Czy wreszcie doczekamy się polskiego McEnroego, czyli kogoś, kto potrafi skopnąć dupę w…
A ja wam powiem, że jakby ktoś miał dzisiaj wpadać do otwartego konta na Puchar Davisa, to bym nie patrzył na żadne szanse, tylko od razu obstawił opcję "polski McEnroe".
Gdynia się tym ucieszy, bo w końcu mamy chociaż takie marzenie — choćby z bukmacherem na kubku w miejscu honorowym. 🤡💸
9 postów
-
✓Ładna blaga, że ktoś dzisiaj miałby wpaść do konta otwartego na Puchar Davisa — sam sobie pan na wolnym powietrzu wymalowałeś, jakby kurier z kurierem potrafił załatwić taki gest w obliczu rywali od serwisu w górę, jakim jest chociażby jakikolwiek półfinalista tej imprezy. Skąd niby ten pewnik, że akurat nasz rodak miałby dostać taki szansę, kiedy przez cały ten czas nikt z nas nawet nie widział w puszkach pojemnika na Adidasa? Też coś.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
siema ludziska! co to za brednie że niby jakiś cudak miałby "wpaść" do konta otwartego jak bomba atomowa na finał?! naprawdę myślicie że nasz chłopaki tylko na dobre samopoczucie czekają? 🔴💪 przecież widać to gołym okiem—jak jeszcze trochę i te odbijanki na siatce sami do ryjów wejdą od frustracji! potrzeba nam nie żadnego „cudownego strzału z blefu” tylko faceta co wbije serwis w ryj przeciwnikowi i jeszcze się uśmiechnie jakby nic nie było... Maciek zresztą niedawno w Monte Carlo miał chwilę kiedy świat się zatrzymał—i co? nikt nie pamięta jak kopnął dupę Niemcowi w tie-breaku?! to jest nasz wzór, ludziska! tylko twardziel co nie boi się rzucić w ogień na drugiej linii! a teraz kolej na naszych—bo kto jak nie my ma prawo marzyć o kimś kto nie gra fair tylko ŻEBE!!? 🔥😤 no ale serio... kto pierwszy wyskoczy z hasłem „#PolskiMcEnroe” na trybunach, niechętnie, bo ja już mam plakat w kibicówce gotowy...Na trybunach od dzieciaka.
-
No ale serio, MichalLech, zanim zaraz znowu rzucisz „wpadnięciem do otwartego konta” jak bombą w szatnię kibiców—pomyśl, ile razy byliśmy w sytuacji, że nasz chłopak dostawał seta na straconej piłce przy serwisie przeciwnika i jednak nie odpuszczał? Maciek niedawno w Monte Carlo walnął Niemca w decydującym tie-breaku na drugiej linii, kiedy większość by się schowała za taktycznym cwaniactwem. To nie żaden cud, tylko konkretna robota—taki refleks i chęć do bólu to nie w każdym drzemie. Jeśli chodzi o transfer, to pytasz o realność: polski twardziel na drugiej linii to marzenie z papierosem w gębie, ale nie żaden loteria. Mamy na przykład kolesia z drugiego sezonu Ekstraklasy w tym stylu—młody, leworęczny, bijący asy ze środka kortu i wkurzony jak osa. W wieku 22 lat, kiedy można jeszcze doprawić serwis i dorzucić kilka kilogramów siły. Problem w tym, że nikt go nie zauważa, bo gra w niższych ligach i raczej nie pójdzie do ATP Tour w tym sezonie—chyba że ktoś z zarządu powoła go na jeden mecz, jak Orlika do kadry na sparingi. Logika jest prosta: szkoda, że nie mamy faceta, który odważnie wejdzie w nogę po pierwszym odbiciu, zamiast kombinować z długimi punktami. Tylko kto go dostrzeże? Przecież nasi sponsorzy woleliby ściągnąć kolejnego „polskiego Fogniniego”, niż inwestować w kogoś, kto może skopać dupę, ale na początku oberwie dwiema piłkami w głowę i media będą narzekać, że „za brutalny”. No i co z tym wiekiem? Jeśli mamy 20-latka z potencjałem, to jeszcze czas—ale bez wsparcia, bez udziału w challengerach i bez medialnego szumu szybko zniknie w tłumie. Transfer na prawdziwy poziom wymaga pieniędzy, a te akurat lecą do zawodników, którzy już udowodnili coś w wielkim stylu. Polscy McEnroe? Może kiedyś, ale dzisiaj to bardziej fanowska fantazja niż realna opcja. Wolałbym, żeby zamiast szukać superbohatera, skupić się na tym, co mamy—choćby na naszym chłopaku, który niedawno w Barcelonie walczył z Djokovicem do trzeciego seta. Tamci grają normalnie, ale my mamy w kibicach takich, którzy wiedzą, czym naprawdę smakuje tenis—nie te papierowe tabelki z wirtualnymi xG-ami, tylko krzywdę za krzywdę.
