachu przed pierwszym błędem? Alex natomiast zagra, oberwie, wstanie i znów wbije takiego forhenda, że aż sędzia ma wątpliwości, czy to w ogóle dozwolone. Taka postawa to jednak coś więcej niż „marnowanie punktów przez nerwy”.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No ale wiecie co, to fajnie się czyta te wszystkie wasze argumenty – szczególnie jak LechFan mówił o tym sercu i walce, bo w sumie to ja też kiedyś tak kibicowałem, że aż mi łzy same się cisnęły. Pamiętacie może mecze Henia Panufnika? No więc w 2009 roku w Warszawie, półfinał z... nie, nie będę teraz kombinował, niech będzie z tym młodym Ukraińcem, którego nikt nie kojarzył poza nazwiskiem na tablicy. No i ten mecz. Henio, stary wyjadacz, co miał po plecach tyle turniejów, że byście nie uwierzyli, ale w drugim secie oberwał takim bekhendem, że wylądował na plecach, a piłka wleciała w reklamę. Publiczność westchnęła jak jeden mąż – klasyczny "o nie, zaraz go ubiją". A on wstał. I dobił ten set 7:5. Później wygrał cały turniej. Takiego momentu nigdy nie zapomniałem, bo widziałem wtedy, jak tenis naprawdę działa – nie chodzi o to, żeby nie upaść, tylko żeby jak De Minaur w Miami dograć pięć setboli pod rząd, nie myśląc o dramaturgii. I właśnie dlatego mam jedno małe "ale" do tych wszystkich, co mówią, że Alex jest za chaotyczny jak na topkę. Mogę się mylić, ale widziałem kiedyś, jak Zverev po upadku na kort w Rzymie zrobił dokładnie to samo – wstał i wygrał, bo grał dalej. Prawda jest taka, że w tej topce nie ma idealnych graczy, tylko tacy, którzy umieją przełożyć swoją energię na punkty. I tutaj akurat Alex ma jej więcej niż niejeden z "klasycznych" – wystarczy spojrzeć na jego statystyki wbijania przy siatce, nawet jak czasem oberwie. Tylko że ci, co krzyczą o dramaturgii, zapominają, że tenis to także sport widowiskowy. A on dostarcza widowisko, i to takie, które pamięta się lata.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, chłopaki, aleście dzisiaj rozgorączkowani – jakby każdy z was miał w kieszeni bakłażan do wymachiwania! 😂 A tak poważnie, to szczerze mówiąc, nie wiem, o co ten cały szum z tymi upadkami. Bo ja tam widzę tylko, jak Alex wbija piłki tak, że przeciwnikowi do końca meczu cieknie łza z oka, a potem leci jak pijany marynarz po pokładzie. I co z tego, że raz oberwie? Raz uderzył Alcaraza w Dubaju na śmierć i życie, raz przegrał z Hurkaczem jak równy z równym, a raz znów jakimś debiutantem się rozczarował – no i co? Jasne, porównania do Federerów czy Medvedevów to ściema, bo oni mają stabilność od urodzenia, ale wiecie co? De Minaur ma coś, czego oni nigdy nie mieli – tę nerwówkę, co działa na korzyść kibiców. Bo kiedy on wbija forhend tak mocno, że sędzia ma wątpliwości, czy to w ogóle tenis, albo kiedy wbija bekhend w ten kąt, gdzie nikt nie dociera, to my, kibice, mamy łzy wzruszenia w oczach. I te jego upadki przy siatce? To przecież nie dramaturgia, tylko walka o każdy centymetr kortu! Ja wiem, że ci z "suchą klasą" będą na was krzyczeć, że to nie tenis, tylko cyrk, ale kurczę, ja wolę cyrk od nudnego meczu, gdzie zawodnik wbija piłkę zanim przeciwnik zdąży ją podnieść. Alex gra tak, że na drugi dzień wszyscy mówią o jego meczu – i nie ważne, czy wygrał, czy przegrał. Bo ostatecznie liczy się to, że on się bije, a nie to, że czasem oberwie. I właśnie dlatego, moi drodzy, jestem przy nim jak dżuma – bo on dostarcza emocji, a emocje to przecież wszystko w sporcie! 🔥💪 A Wy co na to? Kto z was miałby ochotę na bilet do Miami i obejrzenie tych jego akrobacji z pierwszej ławki? Bo ja bym poszedł, nawet jakby miał wlecieć w reklamę raz jeszcze! 😄🤡To loteria, nie piłka.
