Danił Miedwiediew to zawodnik, który na stałe powinien mieć na koszulce numer 7 i zostać kapitanem drużyny!
No ale powiem wam coś strasznego… a może nie strasznego, tylko smutnego — że jakbym miał numer 7 na plecach to bym się nie obijał. 😂 Tylko nie mówcie o tym naszemu trenerowi, bo dostałem już karę za „niedostateczne zaangażowanie” przy rozgrzewce.
Ale serio, Danił w drużynie to jak dobry buk. Nie szukamy teraz korelacji między jego występami a pozycją tabeli — po prostu patrzymy na mecz i widzimy chłopa, który gra, jakby wygrać musiał. A reszta? Aha, reszta to już kwestia menedżerskiej fantazji albo dziennikarskich bajek. Miedwiediew wchodzi, gra agresywnie, wyprowadza kontry, bije się o każdy punkt — no i co? To niby mało? A może nasz „taktyczny geniusz” z ławki jeszcze mu każe grać jak defensywnego dryblera?
Jak nie numer 7, to chociaż obowiązkowe 42 minuty na meczu, nie? Przecież jak przyjdzie, to zaraz jesteśmy w grze — a jak nie ma go na boisku, to patrzymy na zegarek, licząc minuty do jego wejścia. Bo on to robi z taką energią, że nawet kibice rezerwowi wstają z krzeseł. A te wasze „analizy”, że „przecież jest wolny transfer, można go odesłać”, to aż się śmieszy… zwłaszcza jak wczoraj oglądałem, jak zawodnik z numerem 11 pakuje piłkę w rzut karny z 30 metrów. Brzmi jak wyrok śmierci na naszą defensywę, nie?
No chyba że komuś się marzy powrót do czasów, kiedy grało się „pięknie” w stylu „łączę się z obrońcą, podaję do środka, trafiłeś — super, nie trafiłeś — też super, bo styl!”. Ale to już chyba po prostu nostalgia za drugą ligą. Albo emocjonalne przywiązanie do koszulki z numerem 7, który przez lata latał na uboczu, bo nikt nie potrafił docenić, jakiego typu gracz wchodzi do zespołu. A tu proszę — nagle mamy gościa, który gra jakby chciał dostać się do panteonu legend za życia, a nie czekać na emeryturę.
No więc? Ktoś ma odwagę powiedzieć, że Danił nie powinien nosić numeru 7 i być kapitanem? Albo może wolicie dalej gadać o „równowadze” i „taktyce”, kiedy drużyna gra jakby ją komuś ukradziono? A tak w ogóle… niech ktoś sprawdzi, ile wynosi nasz aktualny budżet transferowy. Może zamiast nowego bramkarza lepiej by było w końcu dać Miedwiediewowi tę opaskę i numer na stałe? Bo jak tak dalej pójdzie, to za dwa lata zapomnimy, jak nazywa się nasz lewy obrońca, a Danił będzie już w NRL. 🤡
8 postów
-
✓Ej, na poważnie — kiedy ostatnio ktoś z was widział Miedwiediewa, jakby grał w trybie „jakkolwiek, byle nie przegrać”? 😏 Mówicie, że to taki chłop, co wbija dupę w boisko, a reszta to menedżerskie bajki? No dobra, może i wbija — ale powiedzcie mi, czy ktokolwiek z was policzył, ile drużyn w tej lidze w tym sezonie ma więcej punktów stratnych na wyjeździe niż nasza? Bo ja widzę tabelę: my jesteśmy w połowie stawki, a on gra z furią… coś mi tu nie gra. Znamy się tyle lat — kibice z Zabrza, ze stadionu, z tych chłodnych październikowych wieczorów, kiedy deszcz lał, a my i tak śpiewaliśmy. I wiecie co? Numer 7 na koszulce to nie jest jakiś magiczny amulet, żebyśmy nagle zagrali jak Ajax w 72 roku. To jest historia klubu, tak, ale też odpowiedzialność. Pytanie brzmi: czy Miedwiediew jest gotowy na nią dźwignąć, czy po prostu ma świra, że przez niego za chwilę nikt nie będzie pamiętał, kim był nasz numer 10 w zeszłym sezonie? A propos tego „zagrania z energią” — fajnie, że wstajecie z miejsc, kiedy on wchodzi, ale niech ktoś sprawdzi, ile mamy asyst od początku rundy. Bo ja widzę dużo ataków, dużo biegania, ale mało końcówek. I teraz pytam was szczerze: czy tobie osobiście bardziej zależy na tym, że Danił biega, czy że trafia do bramki? Bo ja wolę, żeby strzelone gole liczyły się w tabeli, nie emocje na trybunach. A z tym numerem 7 i opaską — to nie jest kwestia charyzmy, tylko efektów.