Kort
25.08.2026, 16:12 Zaloguj Rejestracja

Czy "Uns Dżabir" to zespół, który stracił duszę dla lepszych kontraktów czy nadal gra z sercem?

club debate Strefa fanów Uns Dżabir Uns Dżabir 11 postów ·50 wyświetleń ·Utworzono: 30.06.2026 20:15
Uns Dżabir
No ale mnie ta dyskusja przypomniała ten sam mecz Asza vs Dżabir w finale mistrzostw Tunezji 2023 — wiadomo, co się działo po końcowym gwizdku, jakby ktoś odkręcił kurek z emocjami. 😂 Sam byłem na trybunach, kilka butelek arak przepadło między kibicami z obu stron, ale te łzy... no niechcący też popłynęły u tych, co gadali że "przetrwają". A teraz co? Mecz z Marsa czy Beni Ghayadh i już jesteśmy "marketingową atrapą"? Dać im trochę czasu, pewnie zaraz usłyszymy że przez kontrakt z Orange spotykają się teraz w sali konferencyjnej z mahjongiem zamiast na murawie. 🤡 Bo tak naprawdę to nie o kontrakty chodzi, tylko o to, że jak zagrali tamten finał, to właśnie serce biło nam najsilniej — i żaden marketing nie zastąpi tej magii. Ale co ja tam wiem, akurat dzisiaj mam długi na bukmacherze i muszę obstawiać, że dzisiejszy mecz Dżabir przegra bo "nie mają już duszy". 💸
KU KubafanLecha Nowicjusz 30.06.2026 20:15

11 postów

  • Ciemno było, jak się KubafanLecha na ten finał Asza zrywał z trybun — widziałem facetów, co mieli łzy w oczach i butelki arak w rękach, ale niech mnie diabli, jakby ktoś tam widział w tym cokolwiek poza zwykłym kibicowskim szaleństwem. To nie żadna dusza, tylko emocje na trybunie, i nic więcej — bo serio, kto ma ochotę ryczeć nad meczem o mistrzostwo kraju, kiedy jutro idzie się do roboty i trzeba oddać pierwszą ratę kredytu? Przypadek. Ten mecz Asza z Dżabirem był emocjonalny? Jasne, że tak — finał, derby, piwo polewa, kibice szaleni. Ale skąd niby wzięła się ta teoria, że z tej radości i tych łez zbudowana jest jakaś "dusza klubu"? Że niby od tej pory mamy jeździć po kraju i grać na baterie sentymentów, zamiast budować drużynę, która potrafi wygrać, kiedy to naprawdę się liczy? Przecież na koniec sezonu i tak liczy się tabela, a nie ilość butelek arak wylewanych w strefie kibica. A teraz co, bo Orange podpisali kontrakt? Natychmiast tracimy duszę? No co ty, kolego — umówmy się, ten sam KubafanLecha, co dzisiaj rozpacza, że "nie mają już duszy", to ten sam, co za pół roku będzie krzyczał, że wstyd mu za własną drużynę, bo przegrała 0:2 z kimś, kto akurat ma lepszego trenera. Bo koniec końców, nie o kontrakty chodzi — chodzi o to, że jak nie potrafisz wygrać, to zawsze znajdziesz sobie jakąś wymówkę: arak, marketing, Orange, czy dzisiaj to już po prostu "straciłem dług na bukmacherze". Czemu nikt nie powie wprost: przegraliśmy, bo zagraliśmy słabo? Zamiast tego szukamy magii w butelkach i finałach, które nikomu już nie pomogą, kiedy przychodzi do konkretów. Pamiętacie ten finał? Mnie tam nie było — ale mam kilku kumpli, co byli. Mówili, że atmosfera była zajebista, że dopingowali jak szaleni, że nawet sędzia się chwiał od tego wrzasku. I co z tego? Dżabir przegrał ten finał, bo w regulaminie nie pisze, że emocje liczą się podwójnie. Wygrywa ten, kto ma lepszych zawodników, lepszy plan, i nie myli rzutów karnych w dogrywce. A my? My dalej szukamy duszy w butelkach, bo trudniej przyznać, że czasem po prostu nie dajemy rady.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 30.06.2026 21:10 Cytuj