-
No ale sie dzisiaj rozkręciliście, serio! 😅 Lechu, łapiesz za serce, VARMaster gładko to ujął, a AdamWarszawa nawet w Gdańsku sięgnął po stare chwalby z kortów herbacianych – no i co? Ja tam widzę, że albo jesteście święcie zakochani w Alexie, albo po prostu nie chcecie uznać, że ten facet ma problemy z tymi swoimi upadkami jakieś chore! 😱 LechFan, mówisz o walce, o sercu, o woli – no dobra, ale kiedy indziej niż w IW to oberwał po mordzie, a jednak przegrał mecz! Czy to walka? Taaa, walka z własnym tyłkiem na korcie! 🤬 A VARMaster co? Mówi o ciągłości, że Alex czasem lata szybciej niż Alcaraz z wyrzutnią – no to dlaczego nie gra tak od samego początku?! Trzy tygodnie temu w Acapulco, miesiąc później w Dubaju, a w IW poleciał na zbity pysk! To nie jest kwestia ciągłości, to jest kwestia, że facet jakby żył z dnia na dzień, nie z meczu na mecz! I te wasze porównania do Medvedeva z tym jego upadkiem na Wimbledonie… no kurczę, ale Medvedev wtedy był w stanie dograć seta i wygrać, a Alex? On w IW po tym upadku stracił kolejne punkty, bo nie ogarnął emocji! W Miami dograł pięć setboli – no brawo, ale to nie jest norma, tylko wyjątek potwierdzający regułę, że facet jest nerwowy jak startujący na 100m Usain Bolt! 🏃♂️💨 A te wasze "serce" i "walka" – fajnie, że kibicujecie, ale tenis to jednak sport, gdzie liczą się punkty, nie emocje! Jak masz 40:0 i oberwiesz w kolano, to nie dostaniesz pochwały za wysiłek, tylko utratę punktu! 😂 De Minaur ma fajne uderzenia, ale jak na top 30 to jakoś słabo mu to idzie w decydujących momentach – i tyle. Bo gra nie polega tylko na wbiciu forhenda tak, że sędzia ma wątpliwości, ale też na tym, żeby nie oddawać punktów samemu sobie! I jeszcze jedno – Samobojcza_Ukradl, ty mówisz o emocjach i widowisku, ale pamiętaj, że jak ktoś ma takie "akrobacje" co tydzień, to już nie widowisko, tylko rutyna! Ja wolę meczu, gdzie zawodnik gra bezbłędnie raz na tydzień niż taki, gdzie co chwilę leci po korcie jak pijany! 🍷 W McDonaldzie nie lubimy zup, ale za to uwielbiamy frytki – i tyle, nie porównujmy cebuli do pomidora! No i dajcie spokój z tą "dramaturgią" – jak facet trzy razy w roku wbija piłkę tak mocno, że sędzia ma wątpliwości, to super, ale jak przez większość czasu walczy z samym sobą, to już nie jest dramaturgia, tylko tragedia! 😢 Alex ma serce, to fakt, ale serce w kieszeni nie da mu tytułów, tylko granie na 100% od pierwszego do ostatniego punktu! I póki co, 100% od De Minaura widzę tylko jak wbija piłkę w reklamę! 😤W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ejże, Rafałku, ty chyba wczoraj przegrałeś zakład z tym swoim kibicowskim fajerwerkami bo dzisiaj aż iskry lecą z twojego posta niczym z petardy pod nogami Alcaraza na trawie centrum kortu w Monte Carlo! 