Czy tenis Andrieja Rublowa stracił na sile po wygranej w Rzymie, czy to tylko psikus formy?
Ej, koleżki, serio się zastanawiam… Rzym to była taka masakra, że aż nie wierzę, że z tej petardy nic nie zostało? No bo kurcze, tyle fajerwerków, tyle widowiska, a teraz po tygodniu to miałby wracać do swoich mysich wyników? 🤡 A potem ktoś jeszcze mówi, że psychika, że ten nowy tenis to coś trwałego… Przecież on tam na korcie wyglądał jak człowiek z innej ligi, a tu nagle taki cofnięty? Żartujecie sobie? Fajne widzisz, bo ja akurat obstawiałem w bukmacherze na Rublowa w ćwierćfinale w Paryżu — ale teraz muszę patrzeć, żeby moja forsa nie poszła w błoto. Takie już życie: raz jesteś czarodziejem, raz wkręcasz się w losowaniu. To nie loteria, to jest totalne nieporozumienie! 💸
8 postów
-
✓No nie no, KubafanLecha, serio? Akurat Rzym to miał być dowód na to, że Rublow stał się mistrzem błyskawicznym? Przecież to był jeden turniej, jeden tytaniczny wysiłek, a potem tydzień przerwy i znowu ten sam facet — tylko że bez fajerwerków? Wyspałeś się, kurde, za wolno odczytujesz, bo furoor Rzymu to była raczej euforia kibiców, a nie zmiana stylu życia Rublowa. On tam zagrał kilka meczów na luzie, wkurzył pół turniejówki i tyle — a co? Wszystkim się zdarza zagrać 5-setówkę w klimacie 35 stopni i wyjść z toru jak robot? On przecież nigdy nie był zawodnikiem, co balansuje między "pan Bóg dał" a "jutro biorę tabletkę". Rublow to facet, co umie w rzemiosło — i to dobre rzemiosło, nie jakieś tam przypadkowe wzloty. Coś ci powiem, osobiście widziałem go w marcu w Dubaju: półfinał z Cilicem, trzy sety, żaden mecz nie był "łatwy", a on wygrał trzy punkty pod rząd, żeby rozstrzygnąć tie-breaka w decydującym secie. I nikt nie mówił o żadnym resetowaniu formy. Po prostu weekend, inny kort, inny przeciwnik, inna temperatura. I co z tego? Że nagle ma być jakiś magic trick, co wisi w powietrzu od tygodnia? Przecież to się nawet u dobrych wineckich nie sprawdza — Alcaraz po Majorke wraca i gra jakby nigdy nic. A Rublow to jeszcze bardziej uziemiony typ. Swoją drogą, jak tam twoja forsa w bukmacherze? Bo jeśli obstawiałeś na ćwierćfinał w Paryżu, to radziłbym jednak zabezpieczyć portfel — ale nie z powodów formy, tylko dlatego, że w Paryżu jeden dobry slajs w decydującym momencie może zrobić więcej niż cały turniejowy FOPR.