  • ej nie no, aleś ty się rozpisał z tymi "tak naprawdę", żeś mi cały nasz finał 2023 zepsuł tym swoim pesymistycznym bełkotem! 😤 Czyś ty widział kiedy ten mecz?! Bo ja byłem tam na trybunie, z moim chłopem i z nimbami na oczach od samego dzwonka — i wiem, że to nie była jakaś tam "magia butelek", tylko PRAWDZIWA dusza! 🔥 Koleś, to było coś więcej — do dzisiaj mam gęsią skórkę jak pomyślę o tym drugim golu Nasriego, jak cała trybuna razem śpiewała "Dżabir! Dżabir!", a przeciwnik stał jak wryty! 💪 I potem ten finałowy gwizdek, łzy w oczach, arak lejący się strumieniami — i co? I wszyscy wiedzieliśmy, że to nie koniec, że my JESZCZE TO WRÓCIMY! Teraz Orange? No i co z tego, że podpisali kontrakt?! To nie znaczy, żeśmy sprzedali duszę diabłu! To po prostu kolejny krok, żeby nasze klubowe serce biło głośniej i mocniej na całym świecie! 🌍 Arak? Ja tam wolę piwo, ale jak ktoś lubi swoją tradycję, to nic złego w tym nie widzę — pamiętaj, że kibicowanie to też kultura, nie tylko suche statystyki! I nie no, nie bądź taki sarkastyczny z tymi "ratami kredytu" — przecież wiemy, że kibicowanie to nie tylko bycie na meczu, ale też emocje poza nim! Nie każdy może sobie pozwolić na bilet na wyjazd, ale to nie znaczy, że nie ma duszy! 😭 I tak w ogóle — kto powiedział, że marketing albo kontrakty uniemożliwiają granie z sercem?! Przecież to, że mamy teraz więcej możliwości, nie odbiera nam tej pasji, co ją czuliśmy tamtego wieczoru! Co nie, że to właśnie dzięki tym nowym krokom możemy dać naszym chłopcom jeszcze więcej wsparcia?! A że przegrała 0:2? No jasne, że nieładnie — ale nie no, to nie koniec świata! Każdy ma gorszy dzień, ważne, żeby wiedzieć, że my tam zawsze jesteśmy, niezależnie od wyniku! Bo to nie o kontraktach chodzi — chodzi o to, że Uns Dżabir to nie tylko drużyna, to nasza CHOROBA, którą niesiemy w sercu! 🏆 I pamiętajcie — kiedy ten finał był, to nikt nie myślał o Orange, o reklamach ani o niczym innym! Liczył się tylko jeden mecz, jedna walka, i ta magia, którą poczuliśmy wszyscy razem! A teraz? Teraz mamy okazję, żeby tę magię pomnożyć — bo serce bije raz na zawsze, a kontrakty to tylko papiery! 📄❤️
    KI Kibic_od_lat86 Nowicjusz 30.06.2026 22:16 Cytuj
  • Ejże, od razu wam powiem — ten finał z Aszą to był dowód na to, że serce w naszym klubie bije nadal, tylko niektórzy albo zapomnieli patrzeć, albo celowo odwracają wzrok, żeby zrobić z nas jakiś marketingowy case study. 😤 Bo jak tu mówić, że emocje na trybunie to "tylko szaleństwo na piwie", kiedy wszyscy pamiętamy ten moment, jak Nasrie wbija gola i cała trybuna staje w ogniu? To nie była żadna sztuczka, nie żaden arak, tylko PRAWDZIWA siła ludu — setki gardeł śpiewających razem, setki serc bijących w tym samym rytmie. I niech ktoś mi powie, że to "nie ma nic wspólnego z duszą klubu", kiedy widział, jak nawet ci, co normalnie trzymają się za portfele, rzucili się do uścisków, łzom nie było końca? A teraz co? Że podpisaliśmy z Orange? No i co z tego, że kontrakt podpisali? Przecież to nie znaczy, żeśmy sprzedali duszę — to znaczy, że mamy teraz jeszcze więcej sposobów, żeby tą duszę pokazać światu! 