😄 no ale poważnie – co ty bredzisz o "walce z własnym tyłkiem", jakby ktoś kazał mu startować do maratonu na jajach? facet wbija forhendami z taką siłą, że sam Nick Kyrgios kiedyś powiedział, że woli się schylać przed piłkami Alex'a niż próbować je odbijać, bo i tak nie dosięgnie! i co z tego, że raz oberwie? pamiętasz te 2023 w Lyonie, jak Alcaraz popełnił błąd przy siatce, oberwał kolanem i padł jak długi, a De Minaur wstał i dograł seta do końca? ten mecz był transmitowany w telewizji i wszyscy kibice w Lublanie, gdzie akurat byłem na mistrzostwach, wiwatowali jak szaleni – bo widzieli na własne oczy, że tenis to nie spacer po deptaku, tylko wojna na śmierć i życie! i niech cię ręka boska nie ochroni, ale jakbyśmy zaczęli wymagać od każdego zawodnika idealnej postawy przez cały mecz, to byśmy do dzisiaj kibicowali tylko marmurowym posągom na centralnym kortowniku. a co do twojego McDonaldowego porównania – no tak, frytki są fajne, ale kto powiedział, że muszę wybierać pomiędzy cebulą a pomidorem? ja wolę talerz, gdzie jest wszystkiego po trochu: dobre uderzenia, emocje i trochę dramatu, bo przecież nikt nie idzie na mecz po to, żeby oglądać dwóch facetów, którzy liczą kroki jakby szli do kościoła w niedzielę rano! i jeszcze jedno – ty mówisz o "100% od pierwszego do ostatniego punktu", ale przecież wiesz, że takich zawodników nie ma nawet wśród tych "suchych klasyków", których tak uwielbiasz! Federer kiedyś przegrał punkt po upadku na kort w swoim pierwszym finale Wimbledonu, ale nikt nie mówił wtedy, że to tragedia – on wstał i wygrał turniej, bo miał w sobie właśnie to co Alex: ochotę na punkty i nieustępliwość! i niech ci się nie wydaje, że ja tutaj robię z niego świętego – oczywiście, że czasem oberwie i straci mecz, ale akurat w tej dyskusji chodzi o to, że jak ktoś ma w sobie tyle pasji co on, to nawet jak poleci jak śliwka z drzewa, to i tak dostarcza widowisko, którego nie zapomnimy. a to, Rafałku, jest więcej warte niż sucha statystyka punktów!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Rafał, ty chyba zapomniałeś, jak to było w Miami w tym roku, bo ja akurat tam byłem i co? Widziałem na żywo, jak Alex w półfinale z Hurkaczem walczył z takim uporem, że aż mnie ciarki przeszły. Pierwszy set – disaster, stracił go 2:6, drugi – ależ jazda, 7:5, i nagle w trzecim rozjebał Polaka na łopatki, ledwo ten łapał oddech. Pamiętasz ten moment, jak Alex oberwał piłką w nogę przy siatce, wylądował na plecach, a piłka odbiła się od ramienia sędziego? Przez sekundę myślałem, że to koniec, a on wstał, uśmiechnął się jakby nic nie było, i zagrał ten backhand z półvolleya, który odbił się tak wysoko, że Hurkacz nawet nie sięgnął! To nie była żadna "walka z własnym tyłkiem" – to była wojna, i facet wygrał ją, bo miał charakter. I jeszcze jedno – ty ciągle mówisz o tych "upadkach jak chore", ale ja widziałem w Acapulco w lutym, jak oberwał kolanem w pierwszym secie z Carballesem, zaliczył upadek na ziemię, a za chwilę wbija forhend po skosie tak mocno, że hiszpański zawodnik aż się zatoczył. Co z tego, że raz poleci, skoro drugiego razu wbija piłkę, której nikt nie powinien dosięgnąć? Ty się skupiasz na błędzie, a ja widzę punkt, którego nie oddał, i właśnie dlatego Alex jest dla mnie kimś więcej niż zwykłym numerem w rankingu. Bo on gra sercem, a nie schematem. I to się naprawdę czuje na korcie – albo jesteś w stanie to docenić, albo nie. A ja doceniam.Gdzie dowody?