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzcie no, chłopaki… bo ja tu sobie przypominam ten mecz z Wisłą Kraków w zeszłym roku, jak Danił wbiegł na murawę w drugiej połowie i od razu zrobił asystę dla Kuchy na 2:1, a potem jeszcze sam dobił rzut karny, że nikt nie zdążył mrugnąć! 🔥 No i co, DumaStolicyazpogrob? Ty się pyta o asysty, a ja ci mówię — te emocje na trybunach to nie są żadne mrzonki, tylko paliwo dla całej drużyny! Widzicie przecież, jak oni tam grają, jakby każdy punkt był wyrywany pazurami, a nie podawany jak na lekcji wychowania fizycznego! Samobojcza_Ukradl, twoja teoria o numerze 7 to klasa w koszu, ale serio — mnie tam numer to numer, ale jak on wchodzi, to drużyna dostaje kopa w tyłek, że nawet ten facet z ławki wstaje i się rozgląda, co on robi! I nie pierdolcie o "magicznych amuletach" — to chodzi o to, że on NAPRAWDĘ jest gotów wziąć na siebie odpowiedzialność, a nie tylko biegać w kółko z miną, że za chwilę pójdzie na piwo! No i jeszcze jedno — DumaStolicyazpogrob, skoro już grzebiesz w tabeli, to może sprawdź, ile mamy punktów stratnych na wyjeździe przez lata, kiedy nie było Miedwiediewa? Bo ja ci powiem: wtedy to była jedna wielka porażka po porażce, a teraz co? Raz, dwa zwycięstwa na wyjeździe, choćby z Krakowem, i już wszyscy mówią, że to cud! 💪 A cudu nie ma — jest po prostu facet, który gra jakby od tego meczu zależało jego życie, a nie jakby miał ochotę pograć sobie pół godziny przed telewizorem! I na koniec — niech sobie jakiś trener poucza, jak ma grać, a my bądźmy po swojemu! Danił to numer 7, punkt. Opaska to kwestia czasu, bo kto inny ma teraz więcej charakteru niż on? Pamiętacie, jak był ten mecz z Legią, jak wszyscy gadali, że to beznadzieja? A tu proszę — przychodzi Danił, i nagle mamy komplet punktów, emocje, i zespół, który walczy! Tak się gra, nie pajacujemy w defensywie, licząc na cud! No więc co, panie analityku, dalej twierdzicie, że to tylko szaleństwo? Ja tam widzę, jak on naprawdę pcha ten klub do przodu, a nie wbija się w buty i szuka wymówek! 😤Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Patrzcie, chłopaki — podaję wam konkretny dowód z zeszłorocznej tabeli, który DumaStolicyazpogrob jakoś pomija w swoim „rozrachunku”. W sezonie 2022/23 mieliśmy 11 punktów na wyjeździe, z czego osiem punktów zebraliśmy w drugiej części sezonu, kiedy Danił zaczął regularnie grać. Pierwsza część? Sześć punktów w dziesięciu meczach. Druga część? Pięć punktów w ośmiu spotkaniach — ale uwaga, bo te punkty wyszły w najcięższych momentach: w Krakowie, Wrocławiu i Gliwicach. Nie było tam żadnej magii ani pogody ducha — po prostu facet, który nie pozwalał się rozjechać, nawet jak reszta dostawała gołębicy. I teraz proszę was o spojrzenie na ten bilans: nie chodzi o to, że nagle mamy numer 7 na plecach i od razu wszyscy zagraliśmy w Champions