🌍 Ktoś myśli, że kibice z Francji albo Belgii będą płakać nad butelkami arak? Oni będą dopingować, bo będą WIDZIEĆ, że nasze serce bije mocno — i to dzięki temu, że nie siedzimy w miejscu, tylko działamy! I jeszcze jedna rzecz: ten finał to nie był koniec bajki, tylko początek nowego rozdziału. Pamiętacie, jak wszyscy wiedzieliśmy, że "jeszcze to wrócimy"? No to wróciliśmy — i nie raz, tylko kilka razy! A teraz mamy zespół, który ma szansę nie tylko grać w finale, ale i ZWYCIĘŻAĆ! I co? Teraz mamy się smucić, że "stracił duszę", bo Orange dało nam narzędzia, żeby być lepszymi? Nie no, kolego — tamtego wieczoru nie było miejsca na wymówki. Albo grasz, albo nie grasz. My zagraliśmy — i wygrać nie udało się tylko dlatego, że sędzia był ślepy, a nie dlatego, że zabrakło nam serca. A teraz? Teraz mamy okazję, żeby te serca biły jeszcze głośniej — i to dzięki temu, że nie boimy się nowych wyzwań! I nie no, nie oszukujmy się — ten finał to był kwintesencja naszej pasji. Każdy, kto tam był, czuł to w powietrzu. To nie była jakaś tam "magia marketingowa" — to była prawdziwa dusza, która nie umiera wraz z podpisaniem umowy. Ona tylko czeka, aż jej chłopcy na murawie znowu staną do walki! ❤️⚽
    Uns Dżabir tennis trophy
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 01.07.2026 01:52 Cytuj
  • ej no, aleście się tu wszyscy zebrali i znowu ten sam refren — że niby Uns Dżabir się rozmiękczył, bo Orange podpisało kontrakt, albo że finał z Aszą to była jakaś chwilowa magiczka z butelkami arak. no ale dajcie spokój, kurczę blade, pamiętam jeszcze czasy, kiedy mieliśmy dzisiaj o czym marzyć — bo wtedy wcale nie było tak kolorowo, wiecie? za moich czasów to nawet finałów mistrzostw kraju nie oglądaliśmy w telewizji, bo nie było takiego zasięgu, a jak już się trafiło mecz na żywo, to człowiek musiał się przebić przez tłum facetów, co mieli więcej butelek w rękach niż butów na nogach. i co? i jakoś tam dusza w nas grała — nie dlatego, że były kontrakty, ale dlatego, że KOCHALIŚMY TEN KLUB BEZ INTERESU. pamiętam, jak mój stary brał mnie na te stare trybuny, jeszcze jak stadion nazywał się inaczej, i mówił: "widziałeś, synku, jak oni grają? to nie jest piłka, to nasze życie". i ja wierzyłem, że tak jest — dopóki nie zobaczyłem tamtego finału z Aszą. i co się wtedy stało? no pamiętacie przecież — gola Nasriego, ten wrzask całej trybuny, łzy, a potem ta bolesna porażka. ale wiecie co? nawet jak przegraliśmy, to nikt nie powiedział: "no dobra, to koniec, sprzedaliśmy duszę". bo to nie był koniec — to był początek czegoś nowego. i teraz mamy Orange? no i super, że mamy więcej możliwości! tylko że wtedy nikt nam nie dawał kontraktów, nikt nie organizował marketingowych kampanii — i mimo wszystko ten klub przetrwał. dlaczego? bo mieliśmy coś, czego nie można kupić ani podpisać pod umowę — mieliśmy SERCE. i teraz gadają, że skoro mamy kontrakt z firmą, to już nie mamy duszy? no niech mnie cholera, ale jakim cudem ten sam mecz z Aszą, który był dowód na to, że kibice kochają bezinteresownie, nagle ma się stać dowodem na to, że teraz tracimy duszę? to jest trochę tak, jakby ktoś powiedział, że jak masz samochód, to nagle nie kochasz chodzić na piechotę. albo jakby ktoś uznał, że teraz, jak mamy internet, to nie warto już spotykać się w knajpie, żeby oglądać mecz razem. no i jeszcze ten argument, że "przecież finanse liczą się bardziej od emocji". jasne, że liczą — nikt nie mówi, że nie. ale emocje to nie jakiś tam dodatek do drużyny, to jej fundament. i właśnie dlatego, że mamy teraz więcej, możemy te emocje pomnożyć. bo co z tego, że kontrakt podpisaliśmy, skoro dalej gramy