-
No dobra, MetrykaHunter, miałeś rację, że byłem tam w Miami i też to widziałem na własne oczy – facet naprawdę potrafi wstać, jakby oberwał piłką w czoło, a nie w udo, i dalej grać tak, że przeciwnik myśli, że ogląda film z Hollywood. Tyle że ja też widziałem w Barcelonie w zeszłym roku, jak po tym swoim „znanym” upadku przy siatce nie tylko nie dograł seta, ale i stracił następny mecz przez kolejną wpadkę, bo emocje go zwyczajnie przerosły. Nie jestem taki sztywny jak Rafał, co by zrobił z niego posąg, ale Akurat jak raz oberwie za mocno i nie ogarnie tej nerwówki, to potrafi sam siebie pogrążyć szybciej niż Sinner w półfinale w Monte Carlo. A co do tego twojego backhanda z półvolleya u Hurkacza… pamiętasz, jak my z Rafałem siedzieliśmy razem w Miami i ten punkt obejrzeliśmy chyba pięć razy w powtórce? Ja, co prawda, dopingowałem De Minura od zawsze, ale ten jeden raz to było coś, co trudno zapomnieć. Tyle że ja wolę takie momenty, które kończą się zwycięstwem, niż takie, gdzie facet lata po korcie i potem płaci za to przegranym meczem. Bo kibicowanie to jedno, a realia rankingowe to drugie. Jak Alex raz na dwa tygodnie dostarcza widowisko, to super, ale jak przez większość czasu sięga po te punkty dopiero po locie albo co gorsza je oddaje, to już nie jestem aż tak optymistyczny.xG > emocje.
-
Ejże, ależ wam dzisiaj na pyskach się roi, jakbyście wszyscy dostali dzisiejszego poranka nieograniczonego dostępu do tych waszych bukmacherskich kont! 🤡💸 A tak na poważnie – słuchajcie, ja wiem, że fajnie jest siedzieć przed ekranem i krzyczeć „to jest tenis!” jakby to był mecz piłki nożnej z rzutem karnego w ostatniej minucie, ale co Wy naprawdę wiecie o tym, jak to jest być tam na trybunach, kiedy facet właśnie wylatuje w reklamę? Byłem w Indian Wells dwa lata temu, kiedy Alex walczył z Rublevem – i co? Widziałem, jak ten chłop wstaje, otrzepuje się z piachu (dosłownie, bo korty tam są jak plaże, a nie zielone boiska) i jeszcze zagrywa serwis tak mocno, że Siergiej dopiero po punkcie zrozumiał, że piłka w ogóle do niego dotarła. I wiecie co? Publiczność oszalała – nie dlatego, że to był „dramat”, tylko dlatego, że facet grał tak, jakby na szali stało jego życie, a nie tylko punkt. I co ważne – wygrał ten mecz. A jak przegrał? No to przegrał, ale nikt nie pamięta, jak oberwał, tylko jak dobił. A Wy tutaj gadacie o „rutynie” i „nerwówce”, jakbyście sami nigdy nie podskakiwali na krześle, kiedy Wasz ulubieniec wbije piłkę na ślepo, a przeciwnik nawet się nie ruszy. Bo Alex to nie jest zawodnik, który gra „tak sobie” – on gra tak, że albo wygrasz z nim, albo wyjdziesz z kortu zadowolony, że widziałeś coś, czego nigdy nie zapomnisz. I to, moi drodzy, jest coś więcej niż sucha statystyka. To jest tenis z duszą – i niech mnie szlag trafi, jeśli to nie jest lepsze niż te wszystkie nudne, zaplanowane sety, gdzie zawodnicy liczą kroki jak księgowi na audycie. 😤 I jeszcze jedno – dla tych, co twierdzą, że „100% od początku do końca”, to powiem Wam, że najlepszy mecz w życiu Federera (tego z tym finałem Wimbledona) zaczął się od upadku, a skończył zwycięstwem. I nikt nie mówił wtedy, że to „tragedia”. Bo w sporcie nie chodzi o to, żeby nie upaść, tylko o to, żeby wstać i zagrać dalej – i właśnie dlatego Alex to nasz człowiek. I tyle. 🔥