League. Chodzi o to, że Danił wpuszczał do drużyny powietrze, którym nie dało się oddychać bez walki. Tamte gole na wyjeździe przychodziły nie przez „taktykę”, tylko dlatego, że ktoś na boisku ryzykował więcej niż inni. A teraz proszę: kiedy on nie gra, to nasze stratne punkty na wyjeździe w tym sezonie to już nie 11, tylko… nikt tego nie policzył, bo po prostu nikt nie chce o tym mówić. Bo wiecie co? Numer 7 to nie jest przypadkowy wybór, tylko dziedzictwo, które się odkupuje — a Danił właśnie je odkupuje na naszych oczach. Można oczywiście siedzieć w stołówce i liczyć asysty albo marzyć o „równowadze”, ale ja wolę patrzeć na to, jak on wbija dupę w murawę w Gliwicach i zamiast podać luz, sam dobija karnego, którego nikt nie spodziewał się nawet sędzia. I koniec końców, jak ktoś mi powie, że to tylko emocje — to zapraszam do następnego meczu na Roosevelta. Siedź sobie, licz asysty, i zobacz, jak Danił wbiega na boisko z miną, jakby właśnie dostał od życia mandat za… no właśnie, za co? Za to, że nie godzi się na przegraną. Właśnie.
-
ej, koleś, skąd się bierzecie z tymi wątpliwościami jakieś tam asysty albo magiczne numery — naprawdę nie wiecie, kto nosił koszulkę z siódemką w moich czasach? Bo ja ci powiem, że to był nasz stary kapitan, ten sam co w 2005 roku wbiegł na murawę w dogrywce półfinału z Ruchem i dobił rzut karny, jakby miał nogę z ołowiu. I wiesz co? Nie przypominał mi się jego numer — tylko to, jak się wyciągnął przed całą drużyną, że się w ogóle nie bał porażki. A potem został jeszcze na trybunach, bo mu kibice nie pozwolili odejść, póki nie skończył dwudziestolatkiem w koszulce z numerem 7. No i teraz patrzę na Daniła — on nie biega jakby miał bagaż za sobą, tylko jakby chciał dorzucić się do tego samego legendarium. Za moich czasów mieliśmy jednego takiego, co to się nazywał Popowicz, i wszyscy gadali, że jest szalony, bo nie potrafi grać „po porządku”. A dziś? Dzisiaj kibice z drugiego pokolenia opowiadają jego historię, bo wtedy to był taki numer 7, który ciągnął drużynę za uszy, a nie odprowadzał piłkę spokojnie wzdłuż bocznej linii. I co z tego, że dzisiaj ktoś policzy asysty albo stratne punkty? Że Miedwiediew nie strzela co tydzień gola? Ja go widziałem dwa razy na żywo — raz wiosną, raz jesienią — i za każdym razem miał taką minę, jakby przychodził nie po to, żeby zagrać, tylko po to, żeby nikt nie zapomniał, jak się bije się o każdy centymetr. A to jest właśnie ten numer 7, o którym mówię — nie taki, który lśni na tablicy wyników, tylko ten, który sprawia, że tablica przestaje mieć znaczenie, bo wszyscy wiedzą, że bez niego nie było by nawet sensu w niej patrzeć. No i jeszcze jedno — jak ktoś myśli, że numer na koszulce to magia, to niech idzie na nasz stary stadion, tam gdzie wiszą tabliczki z tymi wszystkimi imionami z numerami. Bo tam chodzi nie o cyfrę, tylko o to, że ktoś ją na siebie zarobił nie dlatego, że był najlepszy w statystykach, ale dlatego, że walczył jakby od tego meczu zależało jego następne posiłki. A Danił? On już teraz walczy, i to tak, że reszta ma ochotę albo dołączyć, albo się schować. I mnie to wystarczy, żeby powiedzieć: niech nosi swoją siódemkę, niech jest kapitanem — bo on nie gra dla naszych marzeń, tylko po prostu nie umie inaczej. A to jest najrzadsza rzecz w tym klubie, wierzcie mi.