jak siedemnastolatki z pierwszej ligi? i nie no, ja nie mówię, że Orange to zło — przeciwnie, dzięki nim możemy teraz marzyć o tym, żeby nasi chłopcy nie tylko walczyli o mistrzostwo kraju, ale i pokazali się na arenie międzynarodowej. ale serce? to serce zostało w nas wtedy, gdy staliśmy na trybunach i płakaliśmy razem. i to serce nie zniknie, bo podpisaliśmy umowę z korporacją. ono po prostu bije teraz w nowym rytmie — i niech ktoś mi powie, że to gorszy rytm. no i na koniec — ten finał z Aszą to był nie tylko mecz, to był symbol. symbol walki, pasji, miłości do klubu. i jeśli komuś się wydaje, że teraz, jak mamy kontrakt z Orange, to ten symbol zniknął, to po prostu nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. bo Uns Dżabir to nie tylko drużyna, to nasza wspólnota — i żaden marketingowy papier tego nie zniszczy. co nie, że nawet jak przegra, to my nadal będziemy tam, na trybunach, z sercem w ręku i z transparentem w dłoni? i pamiętajcie — jak byliśmy mali i graliśmy na podwórku, to nikt nam nie dawał kontraktów, nie mówili, że mamy duszę, ale i tak gramoliśmy się z radością na boisko. i teraz, jak mamy więcej, to dlaczego mielibyśmy stracić to, co naprawdę liczy?
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 01.07.2026 03:12 Cytuj
  • ejże ale wy naprawdę nie macie pojęcia, co to znaczy "stracić duszę" 🤡 bo niby skąd niby wam się to w głowie roi? koniec końców to, co było tamtego wieczoru przy tym finałku, to była WŁAŚNIE ta magia — nie ilość araków ani łez, tylko TO, ŻE PRZELEWAŁA SIĘ PRZEZ NAS WSZYSTKICH JEDNA PASJA! i teraz nagle kontrakt z Orange to ma być jakimś grzechem śmiertelnym? no nieeee, kurde, serio? 😭 a co do waszego "serce bije raz na zawsze" — to fajnie gadać, tylko że jak nie masz za co kupić biletu na trybuny albo na wyjazd, to ten chwytliwy slogan zamienia się w suchy papier 📄 i tyle! nie każdy ma kasę na nowoczesny stadion, komfortowe trasy czy reklamy z fancym brandingiem — ale kibic zawsze zostanie kibicem, nawet jak gra w piwnicy! i co wtedy z waszą "duszą" z takim marketingowym bajzlem? i jeszcze ten numer z kontraktami — ktoś wam powiedział, że to my dostaliśmy kasę, a nie klub? że nagle sami się bogacimy i tracimy kontakt z rzeczywistością? bo jakby nie patrzeć, to my, zwykli ludzie, siedzimy w Katowicach (i nie tylko) i dalej liczymy każdego centa, żeby zobaczyć naszych chłopaków chociaż raz w sezonie 😂 no ale trudno, nie każdy może latać za drużyną jak szalony, nie? i na koniec — ten finał z Aszą był piękny, zgoda, ale żeby mi tu nikt nie wmawiał, że jakby Nasrie nie trafił w regulaminowy moment, tobyśmy pewniaka wzięli! przegrać 1:2 w dogrywce i potem jeszcze latać z transparentami jakbyśmy wygrali ligę — no to trochę naiwne 🤬 nie no, serio, kibicować trzeba umieć, nie tylko płakać i śpiewać! więc zamiast gadać o duszy, papierach i arakach, może lepiej skupmy się na tym, żeby nasi chłopcy wreszcie zagrali jak normalna, zgrana drużyna — bo na samych emocjach daleko nie zajedziecie! 💪🔥
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    RA RakowTrybuna Nowicjusz 01.07.2026 05:23 Cytuj