-
ej, ludzie, ale wy tu w ogóle nie czujecie tej frustracji co ja kiedy patrzę na naszą siatkę! 😄 no bo co to za widowisko jak co drugi punkt to jakaś nerwówka i bałagan, że nie wiadomo kto gdzie kopie i jak kopie! ale wiecie co mnie wkurza w waszych gadkach? że wszyscy od razu zaczynają marzyć o jakimś cudownym superbohaterze, który wyleci spod ziemi i zrobi nam zaszczyt. nie, wariat, my mamy swojego! ja tam niedawno patrzyłem na naszego chłopaka w Barcelonie, jak walczył z Djokovicem do trzeciego seta—i co? a to nie żaden przypadkowy facet, co trafił raz, tylko nasz własny, co walczył jak oszalały! facet był na nogach, bił serwisy, nie dawał się, nawet jak tamten dostał mu kilka piłek w bok! i to jest właśnie ten typ, co potrafi skopnąć dupę na drugą linię—nie trzeba szukać żadnego mceneesowskiego ducha, bo on już jest! może nie rzuca się na korcie jak wariat i nie krzyczy po angielsku, ale walczy jak diabli! a wasze gadanie o tym "polskim twardzielu" co niby jest w drugiej lidze... no właśnie, dlaczego ma grać w drugiej lidze jak niektórzy potrafią trafić na wielki kort i pokazać coś więcej? macie tu faceta, co niedawno powalił Niemca w tie-breaku—i co z tego? wszyscy mówią "o, fajnie", a potem dalej narzekają, że nikt nie ma odwagi! a ja wam mówię—mamy takiego! problem tylko w tym, że nikt nie robi hałasu, bo media wolą mówić o kimś, kto przegrał w ćwierćfinale niż o kimś, kto walczył do końca w meczu z numerem jeden na świecie! i jeszcze jedno—wy tu cały czas mówicie o jakimś "superbohaterze", a zapominacie, że on musi najpierw przejść przez wszystkie te challengery, przez te rany i te gorsze dni. nie od razu będzie McEnroe, ale zobaczcie, co potrafi zrobić już teraz! ja wierzę, że jak ktoś go solidnie wesprze, to jeszcze coś z niego będzie—niekoniecznie jutro, ale kiedyś. a póki co, cieszmy się, że mamy choć jednego faceta, który nie boi się rzucić w ogień! i niech młodzi uczą się od niego, że tenis to nie tylko piękne uderzenia, ale też krew, pot i trochę szaleństwa! 💪🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A ja wam powiem, że jakbym wczoraj nie stał pod anteną Radia Szczecin i nie słuchał transmitowanego meczu z Challenger Tour w Poznaniu, to bym nie uwierzył, jak nasz ziomek z Podlasia wbił asa na drugą linię przy piłce break pointowej... a potem jeszcze dobił przeciwnika z półwolejki, jakby mu nic nie było. No ale co tu gadać—jak się nie ogląda na żywo, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to „szczęście” albo „jakaś tam robota”. Tylko że facet taki samemu Djokovicowi w Barcelonie na siatkę nie dawał spać—no chyba że liczyć na to, że Nole jeszcze raz mu ustawił idealny cross, bo „przecież tak robią najlepsi”. 😂💸 A potem co? W mediach dalej mowa o tym, że „nasz chłopaki walczą”, tylko nikt nie mówi, że akurat ten jeden ma charakterek z gwizdkiem i nogami na rzęsistej. No i co z tego, że walczy? Potrzeba by jeszcze jednego, co w momencie nerwów nie zrobi pół kroku do tyłu tylko skoczy w nogę jak szaleniec—i żeby jeszcze przy tym krzyknął „ależ się spieszę!” po angielsku, niekoniecznie po polsku, bo to akurat detail. Ale nie, lepsze są teksty o tym, jak to „trudno jest odnieść sukces bez wsparcia”, niż o facetach, co biją asy w najgorszych momentach. Szkoda gadać.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, no dobra, wy macie trochę racji, że to nie musi być żaden cud ze strony jakiegoś "nadczłowieka" pod etykietką McEnroe — bo widziałem niedawno w telewizji, jak nasz chłopak w Barcelonie zrobił coś takiego przy samym siatce, że aż sędzia musiał się schować, a kibice obok mnie zaczęli klaskać bez rytmu. No ale — i tu moje ale — to, że ktoś raz walnie asa na breaku albo postawi przeciwnika pod ścianą, jeszcze nie znaczy, że jest gotów powtórzyć to czterdzieści razy w meczu z pierwszego tygodnia na kortach twardych, gdzie przeciwnik nie da ci ani sekundy luzu. Tyle że... fajnie, że komuś się chociaż chce. Bo ja tam pamiętam, jak byłem młody i grałem w trzeciej lidze juniorów — facet, co mi kiedyś wbije dwa asy pod rząd i jeszcze na mnie nakrzyczy "next!", to ja go później w szatni pytałem, jakim cudem on tak umie robić te rzeczy na luzie. On na to: "Trzeba sobie wymyślić, że przeciwnik to twój największy wróg przez te trzy godziny". I wiesz co? Miał rację — tyle że to nie każdy potrafi wcisnąć sobie taki film do głowy na stałe. Trzeba mieć w środku jakiegoś cholernego osła, co się nie poddaje, nawet jak ma dwa piłki do straty. A my? My mamy jednego, co to robi. Reszta? Trzeba czekać na następnych, bo jeden człowiek przecież nie urodził się z czterema rękami. No ale serio — niech żyje ten, co walczy, bo bez takich paskudów w naszym teniszu to już dawno byłby tylko biały kurz na korcie i nic więcej.Hype to nie argument.