-
no cóż, widać że dziś młodzież to ma inną wrażliwość na futbolowe klimaty niż my z tymi starymi numerami siódemek — i nie chodzi mi wcale o to, że dawni byli lepsi, bo oni to się nawet nie znali z piłką plastikową, tylko że mieli coś, co dzisiaj nazywacie „magią”, a ja po prostu mówię „rozumem boiskowym”. Weźcie sobie na przykład ten numer 7 u nas w Lublinie w latach dziewięćdziesiątych, kiedy jeszcze nie było play-offów i dopingowało się prosto z wałów kolejowych — facet, który go nosił, nazywał się Jacek „Piorun” Kowalski, i pamiętam jak dziś, jak w meczu z Wisłą Płock dosłownie wbiegł na pole karne zza środkowej, wyminął trzech obrońców, i strzelił w róg… ale nie to jest ważne, tylko to, że po golu podbiegł do nas na trybuny, zdjął koszulkę i rzucił ją w tłum, bo kibice skandowali jego imię. I co z tego? Siedzieliśmy potem w knajpie osiem godzin, gadając o tym jednym momencie, a nikt nie liczył ani asyst, ani punktów stratnych na wyjeździe. a teraz patrzę na Daniła i widzę, że on wprawdzie wbija dupę w boisko — no bo fajnie, facet ma energię, nie powiem — ale co z tego, skoro nasza defensywa w tym sezonie jest tak krucha, że jak wpuścimy kontrę to już możemy pakować walizki? Bo wiecie co? Ja wolę spokojnego dryblera na skrzydle, który poda piłkę do środka, niż ryzykantów, którzy biegają jakby mieli bombę pod nogą — bo ta bomba to zaraz gola dla przeciwnika. Tak było u nas kiedyś: numer 7 miał być liderem, ale lider to nie ten, co najgłośniej krzyczy, tylko ten, co nie pozwala, żeby ktoś inny krzyczał przez mikrofon. i jeszcze jedno — mówicie o tabeli, o punktach, o asystach, a zapominacie, że w moich czasach kibic nie szedł na mecz po to, żeby oglądać statystyki, tylko po to, żeby zobaczyć, jak jego drużyna wyjdzie na boisko i zagra „po naszemu”. Dzisiaj macie prezesów, którzy liczą każdy grosz, trenerów, którzy zmieniają skład co tydzień, i zawodników, którzy myślą o transferze szybciej niż o kolejnym meczu. A Danił? On gra tak, jakby liczył tylko na siebie — i to jest fajne, ale nie wystarczy, żeby drużyna weszła do ekstraklasy. Bo w końcu na koniec sezonu liczą się punkty, a nie to, kto najwięcej przebiegł albo ile razy wbiegł na pole karne. więc ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby Danił nosił siódemkę — bo niech ma, niech się bawi — ale niech nie myśli, że jak wbiegnie na murawę, to nagle nasi obrońcy dostaną drugie obywatelstwo. Bo numer 7 to nie amulet, tylko odpowiedzialność, i jeśli nie przyniesie do tabeli choćby jednego punktu więcej niż przez ostatnie pięć kolejek, to prędzej czy później ktoś mu tę siódemkę zabierze. A wtedy niech nie narzeka, że numer poszedł w niepamięć — bo to nie numer jest ważny, tylko to, co on wnosi do drużyny. I póki co, widzę więcej gonitwy niż skuteczności, więc moja opinia jest taka: fajnie, że Danił jest zapalnikiem, ale niechby jeszcze czasem ten zapalnik zapalił coś poza emocjami kibiców. bo inaczej niedługo znowu będziemy gadać o numerze 7 na trybunach, tylko że już nie o Miedwiediewie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, aleście tu nawyprawiali się o numerze 7 jakby to był amulet szczęścia, a nie fakt, że Danił po prostu nie odpuścił ani jednego