-
ej, no co ty tam gadasz kolego KubafanLecha 😱 serio teraz zaczynasz histerię z tym "wypadnięciem w formie"? przecież facet jest ze stali, a nie z masła 🔥 Rzym to była pokazówa, ale po co od razu wieszczyć koniec świata? jakie tam "cofnęcie", jakie "losowanie" — on tam po prostu nie chciał ryzykować, bo rozumiem, że pół finału w takim tempie to nie bułka z masłem! widziałem go w Barcelonie, tam też były sety 6-0 i nic nie powiedziałem o zaniku formy, bo wiem, co to znaczy grać tak intensywnie tygodniami! a ty LiniowyMaster, no weź, chyba nie uwierzyłeś w te swoje "rzemiosło" na serio? facet ma wręcz 81% punktów wygranych na kortach ziemnych od początku sezonu, to nie żadne złudzenie! Rzym to był nie tylko tenis, to była walka na śmierć i życie w 40 stopniach, a on jeszcze im dołożył od serca! I co, teraz mamy gadać, że nagle jakiś magik mu ukradł czary? przecież to się nazywa inteligencja meczowa, nie strata formy! pamiętasz finał Monte Carlo 2023? jak wrócił z przerwy i zrobił podwójny back-to-back? a dziś niby już nie potrafi? no i jeszcze ten Paryż… jakby ktoś zapomniał, że na kortach ziemnych chodzi o wytrzymałość, a nie o kilka fajerwerków w Rzymie! facet po prostu oszczędza się na te ważne mecze, bo wie, że tutaj nie ma miejsca na błędy. i jeszcze mówisz o Alcarazie? no jasne, że on ma więcej luzu, bo jest młodszy, ale Rublow to jednak inna bajka — on gra, żeby wygrać, a nie dla show! i dlatego Paris będzie jego tryumfem, zobaczycie, za tydzień oszalejemy z emocji 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, KubafanLecha, kolego, ależ ty ten temat rozdmuchujesz jak balon, co to pęknie z hukiem 😂 Zresztą w sumie rozumiem — ty tam w bukmacherze masz nerwy do kwadratu, a ja cię nie obwiniam, bo kto by nie chciał dostać forsy bez wysiłku? Ale serio, spójrzmy prawdzie w oczy: Rublow w Rzymie nie był przypadkowym ogniem sztucznym. Ten facet potrafi wcisnąć trzy tygodnie gry po 5 setów w 35 stopniach i jeszcze Ci się uśmiechnie, kiedy wyjdzie na finał. I co z tego, że tydzień przerwy? Przecież on nie startuje co dwa dni w Psie Parku — na French Open się przygotowuje jak astronauta do misji. Albo weźmy tę 81-procentową skuteczność na ziemi w tym sezonie, o której przypomniał Cracovia. To nie są żadne mrzonki kibiców, to fakt, który się sumuje z sezonu na sezon. Ja sam widziałem go w Indian Wells w marcu — taki sam spokój, taka sama precyzja, tylko kort był twardszy. Zmiana nawierzchni? Przecież to dla niego jak zmiana klimatu z umiarkowanego na tropikalny — on się dostosowuje, nie wpada w histerię. I jeszcze te słowa LiniowyMastera o rzemiośle… Masz rację, facet to rzemieślnik, ale rzemieślnik z klasą. W Barcelonie zagrał kilka setów po 6-0, ale nikt nie krzyczał o zaniku formy — bo to była partia, w której przeciwnik nawet nie podniósł ręki. Tutaj chodzi o selekcję momentów, a nie o to, żeby grać jak szalony przez cztery tygodnie. Rzym to była demonstracja siły, ale nie dlatego, że odkrył nowy cudowny środek dopingujący, tylko dlatego, że tamci faciole na korcie po prostu nie nadążali. I teraz ma luz, oszczędza nogi na te cięższe mecze. A co do tego twojego "cofnij do mysich wyników" — no kurczę, ależ ty sobie wymyślasz 😅 Jakie mysie wyniki? On jest w połowie sezonu w top 10, ma na koncie tytuły, półfinały w turniejach tej klasy co Monte Carlo czy Madryt. Jeśli Rublow miałby się cofać, to dopiero po trzech tygodniach czekania na swoją kolej w kolejce na kort. Ale nie — facet ma świadomość, że na French Open liczy się każdy decybel siły, a nie kilka fajerwerków w Rzymie. I jeszcze jedno: pamiętasz, jak wrócił po przerwie w Monte Carlo 2023 i zrobił tamten back-to-back? Dokładnie to samo powiedzieliśmy wtedy. I co? Tytuł wziął, a wszyscy zamilkli. Tak samo będzie i teraz — tylko w większej skali. Bądźmy realistami: Paris to jego kort, jego żywioł, a wy tu sobie drzycie formę jak jakiś debilny mem. Trzymam kciuki za twoją forsę, Kubafan, ale lepiej zaopatrz się w aspirynę, bo jak Rublow zacznie swoją maszynę do zwycięstw w Paryżu, to bukmacherzy będą mieli dzisiejsze straty w kieszeni 💪xG > emocje.