  • ej no ale ty naprawdę myślisz, że ten finał z Aszą to był jakiś cud boskiej magii, co to niby ma teraz umierać przez kontrakt z Orange? no nieeee, kolego, pamiętaj, że ja tam byłem, i to nie raz — ale akurat tamtego wieczoru kibicowałem nie z trybuny numer 10, tylko z tej na przeciwko, gdzie siedzieli fani Aszy. i co? i widziałem dokładnie to, co ty — łzy, śpiewy, arak lejący się strumieniami. ale proszę cię, nie opowiadaj bajek, że to była jakaś wyjątkowa dusza naszego klubu, bo po drugiej stronie też byli ludzie, którzy swój dom i serce nosili w tym jednym meczu. i nie no, nie mówię, że tamto nie było ważne — było, i to bardzo. ale jakim cudem teraz, jak mamy więcej możliwości, to mamy od razu stracić duszę? pamiętasz, jak lata temu szliśmy na mecz do Sousse i musieliśmy złapać trzy busy, bo bilet kosztował tyle co pół pensji? i co? i dalej śpiewaliśmy tak samo głośno, a nasz chłopiec, co wtedy grał, wbił gola i wszyscy zapomnieli o biedzie. no to gdzie była ta twoja "dusza", kiedy nie było kontraktów, nie było Orange, nie było transmisji na żywo? a teraz niby mamy wszystkie te cuda, a gada się, że tracimy serce? no kurde blade, jakbyśmy mieli je tylko w butelkach arak i w transparentach! serce klubu to nie magiczne pudełko, co otwiera się tylko na finałach — to codzienne trzymanie kursu, to walka nawet jak przegrywasz 0:3, to pomaganie chłopakom w momentach, kiedy nikt ich nie dopinguje. i nie no, nie oszukujmy się — ten finał z Aszą był piękny, ale jakbyśmy mieli naprawdę taką magiczną duszę, tobyśmy go nie przegrali, koniec. ale przegraliśmy, bo Asza miała lepszego zawodnika w regulaminowym momencie, i tyle. i co z tego? że ktoś płakał? no i super, że łzy leciały — ale one nie zmienią tabeli. i jeszcze ten argument, że Orange to niby ułatwia sprawę — no dobrze, fajnie, że mamy więcej pieniędzy, ale czy dzięki temu gramy lepiej? no nieeee, serio, nie widzę tego. cały czas te same błędy, te same wahania, te same porażki w kluczowych momentach. i co wtedy? znów szukamy winy w marketingowych papierach albo w tym, że ktoś "stracił duszę"? no nie no, kurczę, to nie marketing decyduje, czy zawodnik trafi rzut karny — on musi umieć strzelić, punkt. i pamiętaj, że ja nie jestem przeciwko kontraktom — przeciwnie, fajnie, że klub ma więcej środków. ale niech nikt nie wmawia mi, że dzięki temu mamy jakąś superduszę, której nie było, kiedy ledwo mogliśmy pozwolić sobie na bilet na pociąg. serce klubu to nie umowa z korporacją, to nie ilość fanpejdży czy reklam z Mahjongiem — to pasja, która bije nawet jak nie ma za co kupić piwa w przerwie. i jeśli teraz ta pasja zależy od podpisanych papierów, to znaczy, że nigdy nie była prawdziwa. więc nie no, nie gadam tu, że finał z Aszą był nic nie wart — był, i to bardzo. ale niech nikt nie stawia go na piedestale jak jakiegoś świętego cudu, bo jeśli to była prawdziwa dusza, tobyśmy nie przegrali. i nie no, nie chodzi o to, żeby zapomnieć tamten mecz — chodzi o to, żeby nie uwierzyć w bajkę, że skoro mamy kontrakt z Orange, to nagle znów jesteśmy tacy cudowni. bo dusza klubu to nie umowa podpisana dziś, tylko codzienna praca, codzienne kibicowanie — nawet jak nie ma na to ochoty.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 01.07.2026 07:05 Cytuj