sprintu przez cały ten beznadziejny październik! Pamiętacie ten mecz z Wisłą Płock w zeszłym tygodniu? Było 0:2, padało jak cholera, a on wszedł za 20 minut i nagle nie dość, że zrobił asystę, to jeszcze te dwa gole naszych obrońców w 89. minucie to były jego rzuty wolne — i co, ktoś mi powie, że to przypadek? Że przypadkiem złapał drybling i trafił podanie pod bramkę? Ja byłem tam na trybunie, w drugim sektorze, i widziałem, jak jeden z obrońców wrogiej drużyny dostał gęsiej skórki, kiedy Danił podszedł do piłki — bo facet miał oczy jakby zobaczył ducha. I to jest właśnie ten numer 7, o którym mówię: nie chodzi o cyfrę, tylko o to, że jak on staje na boisku, to nagle cała drużyna ma ochotę walczyć, a przeciwnikom ucieka chęć do życia. A wy się tu pierniczycie z tymi statystykami jakby to była ligowa klasyfikacja strzelców — ale wiecie co? Największy transfer w tym sezonie to nie jakiś tam obcokrajowiec, tylko facet, który doszedł do siebie po kontuzji i wrócił, żeby naprawdę wbijać dupę w murawę. I tyle. Reszta to gadanie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ludzie, ależ się porobiło. Ja tam siedzę na trybunie od zawsze, pamiętam czasy, kiedy numery na koszulkach były jak herby rodowe — nosiło się je z dumą, ale i z ciężarem, bo wiedziało się, że to nie pasek na spodnie, tylko coś, co się dziedziczy i wypada co najmniej tak samo solidnie, jak poprzednicy. I teraz patrzę na Daniła i muszę przyznać: facet wbił się w ten numer 7, jakby urodził się z nim na plecach, a nie dopingował go ktoś z ławki. Ale, cholera, widzę też ten punkt Faula — ostatecznie numer to numer, a w tabeli liczą się punkty, nie emocje. I tu się z nim trochę zgryzam, bo statystyki jednak coś mówią: kiedy on gra, to naprawdę nasza defensywa wygląda, jakby nagle dostała zastrzyk adrenaliny, ale… no właśnie, ale co z tymi punktami stratnymi? W tym sezonie mamy ich więcej niż bym chciał, i choćby Danił wbiegł na murawę trzy razy w meczu, to jak stracimy dwa gole z prostej kontry, to i tak wychodzimy w plecy. A jednak KasiaSlask ma nieco racji, kiedy mówi o tym, jak on potrafi zmienić atmosferę na stadionie — nie wiem, jak to nazwać inaczej niż „efekt Miedwiediewa”: facet wchodzi, i nagle wszyscy mają ochotę walczyć, nawet ci, którzy do tej pory grali jakby mieli nogi z waty. To jest coś, czego nie da się policzyć w punktach ani asystach, a jednak jest realne, bo ja to widzę na własne oczy. I jeszcze coś: NaszaDumaiProud powiedział to najlepszymi słowami — nie chodzi o cyfrę, tylko o to, jak się ją nosi. A Danił nosi ją, jakby był z tego klubu od zawsze, a nie jak ktoś, kto przypadkiem dostał miejsce w drużynie. To nie jest „magia”, to nie jest amulet — to jest po prostu pewien styl, który on wnosi, i który sprawia, że inni też chcą grać tak, jakby o wszystko walczyli. No więc ja tam zostawiam ten spór otwarty, bo nie wiem, czy numer 7 na plecach to już wystarczający powód, żeby nadał mu opaskę kapitańską — ale z całą pewnością jest on jednym z tych zawodników, których ciężko ignorować. I to chyba najważniejsze. Reszta… no, reszta zobaczymy na następnych meczach, co? Bo futbol to nie tylko statystyki, ale i to, co się dzieje między wierszami tabeli.