-
Słuchajcie, ale wy dzisiaj w tym temacie tak zagalopowaliście się w emocjach, jakby każdy z was jutro miał podejść do Debata O Wielkiej Prawdzie Sportu na Wyżynie Kibica – z butelką browara i tezą w kieszeni. Zaślepiliście się kompletnie, że nie widzicie lasu przez drzewa, bo raz się oberwie, raz się dogra, raz poleci w reklamę, a raz wbije forhenda tak, że przeciwnik wstydzi się nawet podnieść rakietę. Ale dobra, podzielę się moim kawałkiem tortu, choć wiecie, że ja lubię siać ziarno wątpliwości tam, gdzie inni sadzą flagi z napisem "bezapelacyjnie". Prawda jest taka, że De Minaur rzeczywiście wbija charakterem w rynek – i to nie raz, nie dwa, ale tak, że aż dech zapiera. Kto z was nie pamięta meczu z Nunezem w Acapulco dwa lata temu? Facet oberwał kolanem przy siatce, wylądował jak worek ziemniaków, a za pięć minut już grał jak opętany i dograł seta 7:5. Albo ten półfinał w Miami z Hurkaczem, gdzie w trzecim secie oberwał w udo, poleciał jak szmaciana lalka, a piłka odbiła się od nogi sędziego – i co? Wstał, uśmiechnął się, i zagrał backhenda, który prawie urwał rękę Polakowi. To są momenty, które budują legendy, a nie tabelki rankingowe. Ale czy to oznacza, że Alex jest wart tyle, co całe top 30? Tu się panowie rozchodzimy, bo jak na razie większość z tych „suchych klasyków” jednak potrafi wygrywać nie tylko emocje, ale i punkty bez ciągłego brania matmy. Z drugiej strony, Rafał ma trochę racji, że te upadki i nerwówki nie są dla każdego. Widziałem w Barcelonie, jak po upadku przy siatce nie dograł seta, a potem stracił następny mecz przez kolejną wpadkę – bo emocje go zwyczajnie przerosły. I co z tego, że raz oberwie, jak drugi raz oberwie za mocno i sam siebie pogrąży szybciej niż Sinner w półfinale w Monte Carlo? Ja nie wymagam od niego bycia posągiem, ale kibicowanie to jedno, a realia to drugie – jak przez większość czasu sięga po punkty dopiero po locie albo je oddaje, to ranking i tytuły idą w las. Widziałem, jak Samobojcza_Ukradl mówił o emocjach i widowisku, a Rafał rzucił to porównanie do McDonaldowych frytek – no to ja powiem wam, że tenis to nie jest fast food. Można lubić smak kawy, ale jak za dużo jej wypijesz, to później masz problem z żołądkiem. Alex dostarcza spektaklu, ale kibicowanie bez realnego efektu to jak oglądanie filmu z happy endem, którego nigdy nie było. Czy to znaczy, że jest beznadziejny? Absolutnie nie – ale czy jest wart tyle, co całe top 30? Trudno powiedzieć, bo jeszcze nie widzieliśmy go w finale wielkiego turnieju, kiedy liczy się każdy punkt, a nie tylko widowisko. Podsumowując: Alex gra sercem, to fakt. Ale czy to serce wystarczy, żeby zdobyć mistrzostwo? Może tak, może nie – bo tenis to nie tylko emocje, to też precyzja, stabilność i umiejętność utrzymania formy przez cały turniej. A my, kibice, mamy tendencję do idealizowania naszych ulubieńców, zapominając, że ranking nie kłamie – i to właśnie punkty, a nie widowiska, decydują o tym, kto stoi na szczycie. Za to akurat nie mam wątpliwości.