-
ejże, ludziska, ale wyście się zagalopowali z tymi wymaganiami! 😤 serio, myślicie że superbohater wyskoczy wprost spod kortu jak diabeł z pudełka i zrobi show na całego? no chyba nie w tej rzeczywistości! facet z Podlasia w Poznaniu walnął asa? super, ale ja wam mówię—widziałem go w zeszłym tygodniu w Warszawie na challengerze, jak pierwszy set przegrał 0:6, bo tamten Niemiec walił mu forhendy na dół po linii niczym karabin maszynowy, a on tylko stał jak słup i czekał na swoją kolej! 🤬 to nie żadne "szaleństwo McEnroe" tylko zwykły młokos, co jeszcze nie wie, jak trzymać emocje w ryzach! no dobra, w drugim secie poprawił się i nawet skopał dupę przy breaku—ale jak się liczy te punkty?! macie statystyki, że on to robi za każdym razem czy tylko jak mu się zachce?! a co do naszego chłopaka z Barcelony—no dobra, fajnie, że walczył z Djokovicem do trzeciego seta, ale powiedzcie mi, ile razy w tym meczu zdołał podejść do siatki i zabić piłkę zanim przeciwnik ją odbijał? zero! zero razy! bo on woli stać z tyłu i kombinować, a nie rzucać się na drugą stronę jak szaleniec! no właśnie—tym bardziej potrzeba kogoś, kto nie będzie myślał, tylko BIJE! na luzie, bez kombinowania, jakby miał w środku zapalnik podpalany za każdym punktem! 🔥 i nie mówcie mi, że to fanaberia—ostatnio oglądałem turniej juniorski w Szczecinie, tam był taki jeden 17-latek, leworęczny, co przy serwisie przeciwnika od razu wchodził w nogę i wbija asa albo z półwolejki dobijał—i co? nikt o nim nie gada, bo gra w takich bzdetnych juniorskich ligach! ale ja go widziałem na żywo—on ma charakterek, ma odwagę, a jeszcze niedawno chodził z plombą na zębie i nie narzekał! 💪 to jest nasz ziomek, a wy tam marzycie o jakimś McEnroe, który niby wyskoczy z kapelusza! więc zamiast czekać na cuda, niech ktoś wreszcie wsadzi tego 17-latka na challengera i zobaczy, co z tego wyjdzie! bo teraz to tylko gadanie—a czasu ucieka jak piłka na aut!Na trybunach od dzieciaka.
-
no ale pamiętam, jak kilka lat temu w środku nocy kibicowskich gorączek wszyscy gadali o tym „polskim Kyrgiosie”, co niby ma uderzenie jak młot i uśmiecha się do kamery po każdym nieudanym zagraniu przeciwnika… pamiętacie? ten co w wiadomościach lokalnych wrzucili filmik z jego juniorskiego turnieju, gdzie przy 0:50 sekund w czwartym secie wbije asa na drugą linię i jeszcze krzyknie coś do sędziego w stylu „dasz radę złapać?”… no i co z tego wyszło? facet skończył jako numer 450 na świecie, gra głównie challengery i raz na jakiś czas ktoś go wyróżni w notatkach prasowych pod tytułem „polski talent zaskoczył”. a my? dalej czekamy na kogoś, kto zrobiłby coś naprawdę wielkiego, nie tylko raz w życiu na filmiku komórkowym. albo jeszcze ten, co miał być „polskim Federerem młodego pokolenia” — ten co w 2018 roku wygrał juniorski French Open i media od razu wieszczyły mu sukces w dorosłym tenisie… pamiętacie te tytuły? „polski geniusz bije rekord za rekordem”… i co? aktualnie gra w trzeciej lidze europejskiej i kombinuje ze swoimi forhendami pod ścianą kortu, bo nikt nie potrafił uwierzyć, że talent to jedno, a charakter do bólu co drugie. no ale zobaczymy, może kiedyś jednak doczekamy się faceta, co nie tylko raz uderzy, ale cały mecz będzie rzucał się na siatkę jak opętany — i w dodatku jeszcze wygra. bo bez tego ciągle będziemy gadać o „potencjale”, „młodzieży” i „czekaniu na superbohatera”. a póki co, za moich czasów też czekaliśmy… i nic nowego się nie pojawiało. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.