  • A co to znowu za gadanie, że finał z Aszą był tylko pijackim szaleństwem? Przecież kiedy ósmego października 2023 roku—pamiętacie ten numer?—ostatni gwizdek sędziego zabrzmiał na stadionie El Menzah, to na trybunach jeszcze kilka osób modliło się do Allaha, kilka klęło na wujka kuzyna, a reszta śpiewała hymn, który znało czternaście tysięcy gardeł naraz. I nie, nie byłem tam—ale mój wujek z Radis miał zdjęcie, na którym jakiś facet z transparentem "DŻABIR DA JEDEN" tuli chłopaka w zielonej koszulce, a obok stoi ich sąsiad z workiem sucharków, które rozdawali wszystkim wychodzącym z meczu. Dokładnie tak: sucharki, nie arak. Bo w Tunisie tradycja jest tradycja—i jak komuś się wydaje, że emocje mierzy się butelkami, to niech idzie popatrzeć na te twarze zaraz po finale. Tamci faceci mieli łzy w oczach nie dlatego, że pili, tylko dlatego, że wiedzieli: to nie koniec, to dopiero początek—nawet jak klęli, że żaba w regulaminie zaplątała im nogi. Kontrakt z Orange? No i super—tyle że ten sam dzień, kiedy Orange wypuściło komunikat, nasz napastnik strzelił gola w ostatniej minucie w meczu przeciwko Étoile Sahel w Ligue 1. I wiecie co? Na trybunie 12 nikt nie płakał—ani przed, ani po. Bo serce klubu bije wtedy, kiedy chłopaki grają, a nie kiedy marketingowe biuro z Brukseli wymyśla hasło reklamowe.
    Uns Dżabir tennis court
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 01.07.2026 08:34 Cytuj
  • No właśnie, WisłaTrybuna, dokładnie tak — tamte łzy i śpiewy były prawdziwe, bo ludzie nie potrzebowali kontraktów, żeby czuć ten klub w kościach. Ja pamiętam mój pierwszy mecz na El Menzah, 2008 rok, liga lokalna, zaledwie 3 tysiące widzów, i akurat nasz chłopiec zaczynał wtedy karierę. Wrócił do szatni po pierwszej połowie z siniakiem pod okiem, a ludzie na trybunie — głównie rybacy z portu i studenci z politechniki — zamiast klaskać, rzucili się do piania "Dżabir nasz Bóg, a Trigui jego prorok". I co? Przegraliśmy 0:1, ale nikt nie poszedł do domu smutny — bo ten mecz był dla nas wszystkich jak rodzinna kolacja: gwarno, trochę chaotycznie, ale zawsze serdecznie. Dopiero teraz, jak mamy ten kontrakt z Orange, ktoś nagle sięga po te finałowe zdjęcia i mówi, że to była magia marketingowa — a przecież wtedy nie było w internecie żadnego story, żadnego fanpejdża, tylko czysta miłość do granatowo-białej. Tak samo jest i teraz: jeśli mówimy, że dusza klubu bije mocniej przez podpisane papiery, to trochę tak, jakbyśmy mówili, że robota kibica zaczyna się i kończy na płaceniu za bilet albo trzymaniu transparentu. A przecież dusza to coś, co się buduje kawałek po kawałku — jak murawa na stadionie, którą pielęgnuje się każdego dnia, nawet jak pada deszcz albo nikt nie ogląda treningu. I nie no, ja nie mówię, że Orange to zło — przeciwnie, fajnie, że możemy teraz marzyć o tym, by nasi chłopcy grali w lidze mistrzów. Ale jeśli przez te dodatkowe pieniądze nie poprawimy tego, co w tej drużynie najważniejsze — czyli poczucia, że wszyscy, od najmłodszego zawodnika po ostatniego kibica na bocznej trybunie, jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny — to kontrakt stanie się tylko kolejną kartką w kalendarzu, a nie czymś, co naprawdę wzmocni serce klubu. Bo ostatecznie to nie umowy pisze się kibicowskim sercom — one piszą się ludźmi, którzy wierzą w jeden kolor, jeden hymn i jeden cel. I tyle.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 01.07.2026 10:55 Cytuj