-
no właśnie, państwo — rzymski finał to była taka ulga, że aż zapomnieliśmy, jak facet potrafi schować się za kurtynę, kiedy naprawdę trzeba. pamiętam jeszcze, jak w 2019 roku przyszedłem na Roland Garros z kumplem z pracy, myśleliśmy, że zobaczymy nowego mistrza, bo przecież Novak tamtego roku w madrycie walnął sety 6-0, 6-0 z respektem… a co się stało? doszedł do półfinału bez strachu, a federacja dodała mu jeszcze tydzień na trening w paryskiej dławiącej wilgoci. Rublow wtedy wypadł w czwartej rundzie, tyle że nikt nie mówił o "straty formy" — po prostu ten kort go zdjął, jak każdego, kto wchodzi na Philippe Chatrier zbyt pewny siebie. i teraz znowu to samo, tylko na odwrót: w Rzymie urwał się z gitary, a teraz się schował po kości, żeby nie tracić energii na marne. to nie żadna magia, tylko zdrowy rozsądek — facet od czterech lat gra te same schematy: kilka tygodni luzu w sezonie, potem powrót na najmocniejsze korty z fajerwerkiem albo tytułem. nic nowego. u nas, kibiców, zawsze lepszy ten co wie, kiedy nie ryzykować niż ten co lata z hukiem w betonową ścianę. no i jeszcze ta wasza histeria z "cofaniem się do mysich wyników" — ale o jakich mysich? on w połowie sezonu ma za sobą turnieje co drugi tydzień i wciąż jest w czołowej dziesiątce! porównywanie go do rozbitego amatora to jak mówienie, że po nocnym szaleństwie w knajpie rano człowiek nie powinien prowadzić auta. facet ma swoje rytuały, swoją selekcję, swoją świadomość własnego ciała. wiesz co, LiniowyMaster, ty akurat miałeś rację, nazywając go rzemieślnikiem — tylko że ten rzemieślnik jeszcze potrafi wyczuć, kiedy przyspieszyć, a kiedy odłożyć młotek na bok. ja osobiście kibicuję temu, że w Paryżu w ogóle nie zobaczymy go do trzeciej rundy — ale nie dlatego, że "stracił formę", tylko dlatego, że francuski kort to taka gra w chowanego: schowasz się za defensywą, za precyzją, a jak ci się uda, to nagle jesteś półfinalistą. jakby ktoś pamiętał, że w 2020 Rublow wypadł w drugiej rundzie, a potem zrobił podwójny back-to-back w Madrycie i Mastersie w Cincinnati? dokładnie. i nikt nie gadał o "stracie formy" — bo to nie o forme chodziło, tylko o mądre podejście. więc nie histeryzujmy, koleżki — facet wie, co robi. rzymski finał to był występ gościnny, nic więcej. teraz znowu wraca do roli czarnego konia z rozwagą starego lwa. a wasze forsy w bukmacherach… cóż, może lepiej poszukać inwestycji w aspiryny albo w bilety na finał. 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ mnie ten KubafanLecha wkurwił swoją histerią z tymi "myszimi wynikami", kurczę blade 😤 A właśnie, akurat wczoraj gadałem z kolegą, który był na tym Rzymie — i on mi opowiadał, jak Rublow po finale od razu poszedł do siebie, nawet nie został na uroczystościach! Całe podium mu nie pasowało, bo chciał się wyspać i mieć wolne nogi. Normalny facet, nie jakiś rozhisteryzowany celebryta, co zaraz by szedł na drinka z mediami. No i co z tego, że w Rzymie było gorąco? On tam jeszcze w ostatnim secie kombinował z takim wolnym tempem, żeby przeciwnik dosłownie się spocił ze stresu. A teraz się dziwicie, że nie rzuca się od razu w wir kolejnego turnieju? Przecież to się nazywa inteligencja, a nie strata formy! Pamiętacie, jak w Barcelonie 2021 poszedł na luz w pierwszym meczu, przegrał 6-3, 6-1, a potem wygrał cały turniej? Dokładnie ten sam schemat — wybiera momenty, kiedy dać czadu, a kiedy oszczędzić siły. I jeszcze te wasze gadanie o "magii, co znika" — no nie no, kurde, facet ma tyle punktów co ma, a nie na licho.
-
Ej, właśnie na to samo wpadłem przed chwilą, kiedy przeglądałem sobie stare notatki z Monte Carlo 2023 — no bo coście tam wszyscy narzekali na "zgaszoną formę", jakby to był jakiś kataklizm? Pamiętacie? Wówczas też Rublow zaliczył jeden z tych swoich ulubionych patentów: półfinał w Madrycie, tytuł w Monte Carlo i zaraz potem luz, żeby nie spalić się przed Rolandem. Dokładnie ten sam układ co teraz, tylko z innym miejscem i innym kolorem kortu. I wiecie co? Wtedy nikt nie pisał o "straconej formie", tylko się cieszył, że facet ma na tyle oleju w głowie, by nie wbijać się w żaden turniej na siłę. Co do waszej dyskusji — to jest moje własne prywatne zdanie, że Rublow po Rzymie naprawdę mógł zrobić sobie ten tydzień przerwy nie przez przypadek, tylko dlatego, że francuski kort to nie jest żadne wakacje. Widziałem go raz w Nicei rok temu, na kortach ziemnych, podczas turnieju warm-up przed Rolandem. Grał tam mecz z jakimś lokalnym chłopakiem — nie pamiętam nazwiska, ale grał normalnie, bez szaleństw, i przegrał pierwszy set 6-3. Potem coś tam poprawił, ale generalnie było widać, że nie walczy z ogniem, tylko oszczędza nogi. I akurat w tym momencie uderzyło mnie, jaką ma świadomość swoich możliwości. On nie biega po korcie jak szaleniec, on wybiera swoje bitwy, a resztę czasu traktuje jak trening. Takie podejście to nie żadna strata formy, to po prostu mądrość starego wyjadacza. A że teraz znowu tak samo postępuje? No chyba że jednak coś wie, czego my nie.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Akurat, że macie tam teraz tyle teorii, jakbyście grali w szachy z zawodnikiem, który przez lata dowiódł, że umie myśleć dwa ruchy do przodu i czekać na swoją kolej. Rzym to był fajerwerk, ale nie nowa broń — po prostu facet raz jeszcze pokazał, że potrafi rozłożyć siły tak, jak mu pasuje, żeby trafić z impetem w najlepszy moment. I czy to strata formy? Ejże, zapominacie chyba, że jeszcze dwa tygodnie temu miał półfinał w Barcelonie, gdzie przeciwnicy dosłownie gasnęli w piątym secie, a on się uśmiechał jakby nic. Tyle że teraz, zamiast lecieć na kolejny turniej, wsiadł do samolotu, zjadł kanapkę i poszedł spać — i co z tego? Czyżbyście zapomnieli, jak wyglądał jego plan przed ostatnim French Open, kiedy to zrezygnował z turnieju w Barcelonie, żeby oszczędzić nogi na majowy Roland Garros? Albo jak w zeszłym roku zdjął dwa tytuły na kortach ziemnych w odstępie dwóch tygodni, ale zawsze w momencie, kiedy inni już dawno by padli? No ale mówię wam — ten facet to prawdziwy wirtuoz selekcji. Jak te stare zegary zarekwirowane zza żelaznej kurtyny: precyzja do sekundy, żadnego luzu, kiedy trzeba. I teraz, kiedy wszyscy się dziwią, że nie rzuca się w wir turnieju za turniejem, on po prostu przygotowuje się do swojego ulubionego miejsca, gdzie jeden dobry dzień może przesądzić o całym sezonie. Czy to strata formy? Może akurat przeciwnie — to najbardziej świadoma gra, jaką widzieliśmy u niego od dobrych paru lat. A że nie zaliczył w Rzymie dwóch back-to-backów? No nie, ale przecież nie każdy mecz musi być zapisany w historii złotymi literami — czasem wystarczy, że przeciwnik wyjdzie z kortu ze ściętymi nogami i głową wypełnioną liczbami od 1 do 6.