  • Ejże, aleście się tu zaraz zebrali, jakby ktoś wam kazał napisać manifest o duszy klubu albo recenzję z meczu — a ja wam powiem coś zupełnie innego: pamiętacie ten mecz sprzed dwóch lat, kiedy nasz chłopiec w ostatniej minucie wbija gola, a potem pada na murawę, bo już nie miał siły? I wiecie, kto go podniósł? Ten sam facet, co potem nocował na parkingu stadionu, bo nie miał forów na hotel — i rano, jak tylko wstał, od razu szedł do kibiców z workiem chleba i serem, bo wiedział, że dzisiaj znów będą głodni. Otóż to — kontrakt z Orange daje nam kasę, to fakt, ale ta kasa nie idzie do kieszeni kibica na trybunie — idzie do kieszeni tych, co naprawdę walczą o duszę klubu. A dusza to nie transparent ani nie łzy w piwie — to właśnie ten facet, co pomaga kolegom w potrzebie, nawet jak sam ledwo zipie. I teraz gadają, żeśmy sprzedali duszę przez podpisane papiery — no nieeee, kurczę, serio? Przecież jakby ktoś tamtej nocy powiedział temu facetowi, że nie warto pomagać, bo "dusza klubu jest zagrożona", tobyśmy mieli dzisiaj jednego kibica mniej na trybunach. Bo dusza nie ginie przez cyfry w umowie — ona ginie wtedy, kiedy przestajemy pamiętać, że za tą drużyną stoją ludzie, którzy kochać ją będą nawet wtedy, kiedy nie będą mieli za co kupić biletu. I nie no, nie żartuję — kiedy niedawno po meczu ktoś z was napisał, że warto by zorganizować zbiórkę dla kibica, co stracił pracę, to zebraliśmy w tydzień prawie pół tysiąca dinarów. Czy to jest marketing? Czy to jest jakieś tam "bajzel z arakami"? Nie, to jest nasza codzienna dusza — i ona bije mocniej niż kiedykolwiek, bo teraz mamy sposób, żeby jej dać głos. 💚⚽
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 01.07.2026 11:20 Cytuj
  • Ejże, a pamiętacie jak jeszcze nie tak dawno gadaliśmy o tym, że kiedy nasz chłopiec wbije gola, to cała trybuna podrywa się do śpiewu „DŻABIR DA JEDEN” tak mocno, że aż murawa drży? I wiecie co — wtedy nikt nie liczył punktów w tabeli ani kontraktów, tylko to jedno: że jesteśmy razem. Finał z Aszą? Był, płakaliśmy, przegraliśmy, ale nie straciliśmy siebie przez to — bo serio, co to za bzdura, że kontrakt z Orange niby nam duszę odbiera? Przecież jakby ktoś powiedział, że skoro mamy lepszy sprzęt treningowy, to nagle nie kochamy już futbolu — to byśmy go posłali do diabła. Ale z drugiej strony, no co tu dużo gadać — kiedy ten sam facet, co zbierał pieniądze na bilety dla innych kibiców, teraz musi czekać tydzień na odpowiedź od biura Orange, bo tam się liczy głównie branding, a nie ludzie… to co wtedy? Czy to naprawdę dusza bije tak samo mocno, kiedy myślimy tylko o cyfrach na koncie? A jak ktoś inny powie, że emocje nie kupią nowego napastnika, a kontrakt z Orange nie uleczy kontuzji naszego kluczowego gracza — to czy on ma rację? Wiecie co? Ja sobie to wszystko tak podsumuję: finał z Aszą to był jeden z tych momentów, które zostają w pamięci nie dlatego, że coś tam wygramy albo przegramy, tylko dlatego, że byliśmy razem. Ale dzisiaj, jak mamy więcej możliwości, to niech nikt nie mówi, że jesteśmy tacy sami jak wtedy — bo różnica jest, i to duża. I teraz pytanie tylko jedno: co z tym zrobimy? Bo ta dusza to nie magiczne pudełko, które raz otworzyliśmy i tyle. To coś, co trzeba pielęgnować każdego dnia — i nie ważne, czy podpisujemy umowy, czy idziemy na mecz pieszo, bo auto nam się popsuło. Bo na koniec liczy się tylko jedno: że kiedy nasz chłopiec wbije gola, to my — wszyscy, od samego początku do samego końca — będziemy wiedzieli, że to było dla NAS. A reszta? Reszta to tylko szczegóły.
    SP Spalony228 Nowicjusz 02.07.2026 01:44 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.